TERMIŃSKI Przemysław Kazimierz
właściciel sportowej spółki akcyjnej KS Unibax Toruń SA

Urodzony w 1971 roku.

Jako swoje hobby podaje żużel, nurkowanie, rodzinne wypady na żagle, narty i fotografię.

Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Podyplomowego Studium Ubezpieczeń Gospodarczych Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości w Poznaniu. Uzyskał również tytuł Executive Master of Business Administration (MBA) – wspólnego programu Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK w Toruniu oraz School of Business Dominikan University w Chicago. Od początku pracy zawodowej związany z przygotowywaniem i wdrażaniem koncepcji zabezpieczenia interesów Klientów w zakresie ryzyk pojawiających się w ich działalności.

Zawodowo związany "od zawsze" z ubezpieczeniami
1994 - 1996 oraz 1999 - 2000 - Wiceprezes Zarządu Energo-Inwest-Broker S.A. z siedzibą w Toruniu;
1997 - 1999 - Prezes Zarządu Team Service Sp. z o.o. z siedzibą w Toruniu;
2001 - 2002 - Wiceprezes Zarządu Mentor S.A. z siedzibą w Toruniu;
od 17 czerwca 2000 r. - Prezes Zarządu FST-Management Sp. z o.o. z siedzibą w Toruniu.

Pracować zaczął, gdy był nastolatkiem. Rodzice chcieli, by został lekarzem, stąd też uczył się w klasie biologiczno-chemicznej. Na medycynę w końcu nie trafił, ale pojawił się pomysł, że będzie dyplomatą. To też nie okazało się jego powołaniem. Pierwsze kroki w biznesie stawiał, pomagając babci: "Miałem trochę ponad 15 lat. Moja babcia miała stragan na rynku w Toruniu. Handlowała owocami. Nosiłem skrzynki z jabłkami i gruszkami. Zajmowałem się tym dwa lata" - mówił w wywiadzie. W okresie transformacji ustrojowej założył działalność gospodarczą. Handlował przywożonymi z Berlina magnetowidami, kasetami wideo, radiomagnetofonami, a nawet piwem czy napojami w puszkach.
Poszedł na studia prawnicze: "Przez pierwsze pół roku byłem tak dobry, że dostałem stypendium naukowe. Jednak sytuacja finansowa - bo nie pochodzę z rodziny jakoś szczególnie zamożnej - spowodowała, że zacząłem pracować. Podejmowałem się różnych zajęć: sprzedawałem gazety, sprzątałem ulice". W końcu przyszedł czas na poważny biznes i w drugiej połowie lat 90 ubiegłego wieku został jednym z pierewszych brokerów ubezpieczeniowych w Toruniu, by w 2000 roku objąć stanowisko prezesa zarządu FST-Management. Z czasem stał się właścicielem kilku spółek z tej branży, ale także firmy produkującej europalety. Po latach ciężką pracą i odwagą przedsiębiorcy zapracował na pokaźny majątek, który ujawnił w swoim oświadczeniu majątkowym wymieniając m.in. motocykl Harley-Davidson FLST rocznik 2009, kolekcję monet, kolekcję alkoholi, telewizory, system nagłaśniający, zegarek, meble, siłownię, kolekcję książek, kolekcję obrazów, kolekcję akcji i obligacji. Co ciekawe, biznesmen sukcesywnie wycofuje się z prowadzonej działalności gospodarczej i planuje całkowicie zakończyć tę życiową aktywność.

W 2014 roku Termiński odkupił od miliardera Romana Karkosika sto procent akcji klubu KS Toruń. Z roli kibica i sponsora klubu, stał się właścicielem i prezesem. Do przekazania klubu doszło podczas ostatniej rundy DMP w sezonie 2014, kiedy to Prezydent Michał Zaleski pożegnał Romana Karkosika właściciela żużlowej spółki KST Unibax Toruń S.A. i ogłosił, że nowym mecenasem toruńskich Aniołów będzie właśnie Przemysław Termiński: Toruńskim żużlowcom, kierownikom, trenerom i działaczom klubu dziękujemy za dostarczane sportowe wrażenia i podtrzymanie w Toruniu niegasnącej sympatii dla żużla. Jednocześnie zamyka się ośmioletni okres prowadzenia toruńskich aniołów przez spółkę Unibax, działającą w imieniu Romana Karkosika. Był to czas wielkich sukcesów - sięgnięcia przez toruńskich zawodników w Drużynowych Mistrzostwach Polski: raz po złoto, trzykrotnie po srebro i dwukrotnie po brąz. Bardzo za te efektywne osiem lat dziękujemy! Potwierdzam, że żużel w Toruniu nadal będzie ważną dyscypliną sportową. Rolę lidera i osoby odpowiedzialnej za klub od 1 listopada br. przejmuje toruński przedsiębiorca, Przemysław Termiński. Do tego czasu zostaną wypracowane ustalenia organizacyjne, a następnie nowy właściciel toruńskiego klubu ogłosi skład i nazwę drużyny. Jedno się nie zmienia: żużel wciąż będzie naszą pasją i jedną z najpiękniejszych wizytówek Torunia!

Oficjalne przekazanie spółki odbyło się 8 września 2014 roku po godz. 16.00, kiedy to Przemysław Termiński kupił 100 procent akcji klubu od Romana Karkosika. Umowa ma charakter warunkowy, formalnie nowy właściciel przejmie klub na koniec października. Termiński kupił żużlową spółkę jako osoba prywatna. Stanie na czele jej zarządu, a wiceprezesem i menedżerem zespołu zostanie Jacek Gajewski. Radzie nadzorczej szefować będzie zaś najprawdopodobniej Bartosz Bartczak. Po dokonanej transakcji nowy właściciel wydał stosowne oświadczenie.

Szanowni Państwo,

W związku z przejęciem przeze mnie udziałów KS Toruń Unibax S.A. chciałbym Państwu przedstawić aktualną sytuację oraz rozwiać wszelkie wątpliwości, które towarzyszą tak istotnej dla Torunia sprawie.
Żużel jest w moim życiu od dawna. Zmienia się tylko perspektywa, z której go obserwuję oraz stopień zaangażowania w ten wyjątkowy dla mnie sport. Przeszedłem bowiem drogę od kibica, poprzez wieloletniego sponsora zespołu, aż po właściciela drużyny.
Świadomie podejmuję się teraz budowy zespołu oraz klubowej struktury ponieważ wierzę, iż można stworzyć nową żużlową jakość. Chcę zbudować Klub, który tak jak w przeszłości będzie konsolidował Toruń, jednocześnie świetnie odnajdując się w dzisiejszych realiach. Jest to dla mnie duże wyzwanie. Mam świadomość ciążącej na mnie ogromnej odpowiedzialności. Wiem bowiem, że Klub żużlowy ma wielkie znaczenie dla tysięcy mieszkańców naszego miasta oraz jego okolic.
Chciałbym żeby KS Toruń S.A. był platformą, łączącą przedstawicieli wielu środowisk. W mojej wizji, ma być dobrem Torunia i efektem współpracy wielu podmiotów - Władz miasta, Kibiców oraz środowiska biznesowego. Wiem, że nam wszystkim zależy na przyszłości toruńskiego żużla.
Klub żużlowy, wbrew pojawiającym się spekulacjom, nie będzie związany tytularnie z firmą Unibax sp. z o.o. Istotne jest natomiast to, żeby podkreślić, że to właśnie ta firma, angażując się przed laty w toruński żużel, uratowała go przed bankructwem. Działalność Pana Romana Karkosika jako sponsora zespołu musi pozostać doceniona i mam nadzieję, że będzie kontynuowana.
Jednocześnie chciałbym zapewnić, że Klub będzie stabilny finansowo dzięki zaangażowaniu Prezydenta Torunia Michała Zaleskiego oraz solidarności lokalnego środowiska biznesowego. Spółka ma gwarancje finansowe umożliwiające stworzenie drużyny na miarę aspiracji Torunia.
Od jesieni 2014 roku Klub znajdzie się w nowych realiach i czekają go nowe wyzwania. Chcąc im sprostać, postawiłem na ludzi doświadczonych, a przede wszystkim już sprawdzonych. Jednym z nich jest Jacek Gajewski, który łączyć będzie stanowisko wiceprezesa Klubu oraz menedżera drużyny.
Na przedstawienie nazwisk innych osób, które łączone będą z Klubem, dzisiaj jest jeszcze za wcześnie. Trwają negocjacje z tymi, którzy mają reprezentować KS Toruń S.A., jednak ze względu na zobowiązania kontraktowe Zawodników, Spółka nie będzie ujawniała szczegółów. Dotyczy to również kwestii podnoszonej już przez media - nazwy drużyny. W tej sprawie trwają rozmowy z potencjalnymi sponsorami tytularnymi.
Priorytetem tego Klubu są sukcesy sportowe, ale będzie miał on również inne cele. Chcę wzmocnić jego powiązanie z miastem, angażując ludzi, którzy zdają sobie sprawę z wagi żużla dla lokalnej społeczności. Przyszłością tego projektu są torunianie na trybunach Motoareny oglądający torunian walczących na torze. Do tego potrzebna jest jednak konsekwentna praca z młodzieżą, która w Klubie poczuje oparcie i stabilizację.
W tym celu Spółka zapewni młodym talentom sprzęt i system stypendialny, umożliwiający najlepszym skoncentrowanie się w pełni na żużlu. Przykład Pawła Przedpełskiego pokazuje, że w oparciu o młodych, lokalnych zawodników można zbudować ten Klub.
Mam nadzieję, że stojąc na czele Klubu, poprowadzę go w 2015 roku do miejsca na podium, na jakie zasługuje i jakiego wszyscy oczekujemy.
Wierzę, że taka wizja Klubu łączy nas wszystkich.

Z poważaniem
Przemysław Termiński

Od czasu, gdy został właścicielem klubu, toruński zespół żużlowy miewał wzloty i upadki. Tych drugich było więcej, a najbardziej bolesny był spadek w 2019 roku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Choć Przemysław Termiński zapisał się w historii toruńskiego klubu, jako ten za którego kadencji drużyna zaznała pierwszej w historii klubu goryczy spadku do niższej ligi, to jednak to nie właściciel klubu jeździł na motocyklu, a zawodnicy którzy nie wykorzystali swojego potencjału i stworzonych im warunków i po czterdziestu czterech latach doprowadzili do upadku klub, który jako jedyny w Polsce po awansie nigdy nie opuścił szeregów najwyższej klasy rozgrywkowej. Niepowodzenie roku 2019 odcisnęło jednak swoje piętno również na właścicielu, który zniknął z mediów. Można było odnieść wrażenie, że degradacja mocno odcisnęła się na postawie Termińskiego, który naprawdę spokorniał względem sportu, a nie tylko mówił o pokorze. Choć we wcześniejszych wypowiedziach wiele mówił o pokorze, to jednak czasem mało eleganckimi wypowiedziami kąsał środowisko, zawodników, kibiców. W pierwszej lidze zszedł w cień żużlowych wydarzeń, a zaczął ostro działać, by odbudować należną toruńskiemu żużlowi pozycję. Ta postawa spowodowała, że nieco o nim zapomniano. Ale czy nie taki powinien być właściciel? Działający, a nie gadający?
Pan Przemek, gdy drużyna zaznała pierwszej w historii degradacji obiecał kibicom szybki powrót do elity i słowa dotrzymał. Zbudował skład, o którym w pierwszej lidze nikt nawet nie marzył. Drużyna zdominowała pierwszoligowe rozgrywki, a do dziesiątek kolejki spotkań wielu zastanawiało się czy Apator znajdzie pogromcę. Znalazł i to dwukrotnie, ale to nie umniejszało w żaden sposób sukcesowi jakim był awans.
Warto również podkreślić, że działania jakie podjął właściciel z zarządem nie były nakierowane tylko na awans, ale wybiegały w przyszłość. I tym sposobem już u progu sezonu 2020, Termiński miał zbudowany skład na sezon 2021, który wymagał tylko wzmocnień na pozycji juniorskiej. Niestety zmiany regulaminowe (wprowadzono do składu obowiązek posiadania zawodnika do lat 24) zmusiły toruńskich działaczy do budowania drużyny od nowa, a to wymagało trudnych decyzji, które podejmowane musiały być pod presją czasu, bo żużlowa konkurencja na rynku transferowym nie próżnowała. Szybko więc podjęto decyzję o zatrzymaniu braci Holderów wokół których miał być budowany pozostały trzon drużyny. Zatrzymano też Adriana Miedzińskiego i zmotywowano do powrotu Pawła Przedpełskiego. Pożegnano się natomiast z Jasonem Doylem, który po spadku nie rozwiązał kontraktu z toruńskim klubem, tylko został wypożyczony i  jego miejsce sprowadzono jednego z najskuteczniejszych zawodników do lat 24, a mianowicie Roberta Lamberta oraz obiecującego juniora Karola Żupińskiego. To pozwalało sądzić, że drużyna toruńska po awansie przy odrobinie szczęścia miała walczyć o coś więcej niż tylko odjechanie sezonu jako beniaminek.

Nic więc dziwnego, że pojawienie się Termińskiego w toruńskim żużlu zaczęto wiązać, bardziej trampoliną do wielkiej polityki na szczeblu krajowym, bowiem przez jedną kadencję był senatorem niż ze stroną sportową. W fatalnym dla toruńskiego żużla roku wystartował bez powodzenia w wyborach do sejmu. Dlatego opinie te nie znajdowały pokrycia w faktach, bo przejęcie Aniołów, narobiło byłemu senatorowi więcej problemów i ostatecznie przeszkodziło w realizacji największych politycznych ambicji, ale nie zniechęciły go do wspierania Apatora. Kibice jednak nie odpuszczali, bo cięty język i odważne decyzje sprawiały, że złość kibiców po porażkach często była kierowana właśnie pod jego adresem. W roku 2015 przekazał "klubowe prezesowanie" swojej żonie Ilonie, a sam został większościowym właścicielem żużlowej spółki. Za czasów Termińskiego toruński klub uchodził, za jeden z bardziej wyrazistych ośrodków, a zarazem plasował się wśród najlepszych płatników. Sam właściciel z kolei uchodził za osobę która zawsze "waliła prostu z mostu" to co było na myśli, a to niestety dla wielu było "pigułką" nie do przełknięcia. Największego "focha" po wypowiedzi Termińskiego strzelił Martin Vaculik, który po sezonie 2016 zmienił klub. Jednak na postawie medialnych wypowiedzi nie należało wyciągać wniosków na temat osobowości toruńskiego darczyńcy, bowiem pracownicy w klubie mieli bardzo dużą swobodę działania i o swoim szefie mówili jako o kimś kto na początku patrzy na ręce pracowników, ale jeśli ktoś rzetelnie pracuje, to po krótkim czasie dostaje już kredyt zaufania i wielką samodzielność. I trudno się dziwić takiemu podejściu, przecież każdy kto wydaje własne pieniądze chce wiedzieć jak one są wydawana i kto decyduje o ich wydawaniu.

Fakty były jednak takie, że właściciel Apatora przez 10 sezonów zdołał wywalczyć z klubem zaledwie dwa medale, a znacznie częściej zespół pod jego rządami koncentrował się raczej na utrzymaniu niż walce o najwyższe cele. "Od 2014 roku wydałem na klub ponad 8 milionów złotych. Nie ukrywam, że żużel czasem doprowadza mnie do szału. Czuję się jednak odpowiedzialny za nasz klub i staram się zapewnić mu funkcjonowanie na najwyższym poziomie. Z prezydentem Torunia uzgodniłem, że przez kolejne 5 lat nic się nie zmieni. Co wydarzy się później - zobaczymy. Być może znajdzie ktoś lepszy, kto to pociągnie. Jeśli ktoś taki się zgłosi, to oczywiście mogę rozważyć sprzedaż klubu: - mówił Termiński po sezonie 2023. Była to ważna deklaracja, bo przez kilka ostatnich lat pomiędzy właścicielem Apatora, a prezydentem Torunia Michałem Zaleskim trwała zimna wojna, która sprawiła, że nieoficjalnie mówiło się o tym, że Apator może zmienić właściciela. Ostatecznie największą przeszkodą były finanse, bo nieoficjalnie przejęcie Apatora wiązało się z koniecznością zapłacenia Termińskiemu nawet pięciu milionów złotych. Ostatecznie prezydent Torunia znalazł porozumienie z klubem i Termiński mógł się skupić na planach o powrocie do wielkiej polityki, którą porzucił po kompletnie nieudanych dla niego wyborach w 2019 roku. Mimo prowadzonej z rozmachem kampanii wyborczej, uzyskał wówczas zaledwie cztery tysiące głosów, co śmiało można było traktować jako czerwoną kartkę od wyborców. Z polityką pożegnał się na jakiś czas nie tylko słabszym wynikiem wyborczym, ale także po długim sporze z czołowymi politykami Platformy Obywatelskiej, którym wprost wytykał błędy. "Przed wyborami w 2019 roku miałem obiecane miejsce na listach do Senatu, ale decydenci uznali, że na zakończenie politycznej kariery to miejsce należy się Antoniemu Mężydle. Ostatecznie dostałem szóste miejsce na liście do Sejmu. Wybory przypadły jednak na rok, w którym KS Toruń spadł z Ekstraligi i mam wrażenie, że to także odbiło się na moim słabszym wyniku. Po tych wyborach wiem już jednak, że nigdy więcej do Sejmu nie będę kandydował. Jeśli już miałbym wrócić do dużej polityki, to raczej w roli senatora. Dzisiaj śmieję się, że z tamtych czasów, w części PO mam więcej przeciwników niż w PiS-ie. Oczywiście w różnych partiach wciąż mam wielu znajomych, ale o polityce raczej z nimi nie rozmawiam. Nigdy nie wstąpiłem do PO i przyznam, że dość słabo oceniam działalność tej partii. Z bliska obserwowałem, jak niektórzy angażują się w jałowe dyskusje, które nic nie wnoszą. Ja zostawałem z boku, bo to nie mój styl. Skupiałem się na pracy z ludźmi, w terenie. W klubie senackim najbardziej przeszkadzało mi wówczas skupienie się na przeszłości i zamiłowanie do jałowych dyskusji. Jako przedsiębiorca jestem przyzwyczajony do działania, a wielu kolegów wolała godzinami dyskutować o zupełnie nieistotnych sprawach. Do końca życia nie zapomnę wielogodzinnej debaty na temat krótkiej uchwały związanej z polityką historyczną. Kocham historię, ale uważam, że politycy powinni skupiać się przede wszystkim na przyszłości. Wprowadzać nowe rozwiązania, ułatwiać ludziom życie i rozwijać ten kraj. Niestety ja nie zauważyłem energii i chęci do wprowadzania takich zmian w ówczesnej PO".

Związek z PO nie pozostał jednak obojętny na sytuację finansową jego klubu. Za rządów PiS, Apator Toruń był jedynym klubem w Ekstralidze, który nie mógł liczyć na solidne wsparcie ze spółek Skarbu Państwa. Te przeznaczały miliony na inne kluby, ale akurat Apatora - mimo dobrej organizacji - omijały szerokim łukiem i nic nie wskazywało na to by po zmianie władzy parlamentarnej i zwycięstwie nowej koalicji sytuacja miała się zmienić. Termiński przyczynę takiej sytuacji bardziej niż w swoim zaangażowaniu politycznym, widział w słabości toruńskich parlamentarzystów z różnych opcji, którzy nie starali się wykorzystać swoich opcji, by wspierać sport w regionie.

"Przemysław Termiński jest biznesmenem z krwi i kości. Wcześniej był kibicem. Może nie takim, który systematycznie pojawiał się na stadionie, ale bardzo szybko złapał bakcyla. Ponadto szukał platformy komunikacyjnej dla swojej prężnie rozwijającej się firmy. Możliwości aktywizacji klientów w oparciu o eventy żużlowe. Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, więcej rozmawialiśmy nie o żużlu jako pasji, ale bardziej o biznesie. Dlatego, gdy za sprawą Wojciech Stępniewskiego, doszło do zmiany władz klubowych, pewnie reakcje i komentarze nowego właściciela, które wytykali mu kibice, wynikały z faktu, że nie był blisko żużla, żeby mógł się do niego przyzwyczaić i nauczyć. Pewne wypowiedzi zapamiętane przez kibiców i uznawane jako demobilizujące zespół wynikały z zupełnie innej specyfiki funkcjonowania. Sport rządzi się trochę innymi regułami gry i trzeba się go nauczyć. Z tego też wynikały pewne kontrowersyjne wpisy i wypowiedzi, które sprawiały, że był krytykowany w środowisku. Przemek jest jednak osobą, która nie lubi przegrywać. Stawia sobie ambitne cele i chce do nich dochodzić. Taki sport, jak żużel, w którym nie można niczego przewidzieć i zapewnić sobie na sto procent był chyba też dla niego taką ością w gardle. Działania właściciela klubu są bardzo uporządkowane, wyliczone i przewidziane w kontekście wyniku finansowego, to żużel jednak wielokrotnie go zaskakiwał" - oceniał Adam Krużyński, członek Rady Nadzorczej KS Toruń.

Wejście w nową dziesięciolatkę obecności Pana Przemka w toruńskim żużlu można określić jako czas w którym "naukę zarządzania żużlem" zaczęto wdrażać w życie, bowiem Apator stał się jednym z najbogatszych klubów w Polsce, a swoją potęgę zbudował bez wspomnianego gigantycznego wsparcia spółek Skarbu Państwa, czy lokalnego samorządu. Dostrzegali to prezesi innych klubów, którzy coraz częściej zgadzali się z opiniami wygłaszanymi przez Termińskiego, który jeszcze niedawno uważany był za outsidera, który nie rozumiał sportu. W sezonie 2024 w wielu kwestiach stał się pionierem, za którym podążała reszta środowiska. Przykładem mogło być wezwanie władz Ekstraligi do likwidacji Ekstraligi U24, po którym raptem w kilka tygodni stało się niemal pewne, że rozgrywki zostaną zlikwidowane lub przejdą totalną modernizację. Termiński był też zwolennikiem wprowadzenia przepisu o zagranicznym juniorze i deregulacji wszystkich obostrzeń przy budowaniu składu, bowiem tylko to jego zdaniem pozwoliłoby na zmniejszenie kosztów. Retorykę tę podchwyciło wielu prezesów i wspólnie z toruńskim biznesmenem lobowali za konkretnymi rozwiązaniami.

Czy taka pozycja w środowisku żużlowym zwiastowała jeszcze lepsze czasy dla Apatora? Czas pokaże.


strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt