HLIB Paweł (hlipek)
pozyskany z Krosna


Urodzony 20 lutego 1986, oprócz polskiego, Paweł Hlib posiada również obywatelstwo niemieckie.

Licencję żużlową zdobył w 2002 na torze w Rybniku, jako zawodnik Stali Gorzów i w barwach tej drużyny zadebiutował w meczu ekstraligowym, a przeciwnikiem gorzowian była wówczas ekipa Apatora Toruń.

Kariera sportowa Pawła miała różne koleje i jest bardzo zawiła. Czterokrotny finalista IMŚJ (brąz 2007), dwukrotny mistrz świata juniorów w rywalizacji drużynowej, czołowy polski junior i ogromny, jak się mogło wydać zmarnowany talent, już w wieku osiemnastu lat, potrafił wykręcić w pierwszej lidze średnią ponad dwa punkty na bieg. Po sezonie 2005 został dostrzeżony przez włodarzy ekstraligowej Unii Tarnów, gdzie trafił w ramach wypożyczenia w 2006 roku. Sezon spędzony wśród "Jaskółek" pozwolił mu poznać wymagania, jakie przed żużlowcem stawiają rozgrywki na najwyższym światowym poziomie. Paweł podołał temu zadaniu i gdy wydawało się, że Polska ma zawodnika, który wskoczy do ścisłej światowej czołówki zaczęły się schody. Wrócił do Stali Gorzów, ale w listopadzie 2007 roku został zawieszony przez lubuski klub, za pobicie mężczyzny w klubie nocnym. Po tym incydencie losy jego kariery stały się niepewne i pojawił się pierwszy symptom brakusportowej dyscypliny i braku właściwych doradców w życiu chłopaka, który zaczął być kimś ważnym w sporcie. Ostatecznie otrzymał szansę od swojego klubu i tak komentował swoją dalszą karierę: "Brakuje mi Ekstraligi i startów w gronie najlepszych drużyn i czołowych zawodników polskich i zagranicznych. Dlatego właśnie chcę wraz ze Stalą Gorzów wygrać I ligę i dostać się do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po to wróciłem minionej zimy do Gorzowa, żeby wspomóc ekipę w realizacji tego celu. Chcę wraz z nią awansować. Nie boję się walki, bo żużel to nie szachy. Jeżeli ktoś woli szachy, to musi je uprawiać, a nie brać się za coś takiego jak speedway. Ja preferują ostrą i twardą walkę. Jestem takim zawodnikiem, który właściwie nigdy nie narzeka na tor. Bez względu na to czy jest on idealnie przygotowany, czy też zdarzają się dziury, staram się jechać na miarę swoich możliwości, bo lubię zacięte pojedynki". Szansę jaką otrzymał wykorzystał, bo ze Stalą wywalczył awans do Ekstraligi, ale przejście w wiek seniora było dla niego jak zderzenie ze ścianą. W 2008 roku nadal ścigał się dla macierzystego klubu, ale efekty tego ścigania były mizerne. Do dyspozycji wieku juniorskiego niestety już nie wrócił i zaczął ścigać się na coraz niższym poziomie rywalizacji. Z Gorzowa trafił na rok do Poznania, ale z tego został wypożyczony do Rybnika. Można zatem powiedzieć, że w roku 209 był zawodnikiem dwóch klubów. Nieco stabilizacji Paweł złapał w Gdańsku, gdzie zakotwiczył na dwa sezony. Rok 2011 był w jego wykonaniu tak słaby, że na sezon 2012 znajduje zatrudnienie na Podkarpaciu i zdobywa punkty dla krośnieńskich Wilków. Ze średnią 2,000 pkt/bieg staje się najskuteczniejszym jeźdźcem w drużynie i szóstym w całej drugiej lidze. Mogło wydawać się, że Paweł łapie właściwy rytm, dlatego roczna przygoda z drugą ligą, zakończyła się powrotem do Gorzowa, który startował w roku 2013 Ekstralidze. W drużynie, która wychowała go żużlowo, wystąpił w 15 meczach i ze średnią 0,893 pkt/bieg okazał się najsłabszym jeźdźcem w zespole i dopiero sześćdziesiątym w całej lidze. Sytuacja ta nie zadowalała ambitnego chłopaka, który poznał smak zwycięstwa, dlatego choć podpisał ze Stalą umowę na rok 2013, postanowił zakończyć karierę.

Ze ściganiem jednak nie zerwał i próbował swoich sił w lodowej odmianie speedwaya, ale koszty i brak sukcesów spowodowały, że zaniechał również tej formy ścigania.
Trafił tym samym do teamu Thomasa Jonassona, któremu pomagał w trakcie zawodów i dzięki temu pozostał w żużlowym świecie.

Gdy Paweł zawiesił żużlowy kevlar na wieszaku, wielu kibiców zastanawiało się czy tak musiało się stać, że młody jeździec kończy przedwcześnie karierę?
Niestety nie było tajemnicą, że Hlipek poza torem popełnił wiele błędów, ale miał też problem z trzymaniem sportowego stylu życia i co przekładało się na nadmierną jak na żużlowca wagę. Zabrakło mu samodyscypliny. Nie był pewnie nawet w połowie tak zdeterminowany na osiągnięciu sukcesu, jak Jason Doyle na zdobyciu mistrzostwa świata w 2017 roku. Jednak nie on pierwszy i nie ostatni zaprzepaścił swój talent, winę ponosili także niewłaściwi doradcy, kibice, działacze którzy żużlowców często traktują zawodników jak cyborgi, zaprogramowane do jeżdżenia przez pół roku po Europie i ścigania się co kilka dni. Niewłaściwi ludzie wokół sportowców, zapominają często, że zawodnik to przecież zwykły człowiek, który ma swoje słabości, którym czasem potrzebuje pomocy, wskazania właściwego rozwiązania, zachowania w danej sytuacji. Ponieważ Paweł miał ogromny talent do jazdy, gdy zaczął popełniać życiowe błędy, ci którzy próbowali na jego karierze zbić swój własny kapitał usunęli się w cień, a zawodnik zaczął obrywać za to, że pakował się w kolejne kabały i nie miał parcia na klasę mistrzowską.

W roku 2018 coś się jednak zmieniło. Oto bowiem, gdy wydawało się, że zawodnik, który jako junior pokazał, że wie na czym polega jazda w lewo, na dobre skończył ze ściganiem po pięciu latach zaskoczył wszystkich i oznajmił, że wraca do ścigania: "Mam wokół siebie ludzi, którzy chcą pomóc mi w powrocie na tor. Chcę mocno przepracować zimę i dojść do odpowiedniej formy fizycznej i mentalnej, bo wiem, że na to mnie stać. Bardzo dziękuję Adamowi Skórnickiemu, dzięki któremu miałem możliwość przejechania się po pięciu latach. Na torze było bardzo fajnie. Początkowo myślałem, że dostanę wielkich oczu, bo jednak trochę nie jeździłem, ale jednak to nie było nic strasznego". I tak jak zawodnik powiedział tak zrobił, bowiem w okresie transferowym, po pięciu latach przerwy podpisał swój kolejny kontrakt sportowy z doskonale znaną mu drużyną z Krosna. Jednak, aby stać się zawodnikiem z pełnymi prawami do startu w zawodach, musiał ponownie uzyskać licencję, bowiem po tak długiej przerwie zawodnicy tracą żużlowe uprawnienia do zawodowego ścigania. Tak też stało się w przypadku Hliba. Żużlowa centrala znała jednak możliwości gorzowskiego wychowanka i zawodnik został zwolniony z jazdy na torze. Trudno było bowiem wymagać od kogoś, kto posiadał w swoim sportowym CV, medale mistrzostw świata, udowadniania swoich umiejętności przejechania cztery kołek w wyznaczonym limicie czasu. Paweł musiał więc zdać tylko testy teoretyczne, do których pieczołowicie się przygotowywał, by ostatecznie stawić się na zwołanym, na wniosek krośnieńskiego klubu egzaminie. Sytuacja ta była o tyle ciekawa, że w całej historii przyznawania żużlowych licencji PZM wczęśniej dla żadnego innego zawodnika nie zwoływał komisji egzaminacyjnych. Hlipek oczywiście bez problemów zdał żużlową maturę po raz drugi, ale nie zapominał o treningach i pracował nad swoją formą i sprzętem, o czym informował w mediach społecznościowych: "Zakupiłem sprzęt, kosztował on wiele pieniędzy. Odkąd dogadałem się z Wilkami Krosno zrzuciłem ponad 25 kg. To nie taki luz-blues. Podchodzę do tego na poważnie. Mam pewne cele".
Wiosną 2019 roku wydawało się, że powrót Hliba do czynnego uprawiania żużla, może być naprawdę udany, bo wychowanek Stali Gorzów dobrze prezentował się w sparingach i turniejach towarzyskich. a wiceprezes klubu z Podkarpacia, Grzegorz Leśniak, tak komentował zatrudnienie Pawła: "Paweł Hlib jest naszym zawodnikiem i bez naszej zgody nie może odejść do żadnego innego klubu. Cały czas jesteśmy w kontakcie z obozem zawodnika i wierzymy, że lada dzień będziemy mogli go potwierdzić do startów lidze. Zostało nam tylko doszczegółowić warunki ostatecznego porozumienie i 7 kwietnia Paweł pojedzie w naszych barwach". Choć ponowny debiut w ligowych rozgrywkach przesunął się na dzień 13 kwietnia, to był to powrót bardzo udany, bowiem na torze w Rawiczu zawodnik wykręcił dla swojej drużyny 12 punktów + bonus, czym walnie przyczynił się do wygranej Wilków 54:36. Debiut był jednocześnie najlepszym meczem ligowym w wykonaniu Hlipka w sezonie AD 2019. Później wyniki były już nieco gorsze. Pojawiły się upadki (m.in. podczas turnieju w Niemczech, gdzie doznał złamania łopatki), zaczęły się też problemy sprzętowe, a wyniki nie były satysfakcjonujące. Ostatecznie Paweł zakończył sezon ze średnią biegową 1,633 pkt., co było dwudziestym piątym wynikiem w całej lidze, ale można było uznać to za całkiem dobre osiągnięcie po tak długim rozbracie z motocyklem. Paweł nie był jednak do końca zadowolony ze swojej postawy: "Początek sezonu był dla mnie łaskawy i naprawdę dobry. Całe zimowe przygotowanie i ogromne inwestycje nie poszły na marne. Wszystko szło zgodnie z planem, byliśmy gotowi na nieznane, bo po pięciu latach i po takich zmianach jakie zaszły w speedwayu w tak krótkim czasie, to tak jakby uczyć się wszystkiego od nowa. Oddychaliśmy z moim teamem pełnią Szczęścia! Niestety mimo ogromnych chęci i ambicji zostałem szybko sprowadzony na ziemię. Wszystko zaczęło się sypać. Inwestycje w serwisy, wymiany części, szukanie najlepszych rozwiązań... Nic nie pomagało. Zaczęliśmy czuć z chłopakami, że w tym pierwszym roku po powrocie, płacimy frycowe. Wiedzieliśmy, że będzie trudno, że trzeba będzie poświęcić wszystko dla jednego... Z każdej strony dostawaliśmy w twarz. Kontuzje, upadki.. Pogubiliśmy się. W głowie pojawiły się złe myśli, krytyka wobec siebie samego. Sam też popełniłem wiele błędów w przygotowaniu, nie pomyślałem "co będzie gdy.." i to "gdy" się właśnie stało. Nie byłem ani na to gotowy, ani przygotowany. To największy błąd jaki w najbliższym sezonie będę chciał wyeliminować. Dlatego już od września ciężko pracuję. Chcę sam zapewnić sobie budżet, który pozwoli mi na osiąganie najwyższych celów".

Po sezonie, gdy okienko transferowe powoli się zamykało, a Paweł nadal nie miał podpisanego kontraktu na rok 2020, działacze Apatora Toruń 14 listopada 2019 ogłosili, że zwarli porozumienie, bez gwarancji finansowych i startowych z gorzowskim wychowankiem. Gdy wiadomość ta obiegła żużlowe środowisko, niektórzy kibice w Toruniu komentowali ten angaż mówiąc, że "ilość Pawłów w Toruniu musi się zgadzać" (Paweł Hlib vs Paweł Przedpełski). Należało jednak pamiętać, że zawodnik ze spadkowiczem z Ekstraligi podpisał kontrakt tzw. "warszawski". Chciał on jednak wziąć udział w treningach na Motoarenie oraz sparingach Apatora, w których miał ochotę udowodnić swoją wartość i jeśli forma u progu sezonu predysponowałaby go do startów z Aniołem na piersi, a klub byłby zainteresowany, żużlowiec miał podpisać aneks do kontraktu i walczyć o miejsce w składzie Apatora. Jeśli jednak w drużynie z miasta Kopernika zabrakłoby miejsca, to Paweł miał szukać miejsca dla siebie w innych klubach, a trzeba przyznać, że zainteresowanie jego osobą w okienku transferowym było spore, bo w swoich szeregach widzieli go prawie wszyscy prezesi na drugoligowym droncie.

Gdzie ostatecznie wystartuje Paweł Hlib w roku 2020? Czas pokaże!
Czy dane mu będzie, kiedyś stanąć pod taśmą w oficjalnych zawodach ze swoimi synami, którzy stawiają pierwsze kroki w miniżużlu?
Zapewne sam zawodnik o tym marzy!

Życzymy Pawłowi jak najlepiej, bo sztuką jest być na ciągłym na topie, ale WIELKĄ sztuką jest być na topie i podnieść się po upadku. A Paweł właśnie się podniósł, by wdrapać się ponownie na szczyt.

Poza ligą polską zawodnik bronił braw klubów:
    Coventry (2006)
        Geteborg (2005, 2007), Vastervik (2006)
            Brovst (2004-2007)
                Berlin (2007)

Osiągnięcia

DMP

2006/3
MIMP 2004/8; 2006/3; 2007/1
MMPPK 2007/2
BK 2002/4; 2003/4; 2004/2; 2005/2
SK 2003/4; 2006/5
ZK 2004/13; 2007/4
IMŚJ 2004/R; 2005/4; 2006/7; 2007/3
IMEJ 2003/11; 2004/7; 2005/4
DMŚJ 2006/1; 2007/1

Kluby w lidze polskiej
zawodnik
zawiesił
karierę
2002-
-2005
2006 2007-
-2008
2009 2009 2010-
2011
2010 2013 2014-
-2018
2019 2020

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2020 - - - - - -

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt