CHOMSKI Stanisław


urodzony 13 kwietnia 1957 roku w Gorzowie Wielkopolskim.

Swoją żużlową przygodę rozpoczął w rodzimej Stali Gorzów, gdzie w sierpniu 1974 roku zdobył żużlowe papiery. W rozgrywkach ligowych zadebiutował rok później bo 11 września 1975 w meczu wyjazdowym przeciwko Włókniarzowi Częstochowa. W kolejnych latach zdobywał ligowe punkty dla klubu gorzowskiego, z którym wywalczył w Drużynowych Mistrzostwach Polski trzy złote medale (1975, 1976, 1977) i jeden srebrny (1979).

W poszczególnych sezonach jako zawodnik Stanisław Chomski osiągnął następujące średnie biegowe: 1975 - 0,40; 1976 - 0,50; 1977 - 0,33; 1979 - 0,27.

Po zakończeniu czynnej kariery od 1980 roku pozostał przy żużlu i skierował swoje zainteresowanie w kierunku trenerstwa. Pierwsze szlify jako żużlowy nauczyciel zdobywał u boku Ryszarda Nieścieruka w klubie z Grudziądza. Cały czas ciągnęło Go jednak do Gorzowa i po kilku latach prowadzenia szkółki w Gorzowie Wielkopolskim i asystowania u boku Edwarda Jancarza, w 1987 roku objął funkcję pierwszego trenera Stali Gorzów. Gorzowską "Stal" trenował w latach 1987-2009 z przerwą na trzyletni epizod w Polonii Piła. Z klubem, który wychował Pana Stanisława jako zawodnika, wywalczył 2 srebrne medale (1992, 1997) i 2 brązowe (1987, 2000) Drużynowych Mistrzostw Polski. Oprócz gorzowskiego klubu Chomski w sezonach 1996-1999 trenował wspomnianą Polonię Piła z którą w roku 1999 wywalczył Drużynowe Mistrzostwo Polski.

Po latach trener Chomski stał się uznanym szkoleniowcem w środowisku żużlowym. Jego niezwykłe realny osąd sytuacji i umiejętność integracji zespołu wokół wspólnych celów, a także niebywała konsekwencja i twarda ręka zostały dostrzeżone przez żużlowe władze i w roku 2005 Chomski został powołany na selekcjonera reprezentacji Polski, z którą zdobył we Wrocławiu Drużynowy Puchar Świata.
W roku 2010 Chomski opuścił Piłę i przeniósł się nad morze, gdzie podjął się prowadzenia gdańskiego Wybrzeża. Z "nafciarzami" wywalczył m.in. dwukrotnie ekstraligowy awans, jak również medale w ramach Ligi Juniorów, MDMP, MIMP, MMPPK czy w Brązowym Kasku.

Po sezonie 2013 trener gdańszczan znalazł również uznanie w oczach kibiców i w ramach XXIV Plebiscytu Tygodnika Żużlowego został uznany najpopularniejszym trenerem I ligi.

Po takim wyróżnieniu sezon 2014 zapowiadał się jednak dla doświadczonego trenera na niezwykle trudny. Gdańscy działacze, po awansie do Ekstraligi z uwagi na ograniczone możliwości finansowe zbudowali skład, który już przed sezonem został skazany na pożarcie przez ekstraligowych mocarzy. Chomski jednak pokazał swój kunszt i zjednoczył drużynę wokół wspólnego celu i na inaguracje ligi pokonał …… toruński Unibax okrzyknięty "dream teamem". Przeciętni żużlowcy znad morza (Chomski ostawił od składu największą gwiazdę, uczestnika Grand Prix - Fredrika Lindgren) nie przestraszyli się wielkich nazwisk Holdera, Sajfudinowa, Golloba czy objawienia juniorskiego w sezonie 2013 Pawła Przedpełskiego i pokonali rywala 46:44 pokazali, że w sporcie liczy się wola walki, ambicja, a nie pieniądze i wielkie nazwiska na motocyklach. Niestety dla gdańszczanom wystarczyło motywacji i pieniędzy tylko na inaugurację, bowiem z każda kolejną rundą otrzymywali srogie lekcje od doświadczonych ekstraligowców.
Świadomy trener wiedział, że jego los jest przesądzony, a jednocześnie mając przekonanie, że "z pustego i Salomon nie naleje", po trzeciej rundzie spotkań, w dniu 14 maja złożył rezygnację w funkcji trenera. Szefostwo Wybrzeża jak również zawodnicy nie przejęli tej rezygnacji i Chomski poprowadził nadmorski team w kolejnych dwóch spotkaniach. Niestety zespół pod batutą gorzowianina odniósł dwie kolejne porażki i plasował się w dolnych rejonach tabeli, a trener usiadł ponownie do rozmów z gdańskimi działaczami i złożona wcześniej rezygnacja została przyjęta. Warto w tym miejscu zaznaczyć że, że zarówno GKS Wybrzeże jak i trener Stanisław Chomski zakończyli kilkuletnią współpracę w zgodzie i w dobrej wierze, życząc sobie wzajemnie sukcesów sportowych w przyszłości.
Sam trener tak komentował swoją rezygnację: Życzyłbym sobie, aby każde moje dotychczasowe pożegnanie z klubami miało taką miłą formę. Dziękuję za to i nie ukrywam, że łezka w oku się kręci. Chciałem bardzo podziękować wszystkim osobom, z którymi miałem okazję współpracować przez te kilka lat spędzonych w Gdańsku. Dziękuję także wiernym kibicom Wybrzeża, których bardzo szanuję, i którym jestem naprawdę wdzięczny za wszelkie uwagi, także te krytyczne. Ze wszystkich rozmów zawsze starałem się wyciągać pozytywne wnioski z korzyścią dla drużyny. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami osoby oddane "czarnemu sportowi" doprowadzą do zbudowania silnego ośrodka żużlowego w Gdańsku. Wiem, że czerwono-biało-niebiescy kibice na to zasługują, czemu niejednokrotnie dawali wyraz okazując nam wsparcie nie tylko w tych dobrych, ale także w złych momentach. Ufam, że przez wiele kolejnych lat będziemy nadal spotykać się na polskich stadionach żużlowych. Mogę zupełnie szczerze powiedzieć, że Gdańsk zawsze będzie moim sercu zajmował wyjątkowe miejsce i zawsze z miłą chęcią będę tutaj wracał. Dziękuję wszystkim Sponsorom z władzami Miasta na czele. Zawsze uważam, że najważniejszym partnerem klubów obok firm wspierających są kibice, którzy nie tylko przynoszą do budżetu wymierne środki, ale swoją obecnością budują pozytywną atmosferę i napędzają do działania. Życzę Wam powodzenia w dalszej części sezonu i trzymam kciuki za obronę miejsca w ENEA Ekstralidze. Na pewno nie będzie to zadanie łatwe, ale tylko będąc przy zespole możecie mu pomóc wspiąć się na wyżyny jego umiejętności.

Doświadczony trener nie pozostał jednak długo bez pracy. Oto bowiem toruński Unibax, po karze nałożonej na Sławomira Kryjoma za finał ekstraligi w roku 2013, poszukiwał charyzmatycznej osoby, która potrafiłaby ogarnąć i zjednoczyć żużlowe gwiazdy zatrudnione w teamie Aniołów. Na wąskim rynku menedżerskim w Polsce zwolnienie Chmskiego okazało się doskonałą okazją, żeby w parkingu Unibaksu pojawił ktoś z doświadczeniem i autorytetem. Co ważne Chomski już dwa lata wcześniej był poważnym kandydatem na stanowisko trenera w mieście pierników i astronomii. Pozostał jednak wtedy w Gdańsku, a ofertę Unibaksu przyjął Kryjom, prywatnie związany z córką szkoleniowca, Julią. Ostatecznie toruńscy działacze szybko uporali się z formalnościami, dograli szczegóły zatrudnienia nowego szkoleniowca i z dniem 27 maja 2014 na konferencji prasowej prezes Tomasz Kaczyński, przedstawił nowego trenera "Aniołów".
Toruński prezes tak komentował ten angaż: Bardzo cieszymy się, że Pan Stanisław zechciał pracować z nami. Nie tylko rozwiązuje nam to problem parkingu, który dawał nam swe znaki na początku sezonu. Sprawia też to możliwość przyjrzenia się dokładnie trybowi szkolenia naszych zawodników i lepszego wykorzystania ich potencjału. Z klubem pozostają nadal Jan Ząbik i Jacek Krzyżaniak, którzy są częścią klubu, od dawna zajmują się szkoleniem młodzieży i wspólnie z panem Chomskim będą tworzyć sztab szkoleniowy. Jan Ząbik zostaje w klubie i będzie nadal wyłapywać najmłodszych zawodników. Następnie wraz z Jackiem Krzyżaniakiem będą szlifować te diamenty żużlowe, by mogły jak najszybciej osiągnąć odpowiedni poziom sportowy. To pomoże tym zawodnikom w uzyskaniu odpowiedniego poziomu sportowego, który z kolei pozwoli uzyskać im licencję. Wówczas mogą oni trafić do zespołu seniorskiego, gdzie obecnie jest Stanisław Chomski. Wydaje mi się, że taka konstrukcja jest logiczna i ma pełne uzasadnienie.
Stanisław Chomski wiedział co go czeka w mieście Kopernika i wypowiadał się przez pryzmat swojego doświadczenia: W każdym klubie angażuję się w pracę na całego. Na wynik zespołu ma wpływ praca wiele osób, nie tylko zawodników, ale także choćby mechaników, toromistrza i całego zastępu osób funkcyjnych. Nie przychodzę do Torunia, żeby z kimś konkurować, ale budować. Postaram się tak dopasować, aby moja osoba wniosła coś pozytywnego, a nie powielała złe schematy. Mam świadomość gwiazd jakie jeżdżą dla Torunia, ale charakter zespołu poznaje się na torze. W Gdańsku nie miałem do czynienia z wielkimi gwiazdami, ale z zawodnikami o określonym poziomie. Poziom toruńskich zawodników jest wyższy, toteż oczekuje się od nich dużo więcej. To wyzwanie, aby gwiazdy przekuły to na wynik sportowy nie rywalizując, a współpracując. Większych rewolucji jednak nie będzie. Menedżer pozostaje ten sam. Ja będę ogniwem wykonującym główną robotę w trakcie meczów i treningów - mówię tutaj o sprawach czysto sportowych. Moi współpracownicy będą pracować na jak najlepszy wynik drużyny. W każdym elemencie ma to wyglądać jak najlepiej, nie tylko na zewnątrz. Podział obowiązków musi być efektywny i musi być współpraca. Nie może być tutaj miejsca na rywalizację o to, kto ma rację.

Z perspektywy sezonu 2014 można powiedzieć, że Stanisław Chomski pozbawił awansu do play-off, naszpikowaną gwiazdami drużyną z miasta Kopernika, wygrywając na inaugurację w Gdańsku prowadząc drużynę Wybrzeża. Jednak tak jak wcześniej wspomniano w trakcie sezonu sytuacja organizacyjna Wybrzeża stała się wręcz beznadziejnie katastrofalna i Chomski zmienił barwy na żółto-niebiesko-białe. Trener spełnił pokładaną w nim nadzieję, bowiem uporządkował drużynę w parkingu i sprawnie prowadził zawodników w trakcie meczu. Nie bał się zmieniać po słabych biegach choćby Tomasza Golloba, odważnie stawiał na juniorów. Niestety straty jakie zespół poniósł w Gdańsku, a później na innych torach mściły się do końca sezonu i gdy w Lesznie Uniabax miał ostatnią szansę na awans do play-off niestety nawet Chomski był bezradny.
Wraz ze zmianą właściciela dało się słyszeć, że Stanisław Chomski straci pracę na rzecz menadżera Jacka Gajewskiego, który miał objąć we władanie pierwszą drużynę w sezonie 2015. Rozsądek jednak nakazywał zatrzymać Chomskiego w Toruniu, bowiem wspólnie z Janem Ząbikiem mógł stworzyć zgrany duet szkolący żużlowy narybek. Chomski nie żałował jednak krótkiego epizodu trenerskiego w mieście Aniołów i tak komentował swoją pracę: "Sytuacja jaka narastała w Gdańsku nakłoniła mnie do tego, by toruńską ofertę przyjąć. W Wybrzeżu wszystko zaczęło się niestety walić i nie widziałem perspektyw na dalszą skuteczną pracę. Bez środków do życia można wytrzymać miesiąc czy dwa, ale nie przeszło pół roku. Takich propozycji jak ta, jaką złożył mi Unibax po prostu się nie odrzuca. Za przyjściem do Torunia przemawiali klasowi zawodnicy, organizacja samego klubu, a także rzeczowe rozmowy. Myślę, że po raz pierwszy w trenerskiej karierze dostałem przyjemność prowadzenia takiego zespołu, choć zadanie przed którym mnie postawiono nie było łatwe. Nie podołaliśmy ostatecznie wyzwaniu, jakim był awans z drużyną do play-offów, ale przyjmując pracę w Toruniu, zdobyłem niezwykle cenne i nowe doświadczenie".

Doświadczenie to spożytkował w doskonale znanym mu Gorzowie, z którym sięgał po tytuły DMP. Było to już trzecie podejście do trenerskiego obowiązku ze Stalą i jakże skuteczne. Oto bowiem oprócz medali DMP, po sezonie 2018 Stanisław Chomski, mimo, że jego drużyna zajęła dopiero drugie miejsce został uznany trenerem roku 2018. Było to trochę zaskakujące, bo większość spodziewała się, że laur najlepszego trenera przypadnie Piotrowi Baronowi, który z Unią Leszno obronił tytuł DMP i miał w swoich szeregach IMŚJ Bartosza Smektałę. Niestety dla Piotrka Barona, to Chomski głosami kibiców i kapituły na Gali Ekstraligi otrzymał statuetkę "Złotego Szczakiela".

Kolejne lata to, kolejne sukcesy trenerskie Pana Stanisław, ale niestety nie można powiedzieć tego o Stali Gorzów, w której działacze nie potrafili wyzwolić się ze spirali afer targających klubem. Można było w tym wszystki odnieść wrażenie, że tylko osoba Chomskiego trzymała wszystko w ryzach sportowych. Atmosfera wokół klubu znad Warty jednak gęstniała z każdym rokiem, a później dniem, bowiem na jaw wychodziły finansowe nieścisłości i zadłużenie sięgające jak pisały media w 2024 roku nawet 10 milionów złotych. Niewątpliwie w Gorzowie nastały ciężkie czasy, a zarząd klubu musiał stawić im czoła i jednocześnie dać zawodnikom przestrzeń do podjęcia walki w dwóch ostatnich meczach.
Efektem tego było niezbyt eleganckie zakończenie współpracy z wieloletnim trenerem, nie wyjaśniając mu powodów takiego ruchu i to przed ostatnimi meczami. Gorzowski trener pracował na wynik zespołu cały sezon i mimo że doszło po meczu we Wrocławiu do ostrej wymiany zdań pomiędzy trenerem, a kibicami to zdecydowanie należało z taką decyzją wstrzymać się do końca rozgrywek, by uszanować pracę i wkład szkoleniowca. Zawirowania wokół trenera z całą pewnością wpłynęły na formę i morale zawodników, a najbardziej odczuwał to, będący w sportowym dołku Szymon Woźniak oraz powracający po kontuzji nogi Oskar Fajfer. Sześćdziesięciosiedmiolatek był jedną z legend Stali. Jeszcze jako zawodnik zdobył w gorzowskich barwach trzy złote medale Drużynowych Mistrzostw Polski. W latach 80. postanowił zająć się karierą trenerską. Pierwszy etap głównego szkoleniowca swojego macierzystego klubu zaliczył w latach 1988-1995. Następnie po kilku sezonach przerwy, powrócił w 1999 roku i pracował tam przez 10 lat. Po kolejnym rozbracie m.in. na trenerski epizod w Toruniu, w 2015 roku Chomski powrócił do swojej Stali, z którą wywalczył sześć krążków Drużynowego Mistrza Polski ze złotym medalem włącznie i miał swój udział w rozwoju talentu Mistrza Świata Bartosza Zmarzlika. Dla zarząd klubu nie miało to jednak znaczenia, a tę dziwną decyzję tłumaczono koniecznością wprowadzenia świeżości do drużyny, a prezes podkreślał, że , "nie ma dobrego momentu na takie decyzje". Według włodarzy, zmiana trenera była konieczna, aby dać drużynie nową energię przed decydującymi starciami w sezonie, ale reakcja zawodników na zwolnienie trenera była szokiem. Trener miał bliskie relacje z wieloma żużlowcami, a jego umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach były nieocenione dla drużyny.
Sam trener tak komentował zaistniałą sytuację: "Trudno mi powiedzieć, czy to jest szok. Niespełna pół rok temu, w kwietniu, gdy wygasał mój kontrakt, informowałem, że nie zamierzam go przedłużyć. Prezes i zarząd użyli jednak wszystkich form perswazji, żebym tego nie robił, żebym przedłużył to na następny rok aneksem, bo skład zbudowany jest na dwa lata i ja w tej budowie uczestniczyłem.
Po ostatnim treningu przed Wrocławiem byliśmy razem z prezesem i teamem Jakuba Miśkowiaka. Podziękowaliśmy za przedłużenie kontraktu, padły słowa, że będziemy to kontynuować, a tu nagle taka sytuacja. Nikt do końca nie był ze mną szczery. Od dłuższego czasu musiało coś tam nabrzmiewać. Te informacje odnośnie ruchów z innymi zawodnikami, oczywiście prezes ma prawo rozmawiać, ale to było dość mocno transparentne. Były przecieki do mediów. Widać coś na rzeczy było, o czym nie byłem informowany. Każda decyzja jest do zaakceptowania i z każdą trzeba się zgodzić, mają prawo do tego. Trzeba było jednak wcześniej informować, a nie "misiaczki strzelać". Dlatego byłem w jakiś sposób zaskoczony formą rozwiązania umowy. Zostałem wezwany na posiedzenie zarządu, tak to odbieram, bo byli obecni wszyscy członkowie. Prezes po prostu poinformował mnie, że z dniem dzisiejszym kończymy współpracę, że nie poprowadzę dzisiejszego treningu i zawodów, które są do końca sezonu. I tyle. Przekazałem zarządowi, że w moim odczuciu, to jest słabe, bo choć, oczywiście, każdy pracodawca może rozwiązać umowę, to forma mnie troszeczkę zaskoczyła. Poczułem się tak, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Rozmowa odbyła się na zasadzie informacyjnej. Podziękowałem, poprosiłem o dokument na piśmie i nie mieliśmy już więcej, o czym rozmawiać. Forma zwolnienia była daleko idąca od eleganckiej. Takie mam odczucie. Za zasługi nikogo się nie trzyma, ale ja nie będę tego komentował, bo nikt mi o przyczynach nie powiedział. Zamierzałem po tym sezonie, bez względu na wynik, zakończyć pracę jako trener. Dałem się namówić i to jest mój błąd. Zostałem w taki, a nie inny sposób zwolniony i już mi wystarczy. Ja się do żużla nie zraziłem, ani do kibiców, którzy mnie oceniali w różny sposób. To praca i odpowiedzialność, którą trzeba wziąć na klatę. Za wszystko, co zrobiłem, odpowiadałem. Dziękuję wszystkim. Tym, którzy mnie wspierali i tym, którzy mnie krytykowali. Pozdrawiam wszystkich kibiców i życzę klubowi jak najlepiej".

Waldemar Sadowski - prezes gorzowskiego klubu - Drużyna ostatnio źle wyglądała, ostatnie mecze jeździła w kratkę. To już nie była "drużyna", którą odmienialibyśmy przez wszystkie przypadki. Tak było od pewnego momentu. Według mnie tym momentem był obustronny walkower Stal - GKM, który rozbił tą drużynę. Po walkowerze wierzyliśmy, liczyliśmy, że złapiemy to co było przed meczem z GKM. Naprawdę były rozmowy z trenerem, z zawodnikami. Omawialiśmy wszystkie kwestie, które dotyczą trenera, bo w sporcie ocenia się trenera za wyniki, za zarządzanie kryzysem w drużynie, za decyzje taktyczne, za zmęczenie materiału. To nie była decyzja chwili, że zwolniliśmy Chomskiego. Zrobiliśmy tak nie dlatego, że przegraliśmy ze Sparta i nie dlatego, że doszło do wydarzeń pod klatką kibiców we Wrocławiu. Ta decyzja zapadła wcześniej i wcześniej została omówiona. To była trudna decyzja. Wszyscy znamy Stanisława Chomskiego. Wiemy jaki ma wkład w rozwój żużla. Jeżeli chodzi o zagadnienia merytoryczne, to nie chcemy się zagłębiać w szczegóły. Doskonale wiecie za co się ocenia trenerów. Kontrowersje budzi czas i styl. Ale nigdy na takie decyzje nie ma dobrego czasu. Czy by to się stało po zdobyciu medalu, bo wciąż mamy na to szansę, czy teraz. Nie chcieliśmy z tym zwlekać, abyśmy za chwilę nie mieli już szans kim się wzmocnić, a chcieliśmy wprowadzić świeżą krew. Nie ma mądrego na takie decyzje. Uznaliśmy, że to jest ten moment. Jeżeli chodzi o styl, przez szacunek do trenera nie będziemy mówić o szczegółach. To nie tak, że trener przestał być pracownikiem z minuty na minutę. Jest pracownikiem klubu do końca października, ale jest zwolniony ze świadczenia usług. Nie wyobrażam sobie, że nie odbierze medalu we Wrocławiu za U-24 Ekstraligę, czy w Toruniu, jeżeli go zdobędziemy. Te wyniki, to zasługa i praca trenera. To jest naprawdę dobry człowiek i wszyscy o tym wiecie. Jeśli chodzi o Szymona Woźniaka, nie usłyszał od zarządu tego, co się stanie. Ma ważny kontrakt na 2025, wyraziliśmy zgodę na znalezienie nowego klubu. Zarząd podjął taką decyzję. Mam nadzieję, że będzie czas na podziękowania. W ostatnich dniach jest sporo emocji, ale myślę, że takie rozstanie oficjalne przyjdzie pora, jak znajdzie nowy klub. Ta decyzja nie była podjęta pod wpływem emocji, chwili, ostatniego meczu we Wrocławiu, czy tego, co się wydarzyło pod sektorem gości. To było wcześniej przemyślane oraz omówione. Ja chcę powiedzieć, że to była bardzo trudna decyzja.

Stanisław Chomski - były trener z Gorzowa -W nawiązaniu do wypowiedzi Pana Waldemara Sadowskiego w niedzielnym magazynie PGE Ekstraligi chciałbym oświadczyć, że w czwartek, kiedy zakomunikował mi Pan Sadowski w obecności trzech członków Zarządu Stali Gorzów S.A, że z dniem dzisiejszym została zakończona ze mną współpraca jako trenera w Klubie Stal Gorzów S.A, to z ust Pana Sadowskiego padło "nie poprowadzisz już meczy o brąz, dzisiejszego treningu i także wtorkowego meczu finałowego U24. Jednocześnie zwalniam cię z obowiązku świadczenia usług". Dlatego uważam, że w tym dniu zakończyłem wszelkie działania związanie z sezonem 2024 jako trener w Klubie Stal Gorzów S.A. i moja obecność we Wrocławiu oraz Toruniu w tych okolicznościach jest niemożliwa.

Tak więc po wielu latach pracy w Stali Gorzów, gdzie uchodził za legendę i symbol sukcesów klubu, Stanisław Chomski w październiku 2024 roku rozstał się ze stanowiskiem trenera. Decyzja zarządu, podjęta po trudnym sezonie i kryzysie drużyny, wzbudziła mieszane uczucia wśród kibiców. Trener nie pozstawał jegnak długo bez pracy i choć oficjalnie nie zatrudnił się w roli szkoleniowca w żadnym klubie, chętnie doradzał innym trenerom jak choćby Kamil Brzozowski, który prowadził klub z Ostrowa. Doświadczony trener tak komentował wsparcie dla swojego żużlowego wychowanka; "Kamil był u mnie w domu i prosił o zrobienie wspólnego zdjęcia, zaznaczając, że chce ogłosić, że będę go wspierał radą. Potem dzwonił jeszcze jeden z działaczy i potwierdziłem, że mogę wspomagać Kamila radami. Znam go od ponad 20 lat i pamiętam jeszcze jako nastolatka, który zaczynał przygodę z żużlem. Uznałem, że to fajna okazja, by wykorzystać moje doświadczenie i pomóc byłemu zawodnikowi na początku kariery trenerskiej. Spodobało mi się, że to była jego inicjatywa, sam do mnie zadzwonił, prosił o rady, a potem poprosił o wsparcie merytoryczne w trakcie sezonu. Rozmawiałem z prezesem Waldemarem Górskim, ale od razu zaznaczyłem, że praca w roli pierwszego trenera nie wchodzi w grę. Będę pomagał Kamilowi, ale to do niego będą należały wszystkie decyzje. To on odpowiada za przygotowanie toru, ustawienie drużyny, czy zmiany w trakcie meczów. Od niego będzie zależało, kiedy będzie chciał skorzystać z mojego doświadczenia i spytać o radę. W razie potrzeby będę uczestniczył w treningach i obserwował drużynę w czasie meczów. Wszystko będzie jednak zależało od potrzeb".

Po sezonie tak znamienita persona nie mogła pozostawać bez pracy i po tym jak w niezbyt dobrej atmosferze rozstał się z kadrą narodową Rafał Dobrucki, Polski Związek Motorowy funkcję pierwszego szkoleniowca reprezentacji Polski powierzył właśnie Chomskiemu, dla którego był to powrót do tej roli, w której już wcześniej odnosił sukcesy.

Czy tak będzie i tym razem? Czas pokaże.

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt