Urodzony
18 października 1968 roku w Toruniu.
Do żużla trafił stosunkowo późno bo w wieku 18 lat i to nie jako zawodnik
a jako kibic. Nie chciał iść w
ślady ojca - Bogdana.
Pociągała go piłka nożna, którą trenował w toruńskim Pomorzaninie. Licencje
żużlową uzyskał latem w roku 1987 w barwach Apatora Toruń, jednak w ligowej
drużynie pojawił się dopiero rok później, a debiut miał miejsce 1 maja na
własnym torze w meczu przeciwko opolanom. Przez 11 lat wierny był "anielskim"
barwom, jednak po sezonie 1998 zawodnik zmienił klimat pomorski na śląski i
zasilił szeregi wrocławskiego WTS-u. Z macierzystym klubem rozstał się w
niezbyt sprzyjającej atmosferze, bowiem zarówno klub jak i zawodnik mieli inne
zdanie co do sumy transferowej. Toruńczycy wystawili Krzyżaniaka po sezonie na
listę transferową za 435 tysięcy złotych. Oburzony tym zawodnik twierdził, że w
świetle podpisanego dwa lata wcześniej kontraktu powinien kosztować tylko 350
tysięcy. Działacze z Torunia twierdzili, że kontrakt mówił tylko o kwocie
bazowej, do której można było jeszcze doliczyć inflację. WTS Wrocław,
najbogatszy wówczas klub w Polsce postanowił zapłacić 435 tysięcy i domagać się
zwrotu 85 tysięcy w sądzie. Połowę z różnicy zapłacił sam zawodnik.
Niestety sezon 2005 nie przyniósł odbudowania formy niedawnego lidera
Apatora i WTS-u. Brak stabilnej formy, zwłaszcza w spotkaniach wyjazdowych
spowodowały, że po sezonie Krzyżak rozstał się z Bydgoszczą i postanowił
odbudować formę w niższej kasie rozgrywkowej. Wybór padł na trzeci z pomorskich
klubów GKM Grudziądz, którego barw broni również w roku 2007. Niestety drugi rok
startów w Grudziądzu mógł zakończyć nie tylko karierę Jacka, ale i życie. Oto
bowiem w jednym z meczów zawodnik podczas upadku uderzył głową w bandę w skutek
czego doznał stłuczenia mózgu. "Krzyżak" przebywał bardzo długo w śpiączce, a po
powrocie do rzeczywistości przechodził długa rehabilitację. Nie przeszkodziło mu
to w parafowaniu kontraktu na sezon 2008, jednak jak podkreślał Jacek w
wywiadach na tor powróci tylko wówczas, gdy wyrażą na to zgodę lekarze. Wraz z
rozpoczęciem sezonu lekarze nie widzieli przeciwwskazań co do startów i Jacek po
okresie przygotowawczym rozpoczął treningi na żużlowym owalu.


W
czasie kariery pomimo, że losy kierowały "Krzyżaka" do różnych klubów, to
zawodnik nigdy nie zerwał z Toruniem, bowiem mieszka w tym mieście, a
dodatkowo startował w turniejach i treningach organizowanych przez toruński klub. Jednym z
takich turniejów była
trzecia edycja mistrzostw Torunia na lodzie i choć w tych zawodach zajął
drugie miejsce to w myśl regulaminu został mistrzem Torunia w lodowej
odmianie speedwaya.
Obok reprezentowania polskich klubów żużlowych Jacek Krzyżaniak z powodzeniem przywdziewał plastron zespołów zagranicznych. Bronił barw drużyn szwedzkich (Masarna Avesta, Kaparna Goeteborg); rosyjskich (Mega-Lada Togliatti, Lukoil Oktiabrskij); duńskich; węgierskich (Indywidualne Mistrzostwa Węgier - cykl sześciu turniejów - wystąpił w jednym turnieju - w łącznej klasyfikacji 17 miejsce) .
Osiągnięcia
| 1990/1; 1991/3; 1992/3; 1993/3; 1994/3; 1995/2; 1996/2; 1999/2; 2001/2; 2002/3; 2003/3; 2005/2 | |
| 1988/3; 1989/2 | |
| DPP | 1993/1; 1995/4; 1996/1; 1997/1; 1998/1; 1999/3 |
| IMP | 1991/R; 1992/12; 1994/2; 1995/6; 1996/9; 1997/1; 1998/5; 1999/3; 2000/3; 2002/3; 2006/12 |
| MIMP | 1989/10 |
| MPPK | 1991/3; 1992/3; 1993/3; 1995/3; 1996/3; 1997/2; 1999/3; 2001/1; 2002/6 |
| ZK | 1992/9; 1993/7; 1994/3; 1995/R; 1996/13; 1997/9; 1998/8; 1999/1; 2001/8; 2002/14 |
| IMŚ GP | 1996/finał kont-10; 1997/GP Chalange; 1998/22 wild card |
| DMŚ | 1997/2 |
| IME | 2004/5 |
| DPŚ | 2001/2 |
| KPE | 2003 (rep. klub z Bydgoszczy) /5 |
Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
| Sezon | mecze | biegi | punkty | bonusy |
Średnia biegowa |
Miejsce w ligowym rankingu |
| 1988 | 10 | 38 | 30 | 1 | 0,816 | 70 |
| 1989 | 17 | 67 | 82 | 20 | 1,522 | 42 |
| 1990 | 20 | 96 | 172 | 12 | 1,917 | 19 |
| 1991 | 14 | 63 | 110 | 16 | 2,000 | 17 |
| 1992 | 18 | 88 | 163 | 13 | 2,000 | 28 |
| 1993 | 18 | 89 | 157 | 23 | 2,022 | 20 |
| 1994 | 18 | 86 | 156 | 13 | 1,965 | ? |
| 1995 | 18 | 90 | 156 | 10 | 1,844 | 27 |
| 1996 | 22 | 106 | 193 | 18 | 1,991 | 23 |
| 1997 | 22 | 111 | 240 | 8 | 2,234 | 12 |
| 1998 | 17 | 84 | 174 | 13 | 2,226 | 14 |
|
Galeria zdjęć Jacka
Krzyżaniaka |
|||||
| różne | park maszyn | duety | z drużyną | prezentacja i podium | |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
| poza torem | rywalizacja na torze | solo na torze | |||
![]() |
![]() |
![]() |
|||
| solo | |||||
![]() |
|||||
A jaki prywatnie jest Jacek Krzyżaniak, najtrafniej oddaje artykuł w Gazecie Pomorskiej udzielony Małgorzacie Pieczyńskiej w dniu 7 Marca 2003:
"Nie ma róży bez kolców"
Ich pierwsza randka mogła się zakończyć tragicznie.
- Byłam świeżo po egzaminie na prawo jazdy i chciałam odwieźć Jacka do
domu. Po drodze ludzie wymachiwali w naszym kierunku rękami. Patrzyliśmy na nich
ze zdziwieniem. A przecież jechaliśmy pod prąd.
Tak wspomina początek znajomości z Jackiem
Krzyżaniakiem, żona Aleksandra.
Pochodzą z Torunia. - Pracowałam w księgowości w Apatorze, kiedy Jacek był
jeszcze początkującym żużlowcem - opowiada Ola. - Przed meczami prowadziłam
przedsprzedaż biletów, a wtedy on przynosił mi lody i frytki. Spodobał mi się.
Miał kręcone blond włosy i czarodziejski uśmiech.
- No, może dziś fryzura już nie ta - wtrąca Jacek - Ale uśmiech wciąż ten
sam.
Po trawie, po punkt...
Nie planował zostać żużlowcem. - Zawsze marzyłem o karierze piłkarza.
Grałem w Pomorzaninie, a chciałem trafić do Zawiszy. Pod koniec lat 80 miał
najmocniejszy zespół w regionie, występował w II lidze.
Ojciec Jacka - Bogdan także ścigał się na żużlowym torze, m.in. w Pile,
Toruniu, Grudziądzu. I pewnie właśnie dlatego syn wybrał ostatecznie ten trudny
sport. - Zdecydowałem się w wieku 19 lat, dość późno. W klubie trenowali już
koledzy o cztery lata młodsi. Przyrzekłem sobie wówczas: jeśli za pierwszym
podejściem zdam egzamin na licencję, będę żużlowcem. Inaczej zrezygnuję.
Trzymiesięczne przygotowania nie poszły na marne. W 1987 roku Jacek Krzyżaniak
miał już w ręku najważniejszy dokument zezwalający na starty. - Uznałem to
wówczas za życiowy sukces. A takiej tremy, jak wtedy w Częstochowie, nie miałem
chyba nigdy.
Niespełna rok później zadebiutował w drużynie Apatora. - Wystartowałem w
meczu z Kolejarzem Opole. Na trybunach zasiadł komplet publiczności. Boże, jaki
byłem nerwowy. Po zaciętej walce zdobyłem dla zespołu pierwszy punkt. Chyba
cudem dojechałem do mety. Nie mogłem opanować motocykla i nawet przejechałem po
trawie. Na szczęście sędzia tego nie zauważył.
Między Toruniem a...
W sercu Jacka Krzyżaniaka najważniejsze miejsce zajmują trzy kobiety: żona
Aleksandra oraz córeczki:12-letnia Paulinka i 3,5-letnia Pamela.
Pierwszy poważny sprawdzian żona z córką zdawały przed pięcioma laty. Żużlowiec
zdecydował się rozstać z Apatorem i podpisał kontrakt z Atlasem Wrocław. - To
była jedna z ważniejszych decyzji w naszym życiu. Postanowiliśmy zaryzykować.
Moja rodzina mieszkała w Toruniu, ja "kursowałem" między Wrocławiem a Toruniem.
Myśleliśmy nawet o przeprowadzce, lecz urodziła się Pamelka. W Toruniu mamy
rodziców i ich pomoc okazała się bezcenna.
W domu był gościem; oprócz startów na krajowych torach doszły jeszcze występy w
lidze duńskiej, rosyjskiej i szwedzkiej. - Bardzo tęskniłem za żoną i
córkami. Każdą wolną chwilę starałem się spędzać z nimi. Ola z dziećmi też
często przyjeżdżała do Wrocławia. Dojazdy były męczące, za to trasę z Wrocławia
do Torunia znamy na pamięć.
Szusowanie w Szklarskiej
Jacek najlepiej wypoczywa w domu. - Trudno nawet go namówić na jakiś bal,
bo nie lubi chodzić w garniturze - uważa Ola. - Ale w tańcu radzę sobie
dobrze - zapewnia żużlowiec.
W tym roku, po 4 latach, nareszcie udało się im spędzić zimowe wakacje w
Szklarskiej Porębie. - Uwielbiamy jeździć na nartach. Cieszyliśmy się jak
dzieci, gdy w końcu wyjechaliśmy na krótki wypoczynek.
12-letnia Paulinka, uczennica VI klasy Społecznej Szkoły Podstawowej im.
Witkacego w Toruniu jest dumna z ojca. - Czasami z mamą chodzimy na mecze.
Koleżanki i koledzy także mu kibicują.
Paulinka przyznaje: - Jestem zadowolona, że tata będzie startował w
Bydgoszczy. Będzie mógł nam poświęcić więcej czasu. On ma świetne pomysły. Razem
gramy w szachy, monopol oraz na komputerze w skoki narciarskie. Chodzimy na
grzyby. Latem jeździmy na rowerze, a zimą tata organizuje kulig.
Jacek także jest zadowolony ze zmiany barw klubowych. - We Wrocławiu czułem
się znakomicie. Zaprzyjaźniłem się z trenerem Markiem Cieślakiem, lecz startując
w Bydgoszczy będę bliżej rodziny. Nie ukrywam, że mam tremę przed spotkaniem z
kibicami. Chciałbym, żeby mnie miło przyjęli, to wiele dla mnie znaczy.
Obiecuję, że postaram się ich nie zawieść. Z Polonią pragnę zdobyć medal,
najlepiej złoty. Uczestniczę we wszystkich treningach w Bydgoszczy, bo choć znam
chłopaków, pragnę zintegrować się z drużyną.
Ściganie się z głową
Małżonka żużlowca już nie raz przekonała się, że życie u boku sportowca
wcale nie jest usłane różami. Nie narzeka jednak. - To jest jego praca.
Owszem, rozstania związane z wyjazdami na mecze komplikują życie rodzinne, bo
wszystko wtedy jest na mojej głowie. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
Jeszcze niedawno miałam własną kwiaciarnię, lecz musiałam zrezygnować, aby zająć
się dziećmi.
Żużel zapewnił Jackowi popularność, lecz ta "róża" ma także kolce. To sport
bardzo niebezpieczny. Na torze łatwo o kolizje i wypadki. - Na szczęście, do
tej pory nic złego Jackowi się nie stało. Nie ukrywam, że denerwuję się przed
każdym meczem. Staram się jednak myśleć pozytywnie. Wiem, że mąż jest rozsądny.
Jacek przyznaje: - Ścigam się tak, aby nie zrobić krzywdy sobie i innym.
Żużlowiec powinien wyznaczyć sobie granicę, której nie wolno mu przekroczyć.
Musi się bać, bo tylko wtedy nikt z powodu głupoty nie ucierpi na torze.
W dniu meczu, w domu państwa Krzyżaniaków wyczuwa się lekkie poddenerwowanie. -
Jackowi też się ono udziela. Jest perfekcjonistą i chce zawsze wypaść jak
najlepiej. Potrafi kilkakrotnie sprawdzać sprzęt. Zagląda wówczas do garażu,
gdzie trzyma motocykle, bez przerwy wymienia uwagi z mechanikami. Gdy coś nie
idzie po jego myśli, marudzi i lepiej zejść mu z drogi - zauważa żona.
A Jacek się zwierza: - Ścigam się już długo, lecz nadal nie potrafię pogodzić
się z porażką. Każdy nieudany występ bardzo przeżywam.
W pokoju wspomnień
Dom Krzyżaniaków tonie w roślinności, przede wszystkim w kwiatach. To
zasługa pani Aleksandry, która uwielbia kwiaty. - Lubię także otrzymywać
bukiety. Ze strony Jacka, to raczej rzadkość. Owszem, pamięta o uroczystościch
rodzinnych, lecz woli robić prezenty praktyczne. Przynosi zwykle róże, lecz tym
razem na walentynki dostałyśmy storczyki.
Pan Jacek ściga się na żużlu już ponad 15 lat. Sukcesy... Najbardziej ceni sobie
złoty medal indywidualnych mistrzostw Polski, który zdobył w 1997 roku. -
Wywalczyłem go dla Torunia. Wcześniej mistrzem został Wojciech Żabiałowicz, lecz
on zdobył medal na własnym torze, a ja na wyjeździe. Na dodatek sukces w
Częstochowie zbiegł się z 10 rocznicą otrzymania licencji żużlowej.
Dużą wartość dla Jacka ma także złoty medal "w parach" sprzed lat. To trofeum
wywalczył jako zawodnik Atlasu, razem z Sebastianem Ułamkiem i Robertem Sawiną.
Kolekcja wszelakich trofeów jest bardzo pokaźna, tworzy ją ponad 100 pucharów i
27 medali. Pani Ola postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce. -
Przeznaczyłam na ten cel pokój. Większość nagród poustawiałam
na półkach. Niektóre puchary były jednak tak wielkie, że ustawiłam je na ziemi.
To jest nasz pokój wspomnień.
Trofea Jacka Krzyżaniaka