LEWANDOWSKI
Krzysztof
Urodzony 20 stycznia 2005 roku.
Dla pochodzącego z Bydgoszczy Krzysztofa Lewandowskiego przygoda ze sportem
żużlowym zaczęła się od tego, że zaczął z rodziną chodzić na żużlowe zawody i
tak zrodziła się w młodym człowieku chęć bycia żużlowcem, o czym powiedział w
jednym z wywiadów u progu kariery: "Od małego interesowałem się żużlem i od
zawsze priorytetem dla mnie było stanie się żużlowcem. Nie trenowałem wcześniej
żadnych innych sportów, które tak by mnie wciągnęły. Poświęciłem się od samego
początku, od kiedy tylko zobaczyłem po raz pierwszy zawody żużlowe i tak już
zostało".
Przez lata obcowania z żużlem na swojego idola wybrał
Tomasza Golloba, u którego
podziwia akcje po przegranym starcie i walkę na trasie. Podpatruje również styl
jazdy Piotra Pawlickiego.
Gdyby nie żużel, prawdopodobnie poświęcałby więcej czasu na treningi piłki
nożnej, w którą gra w okresie przygotowań ogólnorozwojowych.
Krzysztof ma świadomość, że kariera żużlowca nie jest łatwą profesją i szybko
minie, dlatego wspólnie z rodzicami zabiega o swoje wykształcenie i w okresie
zimowym przywiązuje największą wagę do obowiązków szkolnych, bo wie, że musi
nadrabiać jesienne i wiosenne zaległości, ponieważ w trakcie sezonu, szkoła
staje się miejscem, do którego uczęszcza 1-2 razy w tygodniu.
Osobami, które u progu kariery są największym wsparciem dla młodego zawodnika
i które zaszczepiły w Krzyśku żużel na stadionie miejscowej Polonii Bydgoszcz,
byli jego dziadek i ojciec. Następnie rodzice zapisali dziewięciolatka do
szkółki miniżużla, a jego trenerem został Jacek Woźniak. Początkowo tata nie był
przychylny zainteresowaniom syna. Ostatecznie zgodził się na wstąpienie do
szkółki, ale miał nadzieję, że po pierwszym treningu Krzysiek da sobie spokój z
kręceniem kółek w lewo. Z czasem w pełni zaakceptował pasję syna i zaczął mu
pomagać w rozwoju stając się jego mechanikiem. Dziadek z kolei namiętnie
uczestniczył w pierwszych treningach wnuka, które odbywały się na torze
wspomnianej Polonii Bydgoszcz. "Od małego tata zabierał mnie na stadion, żebyśmy mogli wspólnie oglądać żużel.
To właśnie on zaszczepił we mnie pasję do tego sportu. Pamiętam, że spore
wrażenie robiły na mnie sytuacje, kiedy dany zawodnik w jednym biegu przyjeżdżał
do mety daleko za rywalami, a potem potrafił wygrywać ze sporą przewagą.
Podobała mi się determinacja żużlowców i możliwość szybkiej odmiany swojego
położenia. W pewnym momencie zorientowałem się, że w mojej rodzinnej Bydgoszczy
odbywają się turnieje miniżużlowe, w których mogą startować chłopacy w moim
wieku. Wtedy nie miałem jeszcze nawet dziesięciu lat, ale moi rodzice rozmawiali
z rodzicami innych miniżużlowców i starali się zdobywać jak najwięcej
przydatnych informacji. Miałem też szczęście, że pod swoje skrzydła wziął mnie
nieżyjący już niestety pan Marek Szuba, który znał się na miniżużlu jak mało
kto. To właśnie on zbudował mi pierwszy motocykl, na którym mogłem trenować, a
także pozwalał mi jeździć na swoim prywatnym torze. Poza tym zawsze służył radą
i tłumaczył o co chodzi w tym sporcie. Myślę, że pan Marek dołożył potężną
cegiełkę do mojego rozwoju. Wiadomo, że dla nas to było spore przedsięwzięcie. W
miniżużlu nie dostaje się pieniędzy na przygotowanie i wiele kosztów trzeba
pokrywać z własnej kieszeni. Oczywiście to nie są tak wielkie wydatki jak w
dorosłym żużlu, ale mimo wszystko stanowią jakieś obciążenie. Ja na pewno nie
pochodzę z bardzo zamożnej rodziny. Mama pracowała na dwa etaty, żebym mógł
robić to, co pokochałem i żeby jeszcze starczyło na życie. Momentami nie było
łatwo, ale dzięki ogromnemu zaangażowaniu moich rodziców jakoś dawaliśmy sobie
radę. Mogę być im tylko za to bardzo wdzięczny. Któregoś razu wybraliśmy
się na takie zawody i namówiłem rodziców, żeby pójść porozmawiać z trenerem
Jackiem Woźniakiem. To sprawiło, że ostatecznie zapisałem się do szkółki i
zacząłem treningi z drużyną. W taki sposób pojawiłem się w żużlowym świecie. Na
pierwszych treningach tata i trener nawet się dziwili, bo od samego początku w
ogóle nie bałem się odkręcić gazu. Wiadomo, że od razu nie jechałem ślizgiem z
pełną prędkością, ale sama jazda nie sprawiała mi większych trudności i
wyglądała dosyć płynnie. Miałem całkiem niezłą bazę do szlifowania swoich
umiejętności. Pamiętam jednak swoje pierwsze zawody miniżużlowe. Zdobyłem w nich
sześć albo siedem punktów. Po ostatnim biegu zjechałem do parku maszyn,
ściągnąłem kask i się popłakałem. Stwierdziłem, że jestem najgorszy i bardzo
słabo mi poszło. Tata powiedział wtedy, że nie mam się czym przejmować, bo to
dopiero początek. Zaznaczył przy tym, że niektórzy w debiutach w ogóle nie
dojeżdżali swoich biegów do końca, a ja przecież nie tylko meldowałem się na
mecie, ale jeszcze potrafiłem wywalczyć całkiem niezłą zdobycz punktową.
Widziałem, że był ze mnie bardzo dumny i strasznie mnie tym podbudował. To jest
wspomnienie, które szczególnie zapadło mi w pamięci i ma dla mnie ogromną
wartość" - mówił w jednym z wywiadów młody zawodnik.
Certyfikat na jazdę w miniżużlu Krzysztof uzyskał w 2015 roku podczas
egzaminu w Częstochowie i z miejsca pokazał się z dobrej strony w zawodach
miniżużlowych. Został m.in. trzykrotnym Drużynowym Mistrzem Polski, dwukrotnym
wicemistrzem Polski Par Klubowych. Ma też na swoim koncie brązowy medal Pucharu
Polski Par Klubowych. W 2017 roku zajął 11 miejsce w ostatniej rundzie
Indywidualnych Mistrzostw Polski w kategorii 80-125cc. Czas szybko biegł,
zawodnik dorastał i trzy lata później (24.05.2018) na torze w Gnieźnie
przystąpił do licencji w klasie 250 ccm. Co prawda startował jeszcze w niżej
klasie, ale tak mówił o kolejnym żużlowym kroku: "Rezygnuję już w jazdy w
klasie 125. Zdaniem moim i mojego teamu, jest to cofanie się. Powodowałoby to
tylko błędy w mojej jeździe".
W Gnieźnie wspólnie z Krzyśkiem żużlowe certyfikaty uzyskali następujący adepci:
|
Licencje w
kategorii 500 ccm: Szymon Szwacher - 2002 - Gniezno |
Licencje w kategorii
250cc: Patryk Nater - 2004 - Tarnów |
Po zdaniu licencji w wyższej kategorii, choć do żużla przysposobił go klub bydgoski, w roku 2019 startował dla Startu Gniezno w ramach wypożyczenia, co było pomysłem jego trenera. Kontynuował też swoje miniżużlowe starty w doborowym towarzystwie i tu należy wymienić przede wszystkim półfinał IMŚ 250cc w Gdańsku w 2018 roku, co było również jego debiutem w zawodach w klasie 250cc. Brał również udział w zawodach Pucharu Ekstraligi 250cc, w których w klasyfikacji końcowej uplasował się na 8 lokacie (najlepszy był Przyjemski), a także zajął 6 lokatę w Indywidualnym Pucharze Polski (triumfował Oskar Paluch z Gorzowa, Przyjemskiego prześladowały defekty i dlatego skończył na 3 pozycji).
Dbając o rozwój syna, rodzice Lewandowskiego z końcem roku 2019 podjęli rozmowy
z Jerzym Kanclerzem, właścicielem i prezesem Polonii Bydgoszcz na temat
przyszłości młodego zawodnika. Finansową ofertę klubu znad Brdy przebił
jednak Apator Toruń i ostatecznie Lewandowski,tuż przed licencją w "dorosłym
żużlu" został zawodnikiem klubu z miasta Kopernika. Rodzice nie patrzyli jednak
tylko na finanse, ale chcieli aby ich syn trafił do mocnego organizacyjnie i
finansowo ośrodka. Nie miało w tym przypadku znaczenia, że Apator Toruń spadał z
ekstraligi, bowiem zamiarem Aniołów było zbudowanie silnej kadry młodzieżowców,
po powrocie do najwyższej klasy rozgrywek. W tym miejscu należy podkreślić, że o
młodego jeźdźca zabiegali również działacze Wybrzeża Gdańsk, a także Gniezna.
Jednak to toruńska oferta okazała się najlepszym wyborem, ponieważ Apator
przedstawił najlepsze warunki do rozwoju, a także jak mówił sam zawodnik: "Kkuczową
rolę odegrała atmosfera, która w Toruniu jest świetna. Trenowałem tam już
wcześniej i od pierwszych chwil bardzo polubiłem osoby z tamtego otoczenia.
Bardzo często oraz miło rozmawia nam się z panią prezes Iloną Termińską, jak i panem prezesem oraz panem Adamem Krużyńskim.
Większość moich sponsorów też jest z Torunia, tak więc między innymi te czynniki
sprawiły, że dziś reprezentuję dumnie KS Toruń. Jakimś decydującym czynnikiem
była także odległość na treningi. Przy okazji pozdrowienia dla pana Piotra
Mikołajczaka".
Zawodnik w żółto-niebiesko-białych barwach miał zdawać żużlowy certyfikat z
początkiem roku 2020, jednak sezon ten stanął pod znakiem zapytania. Powodem
była pandemia wirusa Covid-19 powszechnie nazwanego koronawirusem, który na
całym świecie zbierał śmiertelne żniwa. O tym jak poważna była sytuacja niech
świadczy orędzie Premiera Mateusza Morawieckiego i wprowadzenie stanu zagrożenia
epidemicznego, który zaczął obowiązywać w nocy 14 na 15 marca i miał obowiązywać
przez 10 dni, ale tak naprawdę obowiązywał do odwołania. Konsekwencją powyższej
decyzji był komunikat, Głównej Komisji Sportu Żużlowego w którym poinformowano o
zakazie organizacji zawodów treningowych (sparingów) oraz przeprowadzania
zorganizowanych treningów na torach żużlowych początkowo do dnia 1 kwietnia 2020
r., a finalnie do odwołania. W tej sytuacji cały żużel zatrzymał się na 13
długich tygodni. W międzyczasie doszło do wielu nowych ustaleń regulaminowych,
renegocjacji kontraktów, a także zmiany dat egzaminów na żużlowe certyfikaty.
Ostatecznie 30 lipca 2020 na torze w Toruniu, Krzysztof wspólnie z sześcioma
innymi adeptami z sześciu innych klubów przeszło pozytywnie przez egzamin na
licencję "Ż", a czterech innych uzyskało certyfikat uprawniający do startów
na motocyklach o pojemności 250 ccm.
Pozytywny wynik uzyskali następujący adepci:
|
Licencje w
kategorii 500 ccm: Krzysztof Lewandowski - Toruń |
Licencje w kategorii 250cc:
Franciszek Majewski - Toruń |
Dla Torunia było to być może spore wzmocnienie formacji młodzieżowej, bo
Igor
Kopeć-Sobczyński kończył wiek juniora, a pozostali juniorzy mieli już za
sobą co najmniej drugi rok startów i nie rokowali najlepiej na ewentualne starty
w ekstralidze. Dlatego Krzysztof Lewandowski mimo, że po zdaniu licencji mógł
startować wyłącznie w imprezach młodzieżowych, miał dojrzewać sportowo i w 2021
roku stanowić o sile Apatora po awansie do ekstraligi.
Debiut młodego Anioła w plastronie Apatora miał miejsce 19 sierpnia 2020 roku
w
trzeciej rundzie eliminacyjnej rozgrywek DMPJ na torze w Toruniu.
Drużyna Apatora zajęła wówczas pierwsze miejsce, a Krzysztof z 10 punktami był
trzecim zawodnikiem w drużynie i całym turnieju, pozostawiając w pokonanym polu
bardziej doświadczonych kolegów. Dzień później na torze w Grudziądzu
rozegrano kolejną rundę DMPJ, a Krzysztof choć zdobył tylko 6 był, był
bardziej skuteczny od kończącego wiek juniora Igora Kopecia-Sobczyńskiego, co
mogło być zwiastunem tego, że Toruń doczeka się po latach bardziej skutecznego
młodzieżowca.
W
sezonie 2021 Apator awansował do ekstraligi i choć Krzysztof udowodnił, że ma
smykałkę do żużla, działacze w Toruniu postanowili zabezpieczyć się i formację
młodzieżową wzmocnili bardziej doświadczonym
Karolem Żupińśkim z Gdańska, który
miał być młodzieżowym liderem, a wkraczający na żużlowe salony Krzysiek miał
rywalizować z Kamilem Marcińcem o miejsce w składzie. Zawodnik nie obawiał się
jednak tej rywalizacji w sezon planował wejść z trzema kompletnymi motocyklami i
po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym liczył, że tor zweryfikuje jego
przydatność w zespole: "Przed
sezonem bardzo dużo trenowaliśmy pod okiem trenera Radka Smyka. To były przede
wszystkim zajęcia gimnastyczne o charakterze kondycyjno-siłowym, które miały
przygotować nas do rozgrywek pod względem fizycznym i sprawić, że będziemy mniej
podatni na kontuzje. Nie brakowało też zajęć wzmacniających więzi w drużynie.
Graliśmy na przykład w hokeja i przyznam, że potrafiliśmy się tam porządnie
spocić. Wiadomo, że podczas sezonu kluczowe jest utrzymanie dobrej kondycji,
żeby nie zaprzepaścić wszystkich wcześniejszych wysiłków i za szybko nie opaść z
sił. Dla mnie najlepszym sposobem podtrzymywania formy fizycznej jest jazda na
rowerze. Bardzo lubię wstać rano i przejechać sobie szybkim tempem od 30 do 50
kilometrów. To nie ma być relaksacyjna jazda, tylko porządny trening. Nie
ukrywam jednak, że rower jest też dla mnie odskocznią od całego świata i życia
codziennego. Kiedy zostaje tylko szosa, rower i ja, to czuję, że czyści mi się
głowa".
W trakcie sezonu okazało się, że ligowy debiutant radzi sobie nadspodziewanie
dobrze i
Krzysiek szybko stał się podstawowym juniorem w
składzie Aniołów, a na jego punkty nie tylko w biegach młodzieżowych, trener
Tomasz Bajerski mógł liczyć w każdym meczu, a zawodnik tak podsumował swoją
dyspozycję: "Podstawowe
założenie na ten rok było takie, żeby przejechać sezon cało i zdrowo, bez
jakichś poważniejszych kontuzji oraz oswoić się z żużlową rzeczywistością.
Jeżeli chodzi o moje wyniki, to wiadomo, że zawsze mogłem pojechać lepiej. Żużel
jest takim sportem, że nawet jakbym zdobywał same komplety, to za każdym razem
znalazłbym coś do poprawy. W tym roku pogubiłem trochę punktów przez błędy,
które nie powinny się już zdarzać, bo wcześniej nad nimi pracowałem. Z drugiej
strony cieszę się jednak, że element startu, który sprawiał mi dość duże
problemy, powoli zaczyna wyglądać lepiej. Na razie brakuje mi jeszcze
powtarzalności, ale robię co w mojej mocy, żeby ona się pojawiła. Zdaję sobie
sprawę, że przede mną wciąż bardzo dużo nauki. Trudno opisać słowami jak wiele
rzeczy muszę jeszcze opanować, ale jestem na to gotowy i nie zamierzam się
zrażać. Żużel wymaga wielu zróżnicowanych umiejętności, które trzeba umieć
połączyć w jedną całość. Można powiedzieć, że ja jeszcze porządnie nie liznąłem
tego sportu i dopiero odkrywam tajniki żużlowego rzemiosła. Muszę być świadomy,
że wszystko wymaga czasu. W żużlu najważniejsza jest chłodna głowa. Mnie czasami
tego brakuje i przez to popełniam niepotrzebne błędy. Momentami próbuję na
przykład wyprzedzić rywala po pierwszym czy drugim okrążeniu, kiedy nie
zbudowałem jeszcze wystarczająco dużej prędkości, aby ten atak się powiódł. W
żużlu trzeba wypracować zdolność do podejmowania szybkich, ale przemyślanych
decyzji, bo każdy nierozważny manewr może nas wiele kosztować. Nie mówię tylko o
punktach i pozycjach, ale też o zdrowiu, a nawet życiu. Musisz być pewny, że
wiesz co robisz i nie zaszkodzisz sobie oraz innym".
Poza ligą, obok wielu startów zwłaszcza w rozgrywkach młodzieżowych,
Krzysztof 1 października 2021
roku zadebiutował w cyklu
Speedway Grand Prix na MotoArenie. Miało to miejsce w biegu nr 9, kiedy
to junior Aniołów zastąpił innego
Roberta Lamberta, ponieważ Brytyjczyk dotknął taśmy. Oznaczało to, że
toruński zawodnik stał się najmłodszym żużlowcem w historii, który stanął na
starcie w SGP, bo liczył wówczas 16 lat i
254 dni. Choć
Krzysztof w swoim debiucie nie zdobył w zawodach żadnego punktu, to pod taśmą
stanął trzykrotnie, a jego zwłaszcza pierwszy start nie był tylko pustym
przejazdem, bo na torze był nieustępliwy jak choćby podczas pierwszego meczu
ligowego w sezonie, gdy pokonał bardziej doświadczonego i utytułowanego
Piotra Protasiewicza,
pokazując że drzemie w nim
ogromny potencjał.
Nic
więc dziwnego, że przed kolejnym sezonem kibice i działacze pokładali wielkie
nadzieje w Krzyśku i wiązali z jego rozwojem spore nadzieje.
Sam zawodnik oprócz z tego, że pokazał się z dobrej strony jawił się jako poukładany młody człowiek, który obrał sportowy kierunek
w życiu, ale nie zapominał o nauce i ciężkiej pracy nad samym sobą, by w sezonie
2022 dokładać cenne punkty do dorobku drużyny. Zwłaszcza, że
po zbrojnym ataku Rosji na Ukrainę, gdy doszło do wykluczenia ze sportowej
rywalizacji zawodników rosyjskich, oczekiwano do Krzyśka znacznego progresu i
większej odpowiedzialności za wynik zespołu. Ostatecznie
zawodnik wystartował w osiemnastu spotkaniach Ekstraligi. W
zgarnięciu pełnej puli spotkań przeszkodziła mu kontuzja do której
doszło w meczu Ekstraligi U24, kiedy to Toruń rywalizował w Opolu
ze Spartą Wrocław. Na jednym z łuków zawodnik wpadł w
koleinę, nie opanował motocykla i po chwili z impetem wpadł na bandę.
Przy siedemnastolatku szybko pojawiły się służby medyczne. Wstępne
badania na stadionie wykluczyły złamania, jednak po meczu Lewandowski
udał się do szpitala, gdzie potwierdzono brak złamań, ale
zawodnik był mocno poobijany i wymagał intensywnej rehabilitacji i
przerwy w startach. W tej sytuacji na dwa mecze ligowe w składzie
pozycje juniorskie zajęli Denis Zieliński i Karol Żupiński.
W meczach, w których wystartował Krzyśkowi znacznie lepiej wiodło się na Motoarenie, bowiem różnica w wynikach między meczami
domowymi, a wyjazdowymi wyniosła w jego przypadku 0,484 punktu. Zawodnik starał
się jednak analizować każde zawody i mocno pracował nad błędami wspólnie
ze swoim teaem. Nie zmieniało to faktu, że siedemnastolatek będący dopiero u progu swojej kariery, musiał zmierzyć się
w sezonie z dużym
wyzwaniem, jakim było bycie liderem formacji do lat 21. Początkowo rola ta
przytłoczyła zawodnika, bowiem sam nałożył na siebie zbyt dużą presję,
ale szybko zrozumiał, że był to błędy kierunek, bo był to dopiero jego drugi sezon w lidze, więc żużla
musiał jeszcze sporo zjeść, aby móc mówić o sobie lider jakiejkolwiek
formacji.
Co ciekawe "Lewy " podobnie jak
przed rokiem otrzymał status zawodnika rezerwowego
w ostatniej rundzie cyklu Grand Prix.
Nominację tę przyjął ze spokojem,
ale w trakcie zawodów okazało się, że w biegu numer jedenaście, po
dotknięciu taśmy tak jak przed rokiem przez Roberta Lamberta, będzie miał okazję
ponownie stanąć
pod taśmą z najlepszymi zawodnikami na świecie.
I tak jak przed rokiem został najmłodszym jeźdźcem,
który dostąpił zaszczytu walki o IMŚ, po biegu okazało się, że
został również najmłodszym żużlowcem, który w debiucie zdołał wywalczyć
punkt biegowy, bo pokonał Jakuba Miśkowiaka.
Niestety
ten żużlowy epizod u progu
kariery młodego zawodnika, nie był zwiastunem wielkich sukcesów w roku 2023
i nie otworzył medalowego worka medali w
rozgrywkach młodzieżowych, bowiem sam start w finałach MIMP, BK i SK i
środek stawki lub druga połowa stawki w końcowym rozrachunku, to dla spragnionych młodzieżowych sukcesów
toruńskich fanów, było zbyt skromną motywacją do podróżowania po Polsce za
obiecującym młodym Aniołem. W lidze również osiemnastolatek najczęściej spisywał
się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Wystarczyło popatrzeć na statystyki, aby
zobaczyć, że urodzony w Bydgoszczy żużlowiec, nie był zbyt dużym wsparciem dla
swojej drużyny. W 61 gonitwach wywalczył zaledwie 43 punkty oraz trzy bonusy. Na
pierwszej pozycji linię mety przekroczył zaledwie trzykrotnie. Za to 30 razy
zrobił to na czwartym miejscu. To wszystko przełożyło się na średnią 0,754
punktu na bieg. To dało mu z kolei 52 lokatę wśród najskuteczniejszych
zawodników najlepszej żużlowej ligi świata. Za nim uplasowali się tylko Kacper
Grzelak oraz Mateusz Affelt. Ponadto podczas rewanżowej potyczki o brązowy
krążek z Włókniarzem Częstochowa na antenie TV Michał Korościel powiedział, że
młody Anioł, nie do końca skupia się wyłącznie na żużlu, a zainteresowany jest
innymi aktywnościami, niezwiązanymi ze sportem i być może klub nie będzie
zainteresowany jego usługami. A ponieważ z końcem października dobiegał końca
kontrakt Lewandowskiego z Apatorem, jego usługami zainteresowała się Polonia
Bydgoszcz, która nie awansowała po raz kolejny do żużlowej elity i straciła
swojego młodzieżowego lidera Wiktora Przyjemskiego. Mógł to być dobry ruch dla
samego zawodnika, jednak sytuację dość lakonicznie skomentował Adam
Krużyński, członek rady nadzorczej w Apatorze: "Chcemy, żeby Krzysztof był w przyszłym
roku częścią drużyny. Wraz z nowym menedżerem mamy wstępny plan działania na to,
aby odbudować również pozostałych juniorów". To oznaczało, że Krzysztof
pozostanie w toruńskiej ekipie i pod okiem nowego trenera Piotra Barona i jego
współpracowników miał dostać szansę na zrobienie kroku w przód w swojej niezbyt
bogatej w sukcesy karierze. A w roku 2024, zadanie to było znacznie
trudniejsze niż w poprzednich latach, bo Lewandowski nie był już kreowany na
lidera formacji młodzieżowej i czekała go rywalizacja z
Mateuszem Affeltem i
Oskarem
Rumińskim, a od maja także z
Antonim Kawczyńskim,
który ścigał się dla gdańskiego Wybrzeża w rozgrywkach miniżużlowych, ale
karierę w klasie 500 ccm postanowił kontynuować w Toruniu i w barwach Apatora
zdał egzamin na żużlową licencję. To oznaczało, że jeśli "LeeWy" nie zaliczy eksplozji formy na początku sezonu
i nie wskoczy do składu z gwarancją 5-6 punktów w meczu, to szybko może zostać
skreślony, bo działacze w jego przypadku tracili cierpliwość i woleli stawiać na Affelta, Rumińskiego
czy Kawczyńskiego. Zawodnik nie zamierzał jednak czekać, aż których z młodszych
kolegów zmieni go w składzie i po zmianie trenera ostro wziął się do pracy i tak
komentował swoje przygotowania do sezonu: "Zeszły sezon był natomiast
przeplatany meczami zarówno trochę lepszymi, jak i gorszymi oraz kontuzjami,
które doskwierały mi przez większość sezonu. Był to dla mnie bardzo ciężki sezon
i nie jestem z niego zadowolony. Jeśli chodzi o przyszły rok, to chcę
skoncentrować się nie tylko na biegach juniorskich, ale i odbierać punkty
również seniorom. Myślę, że najwyższa pora, by przełożyć swoje doświadczenie na
większe zdobycze punktowe w Ekstralidze. Z trenerem Piotrem Baronem
przepracowaliśmy praktycznie cały październik ubiegłego roku. Był to bardzo
intensywny czas, z którego jestem bardzo zadowolony. Najbardziej skupialiśmy się
na tym, żeby prowadzić motocykl nieco luźniej i nie używać do tego zbyt wiele
siły, ponieważ jazda jest wtedy dużo szybsza i efektywniejsza. Myślę, że od
marca, gdy zaczną się pierwsze przygotowania na torze, również będziemy pracować
nad tym elementem i od pierwszego meczu moja jazda będzie dużo bardziej
opanowana i luźna".
Niestety sezon ułożył się dla Krzyśka przeciętnie, choć obiektywnie trzeba
przyznać, że wysłał nieśmiały sygnał, że nie należy go jeszcze skreślać. Pod skrzydłami
trenera Piotra Barona, Lewandowski odżył. Jego ciężka praca zaczęła
przynosić efekty. Kluczem do sukcesu okazało się skupienie na własnych
umiejętnościach i odcięcie się od presji związanej z rywalami. Jak sam
przyznał, przestał się przejmować tym, z kim jedzie, a skoncentrował się na
tym, co potrafi najlepiej. Szczególnie udane były dla niego mecze o brązowy
medal Drużynowych Mistrzostw Polski. W dwumeczu z Gorzowem zdobył cenne
punkty, co znacząco wpłynęło na jego pewność siebie. Te występy, jak sam
stwierdził, dały mu "nieco spokojniejszą zimę" i nadzieję na przyszłość.
Jego średnia biegowa w sezonie 2024 wzrosła do 1,059 punktu, co stanowiło
znaczący postęp w porównaniu z poprzednim rokiem. To dowód na to, że w
Lewandowskim wciąż tkwił ogromny potencjał, który wreszcie zaczął się
ujawniać. W Toruniu dementowano plotki o jego imprezowym trybie życia i
problemach z nadmierną masą mięśniową. Prawdziwe trudności leżały gdzie
indziej - w sferze psychicznej i problemach z odpowiednim dopasowaniem
sprzętu, zwłaszcza czułych na regulacje silników Ryszarda Kowalskiego.
Przed Lewandowskim kariera ciągle stała otworem, a końcówką sezonu pokazał,
ze otworzyły się przed nim nowe perspektywy. Wyznaczył sobie ambitne cele na
kolejne sezony, marząc o ustabilizowaniu formy i osiąganiu średniej biegowej
w granicach 1,4-1,5 punktu. Wraz z Antonim Kawczyńskim miał stanowić ważny
element formacji młodzieżowej Apatora Toruń.
Podsumowaniem dotychczasowej kariery mimo
wszystko ciągle perspektywicznego zawodnika, niech będzie wywiad jaki ukazał się
w jednym z programów żużlowych, przeprowadzony przez Karola Śliwińskiego:
Karol Śliwiński:
Dla ciebie to już czwarty sezon w dorosłym żużlu, ale przyznasz, że twoja
kariera dotychczas nie rozkręciła się tak bardzo, jak można było oczekiwać i
pewnie jakbyś sam sobie życzył.
Krzysztof Lewandowski:
Dokładnie tak jak mówisz. Nie potoczyło się to w taki sposób, jak zakładałem. Te
dwa pierwsze sezony dawałem sobie na naukę i oswajanie się z całym ekstraligowym
anturażem. Po tym wszystkim ten zeszły sezon miał być już z przytupem, ale jak
było, każdy wie. No niestety, czasami są takie momenty w życiu, że nie wychodzi
tak, jak byśmy chcieli.
Z każdym kolejnym sezonem wydawało się, że teraz musi być już lepiej, ale tak
się nie działo. Dlaczego tak to wyglądało? Co poszło nie tak?
Teraz, będąc w tym miejscu, w którym jestem i posiadając to doświadczenie, które
udało mi się zebrać, wiem, że to jest wyłącznie problem mojej głowy. Na pewno
nad tym pracuję i staram się z tym walczyć przy pomocy mojego nowego trenera
mentalnego. Mam nadzieję, że dzięki temu zacznę pokazywać się z lepszej strony w
lidze, bo to przede wszystkim tych rozgrywek dotyczy ten problem. Można
zauważyć, że w zawodach młodzieżowych czy u24 jestem w stanie skutecznie
rywalizować z tymi samymi chłopakami, z którymi przegrywam w Ekstralidze.
Problem polega na tym, że podchodząc do meczu ligowego po prostu za dużo na
siebie nakładam.
Teraz wiem, że głowa jest tak naprawdę podstawą. Jeżeli w głowie coś nie pracuje
tak jak powinno, to potem ja popełniam więcej błędów i przekazuję błędne
informacje swojemu teamowi. To wszystko się zazębia. Kiedy w głowie jest
problem, to na torze będzie problem i w sprzęcie też pojawi się problem. Wtedy
źle czuję motocykl, co później skutkuje niewłaściwymi zmianami ustawień. To
wszystko bierze się w głównej mierze z głowy.
Na pewno nie mam żadnej blokady związanej z upadkami. To zdążyłem już dawno
przepracować. Jedyny taki, że tak to nazwę, poważniejszy upadek przydarzył mi
się dwa lata temu i zdołałem wyprzeć to ze swojej głowy. A jeśli chodzi o takie
sytuacje poboczne, jak na przykład ta z moim byłym menadżerem, to nie jestem w
stanie do końca powiedzieć czy to bardzo mi przeszkodziło i bardzo na mnie
zadziałało. Od samego początku starałem się zostawić to poza sobą, czy to
poprzez pomoc prawnika, który tak naprawdę wziął wszystko na siebie i ja w ogóle
nie musiałem się tym zajmować, czy poprzez pomoc ze strony moich rodziców. Ja
jestem takim człowiekiem, który stara się odcinać tego typu sprawy od życia
zawodowego.
Ale mimo tego pewnie i tak zdarzają się sytuacje, które mogą negatywnie
oddziaływać na rozwój młodego zawodnika?
Takich sytuacji jest bardzo dużo. Tak naprawdę każda przegrana czy każdy słabszy
występ powodują, że nie ma już takiej radości z jazdy. Myślę, że to zawsze cofa
troszeczkę ten rozwój. Jak wiadomo, każda wygrana buduje, a każda przegrana
niszczy.
W żużlu często możemy spotkać się z sytuacjami, kiedy obiecujący juniorzy,
których wejście do składu było szumnie zapowiadane i długo wyczekiwane, potem
nie radzą sobie tak dobrze, jak można było oczekiwać. Masz na to jakąś swoją
teorię?
Myślę, że spadek formy nieźle zapowiadających się juniorów w głównej mierze
tworzą ludzie, którzy napędzają pewną bańkę, a ona w którymś momencie musi
pęknąć. Na swoim przykładzie wiem, że taki młody zawodnik wchodzi na przykład na
Facebooka, czy zagląda do internetu i natrafia tam na wiele treści, w których
przewija się jego nazwisko. Poza siecią też często słyszy, że sporo się o nim
mówi. Wtedy ktoś taki wkłada sobie do głowy, że po prostu musi. A jak wiemy,
kiedy ktoś zakoduje sobie takie przeświadczenie, że musi coś udowodnić i musi
się pokazać, to wszystko przeważnie idzie w inną stronę niż powinno. Sam po
sobie widzę, że kiedy nastawiam się, że teraz muszę, to tak naprawdę jestem może
w dwudziestu procentach tym zawodnikiem, którego znam i którym mógłbym być.
Chodzą słuchy, że ostatnio żużel zszedł u ciebie na trochę dalszy plan. Jak się
do tego odniesiesz?
Dobrze, że poruszasz ten temat. Zastanawiałem się nawet czy nie wydać gdzieś
swojego oświadczenia w tej sprawie. Nie chodzi już nawet o to, że na mnie to
jakoś bardzo działa, bo jestem takim człowiekiem, który próbuje nie sugerować
się tego typu opiniami, ale to dość mocno rzutuje na moich bliskich. Jakaś łatka
została przypięta i to nie jest kwestia ostatniego czasu, bo to ciągnie się już
gdzieś od zeszłego roku. Chciałbym zatem w tym miejscu powiedzieć, że może
rzeczywiście był taki okres, nie w tym sezonie, tylko jakiś czas temu, gdzie
żużel… nie zszedł w moim życiu na boczny tor, bo od małego stoi u mnie na
pierwszym miejscu i wszystko co robię, robię podług niego, ale po prostu w
pewnym momencie miałem go już dosyć. Zastanawiałem się nawet czy jest sens dalej
to ciągnąć.
To jednak nie trwało przesadnie długo. Tak naprawdę wystarczyła rozmowa z
rodzicami czy też taki wewnętrzny dialog. To wszystko uświadomiło mi, że od
dziecka bardzo ciężko pracuję, żeby być w tym miejscu, w którym jestem i wciąż
mogę być w lepszym. Wszystkie dotychczasowe wysiłki i marzenia, które powoli
spełniam, są takim moim paliwem, żeby każdego dnia rano wstawać i myśleć o tym,
aby zrobić wszystko, by było jak najlepiej. Nigdy nie było tak, żeby ten żużel
zszedł u mnie z pierwszego planu. Zawsze oddaję mu całe swoje serce – czy to na
torze, czy podczas przygotowań do torowej rywalizacji. Mój trener może to
potwierdzić. On nawet niekiedy się denerwuje, że za dużo pracuję, bo czasami ten
organizm musi odpocząć. Ja jednak za każdym razem chcę dać więcej i więcej, bo
wychodzę z założenia, że to kiedyś zaprocentuje na torze.
Pod koniec ubiegłorocznych rozgrywek sporo dywagowano na temat twojej
przyszłości w kontekście przynależności klubowej. Od początku byłeś przekonany,
że pozostanie w Apatorze na sezon 2024 to najlepsze możliwe rozwiązanie czy
brałeś pod uwagę jakieś inne opcje, łącznie z zejściem do niższej ligi?
Z mojej perspektywy nie była to łatwa decyzja. Może nie chciałem zejść szczebel
czy dwa szczeble niżej, ale zastanawiałem się czy zmiana otoczenia mogłaby mi
jakoś pomóc i mieć przełożenie na moją postawę. To na pewno był wymagający
okres, a decyzja wcale nie wydawała się od razu oczywista. Duży wpływ na to, że
zostałem w Toruniu miało przyjście trenera Piotra Barona, co bardzo mnie
ucieszyło. Poza tym zdaję sobie też sprawę, co podkreślam w każdym wywiadzie, że
ze strony klubu nic się w stosunku do mnie nie zmieniło. Zawsze mogę liczyć na
wsparcie zarządu czy osób w parku maszyn. Ta pomoc nadal jest ogromna. Wiem, że
do każdego mogę pójść i porozmawiać o każdym problemie, o każdej błahostce.
Nasze rozmowy w kontekście tego sezonu tak naprawdę nie były bardzo intensywne i
nie trwały zbyt długo. Kiedy tylko się spotkaliśmy i zaczęliśmy się
porozumiewać, to wiedziałem, że tutaj zostanę.
Jak wiele obiecywałeś sobie po tym sezonie? Podobnie jak przed rokiem liczyłeś,
że to będzie jakiś punkt zwrotny?
Nauczyłem się, że sport bardzo lubi pokorę i woli czyny, a nie rozmawianie czy
rozmyślanie o czynach. Po zeszłym sezonie nie obiecywałem sobie nic. Chciałem po
prostu czerpać przyjemność z jazdy. Wychodzę z założenia, że jeśli będę się nią
cieszył, to wyniki będą przychodzić łatwiej. Wolałem wziąć się do ciężkiej
pracy, zamiast rozprawiać o jakichś nadziejach czy oczekiwaniach. W zasadzie nie
było takiego czasu, żebym odpoczął od sali treningowej czy treningów na torze.
Jak tylko dołączył do nas trener Piotr Baron, to po zakończeniu ubiegłorocznych
rozgrywek jeździliśmy jeszcze praktycznie cały październik. Nie było chwili,
żeby się zatrzymać i pomyśleć o jakichś obietnicach. Przekonałem się, że ciężka
praca jest najlepszą rzeczą, jaką mogę sobie dać. Dzięki niej zawsze będę mógł
wsiadać na motocykl z przeświadczeniem, że jestem bardzo dobrze przygotowany i
daję z siebie nie sto, a sto dwadzieścia procent, a co za tym idzie, nie mam
sobie nic do zarzucenia.
Pozmieniałeś coś w swoich przygotowaniach do rozgrywek?
Przed tym sezonem zacząłem współpracę z trenerem medycznym, Mateuszem Nastulą,
który pomaga mi zadbać o moje zdrowie. Po tym nieszczęsnym upadku w 2022 roku
cały czas doskwierają mi problemy z ręką. Bardzo długo nad tym pracowaliśmy i
nadal intensywnie pracujemy. To nie jest łatwe do wyleczenia i może się za mną
ciągnąć. Rozpoczęcie współpracy z Matim to była w zasadzie jedyna zmiana.
Przyznam, że on stał się też po części moim psychologiem. Kiedy mam słabszy
moment, to wiem, że o każdej porze dnia i nocy mogę do niego zadzwonić i się
wygadać, a on zawsze bardzo uważnie mnie wysłucha.
Jak oceniasz swoje poczynania
roku 2024? Co sprawia, że na innych torach tak bardzo ci nie idzie? Masz już
przecież na nich trochę objeżdżenia.
Tak naprawdę to jest bardzo trudna kwestia. Każdy stara się znaleźć swój sposób
i właściwie go dopracować, poświęcając na to odpowiednio dużo czasu. Jednemu
zajmuje to tydzień, drugiemu miesiąc, a trzeci może potrzebować na przykład
całego sezonu albo i jeszcze więcej. Ja niedawno zacząłem współpracę z trenerem
mentalnym i szukamy recepty, żeby te negatywne odczucia nie dominowały i żeby
można było czerpać radość z jazdy także w lidze.
Podczas zawodów juniorskich mam mega radochę z żużla. Wtedy jestem zupełnie
innym zawodnikiem. Kiedy wracam do parku maszyn po biegu, nawet tym
niekoniecznie wygranym, to mam banana na buzi. Wiem, że mogłem tam powalczyć i
byłem w stanie dać z siebie wszystko, co najlepsze. W Ekstralidze natomiast
jest większe spięcie i człowiek zupełnie inaczej funkcjonuje, więc tej radości
faktycznie nie ma zbyt wiele. Wyniki też mówią same za siebie. Z takich
rezultatów raczej trudno byłoby się cieszyć. No chyba, że ktoś jeździ na żużlu
tylko po to, żeby jeździć, ale to na pewno nie jestem ja. Moje problemy pojawiły
się gdy zaczęły się mecze wyjazdowe, bo po
pierwszym nieudanym spotkaniu w Gorzowie sam na siebie zacząłem nakładać zbyt
dużą presję. Dotyczy ona chociażby biegów z innymi juniorami. Jadąc na zawody
mówię sobie w głowie, że kurde, nie może tak być, że ja nie wygrywam tych
pojedynków z młodzieżowcami. Jak potem nie wychodził jeden, drugi, trzeci czy
czwarty start, to tak jak mówiłem wcześniej, te słabsze wyniki zaczęły ciągnąć
mnie w dół, na pewno nie w górę. Właśnie w tym upatrywałbym przyczyny takiego
stanu rzeczy.
W meczach domowych przeważnie nie idzie mi najgorzej. Może nie tak dobrze,
jakbym sobie tego życzył, ale myślę, że te występy wielokrotnie mogą spełniać
takie moje minimalne oczekiwania. Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem,
że największym problemem okazują się dla mnie mecze wyjazdowe. W tym roku nie
wygrałem podczas nich żadnego biegu i to dość mocno ciąży mi w głowie.
Tak naprawdę to nie tory sprawiają mi trudności. Popatrzmy chociażby na moje
ostatnie wyjazdy do Częstochowy. W Ekstralidze zdobyłem tam zaledwie jeden
punkt, a kilka tygodni później w Ekstralidze u24 tych punktów wywalczyłem już
trzynaście z bonusem. To zatem nie kwestia torów, tylko problemów z moją głową.
Cały czas popełniam sporo błędów, które wynikają z niewłaściwej pracy mojej
głowy, szczególnie na wyjazdach.
Przyglądając się z boku twoim wynikom, trudno oprzeć się wrażeniu, że w twojej
jeździe brakuje wyraźnego progresu, zdecydowanego jakościowego kroku naprzód.
Średnie biegopunktowe, które osiągałeś na przestrzeni wszystkich swoich
dotychczasowych sezonów w dorosłym żużlu, wskazują nawet na regres. Też tak to
odbierasz czy mimo wszystko jesteś w stanie dostrzec u siebie pewne postępy?
Dla mnie tak naprawdę każdy wyścig jest ogromną nauką. To zawsze są cztery
kółka, z których można wyciągnąć masę wniosków – zarówno tych pozytywnych, jak i
negatywnych. Uważam, że w jakimś stopniu cały czas idę do przodu. Moja wiedza na
temat pracy motocykla na pewno się zmieniła. Myślę, że w tym elemencie jestem w
zupełnie innym miejscu, niż byłem jakiś czas temu. Moja jazda od strony
technicznej też cały czas się zmienia. Wiele zawdzięczam trenerowi Piotrowi
Baronowi, który stara się powyciągać z nas te wszystkie najlepsze aspekty. Na
każdym kroku umacnia w nas też poczucie, że potrafimy pojechać bardzo dobrze i
pociągnąć gazem tam, gdzie należy.
Może jeszcze niekoniecznie to przekłada się na wyniki, ale potrzeba
cierpliwości. Myślę, że za jakiś czas to zaprocentuje. Uważam, że małymi
kroczkami cały czas idzie to naprzód. Można nawet spojrzeć na Ekstraligę u24.
Tak naprawdę poza jedną wpadką w Toruniu, gdzie zdobyłem tylko jeden punkt plus
bonus, w pozostałych tegorocznych meczach notuję dużo lepsze wyniki. Często są
to dwucyfrowe zdobycze albo rezultaty bliskie dwucyfrówki. W zeszłym roku
zdarzały się spotkania, w których potrafiłem dowozić po kilka punktów, zatem ten
progres na pewno jakiś jest. Może niekoniecznie widać go w Ekstralidze, ale
widocznie w tym wypadku potrzeba trochę więcej czasu.
Jazda w Ekstralidze to z perspektywy młodzieżowca trochę inna bajka niż
jazda w pozostałych zawodach?
Jak dla mnie różnica jest ogromna. Myślę, że może to powiedzieć każdy, kto
chociaż raz oglądał mnie na zawodach juniorskich czy w Ekstralidze u24. Jadąc na
takie zawody wiem, że nic nie muszę, wiem, w jakim miejscu jestem i wiem, że tam
zaliczam się raczej do czołówki. Wtedy ta pewność siebie na pewno jest trochę
inna. Kiedy natomiast przychodzą starty w Ekstralidze, to pojawiają się
kamery i znacząco rośnie frekwencja na trybunach. W takich warunkach ta pewność
siebie bez wątpienia troszeczkę spada. Zmienia się też nastawienie. Zamiast
myślenia w stylu "wiem, że nic nie muszę i mogę bawić się tą jazdą", pojawia się
przeświadczenie, że teraz muszę udowodnić swoją wartość.
W toruńskim klubie nie pojawiają się oznaki zniecierpliwienia czy rozczarowania
twoją obecną ligową dyspozycją? Każdy zapewne liczył, że pójdzie to trochę
bardziej naprzód.
Myślę, że najlepiej zapytać trenera czy zarząd, jak to wygląda ze strony klubu.
Z mojej perspektywy na pewno jest tak, że każdy szuka przyczyn moich problemów i
stara się pomóc w ich rozwiązaniu. Czuję, że mam tutaj ogromne wsparcie w każdym
aspekcie, czy to w znalezieniu psychologa, czy w kwestiach sprzętowych, czy w
jakichkolwiek innych sprawach. Wiem, że w każdej chwili mogę liczyć na pomoc
klubu.
A jaki masz stosunek do różnych krytycznych głosów na swój temat, które siłą
rzeczy pojawiają się po twoich nienajlepszych występach?
Moi bliscy zawsze są ze mną, byli ze mną i mam nadzieję, że nadal będą ze mną.
Oni tak naprawdę oglądają moją jazdę już od wielu lat, więc wiedzą o mnie
wszystko i znają też moją wartość. Rodzice starają się przekazywać mi jakim
naprawdę jestem zawodnikiem. Czasami przychodzi taki moment, że sam siebie nie
widzę takim, jakim oni mnie widzą, więc pewne rzeczy po prostu mi uświadamiają.
Na pewno jednak nie jest tak, że niezależnie od wszystkiego mama czy tata zawsze
poklepie mnie po plecach i powie, żebym się nie przejmował. Ja właśnie bardzo
się z tego cieszę, że mam takich rodziców, którzy jak można pochwalić, to
pochwalą, a jak trzeba wytknąć jakieś błędy czy złe zachowania, to zawsze je
wytkną. Tata jest ze mną na zawodach i zawsze podpowiada mi co zrobiłem źle, co
zrobiłem dobrze i co mogę zrobić następnym razem, żeby było lepiej. Rodzice cały
czas są ze mną i próbują zrobić wszystko najlepiej jak potrafią, abym wskoczył
na jak najlepsze tory.
Jestem nauczony, że sugeruję się opinią swoją, swoich najbliższych i osób, które
mnie otaczają. Opinie innych są dla mnie mało istotne i one jednym uchem
wpadają, a drugim wypadają. Za bardzo się nimi nie zajmuję i nie przywiązuję do
nich wielkiej wagi. Oczywiście jeśli pojawia się opinia kogoś o uznanej pozycji,
z dużo większym doświadczeniem w żużlu, na przykład trenera spoza naszego klubu,
ale nie tylko, to ona zawsze jest przeze mnie bardzo dokładnie wysłuchana i
staram się zrobić z niej użytek. Trzeba też odróżniać konstruktywną krytykę i
chęć pomocy od tego, co mówią ludzie, którzy po prostu oglądają mecze i próbują
pokazać, że wszystko wiedzą najlepiej. Nieprzychylne opinie, które od nich
pochodzą, staram się bardzo szybko wyrzucać ze swojej głowy.
Generalnie nie śledzę mediów. W tym roku zajmuje się tym pewna osoba.. Dzięki temu jestem z tego całkowicie wyłączony. Moi znajomi czy bliscy
śmieją się nawet, że strasznie zdziadziałem, bo kiedy pytają mnie o jakieś nowe
trendy, które od krótkiego czasu krążą po internecie, to ja wielokrotnie nie
wiem o co chodzi. Wszystko dlatego, że obecnie bardzo mało używam telefonu. W
tej chwili telefon służy mi praktycznie tylko do kontaktu z rodziną i znajomymi.
Jakie działania podejmujesz, żeby
poprawić swoją skuteczność i swoje wyniki?
Przede wszystkim zasięgnąłem pomocy od specjalisty z zakresu psychologii w
sporcie. Wcześniej raczej sam starałem się radzić sobie ze swoimi problemami.
Próbowałem wyciągać coś dla siebie z różnych podcastów czy książek na temat
psychologii. Z czasem zdałem sobie jednak sprawę, że samodzielnie nie będę w
stanie stawić temu czoła. Nadszedł taki moment, że musiałem sięgnąć po wsparcie
doświadczonej osoby. Na razie ta współpraca układa się dość dobrze. Mam
nadzieję, że to pomoże mi zniwelować trudności, z którymi się zmagam.
Oprócz tego stawiam na regularne treningi. Wiem, że kiedy mój organizm będzie w
dobrej formie i ciągłym ruchu, to będę zupełnie inaczej funkcjonował na
motocyklu. Sam się o tym przekonałem. Swego czasu próbowałem zrobić sobie trochę
przerwy od jazdy na rowerze, biegania, czy zajęć w sali i zauważyłem, że niosło
to ze sobą raczej niekorzystne zmiany. To jest jednak ciągła nauka. Trzeba
odkrywać jak działa nasz organizm i jak reaguje na różne rzeczy.
A jeżeli chodzi o twoje żużlowe rzemiosło, to nad doskonaleniem jakich elementów
najbardziej się pochylasz?
Na pewno chciałbym poprawić swoje starty. Pracuję nad tym już dość długo i
zauważam, że idzie to w lepszą stronę. To jednak jeszcze nie jest to, co by mnie
zadowalało, więc w dalszym ciągu będę starał się to ulepszać. Myślę, że to jest
taki główny aspekt, na którym powinienem się skupiać. Jak wiadomo, korzystne
wyniki w żużlu zależą w dużej mierzę od dobrego startu.
Nie da się ukryć, że w odniesieniu do ciebie, ale też innych juniorów
wielokrotnie mówi się o zbyt częstym i niepotrzebnym przymykaniu gazu na torze,
co ma utrudniać wypracowywanie sobie korzystniejszej pozycji podczas rywalizacji
w zawodach. Podpisujesz się pod tymi słowami?
Na pewno tak jest. Uważam, że nie ma co się tego wypierać, tylko trzeba umieć
przyznawać się do błędów. Sam to zauważam i nie jestem z tego zadowolony. To
wszystko bierze się z braku pewności siebie na torze. W żużlu jest takie
powiedzenie, że jeśli głowa nie poda, to ręka nie odkręci manetki. W ten sposób
koło się zamyka i znowu dochodzimy do kwestii mentalnych. Widzę jednak, że tego
zamykania gazu jest z mojej strony na pewno nieco mniej niż w zeszłym roku. Cały
czas nad tym pracuję. Na razie może jeszcze trudno mówić o jakichś wielkich
postępach, ale dostrzegam pewne zmiany w swojej jeździe. Myślę, że ona powoli
staje się trochę odważniejsza, niż była jakiś czas temu. Zdaję sobie jednak
sprawę, że w dalszym ciągu jest jeszcze wiele do poprawy w tym aspekcie i wciąż
zamierzam się tym zajmować.
Czujesz, że pod względem sprzętowym wszystko jest u ciebie w porządku czy tutaj
też doszukiwałbyś się jakichś braków, które mogą wpływać na twoją skuteczność?
Wystarczy spojrzeć na wyniki w meczach Ekstraligi u24 i porównać je sobie z
wynikami w meczach z tą samą drużyną w Ekstralidze. Wniosek nasuwa się sam.
Sprzęt jest jak najbardziej okey, bo z tymi samymi zawodnikami, z którymi
przegrywam w Ekstralidze, wygrywam z dość dużą przewagą w lidze u24. To
pozwala sądzić, że problemu w sprzęcie raczej żadnego nie ma. W Ekstralidze
może jest jedynie lekki problem z dopasowaniem tego sprzętu. Wszystko dlatego,
że, tak jak mówiłem wcześniej, od nadmiaru emocji ten mózg czasami się tam
wyłącza i to czucie motocykla może być nieco zaburzone.
Jak wielkie obeznanie w kwestiach sprzętowych zdołałeś dotychczas zdobyć?
Być może ten sprzęt nie jest dla mnie już tak wielką tajemnicą jak kiedyś, ale
wciąż bywa zagadkowy. Tak naprawdę cały czas się go uczę. Żużel jest takim
sportem, gdzie praktycznie z miesiąca na miesiąc ten sprzęt reaguje inaczej na
takie same zmiany. Ciągle trzeba być bardzo czujnym. Ostatnio rozmawiałem nawet
z Patrykiem Dudkiem, że ten żużel ostatnio tak bardzo się zmienił, że wszyscy
bez przerwy muszą uczyć się tych sprzętowych niuansów i starać się je odkrywać.
To zatem nie dotyczy tylko mnie, ale też innych, znacznie bardziej objeżdżonych
zawodników.
Nie ukrywam, że w tym aspekcie bardzo mocno pomaga mi mój team. Mam w nim osoby,
które dysponują sporym doświadczeniem, bo pracują w żużlu już ponad 20 lat.
Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Czasami, kiedy sam rozkładam już ręce i nie
wiem co się dzieje, oni przeważnie za każdym razem służą mi dobrą radą. Mówię
przeważnie, bo wiadomo, że nikt nie jest alfą i omegą i nikt nie jest nieomylny.
Nie zmienia to jednak faktu, że ich wsparcie naprawdę dużo dla mnie znaczy. Jeden mechanik jest ze mną od trzech lat, a drugi od dwóch. Jak
na razie bardzo dobrze się nam współpracuje. Wiadomo, że są momenty, w których
miewamy odmienne zdanie, ale większość jest takich, kiedy się zgadzamy i fajnie
dogadujemy. Chciałbym jednak podkreślić, że dla mnie team to nie tylko osoby,
które są ze mną w parku maszyn. To słowo, za którym kryje się znacznie większa i
stale powiększająca się grupa wspierających mnie osób. Każdej z nich jestem
bardzo wdzięczny i chciałbym wszystkim serdecznie podziękować.
Czego oczekujesz od siebie na dalszym
etapie kariery?
Głównym celem jest to, aby cieszyć się z jazdy. Kiedy będzie ta radość, to wiem,
że na motocyklu będę układał się zupełnie inaczej, motocykl będzie jechał
szybciej i wyniki też się zmienią. Żeby to wszystko mogło się wydarzyć muszę
mieć czystą głowę i żyć tym, co dzieje się tu i teraz, a nie tym, co działo się
kiedyś lub będzie działo się wkrótce.
Te trzy i pół roku, które przejeździłem jak na razie w dorosłym żużlu, to jest
tak naprawdę kropla w morzu doświadczeń możliwych do zdobycia. W porównaniu z
karierami innych, dużo dłużej jeżdżących zawodników, to jest wciąż bardzo mało.
Nie da się jednak ukryć, że każdy bieg, każde przejechane okrążenie i wszystkie
wydarzenia, które miały dotychczas miejsce, dały mi już trochę przestrzeni do
wyciągnięcia wielu wniosków. Dzięki temu na pewno posiadam już jakąś bazę
wiedzy, z której staram się korzystać i opierać na niej różnorodne analizy.
Prawda jest jednak taka i cały czas będę to powtarzał, że do końca kariery będę
się uczył. Żużel jest takim sportem, w którym z dnia na dzień, z miesiąca na
miesiąc pojawia się dużo nowinek. Na każdym kroku trzeba to wszystko śledzić i
zwracać na to uwagę.
Na pewno zdajesz sobie sprawę, że formacja młodzieżowa jest piętą achillesową
toruńskiego klubu. Co prawda miewacie lepsze momenty, ale w skali całego sezonu
waszych punktów wielokrotnie brakuje. Jaki w związku z tym klimat panuje w
waszej juniorskiej grupie?
To zależy tak naprawdę od okoliczności. Jeżeli jesteśmy w momencie, że trzeba
być poważnym i skupić się na swoim zadaniu, to każdy koncentruje się na sobie.
Nie jest jednak tak, że jeśli wtedy podejdzie do mnie któryś z kolegów i o coś
zapyta, to powiem mu, żeby odszedł, bo muszę zająć się sobą. Cały czas nawzajem
bardzo sobie pomagamy i służymy sobie dobrą radą. Kiedy natomiast przychodzi
taki moment, że idziemy przebrać się do szatni, znajdujemy się już poza naszymi
zajęciami i te emocje troszeczkę opadają, to jesteśmy pogodnymi chłopakami,
którzy lubią spędzać ze sobą czas. Pod tym względem na pewno nic się nie
zmienia. Okazujemy się dość zgrani i myślę, że każdy z naszej formacji może to
powiedzieć, że dobrze czujemy się w swoim towarzystwie.
Czujecie, że spoczywa na was duża presja oczekiwań?
Na pewno tak, tym bardziej, że sami też wymagamy od siebie znacznie więcej i
sami również nakładamy na siebie presję. Chcielibyśmy, żeby to była presja,
która będzie nas budowała i dodatkowo motywowała, natomiast przeważnie okazuje
się ona presją w stylu, że po prostu coś musimy, co jest dla nas trochę
hamujące. Trzeba nauczyć się to rozgraniczać i wykorzystywać we właściwy sposób.
Nienajlepsza postawa juniorów w wielu meczach to jednak nie wszystko. Nie da się
ukryć, że w tegorocznych rozgrywkach ponownie niespecjalnie idzie całej waszej
drużynie. Oczywiście ostatnio zaczęliście notować znacznie lepsze wyniki i
nadrabiacie straty z początkowej fazy rywalizacji, ale patrząc przez pryzmat
całego sezonu, to na pewno nie jest to, czego wszyscy by oczekiwali. Dobrze
wiemy, że nie brakowało spotkań, po których można było mówić o niemałym
rozczarowaniu. Mocno się wam to udzielało?
Jesteśmy drużyną, więc to wszystko tak naprawdę się zazębia. Na pewno nikt nie
jest zadowolony z postawy zespołu czy z naszej postawy. Jesteśmy jednością i
tutaj uwidacznia się zasada, że jeden za wszystkich, a wszyscy za jednego. Cały
czas wspólnie to przeżywamy i próbujemy zaradzić naszym problemom.
Jak oceniasz warunki do rozwoju dla młodzieżowca w toruńskim klubie?
Trudno mi się wypowiadać na ten temat. Od początku swojej przygody z dorosłym
żużlem jestem w Toruniu, więc nie wiem jak jest w innych klubach i nie mam
porównania. Z mojej perspektywy na pewno jednak nie mam na co narzekać. Wszelka
pomoc cały czas jest tu obecna i czuję się naprawdę dobrze zaopiekowany.
Ze strony sztabu szkoleniowego nadal są pomysły, chęci i zapał, żeby próbować
wam pomóc? Czy może wielokrotnie widoczny brak zadowalających efektów powoduje,
że czasami można już wyczuć bezsilność i rezygnację?
Myślę, że ten ogień nie przygasa i nie ma w ogóle mowy o jakimkolwiek
zniechęceniu. Nie czuję, żeby cokolwiek zmieniło się pod względem nastawienia
sztabu szkoleniowego w stosunku do nas. Cały czas bardzo dużo rozmawiamy.
Staramy się wyciągać wnioski i wciąż bardzo ciężko pracujemy. Uważam, że ta chęć
zbudowania w nas tej wiary jest tym większa, że każdy tutaj zdaje sobie sprawę,
na co tak naprawdę nas stać i każdy próbuje z nas to wydobyć. Zapał ciągle jest
ten sam, a może nawet większy.
Jakie wysiłki z perspektywy juniora wiążą się dzisiaj z uprawianiem żużla?
Żużel jest takim sportem, że najmniejsze szczegóły decydują o wyniku, dlatego
trzeba żyć nim na co dzień i bez przerwy zgłębiać jego tajniki. Wszyscy jesteśmy
zawodowymi sportowcami, więc tej pracy mamy naprawdę bardzo dużo. Można
powiedzieć, że jesteśmy w niej niemal na okrągło, czy to pilnując diety, czy
trenując, czy dbając o regenerację, czy też czuwając nad szeregiem żużlowych
spraw zarówno na zawodach, jak i poza zawodami. Niektórym kibicom może się
wydawać, że nasza praca kończy się po ściągnięciu kevlaru, ale wtedy ona tak
naprawdę przechodzi po prostu w inną fazę. W tym wszystkim jest też dużo analiz,
doskonalenia sfery mentalnej czy pracy fizycznej. Nawet w trakcie sezonu
spędzamy sporo czasu na sali treningowej, na rowerze czy na treningu biegowym.
Na każdym kroku na pewno jest co robić.
Nie zniechęca cię, że mimo całej tej pracy, którą wkładasz w uprawianie żużla,
na razie te efekty nie są takie, jakbyś oczekiwał?
Jestem zdania, że nie powinno być takiej sytuacji, która by mnie zniechęciła.
Zawsze mam tak, że po tym gorszym meczu ustalam nowe rekordy podczas treningu. W
taki sposób wyrzucam z siebie te wszystkie emocje. Wsiadam na przykład na rower
i jadę przed siebie tak szybko, jak tylko dam radę. Myślę, że w tych gorszych
momentach ta praca z mojej strony jest jeszcze cięższa. Trzeba zdawać sobie
sprawę, że nie wszystko przychodzi od razu i należy zaufać pewnemu procesowi.
Czyli można powiedzieć, że nadal ci zależy i wciąż masz siłę, żeby mimo wielu
trudności i nienajlepszych wyników dalej w to iść?
Ta siła cały czas jest. Być może były takie momenty, że ona okazywała się
troszeczkę stłumiona, jednak patrząc na dzisiaj, to stała się zdwojona. Teraz
pracuję dwa razy ciężej. Wstając rano staram się szukać nowych pomysłów i nowych
rozwiązań. Staram się szukać czegoś, co może mi pomóc. Uświadomiłem sobie jakim
jestem zawodnikiem i wiem, że to, co pokazuję teraz w lidze, to jest maksymalnie
dwadzieścia procent moich realnych możliwości i umiejętności. Tak jak
wspomniałem już wcześniej, obecnie podchodzę do tego w taki sposób, żeby to
wszystko mnie budowało. Wszelkie złe emocje staram się przekuwać w pozytywne
motywacje.
Ja jestem takim zawodnikiem, który raczej nigdy nie będzie w pełni zadowolony ze
swoich osiągnięć. Nawet jak notuję korzystne wyniki w zawodach młodzieżowych, to
zawsze staram się szukać rzeczy, które nie wyszły i które można jeszcze
poprawić. Tak samo jest po lepszych meczach w Ekstralidze. Gdy moi bliscy
cieszą się z tego, że dobrze mi poszło, to ja w tym samym czasie pochylam się
nad elementami, które mogę usprawnić w następnych występach.
Cały czas wierzę, że moja kariera nie skończy się po tym, jak minie mi wiek
juniora, bo pewnie to miałeś na myśli. Sądzę, że ona może rozciągnąć się również
na kolejne lata. Wiem ile pracy włożyłem, żeby być tu, gdzie teraz jestem i wiem
ile pracy wkładam, żeby być tam, gdzie chciałbym się znaleźć. Jestem takim
człowiekiem, który stara się ciężką pracą popartą pewnie jakimś tam talentem
dochodzić do spełniania swoich marzeń i realizowania swoich celów, które w
dalszym ciągu posiadam. W żużlu było już trochę takich przypadków, że chłopacy,
którzy w latach juniorskich czy nawet na początku wieku seniora nie okazywali
się topowymi zawodnikami, potem całkiem nieźle sobie radzili i nie przepadali.
Niejednokrotnie przychodziły takie momenty, które odmieniały ich kariery i
sprawiały, że zaczynano postrzegać ich zupełnie inaczej. Tutaj tak naprawdę z
dnia na dzień może nastąpić diametralna zmiana.
Dajesz sobie jakiś ściśle określony czas na napędzenie swojej kariery?
Ja myślę, że to wszystko wyjdzie samo z siebie. Jeżeli nadejdzie taki moment, że
trzeba będzie odwiesić kevlar na wieszak i go tam zostawić, na pewno to poczuję
– zarówno po sobie, jak i po wynikach. Raczej nie określam sobie żadnego punktu
granicznego, po którym miałbym ewentualnie kończyć. Aktualnie wolę skupić się na
sprawach bieżących i ciężko pracować, żeby cały czas uczyć się być lepszym
zawodnikiem.
Czujesz, że pozostanie w Toruniu oraz w Ekstralidze w dalszym ciągu może ci
sprzyjać czy wciąż krąży ci po głowie myśl, żeby spróbować coś zmienić i
zapewnić sobie nowe bodźce?
Moja najbliższa przyszłość wygląda tak, że do końca 2025 roku mam podpisany
kontrakt w Toruniu. Do tego czasu wszystko na pewno pozostanie bez zmian. A o
tym, co będzie dalej, to myślę, że będziemy mogli porozmawiać po przyszłym
sezonie.
Czy gdybyś znowu był dużo młodszym chłopakiem, który wybiera swoją życiową drogę
i miał tę wiedzę, którą dzisiaj posiadasz odnośnie tego, jak może wyglądać
rzeczywistość związana z uprawianiem żużla, to ponownie poszedłbyś w kierunku
tego sportu?
Mówiąc pół żartem, pół serio, to realizacja mojego drugiego marzenia z
dzieciństwa, czyli praca jako kucharz, na pewno byłaby bezpieczniejsza. Tam
mógłbym co najwyżej trochę się poparzyć lub skaleczyć nożem. Podchodząc już
jednak do tego całkowicie poważnie, to wybrałbym dokładnie tak samo. Nic się nie
zmieniło i dalej jestem tak samo zakochany w tym sporcie, jak za dzieciaka, gdy
zaczynałem wsiadać na motocykl.
Ale posmakowanie żużla zapewne weryfikuje trochę myślenie o tym sporcie.
Jak dla mnie to jest diametralna zmiana. Każdemu, kto uważa, że zna się na
żużlu, a nigdy nie jeździł na motocyklu, gorąco polecam spróbować i się
przejechać. Może nawet nie ślizgiem, chociażby na jedną czwartą gazu, byle tylko
zobaczyć, jak to wszystko pracuje i wygląda z pozycji zawodnika. Nie mówię tego,
żeby kogokolwiek krytykować czy wbijać jakąś szpilkę, tylko z dobrej woli.
Chodząc kiedyś na mecze w roli kibica, a potem już osobiście próbując swoich sił
w tym sporcie, sam się przekonałem, że z perspektywy trybun jazda na żużlu
wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy toru.
Sezon 2025 okazał się dla Krzysztofa
Lewandowskiego najtrudniejszym okresem w dotychczasowej karierze i zarazem
momentem, w którym drogi wychowanka bydgoskiej szkółki Jacka Woźniaka oraz
toruńskiego klubu zaczęły się definitywnie rozchodzić. Zawodnik PRES Apatora
Toruń zanotował najsłabsze statystyki od momentu debiutu w Ekstralidze, kończąc
rozgrywki ze średnią 0,650 pkt/bieg – najniższą w swoim dorobku. Wystąpił
zaledwie w ośmiu spotkaniach, odjeżdżając 20 biegów i zdobywając łączną zdobycz
11 punktów oraz 2 bonusów. Już od szóstej kolejki stracił miejsce w podstawowym
zestawieniu, a jego rola ograniczyła się wyłącznie do funkcji rezerwowego. W
Toruniu nie ukrywano rozczarowania. W rozgrywkach U24 Ekstraligi także nie
potrafił zaprezentować formy dającej nadzieję na przełamanie. Trener Piotr Baron
podkreślał, że zawodnik nie wykazywał wystarczającego zaangażowania, a
przygotowanie mentalne pozostawiało wiele do życzenia. Sam Lewandowski, w
serialu "Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu", przyznał, że stres potrafił go
wręcz paraliżować. Mimo powrotu do składu m.in. na spotkanie w Lublinie, nie
nastąpił żaden przełom – nie chodziło wyłącznie o zdobycze punktowe, lecz o styl
jazdy. Lewandowski na torze prezentował się bojaźliwie i zachowawczo, nie
potrafiąc wykorzystać nadarzających się okazji, choć sprzęt – według opinii
klubowych – nie sprawiał większych problemów. W końcówce sezonu doszło również
do rozpadu jego teamu – opuścili go mechanicy, a zawodnik pozostał praktycznie
sam ze swoimi słabościami. Brak regularnych występów odbił się także na jego
aktywności w młodzieżowych imprezach międzynarodowych. Nie zdołał awansować do
finałów najważniejszych turniejów, a jego udział w eliminacjach zakończył się na
wczesnym etapie. Coraz rzadziej pojawiały się też zaproszenia do startów poza
Polską, co jedynie potwierdzało głęboki kryzys formy.
Dodatkowym ciężarem okazał się konflikt z trenerem
Piotrem Baronem, który wybuchł
po tym, jak szkoleniowiec postawił na
Mikołaja Duchińskiego.
Szesnastolatek przejął miejsce w składzie podczas derbowego spotkania z GKM
Grudziądz i nie oddał go już do końca sezonu. Lewandowski w emocjonalnym
komentarzu zarzucił, że o decyzji dowiedział się z mediów i że w treningach
prezentował się lepiej od młodszego kolegi. Wypowiedzi te nie poprawiły jego
sytuacji. Dostał jeszcze szansę we Wrocławiu i Lublinie, jednak nie zdobył w
nich ani jednego punktu. Baron później otwarcie stwierdził, że zawodnik zbyt
rzadko bywał w klubie i nie potrafił "żyć żużlem".
Po sezonie Lewandowski opublikował emocjonalne pożegnanie z toruńskimi kibicami,
wspominając początki swojej przygody, gdy jako piętnastolatek zakładał kevlar z
aniołem na piersi. "Przeżyliśmy wiele naprawdę fajnych momentów, które
zapamiętam do końca życia" – napisał, podkreślając jednocześnie, że porażki
i słabsze chwile stały się dla niego lekcją na przyszłość. Wspominał także o
życzliwości kolegów z drużyny oraz o wsparciu, jakiego doświadczał w szatni i
parku maszyn. Ostatecznie w toruńskim klubie zaczęto poważnie rozważać
wypożyczenie zawodnika, aby mógł odbudować formę w niższej lidze. Zamiast tego
doszło do całkowitego rozstania, a Lewandowski zdecydował się na transfer do
H.Skrzydlewska Orła Łódź, gdzie w sezonie 2026 miał pełnić rolę podstawowego
juniora w 2 Ekstralidze. Była to dla niego szansa na ostatni juniorski sezon w
zupełnie innym otoczeniu, z możliwością powrotu do podstaw żużlowego rzemiosła,
spokojnej odbudowy formy i pracy nad mentalnością, która – czego sam nie ukrywał
– była jednym z głównych problemów w sezonie 2025.
Czy
w kolejnym roku Krzysztof stanie się czołową postacią żużlowej sceny młodzieżowej?
Czas pokaże.
Osiągnięcia
| DMP | 2023/3, 2024/3, 2025/1 |
| U24 | 2025/2 |
| IMME | 2021/16; 2022/9; 2022/Rns; 2023/16 |
| MIMP | 2022/9, 2024/9 |
| MPPK | 2021/5 |
| MMPPK | 2021/5 |
| SK | 2021/7; 2022/10; 2023/11, 2024/8 |
| BK | 2021/10; 2022/8; 2023/10, 2024/9 |
| GP - IMŚ | 2021/R25; 2022/RT27, 2024/RTns |
| SGP2 - IMŚJ | 2022/DK20, 2024/RT22 |
| IMEJ U-19 | 2023/11 |
Kluby w lidze polskiej:
![]() |
![]() |
|
|
2020- -2025 |
2026 |
Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
| Sezon | mecze | biegi | punkty | bonusy |
Średnia biegowa |
Miejsce w ligowym rankingu |
punkty U24 |
Średnia U24 |
|
| 2020 | nie mógł startować w lidze ponieważ nie ukończył 16 lat | ||||||||
| 2021 | 14 | 46 | 39 | 7 | 1,000 | 46 | - | - | |
| 2022 | 18 | 59 | 50 | 7 | 0,966 | 44 | 122+4 | 2,136 | |
| 2023 | 19 | 61 | 43 | 3 | 0,754 | 52 | 114+9 | 1,892 | |
| 2024 | 20 | 68 | 56 | 16 | 1,059 | 50 | 137+22 | 2,065 | |
| 2025 | 17 | 20 | 11 | 2 | 0,650 | 7 nklas | 134+14 | 1,663 | |