Niepowodzenie reaktywowania klubu motocyklowego w roku 1945 nie przeszkodziło toruńskim zapaleńcom dwóch kółek w maju roku '46 powołać do życia Toruński Klub Motocyklowy. Szybko jednak okazało się, że samodzielne istnienie klubu jest niemożliwe. W tej sytuacji motocykliści wstąpili do milicyjnej "Gwardii".

Nie przeszkodziło to jednak w startach pod szyldem TKM. Najczęściej były to jednak zawody indywidualne o zasięgu regionalnym, rzadziej krajowym. Organizatorem był najczęściej miejscowy klub motocyklowy lub lokalna gazeta. Bardzo często zdarzało się, że wyścigi na żużlu były dodatkiem do większej imprezy łączonej z rajdami i wyścigami motocyklowymi, zjazdami pakietowymi, wyścigami kolarskimi, spartakiadami lekkoatletycznymi - zawsze jednak rozgrywano je jako ostatni punkt programu.

Przygotowania i organizacja zawodów polegała na odpowiednio wcześniejszym zgłoszeniu zawodników do imprezy, wpłaceniu kaucji w wysokości 200-500 zł, która w przypadku niestawienia się na zawody przepadała. Niewiele było wówczas klubów które posiadały ciężarówki, którymi zapewniano transport dla motocykli i zawodników, dlatego zawodnicy na zawody najczęściej musieli dojechać samodzielnie, motocykle przewożąc najczęściej koleją. Co ciekawe członkowie PZM mieli prawo do ulgowych przejazdów i przewozów motocykli środkami PKP.

Tor do jazdy na żużlu nie był w owym czasie standardem. Zawodnikom wystarczyła bieżnia lekkoatletyczna. Nawet tam gdzie były tory żużlowe nie było band, a jedynie usypany półmetrowy wał ziemny. W przygotowaniu toru do jazdy pomagali również sami zawodnicy, a dzień przed meczem lub kilka godzin wcześniej przeprowadzano wspólny trening, po którym następowała kontrola techniczna motocykli. Gdy motocykle spełniały wymogi techniczne zawodnicy otrzymywali numery startowe (były to numery namalowane na kawałku materiału). Po ustaleniu ilości dopuszczonych do zawodów maszyn, zestawiano składy poszczególnych biegów. Zawodnik na motocyklu o mniejszej pojemności oprócz startów w swoje klasie mógł zgłosić się do rywalizacji z mocniejszymi silnikami. Co ważne w zawodach mogła wystartować dowolna liczba zawodników, zdarzało się że rywalizowało nawet 100 jeźdźców, a zależnie od ilości uczestników biegi miały obsadę od trzy do pięcioosobowej. Na koniec rywalizacji rozgrywano biegi finałowe, których ilość zależała od wspomnianej ilości zawodników oraz liczby biegów ustalonych przez organizatora. Co ciekawe czas biegu mierzono wszystkim zawodnikom, którzy dojeżdżali do mety co niekiedy miało znaczenie przy kwalifikowaniu zawodników do dalszych biegów. W razie wypadku organizator nie ponosił żadnej odpowiedzialności. Nie było żadnych ubezpieczeń czy odszkodowań, a wszyscy uczestnicy podpisywali zobowiązania do jazdy na własną odpowiedzialność.

8 września 1946 drużyna toruńska wystartowała w Bydgoszczy w trójmeczu rozegranym pomiędzy Polonią Bydgoszcz i Olimpią Grudziądz. Były to zawody eliminacyjne zorganizowane przez BKS Polonia przed startem zawodników w rywalizacji o "Złoty Kask" w Poznaniu. W zawodach nie wystartowali zawodnicy z Chełmży i w ten sposób spotkały się zespoły z miast, w których dzisiaj kibice nie wyobrażają sobie życia bez żużla.
Składy poszczególnych zespołów wyglądały następująco:
TKM Toruń Olimpia Grudziądz Polonia Bydgoszcz

Józef Gryzakowski - 2 (1,1,nu)
Bajewski - 0 (nu,nu,nu)
Alfons Zakrzewski - 0 (d,nu,-)

(Gryzakowski na zdjęciu poniżej
pierwszy z lewej na motocyklu
zdjęcie pochodzi z innych zawodów)

Władysław Gątkiewicz - 6 (2,2,2)
B. Nowakowski - 6 (2,2,2)
Jan Matczak - 0 (d,-,-)
Tadeusz Zwoliński - 2 (nu,2)
Bolesław Bonin - 9 (3,3,3)
Józef Buda - 9 (3,3,3)
Przybyłko Stanisław - 9 (3,3,3)

Toruńczycy nie nawiązali jednak walki ze znacznie silniejszymi - zwłaszcza sprzętowo - rywalami. W ogólnej punktacji zwyciężyli motocykliści bydgoscy, którzy wywalczyli 27 pkt. i pokonali Grudziądz (14 pkt.) oraz Toruń (2 pkt.)
W zawodach jak donosił Ilustrowany Kurier Polski skandalicznie zachowywała się publiczność gwiżdżąc na zawodników, którzy zajmowali drugie i trzecie miejsca w poszczególnych biegach.
Zawodnicy rywalizowali na dystansie pięciu okrążeń (2550 m okrążenie), a każdy z zawodników rywalizował z każdym.

Oto jak wyglądała kolejność w poszczególnych biegach
    1 bieg (2:50,2) Bonin; Gątkiewicz; Gryzakowski
    2 bieg (2:45,6) Buda; Nowakowski; Bajewski (nie ukończył wyścigu - nu)
    3 bieg (-:--, -) Przybyłko; Matczak (d); Zakrzewski (d)
    4 bieg (2:50,5) Przybyłko; Gątkiewicz; Bajewski (nu)
    5 bieg (2:49,0) Buda; Nowakowski; Gryzakowski
    6 bieg (2:42,8) Bonin; Zwoliński (nu); Zakrzewski (nu)
    7 bieg (-:--, -) Bonin; Gątkiewicz; Gryzakowski (nu)
    8 bieg (-:--, -) Buda; Nowakowski; Bajewski (nu)
    9 bieg (2:49,0) Przybyłko; Zwoliński; Zakrzewski (ns)
    10 bieg - eliminacja zawodników którzy osiągnęli najlepsze czasy. Do biegu na dystansie pięciu okrążeń stanęło trzech zawodników.
                Kolejność na mecie: Przybyłko (2:39,25); Bonin (2:44,4); Buda (2:58,8)
Nadprogramowo rozegrano bieg zręcznościowy, w którym tryumfował zawodnik bydgoski - Śmigiel.

Nie zniechęciło to prekursorów toruńskiego żużla i jeszcze tego samego roku w niespełna dwa tygodnie po turnieju bydgoskim bo 22 września 1946 doszło do rywalizacji na motocyklistów w grodzie Kopernika. Turniej został rozegrany z okazji "Dni Torunia" i miał charakter zawodów indywidualnych z udziałem zawodników miejscowych i ... zawodników bydgoskich. Udział zawodników bydgoskich jest o tyle wart odnotowania bowiem jeszcze przed wojną doszło do kłótni między klubem toruńskim, a bydgoskim podczas, której jeźdźcy znad Brdy zarzekali się, że ich noga nie stanie więcej na toruńskim obiekcie. Turniej został rozegrany w różnych klasach - decydowała pojemność silnika - nie ma jednak wiarygodnych źródeł co do uczestników i wyników turnieju. Widomo jedynie, że w klasie 125 ccm zwyciężył Roman Urbanowski z Polonii Bydgoszcz, a w różnych konkurencjach wyróżniali się Kasprzak, Turowski, Raniszewski, Pokorniecki, Rymarski i Sopoćko (na zdjęciu powyżej pierwszy z prawej, zdjęcie pochodzi z innych zawodów).

Kolejny turniej (20 października 1946) w którym uczestniczyli torunianie rozegrano ponownie w Bydgoszczy. Tym razem był to turniej indywidualny, a zawodnicy TKM zaprezentowali się znaczenie lepiej niż na początku września. W zawodach zadebiutował młodziutki Zbigniew Raniszewski, który odniósł dwa spektakularne zwycięstwa w klasie 100ccm i 250ccm. Obok Raniszewskiego który wyrastał powoli na idola kibiców w Toruniu, udany start zanotował Alfons Zakrzewski w klasie 100ccm, który był drugi i Trzeszczyk, który w tej samej klasie przyjechał do mety trzeci. 
Kolejność w poszczególnych biegach:
100 ccm
(3 okrążenia) - Zbigniew Raniszewski (Toruń), Doering (Grudziądz), Trzeszczyk (Toruń)
130 ccm (4 okrążenia) - Tadeusz Szczurkowski (Bydgoszcz), Władysław Gątkiewicz (Grudziądz), Władysław Kozierowski (Poznań)
200 ccm (4 okrążenia) - Zygmunt Smigiel (Bydgoszcz), Lech Jankowski (Poznań), Nowacka (Grudziądz)
250 ccm (5 okrążeń) Zbigniew Raniszewski (Toruń), Bolesław Bonin (Bydgoszcz)
350 ccm - Edmund Gburek (Gdynia), Alfons Zakrzewski (Toruń), Zygmunt Karaszewski (Bydgoszcz)
ponad 350 ccm - Stanisław Przybyłko (Bydgoszcz), Tadeusz Zwoliński (Grudziądz), Kokiza (Warszawa)
Kolejność w biegu zwycięzców: Gburek, Przybyłko, Śmigiel.

Obok rozkwitającego talentu Raniszewskiego uwagę zwróciła PANI Nowacka z Grudziądza, która w rywalizacji z panami dojechała do finału w klasie 200 ccm i zajęła 3 miejsce. W relacjach z tamtego czasu nie pojawiło się nazwisko żadnej innej kobiety stąd można się domyślać, że Pani Nowacka była jedyną przedstawicielką płci pięknej na torze i prawdopodobnie jedną z pierwszych kobiet, które rywalizowały na żużlowym torze wspólnie z mężczyznami tuż po wojnie.

Kolejna powojenna wzmianka na temat "żużlowych kobiet" pojawia się dopiero w roku 1947 kiedy to 24 sierpnia na torze w Gnieźnie wśród 20 motocyklistów znalazły się dwie kobiety, dla których zorganizowano dodatkowy wyścig. Do mety wówczas samodzielnie dojechała Borkowska, bowiem Szymańska zaliczyła upadek. Niestety nie podano przynależności klubowej obu pań.

Trzeba jednak podkreślić, że Panie na motocyklach ścigały się już przed wojną. Informacje na ten temat można znaleźć w latach, kiedy to niestety w Toruniu żużlowe rumaki milczały. Wzmianka o paniach startujących wspólnie z mężczyznami pojawiła się np. po zawodach rozegranych w dniu 17 października 1937 r. na torze żużlowym w Ostrowie Wielkopolskim, w kategorii maszyn turystycznych trzecią lokatę zajęła pani STANISŁAWA DWORNIKOWA z Rawicza. Startująca na maszynie NSU 350 ccm zawodniczka, wystąpiła również w tzw. "biegu pocieszenia", w którym sklasyfikowana została na drugim miejscu. W następnym roku 27 maja, podczas wyścigów w Rawiczu obok pani Dwornikowej wystąpiła również motocyklistka z Leszna. Jednak z uwagi na jej prośbę nazwisko pozostało anonimowe. W kategorii 100 ccm odważna lesznianka zajęła trzecie miejsce.

Po bydgoskich zawodach w roku 1946 udało się jeszcze zorganizować dwie imprezy motocyklowe. Najpierw odbył się trójmecz w którym ponownie uczestniczyły kluby z Bydgoszczy, Torunia i Grudziądza. W turnieju tym podobnie jak we wrześniu TKM-owcy nie odegrali większej roli. Zwyciężyli bydgoszczanie, a tytuł  Indywidualnego Mistrza wywalczył Przybyłko.
W zawodach tych wystartował też Józef Gryzakowski dla którego były to prawdopodobnie ostatnie zawody w życiu, bowiem zawodnik zmarł w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku motocyklowym na ulicy Szerokiej w dniu 2 listopada 1946 roku.
Jednak ostatnie zawody sezonu, zakończyły się akcentem toruńskim. Tradycyjnie na torze w Bydgoszczy udało się zorganizować turniej o charakterze pozaregionalnym. W imprezie brali udział zawodnicy z Pomorza, Wybrzeża i Poznania. Bieg zwycięzców wygrał gdynianin Gburek. Jednak sensacją zawodów okazał się torunianin Raniszewski, który wygrał, aż dwie kategorie - 100ccm i 250 ccm.

Na bydgoskim turnieju zakończył się sezon 1946. Niestety sezon ten obnażył braki organizacyjne TKM i brak wsparcia jakiejkolwiek organizacji Państwowej czy chociażby regionalnej. Dodatkowa trudność w tworzeniu motocyklizmu w Toruniu polegała na tym, że w Bydgoszczy działały dwa kluby motocyklowe silna organizacyjnie Polonia i mocny sprzętowo Partyzant, połączone później w 1949 w milicyjną Gwardię, która odnosiła sukcesy nie tylko w regionie.
To właśnie te powody były przede wszystkim przyczyną, że w Toruniu w kolejny roku drużyna musiała odradzać się niejako ponownie.

Zdjęcie Andrzej Kamiński

materiał wyjściowy Ilustrowany Kurier Polski
oraz książka anioły na torze

       strona główna     

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt