PRUSAKIEWICZ Piotr
kapelan


Chciał zostać zawodnikiem, ale odpowiedział na powołanie. Należał do parafii pod wezwaniem Świętego Michała Archanioła w Toruniu, w której pracowali księża michalici. Duch święty włożył w jego serce pragnienie, by służyć Chrystusowi i ludziom, więc po maturze wstąpił do zakonu księży michalitów i po ośmiu latach formacji i studiów w Krakowie w roku 1990 został księdzem. Nigdy nie żałował tej decyzji. I prosi pana Jezusa, bym wytrwał do końca i był przykładnym księdzem. Dziś można księdza Piotra nazwać nazwać specjalistą od Aniołów. Bowiem z racji przynależności do zgromadzenia, które ma Świętego Michała Archanioła za patrona, często prowadzi poszukiwaczy aniołów drogą chrześcijańskiego wtajemniczenia, a dodatkowo sympatyzuje z żużlową drużyną Aniołów z Torunia, sprawując duchową pieczę nad toruńskimi żużlowcami. Często nazywany jest też kapelanem toruńskiego żużla, bo jak mówi: "Staram się pokazywać zawodnikom właściwą drogę w karierze i życiu".

Związek księdza Piotra z żużlowcami nie był jednak przypadkowy. Jego pierwsza wizyta na stadionie żużlowym była ogromnym przeżyciem dla czteroletniego wówczas Piotrusia, który na mecze zaczął uczęszczać z ojcem. To właśnie tato zaszczepił pasję do żużla w młodym chłopcu, który od razu stał się kibicem z krwi i kości i żużlem zafascynował się od pierwszego wyścigu. Zapach, atmosfera, walka, nastroje kibiców tworzyły całość, która na stałe wpisała się w serce późniejszego księdza. Gdy nie mógł iść na mecz, przeżywał osobistą tragedię. Stał przed domem tak długo i czekał na tłumy wracające ze stadionu, by móc spytać o wynik.
W pewnym momencie nastoletni Piotrek szukał swojej drogi życiowej.
tak jak napisano najpierw chciał być zawodnikiem, później dziennikarzem sportowym i komentować mecze żużlowe i piłkarskie w telewizji. Ostatecznie został księdzem, ale swoją dzinnikarską pasję mógł realizować w inny sposób, bowiem przełożeni mianowali go redaktorem naczelnym czasopism o aniołach – Któż jak Bóg po polsku i The Angels – messangers from a loving God po angielsku.

Mecz, jaki na dłużej zapadł w pamięć księdza Piotra, to pojedynek torunian z Wybrzeżem z końca lat siedemdziesiątych. Cały czas prowadzili goście, ale w ostatnim biegu dzięki dwóm wykluczeniom nasi zwyciężyli 5:0 i w całym meczu bodaj 48:47 - wspomina. 
Jako największy żużlowy zawód przywołuje jak każdy kibic w Toruniu przegrany finał ligi z Włókniarzem Częstochowa w 1996 roku. Przez wiele lat martwiło go, że Tomkowi Gollobowi uciekał tytuł mistrza świata, w końcu jednak doczekał się koronacji zawodnika wszechczasów.
W miarę dorastania i dojrzewania coraz bardziej świadomie i z coraz większym zaangażowaniem uczestniczył w zawodach. Po zdaniu matury przez osiem lat przygotowywał się do święceń poza Toruniem. Jednak, gdy tylko pojawiał się z wizytą w Toruniu i gdy pojawiała się okazja podążał na stadion żużlowy. Ponadto studiując w krakowskim seminarium chłonął prasę sportową, a zwłaszcza bogate w żużel "Tempo". Także rodzice starali się regularnie przysyłać mu wycinki z toruńskich gazet na temat ukochanego klubu. Poza tym kiedy tylko nadarza się okazja, bywał na meczach żużlowych w innych miejscowościach.

Do dziś toruński kapelan czuje się bardzo mocno związany z Podkarpaciem. Od 1990 roku na dwa lata przełożeni wysłali go do parafii w Krośnie, gdzie oczywiście był częstym gościem na stadionie żużlowym i szybko związał się z zawodnikami i działaczami. W klubach w których się pojawiał wprowadził elementy religijne do życia sportowego, jak opłatek na Wigilię, msze święte przed sezonem. Nawet udało mu się zorganizować rekolekcje dla zawodników. Wielkim sukcesem działaczy i "żużlowego księdza" okazał się turniej z okazji wizyty Ojca Świętego w Polsce, na którym m.in. pojawił się Per Jonsson i wiele innych gwiazd. Wśród zaproszonych gości był także biskup przemyski Edward Białogłowski, którego  wspólne zdjęcie z Jonssonem obiegło wtedy cały świat.

Bywał również na meczach w Anglii, gdzie kibicowanie ma zupełnie innych charakter. Jednak na pierwszym miejscu w sercu kapelana Aniołów znajduje się zawsze Apator. Gdy miał otrzymać święcenia, a był to rok 1989, śp. prezes Benedykt Rogalski poprosił go o poświęcenie motocykli i tak już zostało na kolejne lata.
Sam nie nazywa siebie kapelanem Apatora, bowiem jak uważa kapelan może być na przykład w wojsku, gdzie jest na stałe do dyspozycji żołnierzy. Określa się raczej mianem duszpasterza, bowiem jak twierdzi jego oddanie klubowi nie ma stałego charakteru pracy kapelańskiej. Modli się za żużlowców. Stara się ich często zgromadzić przy ołtarzu. Bo jego zdaniem ołtarz to takie miejsce, gdzie ludzie się spotykają i na pewne rzeczy patrzą zupełnie inaczej. Potrafią porozmawiać ze sobą, pomodlić się wspólnie, widzą, że są po tej samej stronie. W czasie kazań ksiądz Piotr próbuję wskazać sportowcom właściwą drogę wertykalną. Choć jak twierdzi, miał niegdyś dylemat, czy zarabianie na życie i dostarczanie ludziom rozrywki, ryzykując własnym życiem, nie kłóci się z filozofią chrześcijaństwa. Jednak jego rozterki rozwiali uczelniani profesorowie z teologii moralnej, uznając żużel za sportową rywalizację, która nie kłóci się z filozoficznym pojmowaniem wiary. Jednak niekiedy wątpliwości wracają. Zwłaszcza gdy zewsząd słychać, że ktoś się zabił na torze. W Toruniu prowadził pogrzeb młodego zawodnika Grzegorza Kowszewicza, który zginął na treningu. Przez trzy dni nie mógł dojść do siebie, ale w końcu stwierdził, że oni i tak będą ten sport uprawiać - niezależnie, czy jest przy nich ksiądz czy nie. Dlatego postanowił nieść żużlowcom w razie potrzeby wsparcie duchowe.

Od 1991 roku zrodziła się tradycja wspólnej mszy na rozpoczęcie sezonu dla klubów z Torunia, Grudziądza i Bydgoszczy. Okazję do wspólnej modlitwy, a później koleżeńskiego spotkania przy stole zainicjował rzecz jasna ksiądz Piotr. Przyjeżdżają na nią nawet byli zawodnicy pomorskich klubów. Dzięki transmisji w Telewizji Bydgoszcz, a także w internecie, we mszy uczestniczą kibice z innych zakątków świata. Duchownego cieszy, że żużlowcy nie wstydzą się Jezusa. Większość nosi krzyżyki, medaliki, czyni znak krzyża świętego przed wjazdem do parkingu. Bywało, że prosili go o błogosławieństwo przed meczem, a nawet o sakrament spowiedzi po treningach tuż przed świętami Wielkanocnymi. Niektórzy w kaskach mają napisy z Janem Pawłem II, a na skórze tatuaże z krzyżem, z Matką Bożą. Jadąc na mecz do Częstochowy, wstępują na modlitwę na Jasną Górę.

Po roku 2000 trudniej było spotkać toruńskiego duchownego w parkingu, ale jak sam mówił zainteresowanie żużlem nie minęło. Powodem nieobecności były częste wyjazdy zagraniczne związane z posługą kapłańską. Ks. Piotr brał udział w konferencjach, głosił kazania, bywał na rekolekcjach w krajach anglojęzycznych. Jego współbracia posługiwali w 14 krajach świata. Dlatego, często był zapraszany na głoszenie Słowa Bożego w języku angielskim. Dzięki temu zwiedził Stany Zjednoczone i to czterokrotnie oraz Paragwaj, Argentynę, Irlandię, Włochy, Szkocję, Anglię, Oman, Ugandę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Gibraltar, Szwecja, Hiszpania, Trynidad i Tobago, Aruba, Kurasao, Papuę-Nową Gwineę czy Australią. W krainie kiwi i kangurów spotkał się z Ryanem i Pauliną Sullivan. Mieszkał w ich gościnnym domu w Willow Vale, trzydzieści minut jazdy od lotniska w Gold Coast. Na spotkanie z Helensvale przyjechał też Darcy Ward ze swą żoną. Z Ryanem ksiądz Prusakiewicz zna się jeszcze z czasów "dawnego Apatora" w którym funkcję menadżera pełnił Jacek Gajewski szkolny kolega księdza z V Liceum Ogólnokształcącego, z klasy o profilu matematyczno-fizycznym. Jacek Gajewski ściągnął wówczas Australijczyka do Polski, by ścigał się właśnie dla Apatora. Duchowny zawsze mu kibicował, także, wtedy gdy startował w Częstochowie i Bydgoszczy. Poznał jego rodziców. Kilkukrotnie dopingował go podczas meczów w Premiership i wielokrotnie mieszkał w jego domu. Z kolei Ryan, jeśli był w Polsce, to regularnie przyjeżdżał na msze święte inaugurujące sezon żużlowy do Górska. W 2010 roku tuż po mszy podszedł do księdza Piotra z sympatyczną dziewczyną. To była obecna żona Paulina. Sully powiedział, że po sezonie chce z nią wziąć ślub i poprosił kapłana o udzielenie tego sakramentu. Ceremonia zawarcia sakramentu małżeństwa odbyła się 28 października 2011 roku po polsku i angielsku w kościele garnizonowym w Toruniu. Od tego mementu rodzina Sullivanów i ks. Piotr są w regularnym kontakcie. To że w rodzinie Sullivanów wiara jest czymś ważnym świadczy również fakt, że synowie Pauliny i Ryana uczęszczają do katolickiej szkoły, którą rzecz jasna odwiedził polski duchowny. Spotkał się wówczas z księdzem, który uczy tam religii i jest duszpasterzem uczniów i nauczycieli. Sullivanowie prosili także o poświecenie ich nowego domu, co z radością żużlowy kapelan uczynił. Paulina dodatkowo dba o to, by święta były przeżywane zgodnie z polską tradycją, dlatego polska wigilia na Australijskiej ziemi czy udział w pasterce lub wizyta w Wielką Sobotę ze święconką w kościele to coroczne ceremonie mające zbliżyć rodzinę do Boga.

Zdaniem księdza Piotra w żużlu łatwiej można zapanować nad emocjami, albo raczej łatwiej je rozładować. Wyścig za wyścigiem, wynik się zmienia. W piłce nożnej czasami przez dłuższy czas nic się nie dzieje i kibice sami sobie organizują atrakcje. Czasami z opłakanym skutkiem.

 

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt