Zmiany regulaminowe
Kontrakty
Przygotowania do sezonu
Rywalizacja - DMP

Wyniki - DMP
Wyniki - U24
Rozgrywki pozaligowe

Kadra Apatora

Tabela - DMP
Tabela - U 24

Statystyka i Regulaminy

miniżużel w Toruniu

foto: Marcin Orłowski

Kapitan ligowi debiutanci Lider

ZMIANY REGULAMINOWE W SEZONIE 2025góra strony


Władze żużlowe można powiedzieć już tradycyjnie kazały długo czekać klubom, na obowiązujące w kolejnym sezonie regulaminy. Na stronie Polskiego Związku Motorowego opublikowano je 31 października, a więc dzień przed rozpoczęciem oficjalnego okienka transferowego. Było to zaskakując zwłaszcza, że kluby dowiedziały się, że zawodnik mógł nie zostać potwierdzony do klubu, którego przychody lub sytuacja finansowo-ekonomiczna wskazywały na możliwe zagrożenie w realizacji warunków finansowych kontraktu zawartego z zawodnikiem. Zapis ten prowadził spore zamieszanie, bowiem problemy Stali Gorzów sprawiły, że klub długo zmagał się z udowodnieniem swojej płynności finansowej i jeszcze na kilka tygodni przed startem rozgrywek żużlowa centrala zwlekała z zatwierdzeniem zawodników, którzy mieli walczyć o ligowe punkty dla lubuskiego teamu
Oprócz przywołanego zapisu w regulaminie pojawiło się kilka innych ważnych zmian, wśród których najbardziej istotne były:

System rozgrywek został ujednolicony i PGE Ekstraliga oraz Metalkas 2 ekstraliga rywalizowały w na tych samych zasadach. Było to wielkie udogodnienie dla nowych fanów, a także dla sędziów i działaczy zarządzających klubami

Po fazie zasadniczej (14 rund, mecz każdy z każdym) rywalizacja drużyn odbywała się w play-off (zespoły z miejsc 1-4) i play-down (zespoły z miejsc 5-8). Rywalizacja drużyn w obu czwórkach toczyła się w systemie pucharowym, a punkty z rundy zasadniczej były anulowane.

Nowością od sezonu 2025 była możliwość wyboru przez drużyny z miejsc 1 oraz 5 przeciwników w pierwszym etapie fazy finałowej (w obu ligach). Jeśli drużyna z miejsca 1 lub 5 tego nie zrobi, z automatu zostanie przypisana do niej ekipa, która zajmie odpowiednio czwarte lub ósme miejsce w pierwszej części rozgrywek. Drugą parę stanowić miały pozostałe zespoły. W grupie play-off zwycięskie zespoły awansują do finałów, z kolei przegrani zmierzą się w meczu o brązowy medal (nie dotyczy Metalkas 2 Ekstraligi).W części play-down drużyny, które wygrają swoje półfinały, zajmują miejsca 5 i 6 i kończą sezon. Drużyny przegrane miały walczyć o utrzymanie. I właśnie nowe zasady walki o utrzymanie wzbudziły sporo kontrowersji, bowiem mogło się tak zdarzyć, że w całym sezonie drużyna wygrywając jeden mecz i drugi remisując mogła utrzymać się w PGE Ekstralidze czy Metalkas 2. Ekstralidze. Kluczowe dla utrzymania były bowiem dwa pierwsze dwumecze w parach o miejsca 5-8, bo zespół który przegrał wszystko w fazie zasadniczej, wygrywając pierwszy dwumecz play-down 1 punktem i remisując w rewanżu był bezpieczny, bowiem kończył sezon w najgorszym przypadku na 6 miejscu.

Zwycięzca dwumeczu o utrzymanie zajmuje 7 miejsce w PGE Ekstralidze i przystępuje do barażu z 2 zespołem z play-off Metalkas 2 Ekstraligi. Rozwiązanie to ma wprowadzić większą rotację między dwoma ligami zawodowymi. Baraże jednak nie dotyczą dolnej części tabeli Metalkas 2 Ekstraligi, bowiem tylko pokonana drużyna w meczu o utrzymanie spada do Krajowej Ligi Żużlowej.

W każdej drużynie pod numerami 1-5 lub 9-13 musiał być zgłoszony jeden zawodnik krajowy lub obcokrajowiec do lat 24 (decydował rok urodzenia). W przypadku zgłoszenia zawodnika krajowego i obcokrajowca spełniającego powyższy wymóg, w rozumieniu regulaminu zawodnikiem U24 był zawodnik krajowy. W praktyce oznaczało to, że jeśli w zestawieniu seniorskim jakiegoś zespołu pod numerami 1-5 i/lub 9-13 będzie dwóch Polaków, a jeden z nich dozna kontuzji, wystawionego za niego "słabszego" juniora nie będzie można zastąpić zagranicznym zawodnikiem rezerwowym z pozycji 8 lub 16, nawet jeśli w składzie znajdzie się już obcokrajowiec do lat 24. Wymienioną funkcję będzie pełnił bowiem wspomniany młody zawodnik krajowy.

Ważną zmianą było również, wprowadzenie w fazie "pucharowej" możliwość kontraktowania "gościa medycznego". PNowy zapis miał zapobiec problemom kadrowym drużyn w najważniejszej części sezonu i oznaczał, że każdy klub, w sytuacji gdy kontuzji doznało co najmniej dwóch lub trzech żużlowców spełniających kryteria podstawowego "zastępstwa" (trzech  najwyższymi  średnimi), mógł zakontraktować jednego lub dwóch zawodników z niższej ligi, pod warunkiem, że zawodnik ten nie miał meczu swojej głównej drużyny. "Gość medyczny" musiał być awizowany w składzie meczowym pod numerami 1-5 lub 9-13 i w danym sezonie mógł startować tylko w jednej drużynie.

Nowinką techniczną było wskazywanie obsady biegów nominowanych, bowiem tablice magnetyczne z naklejonymi nazwiskami zawodników zamienione zostały na ekrany dotykowe, za pomocą których kierownicy drużyn wskazywali zawodników do wyścigów numer czternaście i piętnaście.

Zmiany objęły również terminarz rozgrywek, bowiem w zbudowano go na sposobie tzw. lustrzanego odbicia. Taki system miał sporą wadę, bo dwumecze drużyn nie były rozgrywane w mniej więcej równych odstępach czasowych, gdyż pierwszą i czternastą kolejkę dzieliło 120 dni (Toruń rywalizował tych kolejkach z Wrocławiem), natomiast siódmą i ósmą rundę dzieliło zaledwie 7 dni (Toruń vs Lublin). Powodowało to pewne niesprawiedliwości, bowiem mogło dochodzić do sytuacji, gdy drużyna zanotowała spadek formy w środkowej fazie sezonu i jeden z rywali mógł to wykorzystać i oba spotkania rozstrzygnąć na soją korzyść. W sezonie 2024 w takim właśnie kryzysie formy w czerwcu znajdowali się żużlowcy KS Apatora Toruń. Gdyby w minionych rozgrywkach obowiązywał system terminarza z lustrzanym odbiciem to Falubaz zmierzyłby się z “Aniołami" dwa razy, na czym ewidentnie by skorzystał. Poszkodowana natomiast byłaby Unia Leszno, która mecz z podopiecznymi Piotra Barona odjechałaby dopiero w sierpniu, zamiast pod koniec czerwca. Co ciekawe system zastosowany w PGE Ekstralidze był ewenementem na skalę rozgrywek ligowych w Polsce. Zarówno piłkarska PKO BP Ekstraklasa, koszykarska Orlen Basket Liga, Orlen Superliga, czyli rozgrywki piłkarzy ręcznych oraz siatkarska PlusLiga stosowały terminarz z taką samą kolejnością meczów w rundzie pierwszej jak i rewanżowej, a co najważniejsze nie zmieniały budowy terminarza tak często jak Ekstraliga.

Nowy sezon wprowadził także zmiany w dniach transmisyjnych meczów. W PGE Ekstralidze nadal rywalizowano w piątki (transmisja live w Eleven Sports) oraz niedziele (transmisja live w Canal + Sport i Canal+ online), z kolei w Metalkas 2 Ekstralidze kolejka ligowa rozpoczynała się już w czwartki (każdy klub Metalkas 2 Ekstraligi miał zaplanowany jeden mecz w czwartkowym terminie). Pozostałe mecze drugoligowe rozgrywano soboty oraz niedziele (transmisja live w Canal + Sport i Canal+ online). W tym celu Speedway Ekstraliga oraz British Speedway Promoters’ Association (organ zarządzający rozgrywkami w Wielkiej Brytanii) zawarły oficjalne porozumienie dotyczące slotów ligowych dla meczów Metalkas 2 Ekstraligi w 2025 roku, z których wynikało, że jeden mecz Metalkas 2. Ekstraligi będzie rozgrywany w czwartki, a kolejny w sobotę, a pozostałe dwa w niedziele. W przypadku kolizji terminów z ligą brytyjską, dwa mecze miały być rozgrywane w sobotę, a kolejne dwa w niedzielęPrezes Ekstraligi Żużlowej Wojciech Stępniewski, tak komentował tę zmianę zmiany: "każdy klub będzie raz w rozgrywkach gospodarzem meczu rozgrywanego w czwartek. Oczywiście dostosujemy godzinę rozpoczęcia takich meczów do realiów ramówki telewizyjnej, funkcjonowania kibiców w dni powszednie i będziemy też myśleli o organizatorach takich meczów, konkretnej godziny jeszcze nie podam, ale nie zakładam, aby była ona wczesna. Wychodzę z założenia, że początkowo mogą być problemy, ale w miarę upływu czasu kibice przyzwyczają się do czwartkowych terminów, tym bardziej że takie rozwiązanie będzie dla danego klubu tylko raz w sezonie na domowym torze"

Na miesiąc przed inauguracją rozgrywek najlepsza żużlowa liga świata zdobyła uznanie również poza środowiskiem żużlowym. Oto bowiem podczas IV Gali Sport Biznes Polska, rozdano nagrody w 16 kategoriach. Jedna z nich, w kategorii - liga sportowa - przypadła PGE Ekstralidze za działania w 2024 roku. Wyróżnienie to tak skomentował prezes żużlowej Ekstraligi, Wojciech Stępniewski: "Serdeczne gratulacje dla organizatorów wydarzenia. Skala rozrostu jest ogromna. To najważniejsza konferencja sportowa w kraju. Ta nagroda to certyfikat tego, co robimy i uznanie zasług klubów i Polskiego Związku Motorowego. Staramy się być najlepsi".

KONTRAKTY 2025góra strony


W  2023 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Polski Związek Motorowy i Ekstraligę Żużlową kary odpowiednio 2,9 mln zł i 2,3 mln zł za obniżenie maksymalnych stawek za punkt w okresie pandemii. Takie zachowanie zostało uznane zostało za zmowę cenową, ograniczającą konkurencją na wolnym rynku. Władze polskiego żużla odwołały się od decyzji, a sprawa trafiła do sądu. Niestety po tym incydencie, UOKiK przyjrzał się innym regulaminowym zapisom i ekstraliga żużlowa musiała przed sezonem 2025 zmienić nieco zapisy w kontraktach z zawodnikami, dostosowując je do zaleceń UOKiK. Miała to być, kosmetyczna zmiana, ale dość bolesna kosztowo dla większości zespołów. Zmianie uległ bowiem zapis w kontrakcie dotyczący mniejszych wynagrodzeń zawodników za punkty zdobywane w biegach przegranych 1:5. Wcześniej obowiązywała zasada, że za jeden punkt zdobyty przez zawodnika w takiej sytuacji przysługiwało mu jedynie 25 procent należnego wynagrodzenia. Chodziło o to, by zawodnicy nie otrzymywali dużych pieniędzy za - nic nie dające - zwycięstwo nad kolegą z drużyny. Niestety zdaniem UOKiK zapis ten był niezgodny z prawem, bowiem zawodnik, który wygrywał ponosił takie same koszty jak zawodnik który przyjeżdżał trzeci i nie można było obu jeźdźców szeregować w tej sposób. W tej sytuacji porażki 1:5 musiały być wyceniane dokładnie tak samo jak inne biegi, a kluby z dolnej części tabeli muszą być też przygotowane, że w razie konieczności jazdy w barażach też nie ma co liczyć na obowiązywanie niższych stawek za punkt.
O komentarz do tych rozwiązań pokusił się Adam Krużyński - członek rady nadzorczej w KS Toruń: "Żużel w Polsce wciąż jest atrakcyjny i poza problemami Stali Gorzów wszystko w zasadzie wygląda laurkowo. Sprawnie działająca Ekstraliga Żużlowa, która zawiaduje dwoma najmocniejszymi ligami. Coraz wyższa średnia frekwencja na stadionach, świetna oglądalność w telewizji. Do końca się jednak tym nie zachłystujmy, bo w Europie speedway dogorywa. Jeżeli nic się nie zmieni, to za chwilę zostaniemy sami, a to będzie początek końca całej dyscypliny. Sport profesjonalny to również biznes i rządzi się często w wielu kwestiach podobnymi zasadami. Konieczna jest konkurencja i możliwość dokonywania wyboru dla wszystkich stron, klubów, zawodników i kibiców. Jedno jest pewne. Na pewno nie można tego wszystko tak zostawić, bo za chwilę "Polska będzie mistrzem Polski" i będziemy się ścigać sami ze sobą. Żużel nigdy nie będzie sportem globalnym, ale nie może być tak jak teraz, że mamy zaledwie cztery profesjonalne na świecie ligi, a może i mniej, bo nie wiem czy duńska jeszcze się do takich zalicza. Żużel trzeba uzdrawiać od początku, od podstaw, a przede wszystkim walczyć z monopolami na wszystkich poziomach w tym sporcie, zaczynając od sprzętu, a kończąc na zrównoważeniu popytu z podażą w każdym elemencie w tym na kwestii zawodników i ich dostępności. Skupianie się na tym, że ograniczymy zarobki zawodników i to uzdrowi całą sytuację jest błędem. Największym problemem żużla jest elitarność i ekstremalnie duży koszt wejścia do dyscypliny, w której bardzo trudno o właściwą piramidę szkoleniową i selekcjonowanie talentów. Żużel jest zbyt elitarny, a przez to coraz droższy. Cały profesjonalny sport żużlowy to zaledwie około 100 - 150 zawodników, na których wszyscy dostawcy chcą zarobić, a kluby i sami zawodnicy są w zamkniętej pętli, samonakręcającej się spirali rzec by można. W wielu kwestiach sprzętowych mamy do czynienia z oczywistymi monopolami jak w przypadku jednostek napędowych, ale i wielu żużlowych akcesoriów. Tego nie wytrzyma żadna kieszeń, tak zawodników jak i klubów. Żużel wciąż jest atrakcyjny pod względem zarobków, a to powoduje, że młodzi ludzie cały czas marzą, aby zostać żużlowcami, jednak dla wielu bariera wejścia do tego sportu pozostanie niemożliwą do pokonania. Przyznaję, że być może należałoby wrócić do rozwiązań z limitem zarobków, polegającym na wprowadzeniu limitu wydatków na wynagrodzenia, ale nie dlatego, że zawodnicy zarabiają za dużo, ale głównie dlatego, że są za duże rozpiętości w zarobkach. Wcześniejsze rozwiązania z limitem płac zostały zakwestionowane przez UOKiK, ale uważam, że można wypracować takie, które UOKiK by zaakceptował. Jeżeli wyjdziemy z założenia, że nie ma opcji, aby były limity zarobków, bo to jest niezgodne z prawem, to na upartego wprowadzenie KSM też może spotkać się z retorsją UOKiK, bo to również pewnego rodzaju ograniczenie swobodnego podejmowania pracy i zarobkowania. Dzisiaj w żużlu są nieproporcjonalne, za duże różnice w zarobkowaniu i to jest największy problem dyscypliny. Jedni zarabiają za dużo, a inni niewiele i zbyt mało by rywalizować na tym samym poziomie lub doganiać czołówkę. To powoduje, że przy specyfice sportu motorowego ci drudzy są bez szans".

W tle tych zmian 4 listopada audytorzy Ekstraligi wkroczyli do siedzib żużlowych ośrodków i sprawdzali, czy kluby uregulowały wszelkie wymagane licencyjnie zaległości wobec zawodników, a także czy można wręczyć im licencje na starty w rozgrywkach ligowych AD 2025.  Wszystkie kluby startujące w polskich ligach miały być bowiem stabilne finansowo i nie było taryfy ulgowej ze strony ekstraligowych włodarzy. Pod lupę zostały wzięte nie tylko uregulowania kontraktowe wobec zawodników (co stanowi zdecydowaną większość budżetu klubów), ale także inne aspekty, a do najważniejszych należą przede wszystkich uregulowania wobec innych klubów żużlowych (na przykład opłaty z tytułu szkolenia młodzieży przy transferze zawodnika), czy wobec FIM, FIM Europa oraz kontraktowych promotorów FIM. Ponadto klub nie mógł mieć żadnych zaległości wobec PZM, Ekstraligi Żużlowej, osób urzędowych, zatrudnionych i współpracujących z klubem, urzędu skarbowego czy ZUS-u. Obroną w spłacie zaległości mogło być jedynie posiadanie porozumienia z ZUS-em i US dotyczące sposoby realizacji zadłużenia. Niestety Stal Gorzów miała największe problemy, bowiem nie w pełni spłaciła zobowiązania za ostatnią rundę Grand Prix, ale w kilku innych ośrodkach sytuacja też nie była ciekawa. W środowisku żużlowym słychać było głosy, że właśnie zaczęło się przesilenie w polskim żużlu, bo dawno nie było tylu niewiadomych. Mówiło się m.in. o tym, że natychmiast należy wprowadzić KSM, bo tylko sztuczna regulacja budowania składów jest w stanie zapobiec temu, co wydarzyło się Gorzowie. Byli też zwolennicy opcji atomowej, a więc likwidacji trzech lig, stworzenia dwóch przy jednoczesnym poszerzeniu Ekstraligi do 10 drużyn. To wszystko było jednak melodią przyszłości, bo EŻ trzymała się dawno nakreślonego planu działania i nie zamierzała co roku zmieniać zasad.

Tak więc kluby narzekały, ale gdy 1 listopada zostało otwarte okno transferowe światło dzienne ujrzały fakty dotyczące licytacji w których uczestniczyły niektóre ośrodki żużlowe, a kwoty jakie padały w walce o podpis pod kontraktem, budziły zdziwienie niejednego kibica. Co prawda już od kilku sezonów w okresie transferowym nikt nie prowadził negocjacji, bo te prezesi prowadzili już znacznie wcześniej (niekiedy z dwuletnim wyprzedzeniem), jednak listopad był miesiącem w którym podpisane umowy nabierały oficjalnego charakteru, bowiem były zatwierdzane przez organ zarządzający i były tylko niewielkie znaki zapytania.

Toruń w całym kontraktowym i finansowym zamieszaniu działał jednak bardzo racjonalnie. Ze swoimi zawodnikami podpisywał bowiem kontrakty motywacyjne, które wprowadził kilka lat temu. To sprawiało, że zawodnicy nieźle zarabiali, ale też ze sobą współpracowali, a nie rywalizowali. I tak jak np. Emil Sajfutdinow nie miał problemów by przy rozstrzygniętych meczach oddawać biegi juniorom. Klub po prostu dbał o to, by zawodnicy nie tracili na tym finansowo. Toruński klub był też jednym z pierwszych, który zaczął stosować w umowach motywacyjne zapisy, które wypłatę sporych pieniędzy uzależniały nie tylko od wynegocjowanej kwoty na przygotowanie do sezonu i liczby zdobyty punktów, ale również od wyniku zespołu. Adam Krużyński, członek rady nadzorczej odpowiedzialny za umowy z zawodnikami, tak w wywiadzie opowiadał o tym rozwiązaniu: "Każdy klub ma swoją taktykę, ale my opieramy kontrakty o trzy części. Pierwsza wypłacana jest w ramach przygotowania do sezonu. Druga, znacznie większa to tzw. punktówka, którą jednak wyliczamy nie na podstawie samych punktów, a średniej liczby punktów zdobywanych przez zawodnika w jednym meczu. Do tego dochodzą jeszcze bonusy wypłacane w zależności od sukcesów indywidualnych oraz miejsca drużyny na koniec sezonu. Tak więc przy dobrych wynikach, zawodnik ma wypłacane pieniądze na zasadzie ryczałtu i w praktyce oznaczało to ni mniej ni więcej, że zgodnie z toruńskim schematem, po przekroczeniu pewnego progu wynikowego, zawodnik nie może już zarobić więcej niż to, co zostało przewidziane w kontrakcie. I to właśnie z tego powodu po zdobyciu np. 12 punktów, zawodnikowi w ostatnich latach zdarzało się oddawać biegi młodszym kolegom z drużyny. O szczegółach nie chcę mówić, ale są w naszej drużynie zawodnicy, którzy będą walczyli o konkretną liczbę punktów w meczu, a niekoniecznie będą musieli jechać w pięciu biegach, by zarobić maksymalną przewidzianą gażę. Chodzi o to, by zawodnicy chcieli jechać jak najlepiej, ale jednocześnie w niektórych momentach mieli ochotę pomagać drużynie i dzielić się wyścigami. Widzę, że oni chcą walczyć o te cele indywidualne i drużynowe, które zapisaliśmy w kontraktach. To faktycznie wpływa na nich motywująco. Mogę zapewnić, że nasi liderzy mogą zarobić w sezonie około trzech milionów złotych".
I było w tym sporo prawdy, bo choć Krużyński nie ujawnił konkretnych kwot, to żużlowe dziennikarskie plotki mówiły, że trio Patryk Dudek, Emil Sajfutdinow i Robert Lambert mogą liczyć na zarobek rzędu 1 mln złotych za podpis i 10 tysięcy złotych za punkt. Nieco mniejsze pieniądze miał zagwarantowane Mikkel Michelsen, bo po słabszych sezonach otrzymał 800 tysięcy złotych za podpis i 8 tysięcy złotych za punkt. A Kvech ponieważ wciąż pracował na swoją pozycję w Ekstralidze kontrakt był wyceniany na 500 tysięcy złotych za podpis i 7 tysięcy złotych za punkt. To sprawiało, że torunianie nie byli najlepiej płacącym klubem w Ekstralidze i pod tym względem nie znajdowali się nawet w czołówce, to potrafili skusić swoje gwiazdy możliwością walki o najwyższe cele, a także stabilizacją i regularnymi wypłatami.

I tu należało postawić pytanie czy toruński budżet był przygotowany na takie wydatki. Cała żużlowa Polska obserwowała bowiem z końcem roku 2024 problemy Stali Gorzów, której groziło wyeliminowanie z ekstraligowej rywalizacji. Ostatecznie działacze z Gorzowa znaleźli rozwiązanie, ale ciągle balansowali na cienkiej granicy wypłacalności. W Toruniu takiego zagrożenia nie było, ale po sezonie prezes klubu Ilona Termińska, mówiąc o zasobności klubowego portfela, zapraszała kolejnych sponsorów do współpracy: "Wydaje się, że udało nam się stworzyć ponownie modę na żużel, kibice chętniej zapełniali trybuny MotoAreny i wspaniale dopingowali naszych zawodników. Pierwsza cześć była nerwowa i nieprzewidywalna, dla niektórych ekspertów drużyna już była kandydatem do spadku. Udało się te trudności przejść i sportowo pozytywnie zamknąć sezon w którym zawsze najtrudniejsze są sprawy finansowe. Zmiany zapowiadane przed wyborami w finansowaniu działalności sportowej nas jeszcze nie objęły, bo wszelkie umowy zawieramy przed rozpoczęciem rozgrywek, a w naszym przypadku to na przełomie roku. Musimy radzić sobie sami, bazując na długoletniej współpracy z firmami, jednocześnie poszukując nowych sponsorów i licząc na frekwencję na Motoarenie. O wiele trudniej jest znaleźć sponsora tytularnego, bo oczekiwania są już bardzo wysokie, zwykle po jednej i drugiej stronie. Przedstawiamy oferty współpracy, ale jeszcze nie mamy odzewu. Duże spółki z regionu do tej pory nie wykazywały zainteresowania, ale liczymy, że to się zmieni. Bo inwestowanie w sport nie są małe, a zwrotu nie należy upatrywać tylko nie tylko w aspektach marketingowych, ale również jest to zaangażowanie w lokalną, sportową społeczność". Adam Krużyński, jednak uspokajał i wyjawił, że podpisane umowy są zabezpieczone finansowo: "Nie jest nam łatwo wyścigu o zawodników uczestniczyć, ale budżet mamy zbudowany w oparciu o stabilne filary, jeżeli chodzi o wpływy. Chcielibyśmy, żeby ten wyścig się jednak zatrzymał. Nasza polityka transferowa też jest taka, że zakładamy, iż drużyna ustabilizuje się na lata. Jeśli nie wzrosną koszty pozasportowe, to sądzę, że jesteśmy już przy szczycie wydatków. Widzieliśmy, co działo się pod koniec sezonu 2024 w Ekstralidze, jeśli chodzi o sytuację finansową i nie mówię tu tylko o Gorzowie. Przekroczenie pewnego poziomu może prowadzić do niekontrolowanego problemu, na którym ucierpi cała dyscyplina. Jeśli chcemy budować wartość tego produktu z władzami rozgrywek, to nie możemy sobie na takie sytuacje pozwolić. Dlatego u nas nie ma wielkich zmian, choć trzeba przyznać, że roszady w kontraktach i podpisanie umów dwuletnich spowodowały wzrost kosztów. Nasi żużlowcy mają też wpisane w kontrakty elementy motywacyjne. Chcemy w taki sposób stymulować ten efekt końcowy. Budżet w naszym klubie wzrasta o około 10%, a zatem będzie to około 25 milionów złotych".

I właśnie wokół 25.000.000 zł toczyły się negocjacje z toruńskimi zawodnikami. A były to mało emocjonujące rozmowy dla toruńskich fanów, bowiem strategiczne decyzje zapadły jeszcze przed końcem rozgrywek w sezonie poprzednim. Klub postanowił wówczas wzmocnić skład, aby zwiększyć swoje szanse na końcowy sukces. Poprzedni sezon przyniósł torunianom drugi z rzędu brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski i co ciekawe, ostatnie dwa lata w toruńskim żużlu okazały się do siebie bardzo podobne. Przed rozpoczęciem rozgrywek można było wiązać z drużyną niemałe nadzieje, potem w trakcie rywalizacji wielokrotnie szło jak po grudzie, pojawiały się różne problemy i wydawało się, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, a ostatecznie kończyło się nie najgorzej. Oczywiście nie da się ukryć, że było w tym trochę szczęścia. Dla torunian pomocny okazywał się bowiem system rozgrywek, a ponadto na ich korzyść działała również postawa kilku innych zespołów oraz ich wewnętrzne problemy. Trzeba jednak zaznaczyć, że w wielu istotnych momentach żużlowcy z Grodu Kopernika potrafili też po prostu wykonać kawał solidnej sportowej roboty. To właśnie ona w głównej mierze pozwalała wykorzystywać sprzyjające w danej chwili okoliczności i sięgać po to, co finalnie udało się osiągnąć. Bez niej tego wszystkiego zwyczajnie by nie było.
Ciągle pozostawał jednak pewien niedosyt, bo kibicowskie apetyty były znacznie większe. Fani chcieli medali, ale też chcieli walki w każdym meczu, z której przedsezonowy medalowy faworyt będzie wychodził z podniesioną głową. I nie chodziło o wygranie każdego meczu, ale o to by na końcu wieńczyć dzieło pewnym awansem do finału, a nie kalkulacją czy się uda wygrać półfinał play-off z pozycji luckyloosera. Niemniej biorąc pod uwagę, jak dla "Aniołów" wyglądały dwa poprzednie sezony, to zamknięcie ich obu brązowym medalem należy rozpatrywać raczej w kategoriach sukcesu. Wiadomo, że każdy chciałby więcej, ale zanosiło się przecież, że może być znacznie słabiej. Warto pamiętać, że zawieszanie brązu na swojej szyi za każdym razem wiązało się z pokonaniem w dwumeczu rywala, który również miał na ten krążek chrapkę. Mimo różnych wcześniejszych niepowodzeń i niedogodności, torunianie mogli zatem kończyć rywalizację ligową z poczuciem bycia zwycięzcą, a nie przegranym. Wiele klubów zapewne wiele by dało, żeby znaleźć się na miejscu Aniołów.
Niezależnie od tego wszystkiego, fakty były zatem takie, że toruński klub po niedawnych perturbacjach obejmujących najpierw wypadnięcie z walki o medale i konieczność obrony ekstraligowego bytu, a potem niespodziewany, pierwszy w historii spadek do niższej klasy rozgrywkowej, krok po kroku, stopniowo odbudowywał swoją pozycję w najlepszej lidze świata. Najpierw był błyskawiczny powrót do elity. Potem utrzymanie się w niej jako beniaminek, co zawsze jest bardzo trudnym i dla wielu niewykonalnym zadaniem. Następnie przebicie się do najlepszej czwórki rywalizującej o medale i zakończenie zmagań tuż za podium. Zaraz po tym przyszły wspomniane dwa brązowe krążki, co świadczy o tym, że po kilku chudszych latach "Anioły" wróciły do ścisłej krajowej czołówki i zdołały się w niej utrzymać. Tak więc cały ten proces odbudowy toruńskiego żużla przebiega w bardzo uporządkowany i wręcz modelowy sposób. Powoli przed siebie, bez robienia kroków wstecz. Zawsze warto podchodzić z respektem do drużyny, która potrafi się podnieść po niemałym upadku i jest w stanie systematycznie wdrapywać się coraz wyżej. Ważne w tym wszystkim było też to, że w Toruniu nikt nie zamierzał się zatrzymywać i poprzestawać na tym, co osiągnięto. Każdy chciałby zrobić kolejny krok naprzód i zajść jeszcze dalej, znaleźć się jeszcze wyżej. Dlatego też na rozgrywki AD 2025 działacze złożyli taki zespół, który w zamyśle miał włączyć się do walki o coś więcej niż miejsce na najniższym stopniu podium DMP. Każdy miał najzwyczajniej w świecie wrażenie, że nadszedł właśnie ten czas.

Punktem wyjścia do budowy seniorskiego składu na sezon 2025 stali się Robert Lambert, Emil Sajfutdinow i Patryk Dudek. Cała trójka zgodnie z przyjętym w klubie modelem, znacznie wcześniej podpisała umowy obejmujące również rok 2026. Zatrzymanie ich w zespole to była kwestia priorytetowa, a długoterminowe kontrakty sprawiały, że klub nie uczestniczył w finansowej licytacji, miał zbudowany trzon zespołu na dany rok i mógł skupić się na kontraktach "korygujących". Jednak kontrakty takie miały tez pewne ryzyko, bo po latach współpracy ze wspomnianą trójką, nie trudno było zauważyć, ze każdy z żużlowców miał swoje problemy i słabsze chwile. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że cała trójka zaliczała się do światowej czołówki i była w stanie nadawać zespołowi właściwą moc i charakter, a po poprzednim sezonie toruńskie środowisko żużlowe mogło być szczególnie zbudowane ich postawą, bo to oni ciągnęli wynik zespołu, bo zależnie od dyspozycji dnia wymieniali się na pozycji lidera w danym meczu. I nie inaczej miało być w roku 2025.

Robert Lambert, który był najskuteczniejszym jeźdźcem z całej trójki, regularnie punktował na wysokim poziomie, bowiem wyeliminował pojedyncze wpadki w postaci bardzo nieudanych występów meczowych, które przytrafiały mu się rok wcześniej. W sezonie 2025 od brytyjskiego wicemistrza świata, wszyscy oczekiwali kolejnego progresu i dalszego wspierania drużyny solidnymi punktami, a także kapitańską charyzmą.

Emil Sajfutdinow choć nie miał tak rewelacyjnego sezonu jak przed dwoma laty, bo zanotował kilka nieco słabszych spotkań, to nigdy nie poniżej pewnego poziomu i potrafił naprawdę wiele wycisnąć z siebie i swoich motocykli, a gdy trapiły go jakieś problemy, to był w stanie stosunkowo szybko stawiać im czoła. Z kolei kiedy wszystko mu grało, to czarował swoją widowiskową jazdą i okazywał się bardzo błyskotliwy na torze. Tak więc Baszkir w roku 2025 miał dalej czarować na MotoArenie, porywać kibiców z miejsc, a na wyjazdach wspierać głównie młodzież, która była przymierzana do jazdy w parze właśnie z Emilem.

Patryk Dudek, który w sezonie 2025 jako ostatni z trójki przedłużył kontrakt z Apatorem na kolejne lata. W sezonie 2024 Dudek znacząco poprawił swoją średnią w stosunku do niezbyt udanego sezonu 2023, jednak nadal zdarzały mu się gorsze mecze, ale wielokrotnie pokazywał że potrafi wyjść z nich obronną ręką, co cieszyło sympatyków toruńskiego klubu. Zawodnik zmagał się jednak z ogromnymi problemami sprzętowymi, ale na sezon 2025 zdecydowanie postawił na dywersyfikację technologicznych rozwiązań i korzystałał z usług wielu żużlowych majstrów. To miało zagwarantować nie tylko solidne zdobycze punktowe w lidze, ale również skuteczną walkę na arenach międzynarodowych i powrót do Grand Prix.

Mając trzy mocne filary, których podejście do żużla było niezwykle profesjonalne, śmiało można było wychodzić z założenia, że każdy z nich postara się nie tylko utrzymać dotychczasowy poziom, ale również stać się jeszcze lepszym jeźdźcem. A to oznaczało tylko tyle, że drużyna, która chce się bić o wysokie cele, jest w stanie powalczyć z każdym zespołem na własnym torze. Jednak do wygrania ligi potrzebne były zwycięstwa na wyjeździe, a na pewno wygrane w dwumeczach, które były kluczowe w rundzie play-off. I w żadnym zespole trójka tak silnych jeźdźców tego nie gwarantowała. Oczywistym stało się zatem, że z drużyną pożegna się wychowanek Paweł Przedpełski i próbujący punktować od dwóch lat dla Apatora Wiktor Lampart.

Kiedy w 2021 roku Przedpełski wrócił do Torunia po dwuletnim pobycie w Częstochowie, wydawało się, że ekipa z Grodu Kopernika będzie miała z niego naprawdę dużą pociechę. Pierwszy sezon po powrocie okazał się dla niego bardzo udany i pozwolił mu się porządnie odbudować po wcześniejszym gorszym okresie. W tej sytuacji można było liczyć, że potem będzie równie dobrze, a może nawet lepiej. W rzeczywistości z każdym kolejnym rokiem było jednak coraz słabiej, a osiągana przez niego średnia systematycznie spadała i można powiedzieć, że pozostawał w Toruniu tylko dlatego, że był jedynym wychowankiem z którym bardzo mocno utożsamiały się toruńskie trybuny. Miniony sezon okazał się jednak jednym z najsłabszych w całej jego dotychczasowej karierze i pamiętając o jego dobrych występach, które mimo spadającej formy cały czas mu się zdarzały, szczególnie na własnym torze, trzeba było odłożyć sentymenty na bok i poszukać innych rozwiązań.

W przypadku Lamparta wiele przemawiało za jego ściągnięciem do Torunia przed sezonem 2023. Toruńscy włodarze musieli wówczas znaleźć nowego zawodnika U24, ponieważ Lambert osiągnął wiek uniemożliwiający mu dalsze występowanie na tej pozycji. Mówiło się wówczas, że Lampart dysponuje dobrym startem, który w żużlu jest kluczowy do wygrywania biegów. Że dobrze czuje się na toruńskim torze. Że posiada profesjonalny team, który właściwie go ukierunkowuje. Że zdążył już nabyć sporo ekstraligowego doświadczenia, które powinno procentować. I wreszcie, że cały czas jest młodym i perspektywicznym żużlowcem, który może się rozwijać. Problem w tym, że w okresie jego jazdy dla zespołu spod znaku Anioła wszystkie te argumenty nie miały przełożenia na ligowe punkty. Lampart od samego początku nie pokazywał się ze zbyt dobrej strony i ograniczał się jedynie do pojedynczych przebłysków lepszej jazdy. Trzeba jednak zaznaczyć, że pod koniec pierwszego sezonu w barwach toruńskiego klubu poprawił swoją dyspozycję na tyle, że dołożył cegiełkę do zdobycia przez drużynę brązowego medalu DMP. To sprawiło, że klub uwierzył w to, że warto dać mu kolejną szansę, tym bardziej, że na rynku zawodników U24 nie było wielkiego wyboru i sensownych alternatyw. W Toruniu liczono, że zdołał wyciągnąć wiele cennych wniosków i w kolejnym sezonie będzie w stanie podtrzymać swój progres. I choć początek zeszłorocznych rozgrywek w jego wykonaniu faktycznie nie wyglądał najgorzej, ale potem wszystko się posypało i nie potrafił już tego odbudować. W efekcie zakończył sezon 2024 z jeszcze gorszą średnią niż ta, którą miał na koniec 2023 roku. Na domiar złego w klubie też nie byli zadowoleni z tego jaki sposób pracuje i próbuje wyjść z kryzysu i w jednym z wywiadów toruński szkoleniowiec wyraził wprost swoje niezadowolenie z tego faktu. Śmiało można zatem powiedzieć, że mimo sporych nadziei rzeszowski wychowanek w Toruniu zwyczajnie się nie sprawdził.

Ta krótka analiza (do szerszej zapraszam w roczniku 2024) pokazuje, że z Przedpełskiego i Lamparta raczej trudno byłoby wycisnąć coś więcej i nikt się nie dziwił, że włodarze toruńskiego klubu, musieli myśleć o zmianach. Rozstanie z zawodnikami musiało więc stać się faktem, ale obaj jeźdźcy nie mogli mieć pretensji, bo doskonale zdawali sobie sprawę, że nie zostali przedwcześnie skreśleni i nie spotkali się z brakiem wiary w ich możliwości. Każdy z nich dostał naprawdę sporo przestrzeni, żeby się wykazać, ale niespecjalnie zdołali to wykorzystać. Przynależność do żółto-niebiesko-białych barw najzwyczajniej w świecie okazała się dla nich niezbyt korzystna. Wiedzieli o tym toruńscy działacze i już w połowie poprzedniego sezony zagwarantowali sobie dwa kolejne kontrakty wzmacniające siłę uderzeniową formacji seniorskiej. W miejsce wychowanka Pawła Przedpełskiego sprowadzono z Włókniarza Częstochowa Mikkela Michelsena, który męczył się w towarzystwie Leona Madsena. Natomiast w przypadku zawodnika U24 Wiktor Lampart został zastąpiony przez Jana Kvecha, wokół którego w Falubazie Zielona Góra atmosfera nieco się zepsuła i trener Piotr Protasieicz bez walki oddał Czecha w ręce Piotra Barona. Niestety z kontraktami Duńczyka i Czecha, wiązało się pewne ryzyko.

Mikkel Michelsen miał za sobą kiepski sezon w polskiej lidze. Jego zeszłoroczna średnia okazała się najniższa od 2019 roku, kiedy wrócił do ścigania w najwyższej klasie rozgrywkowej i średnia ta była wyraźnie niższa od tych, które osiągał w ostatnich latach. Sezon 2023, który był dla niego pierwszym sezonem w częstochowskich barwach, też nie okazał się już tak udany, jak te wcześniejsze. Fakty były zatem takie, że jego dyspozycja znajdowała się na krzywej opadającej. Na dodatek Duńczyk ubiegłoroczną rywalizację zakończył z poważną kontuzją, która wykluczyła go z jazdy w końcówce sezonu i zmusiła do intensywnej rehabilitacji w przerwie zimowej. Po czymś takim nigdy nie wiadomo w jakim stylu dany zawodnik wróci do ścigania. Biorąc to wszystko pod uwagę, niektórzy zapewne mogliby się zastanowić nad sensem kontraktowania takiego żużlowca. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że wiele też przemawiało za sprowadzeniem trzykrotnego Mistrza Europy do Torunia. Wystarczy wspomnieć, że w czasach jazdy dla Motoru Lublin, czyli w latach 2019-2022, Duńczyk okazywał się bardzo mocnym punktem zespołu i jednym z najlepszych zawodników Ekstraligi. Kiedy przenosił się do ekipy spod znaku Koziołka niewielu spodziewało się, że może to tak wyglądać. On udowodnił jednak, że potrafi się wybić i pozytywnie zaskoczyć, a następnie potwierdzić, że to nie był przypadek czy jednorazowy wyskok. Ponadto trzeba też docenić, że nawet jeśli przed rokiem nie za dobrze szło mu w polskiej lidze, to w Grand Prix był w stanie pokazywać się z naprawdę dobrej strony i przed kontuzją urastał do miana tego który zdobędzie medal IMŚ, który miał uzupełnić kolekcję trzech złotych krążków zdobytych w mistrzostwach Europy.
To wszystko wskazywało na to, że Toruń sprowadzał jeźdźca po przejściach, ale wiedział on całkiem sporo na czym polega żużel i walka o najwyższe cele o jeździe na wysokim poziomie. Toruńscy działacze wiedzieli też, że przy niechęci zawodników ze światowej czołówki do zmiany barw klubowych, mogą pozyskać świetnego zawodnika, i szkoda było przegapić taką okazję, nie tylko w aspekcie sportowym, ale też finansowym, bo Duńczyk nie należał do zawodników o wygórowanych oczekiwaniach finansowych. Z kolei sam zawodnik wiedział, że biorąc pod uwagę moment kariery, w jakim się znalazł i przy jego ambicja stabilny zespół z grodu Kopernika będzie dobrym miejscem, żeby stawić czoła słabszej dyspozycji i wrócić do swoich najlepszych momentów w karierze. Miał bowiem jeszcze sporo do ugrania i musiał pracować nad tym, aby nie popaść w przeciętność. Można było zatem być pewnym, że zawodnikowi nie zabraknie mu motywacji, do budowania jak najwyższej skuteczności.

Przed sezonem Mikkel i Apator mieli jednak mały problem, bo Ekstraliga Żużlowa opublikowała tradycyjny ranking spadków i awansów zawodników w klasyfikacji indywidualnej PGE Ekstraligi i Metalkas 2. Ekstraligi. Jeżeli chodzi o PGE Ekstraligę, to bezapelacyjnym zwycięzcą okazał się Robert Lambert. Brytyjczyk w porównaniu do poprzedniego sezonu awansował aż 15 miejsc. Natomiast największym przegranym ... Mikkel Michelsen, który spadł o 16 lokat.

TOP 5 - awanse

Robert Lambert (Toruń) +15
Kacper Woryna (Częstochowa) +12
Patryk Dudek (Toruń) +10
Wadim Tarasenko (Grudziądz) +9
Jarosław Hampel (Zielona Góra) +7
TOP 5 - spadki

Mikkel Michelsen (Częstochowa) -16
Kacper Pludra (Grudziądz) -15
Maksym Drabik (Częstochowa) -13
Oskar Fajfer (Gorzów) i Szymon Woźniak (Gorzów) - 12
Bartosz Smektała (Leszno) -9
 

I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że ranking ten otrzymali m.in. działacze w Częstochowie i gdy zobaczyli Duńczyka na niechlubnej liście starali się zrzucić na niego odpowiedzialność za słaby sezon i postanowili uprzykrzyć mu życie. Mikkel tym samym nie mógł być potwierdzony do rozgrywek w nowym klubie, ponieważ wściekły na zawodnika i borykający się z problemami finansowymi Włókniarz Częstochowa zażądał od Michelsena rozliczenia kwoty, jaką otrzymał na przygotowanie do sezonu 2024 i skierował sprawę do Trybunału PZM. To z kolei oznaczało, że dopóki trybunał się nie spotka i nie rozstrzygnie sporu, Apator nie będzie miał w swoich szeregach Michelsena, który w sezonie 2024 dostał od Włókniarza 1,1 miliona złotych w ramach tzw. kwoty na przygotowanie. Całe pieniądze wpłynęły na jego konto, zgodnie z regulaminem, w kilku ratach. Część po terminie, ale Włókniarz zapłacił też odsetki, więc wywiązał się z umowy. Działacze spod Jasnej Góry zakwestionowali jednak sposób wydatkowania pieniędzy przez zawodnika i wezwali go .do tego, by przedstawić faktury z wydatkami na 2024. Zrobił to, ale klub nie był usatysfakcjonowany, twierdząc, że trudno zaliczyć koszty przedstawione przez duńskiego gwiazdora na poczet kwoty na przygotowanie (kwestionowano np. leasing samochodu). Strony próbowały rozmawiać, ale ostatecznie bardzo sie poróżniły i to kto ma rację, rozstrzygnąć miał właśnie Trybunał PZM. Problem polegał jednak na tym, że przepisy związane z kwotą za przygotowanie były niejednoznaczne. Poza tym takiej sprawy w trybunale jeszcze nie było, bo żaden klu, jak dotąd, nie powiedział głośno "sprawdzam". Większość traktowała kwotę na przygotowanie, jak kwotę za podpis. Rozgoryczony słabymi wynikami zawodnika Włókniarz zrobił inaczej, bowiem działacze powtarzali, że przez brak profesjonalizmu zakontraktowanych zawodników omal nie spadli z ligi i w przypadku niekorzystnego rozstrzygnięcia w Trybunale PZM, sprawa miała trafić do sądu.
Tak więc dla zawodnika i Apatora najważniejsze było aby sprawę szybko załatwić i to bez względu na wynik. Wszystkim zależało bowiem na formalnym potwierdzeniu podpisanej umowy, bo zagrożenia, że Duńczyk nie będzie bronił żółto-niebiesko-białych barw nie było żadnego, bo nawet gdyby Michelsen przegrał i musiał oddać jakieś pieniądze, to oznaczałoby to, że temat zostaje zamknięty, a na drugi dzień po przelewie Apator będzie go mógł potwierdzić, jako swojego zawodnika. Do chwili zakończenia sporu w Trybunale PZM nie było to możliwe, bo sprawa w sądzie nie wiązała rąk Apatorowi.

Drugim nowozakontraktowanym jeźdźcem był Jan Kvech, który choć uzyskał w lidze średnią nieznacznie wyższą od tej, którą osiągnął Lampart, to miniony rok, był dla niego, pierwszym pełnym sezonem w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale zawodnik zebrał cenne doświadczenie w kontekście ścigania wśród najlepszych. Co ciekawe Czech już wcześniej znajdował się w sferze zainteresowań toruńskiego klubu i przewijał się w transferowych dywagacjach dotyczących tego, kto mógłby zasilić szeregi zespołu spod znaku Anioła. Wszystko jednak tak się składało, że transfer nie został dopięty, bo zaufano Lampartowi, który w tamtym czasie wydawał się lepszą opcją. Los jednak tak chciał, żeby drogi obu stron mimo wszystko w końcu się przecięły po tym jak przed rokiem jeden z dwóch najlepszych występów w polskiej lidze Czech zaliczył na toruńskiej MotoArenie. Ponadto także na toruńskim owalu osiągnął swój najlepszy wynik w cyklu Grand Prix, którego od zeszłego sezonu był stałym uczestnikiem. To oczywiście jeszcze o niczym nie świadczyło, ale na pewno pozytywnie wpływało na wizerunek żużlowca i wskazywało, że na własnym torze może być szczególnie pomocny, bo Kvech był twardym zawodnikiem, który, kolokwialnie mówiąc, nie pękał na robocie.
Niestety, środowisko zielonógórskie powielało informację jakoby Czech niezbyt profesjonalnie podchodził do swoich sportowych obowiązków, a to tego niechętnie inwestował w remonty swoich motocykli. Potwierdzać miały to kompletnie nieudane występy, ale obiektywnie trzeba przyznać, że Janek potrafił też wygrywać wyścigi i przyczyniać się do biegowych zwycięstw swojej drużyny. Ponadto starty we wspomnianym cyklu GP mogły być dla młodego zawodnika dość sporym obciążeniem, zwłaszcza w sytuacji kiedy przytrafią się słabsze występy i spadnie motywacja do szukania przyczyn niepowodzenia. Należało jednak pamiętać, że dla Kvecha rok 2025 był to ostatni sezon, w którym mógł pełnić w drużynie rolę zawodnika do lat 24. W tej sytuacji jego celem było pokazanie się z jak najlepszej strony, aby zbudować swoją pozycję w żużlowym światku przed dalszą częścią dorosłej kariery. A to przy przeciętnej sportowej jakości zawodników na pozycji starszego juniora (poza Lublinem i Wrocławiem), mogło być dodatkowym atutem toruńskiej drużyny. Dlatego obiektywnie patrząc, Kvech był jednym z lepszych wyborów na pozycję U24, jakiego mogli przed sezonem pozyskać torunianie, bowiem jego sportowy sufit był zdecydowanie wyżej zawieszony niż Lamparta, a przy tym pokazał, że lubi starty na MotoArenie i wnosi do drużyny mnóstwo pozytywnej energii.

Tak więc toruńscy włodarze, przeanalizowali wszystkie za i przeciw i wierzyli, że nowi zawodnicy będą nie tylko wzmocnieniem składu, ale przede wszystkim pozwolą trenerowi z większym prawdopodobieństwem przewidzieć, w meczach wyjazdowych zdobycz punktową tzw. drugiej linii, bo niestety ani z Przedpełskim, ani z Lampartem takiego komfortu nie było. Poza tym w długim sezonie w którym zmieniono formułę awansu do play-off, liderzy potrzebowali wyrazistego i znacznie bardziej regularnego wsparcia, bowiem cała odpowiedzialność za wynik nie mogła spoczywać na ich barkach, bo każdy z nich miał prawo mieć słabszy dzień lub okres w trudnym ekstraligowym sezonie.

 

Seniorskie zestawienie toruńskiego klubu na sezon 2025 robiło zatem wrażenie na niejednym toruńskim kibicu, bo wśród czterech klasowych liderów, każdy mógł być wiodącą postacią zespołu i zdobywać konkretne punkty. Ciągle była jednak potrzeba wykrzesania dodatkowej mocy, a ta z całą pewnością tkwiła w formacji młodzieżowej. A tu niestety nie było już tak kolorowo i bogato. Mimo wielkich tradycji, od długiego czasu juniorzy byli bowiem piętą achillesową toruńskiej ekipy. Co prawda w zeszłym roku nie byli już najsłabsi w lidze, ale mimo wszystko ich nazwisk należało szukac pod koniec młodzieżowych statystyk i nie dawali zbyt wielu powodów do zadowolenia swoim fanom. W Toruniu wszyscy mieli tego świadomość i nikt nie zamierzał opierać siły zespołu na formacji juniorskiej. Jednak każdy oczekiwał od nich progresu i chociaż pojedynczych punktów wywalczonych na rywalach poza biegiem młodzieżowym, Klub toruński trzymał się twardo nakreślonych przez zarząd zasad  i nie zamierzał pozyskiwać juniorów z zewnątrz, ale raczej skupił się na wyłapywaniu młodych talentów przed egzaminem na licencję żużlową w klasie 500 ccm i inwestując w ich rozwój cierpliwie czekał na eksplozję ich formy. Nie inaczej było przed sezonem 2025, bo włodarze postanowili przewietrzyć młodzieżową ławkę i trzymać się tego, co było przed rokiem. Podziękowano zatem Mateuszowi Affeltowi za ekstraligową współpracę i wypożyczono go, do występującej w niższej lidze drużyny z Poznania. Mateusz miał jednak nadal startować z Aniołem na plastronie w rozgrywkach U24. Szeregi Polonii Piła zasilił Jakub Breński, a do Startu Gniezno wypożyczono, Ksawergo Słomskiego, którzy co prawda mieli żużlowe uprawnienia w klasie 500cm, ale nie mieli okazji zaistnieć w ligowym składzie. Trójka młodych chłopaków nie została zatem skreślona, bo działacze uznali, że powinieni mieć jak najwięcej jazdy i umożliwiono im ściganie się w niższej klasie rozgrywkowej, gdzie wspólnie z rodzicami miał sobie odpowiedzieć na pytanie czy żużel jest tym co chcą w życiu robić.

W tej sytuacji podstawowy duet juniorów w zespole z Grodu Kopernika mieli tworzyć, Krzysztof Lewandowski i Antoni Kawczyński, a w odwodzie pozostawali Oskar Rumiński i Mikołaj Duchiński, którzy mieli stanowić konkurencje dla nieco bardziej doświadczonych rówieśników. Co prawda przed sezonem wydawało się raczej mało prawdopodobne, żeby któryś z nich miał na stałe przebić się do składu, ale jak miał pokazać sezon w żużlu nigdy nie można niczego wykluczyć - tym bardziej, że Duchiński u progu sezonu zwracał na siebie uwagę Piotra Barona. Nikt jednak w Toruniu nie spodziewał się, że toruńscy juniorzy nagle okażą się asem w trenerskim rękawie, ale każdy liczył na to, że młodzi zawodnicy cały czas będą się rozwijać i stabilizować swoją formę, a co za tym idzie, zaczną dokładać jakieś sensowne punktów do dorobku zespołu. Dlatego najważniejsze było to, aby młodzieżowcy byli w stanie skutecznie rywalizować ze swoimi rówieśnikami, a do tego co jakiś czas zdołali wyrwać jakieś pojedyncze oczka starszym rywalom.

Największe szanse miał na to najbardziej doświadczony Krzysztof Lewandowski, dla którego był to już piąty sezon w Ekstralidze. Po dwóch beznadziejnych sezonach, przed rokiem jego średnia w końcu powędrowała nieco w górę, co można byi odbierać jako dobry znak. Oczywiście jeszcze wiele brakowało do tego, czego można by oczekiwać od tak objeżdżonego zawodnika, ale coś ewidentnie coś drgnęło w jego jeździe i wszyscy liczyli na dalszy progres. A musiało drgnąć, bo zawodnik miał przed sobą ostatnie dwa lata w roli juniora, więc czasu na rozwój było coraz mniej. W środowisku wiele mówiło się o tym, że zawodnik nie skupia swojej uwagi na sporcie, jednak pod okiem Piotra Barona młody jeździec miał inaczej podchodzić do żużla, bo wiedział, że czas ucieka i jest to ostatni moment, aby zacząć się wybijać i mocniej zaznaczać swoją obecność w speedwayu, bo jeśli nie nie teraz, to kiedy?

Rolę drugiego juniora pełnić miał Antoni Kawczyński, który d momentu rozpoczęcia swojej kariery był uważany za wyjątkowy talent. Potwierdzały to wyniki m.in. brązowy medal SGP3, a poza tym świętował sukcesy w kategoriach szkoleniowych (85-125cc, 250cc). Wszyscy w Gdańsku, gdzie zaczynał swoją karierę spodziewali się, że mają juniora, który ponownie przyciągnie tłumy na stadion imienia Zbigniewa Podleckiego. Niestety nie było mu dane zadebiutować nad morzem nawet w zawodach młodzieżowych. Jego ponadprzeciętny talent zauważyli działacze ówczesnego FOR NATURE SOLUTIONS Apatora Toruń. Nie wahali się zbyt długo i podpisali kontrakt z Kawczyńskim, to wywołało ogromne oburzenie ze strony gdańskich kibiców. Mieli ogromny żal do działaczy, że tak łatwo pozwolili mu odejść, najpewniej ta zadra wciąż do końca się nie zagoiła. Dla Kawczyńskiego był to jednak rozsądny ruch, zdecydowanie większy klub występujący regularnie w PGE Ekstralidze, stosunkowo mała odległość do domu i lepsze pole do rozwoju. Już w zawodach młodzieżowych w wieku 15 lat pokazywał, że drzemie w nim ogromny potencjał. Potrafił wygrywać biegi z wyżej notowanymi rywalami i z każdymi zawodami prezentował się coraz lepiej. Torunianie zacierali więc ręce na jego debiut w Ekstralidze. A ten doszedł do skutku w roku 2024, kiedy to Antek bez większych problemów wygryzł ze składu Mateusza Affelta. Choć początkowo torunianie starali się rotować młodzieżowcami to wkrótce stało się jasne, że Kawczyński zasługuje na pierwszy skład. W rozgrywkach 2024 zanotował on średnią na poziomie 0.568 co rokowało na znaczną poprawę w kolejnym roku. I choć ciągle był traktowany jak drugi junior w talii Piotra Barona, to miał szansę zostać liderem formacji juniorskiej.

Uzupełnieniem tej dwójki miał być Oskar Rumiński, który również miał okazję stanąć pod ligową taśmą, ale w roku 2024 pojawiał się tylko na prezentacji. OSkara cechowała jednak spora torowa odwaga, która czasem przeradzała się w nieco bezmyślne ataki okupione upadkami i kontuzjami. Zawodnik bardzo chciał się pokazać, jednak żużel uprawiał dla zabawy, bowiem bardziej kręciły go różnego rodzaju maszyny, głównie rolnicze. I tu rodziła się pewnego rodzaju analogia, do innego farmera, a mianowicie Wiesława Jagusia, który również uwielbiał rolnictwo, ale ciążka pracą jaką wykonał dla żużla stał się ikoną toruńskiego klubu, a po zakończeniu kariery oddał się rolnictwu. Oskarowi kariery na miarę "Małego Wojownika" nikt nie wróżył, ale zawodnik musiał sobie sam odpowiedzieć na pytanie czy zadowoli się tylko startami na poziomie młodzieżowym i wówczas kończy karierę czy chce w sporcie osiągnąć coś więcej, niż tylko to, że zrobił licencję i wystartował w meczu ligowym. Sportowy potencjał na pewni w nim był, bo działacze postanowili go zatrzymać w swoich szeregach i miał przede wszystkim podnosić swoje umioejętnosci w ekstralidze U24 oraz rozgrywkach młodzieżowych.

Czwartym do ekstraligowego brydża został kompletny nowicjusz, a mianowicie Mikołaj Duchiński, który w sezonie 2024 zdał żużlową maturę w klasie 500ccm i czekał na swój debiut. Zawodnik niczym szczególnym się nie wyróżniał, w młodzieżowych rozgrywkach nie punktował w sposób oszałamiający, jednak pod okiem trenera Piotra Barona uważnie słuchał i zdobywał cenne doświadczenie. Mikołaj był tez bardzo pozytywnym chłopakiem, wokół którego zawsze coś się działo, jednak potrafił on we właściwym momencie skupić się i wykonać zadanie jakie przed nim stawiano. Przed sezonem otrzymał sprzęt, dokładnie ten sam, który czekał na Wiktora Lamparta, ale ten postanowił z niego nie korzystać. W przedsezonowych testach zawodnik wypadł bardzo dobrze i wielu podkreślało, że zimą przeszedł drogę, której sam się nie spodziewał. Sparingi pokazały, że Mikołaj pozwala jechać motocyklom i choć ciągle się uczył żużlowego rzemiosła łapał cenne doświadczenie. Dostrzegali to zarówno kibice jak i trener, dlatego upatrywano w nim jeźdźca, który stanie się naturalnym zmiennikiem na pozycji juniora, gdy do grona seniorów przejdzie np. Lewandowski. Niestety dla Lewandowskiego, życie miało napisać zupełnie inny scenariusz, w którym właśnie Mikołaj odegrał niepoślednią rolę.

Kadrę Aniołów stanowili rrównież młodzi zagraniczni zawodnicy do lat 24. Jednak i tu przed sezonem, zrobiono ostry przegląd i podziękowano za współpracę pięciu jeźdźcom, a byli to Duńczycy Emil Portner- który wracał do zdrowia po ciężkiej kontuzji nogi, Niklas Holm Jakobsen, Jacob Jensen, Holender Mikka Meijer i Anglik Freddy Hodder. Z kolei Anders Rowe po kontuzji jakiej nabawił się w końcówce sezonu, postanowił odbudować swoją formę w Ostrowie i zrezygnował z walki o skład na pozycji U24 z Janem Kvechem.
W toruńskiej kadrze pozostali jedynie Duńczycy Bastian Pedersen oraz Nicolai Heiselberg, którzy oprócz występów w ekstralidfze U24 mieli rozwijać swoje umiejętności w towarzystwie trenera Piotra Barona i w przymierzani byli do składu na rok 2026 na pozycji U24, bo jak wspomniano Jan Kvech po sezonie, nie mógł pełnić już tej roli.

Przed sezonem klub podpisał jeszcze jedną umowę na starty zawodnika w lidze młodzieżowej U24, a zawodnikiem który związał się z Apatorem był Kacper Grzelak, który rozpoczynał karier w gronie seniorskim, postanowił ją kontynuować w Wybrzeżu Gdańsk, gdzie został podstawowym zawodnikiem do lat dwudziestuczterech. Zawodnik nie ukrywał, że rozważają dalsze opcje swojej sportowej przyszłości, kluczowy był dla niego aspekt rozwojowy, bo jako senior nie mógł liczyć na nadmiar startów, a brak angażu w lidze niemieckiej w której startował w przeszłosci, oznaczał, że miał wolne wtorkowe popołudnia, gdy rozgrywane były mecze U24. W efekcie w jednym tygodniu mógł jeździć znacznie częściej i rywalizować z utalentowanymi rówieśnikami, dlatego zwrócił się o pomoc do toruńskiego zespołu. Dziąłacze przystali na te propozycję, bo niczym nie ryzykowali, a w przypadku gdyby Kacper sprawdził się na najniższym szczeblu rywalizacji, po sezonie, miał jeszcze jeden rok startów w gronie juniorów starszych i mógł być alternatywą dla Duńczyków o których wspomniano wcześniej

Roszady wśród juniorów młodszych i starszych były o tyle istotne, że przed sezonem właściciel toruńskiego klubu Przemysław Termiński, jasno zdeklarował, że Toruń nie skorzysta z nowinki regulaminowej, którą przewidziano na rok 2026 i w meczach ligowych będzie korzystał tylko i wyłącznie z własnych wychowanków: "Nie będziemy wystawiać w składzie zagranicznego juniora. Sporo zainwestowaliśmy we własnych wychowanków, mamy ich w kadrze naprawdę sporo i wolimy, by to oni dostawali szansę jazdy. Oczywiście nie bez znaczenia są kwestie finansowe, bo chcemy dostawać pieniądze za ich punkty. Jestem przekonany, że tylko dwa najbogatsze kluby będą sobie mogły pozwolić finansowo, by odpuścić walkę o pieniądze, a zamiast tego stawiać na obcokrajowców. W innym przypadku każdy prezes zastanowi się dwa razy, zanim wystawi obcokrajowca. W Toruniu mamy długoletnie kontrakty z Krzysztofem Lewandowskim i Antonim Kawczyńskim, a decyzja o postawieniu na nich została już podjęta".
Taka decyzja ma daleko idące konsekwencje, bo:
    po pierwsze utrzymany miał zostać obowiązek posiadania w składzie przynajmniej czterech Polaków. Zatem ten kto zrezygnował z jednego polskiego juniora, musiał mieć w składzie aż trzech seniorów z polskim paszportem.
    - Po drugie przed sezonem 2026 miał rozpocząć się wyścig o młodych jeźdźców, którzy mieli zagwarantować jakieś punkty, ale nie było pewności czy te punkty przy ich nazwiskach się pojawią, więc inwestycja była mocno ryzykowna.
    - Po trzecie torunianie mogli skupić się na szukaniu zagranicznego zawodnika na pozycję U24, a w tym przypadku pojawiły się, aż trzy opcje Pedersen, Heiselberg, Grzelak.
    - I w końcu po czwarte lepszym rozwiązaniem wydawało się stawianie na obcokrajowca jako U24, a na pozycji juniora pozostawienie wychowanków, bowiem klub za punkty juniorów miał mieć dodatkowe przychody.

Na podsumowanie okresu transferowego pozostaje zacytować opinie o stworzonym potencjale sportowym na rok 2025 tego, który odpowiadał za kontrakty z zawodnikami, trenera drużyny oraz eksperta TV:

Adam Krużyński - członek rady nadzorczej, odpowiedzialny za kontrakty - Mamy ciekawy skład i uważam, że Apator, Sparta i Motor są dość podobne, jeśli chodzi o potencjał sportowy, i trzeba będzie szanować każdy punkt. Tym bardziej że zmiana regulaminowa powoduje, że jeśli chcemy mieć możliwość wpływu na to, z kim pojedziemy, jeśli wygramy rundę zasadniczą, to każdy punkt będzie miał znaczenie. Zmieniło się też postrzeganie naszej drużyny, bodwa mecze wyjazdowe i głosy ekspertów, że oba te spotkania wygramy, to dla nas duża zmiana. Pamiętamy, że po wielu latach posuchy, dopiero w ubiegłym roku udało nam się zwyciężyć na wyjeździe. Zmiany, których dokonujemy w składzie i dojście Mikkela Michelsena i Jana Kvecha mają spowodować, abyśmy byli mocniejszą i bardziej przewidywalną drużyną na wyjazdach. To nie będzie jednak łatwe rozpoczęcie sezonu. Nowi zawodnicy muszą mieć czas, aby zaadaptować się także do nowej Motoareny, która jest po drobnej renowacji, jeśli chodzi o nawierzchnię toru. Będziemy potrzebowali chwilę, aby zbudować też z nimi kolektyw. Jednak nie po to podejmowaliśmy się takiego wyzwania, aby nie próbować wykorzystać dość dobrej, jak dla nas, zmiany terminarza.

Piotr Baron - trener - Wydaję mi się, że wszyscy zapominają, że w PGE Ekstralidze jest osiem zespołów, które na starcie sezonu mają dokładnie takie same szanse na to, żeby cokolwiek osiągnąć, więc to jest nie tylko Wrocław czy Luyblin ale też Gorzów, Grudziądz, Rybnik, Częstochowa i Zielona Góra. Trzeba się nastroić na wszystkich, bo cel mamy taki jak pozostałe siedem drużyn. Chcemy walczyć o najwyższe cele i zrobić wszystko, aby uzyskać jak najlepszy wynik, a sezon pokaże, co się da zrobić. Przyznaję jednak, że drużynę mamy fajną od dawna zresztą znaną. Czy wzmocnienia powodują większą presję na lepszy wynik? Ja nie za bardzo śledzę wszystkie media, ale jeśli chodzi o nas, to rzeczywiście wydaje się, że się wzmocniliśmy. Mikkel jest po dobrym "dzwonie", więc zobaczymy, w jakiej będzie formie i jak do tego sezonu będzie mógł się przygotować. Zobaczymy też jak Janek Kvech wejdzie w drużynę. Za biurkiem to jest proste, ale żużel rządzi się swoimi prawami i oprócz dobrego przygotowania trzeba mieć trochę szczęścia i wiele czynników musi na raz zagrać, aby osiągnąć dobre wyniki. Nie patrzymy na terminarz, bo oceniam go tak jak co roku. Mecze nie są łatwe i żaden z nich taki nie będzie. Kiedy słucha się ekspertów, to dla nich to jest proste, ale żużel nie wygląda tak, że usiądzie się za biurkiem i rozda punkty, bo gdyby tak to działało, to moglibyśmy rozpisać całą ligę nawet dzisiaj. Każdy mecz będzie bardzo ciężki i trudny, więc będzie trzeba się do tego przystosować, ale też jak co roku należy po prostu jechać swoje. Do czasu pierwszego meczu nasze przygotowanie będą szły pełną parą. Treningi zaczęły się już w listopadzie. Jako klub, pojedziemy w lutym do Hiszpanii na motocross, rowery i treningi ogólnorozwojowe. Potem będą sparingi i zobaczymy jak to będzie wyglądało. Wtedy dowiemy się, jaką siłą dysponujemy. Zawsze trzeba te trzy - cztery kolejki odczekać, by zobaczyć, w którym miejscu się jest i ewentualnie szukać poprawek, a potem łatać to co wymaga zmiany.

Krzysztof Cegielski - były zawodnik, ekspert TV - Torunianom nie tylko udało się zatrzymać w klubie i to od razu na sezony 2025 i 2026, trzech dotychczasowych liderów: Roberta Lamberta, Emila Sajfutdinowa i Patryka Dudka. Dodatkowo w listopadowym oknie transferowym wymienili dwa najsłabsze seniorskie ogniwa. Miejsca Pawła Przedpełskiego i Wiktora Lamparta zajęli stali uczestnicy cyklu Grand Prix: Mikkel Michelsen i Jan Kvech. To sprawia, że Apator może być tym zespołem, który zdetronizuje Motor Lublin. Jeśli ktoś jest od lat mistrzem Polski, to wszyscy się zastanawiają, kto może zakończyć tę serię. To będzie jednak bardzo trudne, bo lubelski zespół już się bardzo mocno dotarł. Zawodnicy nie mają między sobą żadnych tajemnic i z pewnością ruszą w kolejny sezon tak, jakby tegoroczny się nie skończył. Nie będzie tam żadnych niespodzianek, nieporozumień, prób dogadywania się i pokazywania swojego miejsca w szeregu. Dzięki temu Motor ma przewagę. Inne drużyny, gdzieś tam jeszcze będą się tworzyć. Czy to bardzo mocni wrocławianie z nowym zawodnikiem Brady'm Kurtzem czy torunianie z Mikkelem Michelsenem. W obu tych drużynach będzie potrzebny czas, żeby każdy tam znalazł swoje miejsce. Niewątpliwie jednak Apator będzie się liczył. Już w tym roku to był dla mnie kandydat do jazdy w finale, a teraz wszystko wskazuje na to, że będą jeszcze mocniejsi. Nie tylko dzięki transferom, ale także dlatego, iż mam wrażenie, że: Emil Sajfutdinow, Robert Lambert czy Patryk Dudek, z roku na rok są lepsi, coraz bardziej zżyci z Toruniem, klubem, kibicami. To wszystko działa na korzyść torunian. W takim zestawieniu trudno nie liczyć na sukcesy. Są trochę na nie skazani, ale juniorzy z Torunia będą musieli się dostosować do tego bardzo wysokiego poziomu. Jeśli oni dołożą dużo, to Apator stać na tytuł. Ich rola będzie bardzo ważna, bo historia ostatni lat pokazuje, że bez juniorów trudno jest zdobyć złoto. Każdy kolejny rok powinien jednak powodować to, że będą lepsi. Lewandowski jest już bardzo doświadczony, Kawczyński ma bardzo duże możliwości. Myślę, że to może nie być aż tak słaby element tego zespołu, jak w tym roku. Bez wątpienia dużym atutem będzie też kolejny rok Piotrka Barona w roli menedżera drużyny. W nowy sezon wejdzie z zupełnie innymi doświadczeniami, które nabył w tym pierwszym roku pracy. Wielu sytuacji uniknie, również tych związanych z przygotowaniem toru. Pod jego wodzą to absolutnie będzie piekielnie mocny zespół

PRZYGOTOWANIA DO SEZONUgóra strony


W Toruniu przygotowania do sezonu ruszyły wraz z rozdaniem medali w roku 2024. A w styczniu poinformowano o najważniejszych zmianach i kierunkach w roku 2025. Do najważniejszych należały:
    organizacja Speedway of Nations w sezonie 2025, w sumie cztery turnieje na Motoarenie w terminie 30.09 - 04.10
     finałowa runda Speedway Grand Prix przez cztery lata, od roku 2026 do 2029
     ponad milionowa inwestycja miejska na stadionie, związana z rozbudową i poprawą bezpieczeństwą
     siedziba klubu formalnie i oficjalnie wraca na Motoarenę, z adresem ul. Pera Jonssona 7

O inwestycjach z miejski obiekt mówił prezydent miasta Paweł Gulewski: W kontekście nakładów na czarny sport powiem, że miasto Toruń zdaje sobie sprawę z tego, że obiekt na którym rozgrywane są mecze i jest to stadion Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji wymaga ciągłych nakładów finansowych. W ubiegłym roku była to kwota 380 tysięcy złotych na bieżące i potrzebne naprawy, jak chociażby różne przecieki czy modernizacja bandy. Na rok 2025 miasto zarezerwowało kwotę, która do tej pory też nie miała miejsca biorąc pod uwagę nakłady na utrzymanie tego obiektu - 1 milion 50 tysięcy złotych.

Właściciel klubu Przemysław Termiński doprecyzował jednak tę informację: inwestycja o której mówimy, to modernizacja związana z wymogami PGE Ekstraligi. Droga dla sędziów i policji nie krzyżowała się z drogami dla kibiców i wieżyczka sędziowska musi zostać zmodernizowana. Przy okazji będą mogły powstać loże, których brakuje. Od 2024 roku klub przejął na siebie organizację imprez o charakterze międzynarodowym. W kolejnych latach formuła będzie nieco inna. W 2025 roku zorganizujemy Speedway of Nations, co jest rodzajem Drużynowych Mistrzostw Świata. Później - zgodnie z nową umową z Discovery Sport Events, czyli w latach 2026-2029 odbędą się u nas cztery finałowe rundy Grand Prix. One będą w terminie wrześniowo-październikowym i będzie to ostatnia runda europejska. Jeśli Discovery Sport Events zdecyduje się wyjść poza Europę, to może to zrobić 

Kolejnym aspektem który interesował kibiców była cena karnetów i biletów na spotkania toruńskiej drużyny na MotoArenie. Dział marketingu tradycyjnie podał ceny wejściówek przed Bożymnarodzeniem, aby każdy kibic mógł sobie sprawić świąteczny prezent.

KARNETY Runda zasadnicza Runda zasadnicza
+ play-off
 
  Strefa Niebieska
Karnet Normalny 460 685
Karnet Ulgowy
dla młodzieży urodzonej w 2007 roku i później
oraz dla studentów urodzonych w 1999 roku i później
320 470
Karnet Normalny Lojalnościowy
dla posiadaczy karnetów normalnych w sezonie 2023
387 557
Karnet Ulgowy Lojalnościowy
dla posiadaczy karnetów ulgowych w sezonie 2023
269 398
  Strefa Czerwona
Karnet Normalny 1000 1500
Karnet Normalny Lojalnościowy 900 1300
Karta Parkingowa 150 -
  BILETY Runda zasadnicza Runda
play-off
  Strefa Niebieska
Karnet Normalny 69 89
Karnet Ulgowy
dla młodzieży urodzonej w 2007 roku i później
oraz dla studentów urodzonych w 1999 roku i później
48 62
  Strefa Zielona
Karnet Normalny 62 80
Karnet Ulgowy
dla młodzieży urodzonej w 2007 roku i później
oraz dla studentów urodzonych w 1999 roku i później
32 55
  Strefa Czerwona
Karnet Normalny 160 200
Karnet Ulgowy
dla młodzieży urodzonej w 2007 roku i później
oraz dla studentów urodzonych w 1999 roku i później
80 100

Sprawy organizacyjne były jednak tłem dla poczynań zawodników, a ci po trudach sezonu postanowili odpocząć i liderzy wybrali się na wspólny urlop w tym samym kierunku o czym poinformowali swoich fanów chwaląc się wspólnym zdjęciem z pola golfowego w Dubaju. Wybrali się również na kolację do popularnej wśród celebrytów restauracji Nusr - Et Dubai, z charyzmatycznym szefem kuchni. Duzers, Lambo i Emil w największym mieście Zjednoczonych Emiratów Arabskich spotkali też zawodnika Sparty Wrocław Macieja Janowskiego. Urlop zawodników nie trwał jednak długo, bo szybko wrócili do kraju, gdzie pod okiem Radosława Smyka mieli do przepracowania w siłowni jasno nakreślony plan treningowy. Seniorzy ów plan zrealizowali tradycyjnie we własnym zakresie, co tydzień zdając relacje ze swoich postępów. Z kolei juniorzy pracowali wspólnie z trenerem przygotowania ogólnorozwojowego.

Punktem kulminacyjnym przygotowań był wspólny obóz całej drużyny w Hiszpanii , na który wyjechało dziewięciu zawodników w trakcie którego mieli czas pojeździć na motocrossie oraz na rowerach. Piotr Baron miał zatem do swojej dyspozycji cały podstawowy skład, bo oprócz nowych twarzy w osobach Mikkela Michelsena i Jana Kvecha - na obóz pojechał także debiutant z formacji młodzieżowej - Mikołaj Duchiński. Toruński trener w medialnej "rolce" tak komentował cel zgrupowania: "Prawda jest taka, że możemy tutaj popracować, a przygotowania, które tutaj czynimy, to już bardziej są takie, żeby się zintegrować, a także by chłopaki lepiej poczuli się z motocyklem". W trakcie obozu wybrano również nowego kapitana, ponieważ Paweł Przedpełski, który wcześniej pełnił tę funkcję zmienił barwy klubowe. Zawodnicy jednogłośnie wybrali najbardziej doświadczonego i najdłużej startującego z Aniołem na piersi - Roberta Lamberta, który obwieścił ów fakt w mediach społecznościowych: "Jestem kapitanem w sezonie 2025. Jako zespół zdecydowaliśmy, że będzie najlepiej, jak to ja wkroczę w nową rolę po wielu latach w Toruniu. Nie mogę doczekać się na spotkania na stadionie".

A do spotkania doszło dość szybko, boi pogoda sprzyjała zawodnikom, a trener Piotr Baron zaplanował sześć spotkań sparingowych, z których odbyło się pięć i Anioły rozstrzygnęły je na swoją korzyść w stosunku 3:2. Kontrolne ściganie poprzedziły treningi na MotoArenie (pierwszy trening odłyb się 7 marca 2025), w których więzili udział wszyscy zawodnicy, włącznie z powracającym po kontuzji Mikkelem Michelsenem, który swoje pierwsze starty zaliczył w chorwackim Gorican.




Hunters PSŻ Poznań

KS Apator Toruń

2025-03-22

wyniki turnieju



KS Toruń

NovyHotel Falubaz Zielona Góra

2025-03-23

wyniki turnieju



KS Toruń

Hunters PSŻ Poznań

2025-03-25

wyniki turnieju



KS Toruń

Bayrsystm GKM Grudziądz

2025-03-28

wyniki turnieju



Bayersystem GKM Grudziądz

KS Toruń

2025-03-29

wyniki turnieju


Po sparingach klub wydał komunikat z którego wynikało, że historyczna nazwa Apator znika z nazwy drużyny i rozgrywek przystąpi pod nazwą KS Toruń. Było to efektem tego, że włodarze toruńskiego klubu stracili cierpliwość do  firmy Apator, która mając świadomość, że nazwa zakładu zakorzeniła się sporcie żużlowym nie zamierzali partycypować w marketingowej wartości tego połączenia. Czterokrotny mistrz Polski nie otrzymywał z tego tytułu żadnych gratyfikacji, podczas gdy inne kluby mogły liczyć nawet na okrągły milion złotych za sponsoring tytularny. W ostatnich latach klub doszedł jednak do pewnego konsensusu z firmą Apator i łączyła ich umowa barterowa, w której w praktyce oznaczało to ni mniej ni więcej, że to klub płacił za korzystanie z nazwy Apator (klub przekazywał nieodpłatnie bilety do firmy Apator). Teoretycznie umowa ta mogłaby obowiązywać, ale nie została sfinalizowana i drużyna została zgłoszona do rozgrywek jako KS Toruń. Tradycyjne elementy wizualizacyjne wciąż jednak miały być widoczne na kevlarze oraz w herbie klubu, bowiem klub miał zawartą umowę dotyczącą wykorzystywania herbu i dzięki stowarzyszeniu "Krzyżacy" mógł bez żadnych problemów wykorzystywać historyczny element wizerunkowy. Co więcej klub z premedytacją nawiązywał do historycznej nazwy, by pokazać, że nie odcina się od dalszej współpracy, dlatego kevlary zawodników przeszły niewielki retusz, bowiem przed rokiem torunianie zdecydowali się na ogromną rewolucję w tym zakresie i zaproponowany projekt bardzo przypadł do gustu kibicom. Wówczas kombinezon zawodnika w całości pokryty był kolorem niebieskim, a nazwy sponsorów, z wyjątkiem barków, były monochromatyczne. Zastosowano jednak świetny motyw z panoramą miasta na żółtym tle, który znalazł się w centralnej części klatki piersiowej, tuż nad nazwą klubu. Dość nietypowe rozwiązanie zobaczyliśmy także na krokach zawodnika, gdzie pojawił się motyw imitujący kosmos. W roku 2025 dział marketingu postawił na ewolucję poprzedniego projektu i przeważającym kolorem nadal pozostawał niebieski i jego różne odcienie, jednak już na pierwszy rzut oka było widać zupełnie odświeżone rękawy, które tym wykonano w kolorze żółtym i białym nawiązując do barw klubowych. Żółte tło zniknęło z centralnej części kevlaru, pozostając jedynie w formie konturu miasta w tym kolorze z historyczną nazwą klubu Tak więc nazwa Apator pozostała w przestrzeni wizualnej, ale czy ponownie znajdzie się w sferze marketingowej klubu zależało tylko i wyłącznie od postawy Apator S.A., bo profesjonalny sport, musiał na siebie zarabiać i jako produkt marketingowy miał swoją wartość, za którą inne marki musiały płacić, by sportowy wizerunek był na jak najwyższym poziomie.
Prezes klubu Ilona Termińska, tak komentowała tę sytuację: "Apator to firma o ugruntowanej pozycji na rynku, która od lat dynamicznie się rozwija. Jej historyczne związki z toruńskim klubem żużlowym są niepodważalne. Tymczasem dla klubu możliwość sprzedaży praw do nazwy drużyny stanowi istotną szansę na pozyskanie stabilnego wsparcia finansowego, które mogłoby przyczynić się do dalszego rozwoju i wzmocnienia jego pozycji w rozgrywkach. Dzięki naszym kibicom mamy możliwość umieszczenia części herbu na kevlarach, za co jestem ogromnie wdzięczna. Nie zmienia to jednak faktu, jak kosztownym sportem jest obecnie żużel. W realiach, w jakich funkcjonujemy, przy składzie, jaki udało nam się zbudować, tworzenie budżetu jest kluczowe. Wciąż szukamy sponsora tytularnego, który mógłby zająć jedno z miejsc w nazwie drużyny. Historyczny KS Apator Toruń to dobro całego lokalnego środowiska żużlowego i jestem przekonana, że niezależnie od oficjalnej nazwy kibice będą skandować właśnie to hasło. Musimy jednak myśleć o przyszłości klubu i jego rozwoju, dlatego w tym roku mamy drobną zmianę, którą - mam nadzieję - kibice zrozumieją. Od spadku zespołu w 2019 roku konsekwentnie, krok po kroku, pniemy się w górę i wierzę, że przy wsparciu fanów oraz sponsorów nadal będziemy to robić".

 

Gdy wydawało się, że sprawa nazwy klubu jest zamknięta, po kliku temat wrócił i nazwa drużyny startującej w rozgrywkach ligowych uległa zmianie, bo pojawił się sponsor tytularny. Tak więc na żużlowych torach swój ligowy byt zainaugurowała drużyna Pres Grupa Deweloperska Toruń (Pres Toruń). Marka Pres była dobrze znana w świecie żużla, bo od siedmiu wspierała Polonię Bydgoszcz, a jej logo widniało również przy nazwisku Wadima Tarasienki czy Aleksandra Łoktajewa. W ramach projektu PRES Team Sport sponsorowani byli również: trener przygotowania fizycznego torunian - Radosław Smyk, pięściarka Aneta Rygielska oraz kickbokser Oskar Sobański. Toruńska Grupa Deweloperska była zatem dynamicznie rozwijająca się firmą w branży nieruchomości i specjalizowała się w realizacji nowoczesnych inwestycji mieszkaniowych i komercyjnych, łącząc estetykę z funkcjonalnością i wysoką jakością wykonania. O pozyskaniu sponsora tytularnego klub poinformował w stosownym komunikacie: "Klub Sportowy Toruń S.A. z dumą ogłasza rozpoczęcie współpracy z PRES Grupą Deweloperską jako sponsorem tytularnym toruńskiej drużyny żużlowej. Na sezon 2025 toruńska drużyna żużlowa będzie startować pod nazwą PRES GRUPA DEWELOPERSKA Toruń. Ta zmiana to wyraz naszej silnej więzi z miastem i jego społecznością, a także krok w stronę jeszcze większych sukcesów.To dla nas ważny moment, który otwiera nowy rozdział w historii klubu, łącząc pasję sportową z lokalnym zaangażowaniem. Współpraca z Pres Grupą Deweloperską to doskonała okazja do dalszego rozwoju drużyny. Z radością rozpoczynamy nowy sezon pod nazwą PRES GRUPA DEWELOPERSKA Toruń i wierzymy, że ta zmiana to krok w stronę jeszcze większych osiągnięć.
Z kolei przedstawiciel sponsora mówił: Press Grupa Deweloperska, to firma rodzinna, która od ponad 17 lat działa w województwie kujawsko-pomorskim, zrealizowała 25 inwestycji i przekazała mieszkańcom blisko 3000 lokali. Toruń to nasze miasto - tu żyjemy, tu inwestujemy i tu kibicujemy. Od lat wspieramy młodych sportowców w ramach PRES Team Sport, a teraz robimy kolejny krok, wchodząc na tor z całą drużyną. "To dla nas coś więcej niż sponsoring - to wyraz silnej więzi z miastem, w którym budujemy od lat nie tylko osiedla, ale trwałe relacje z lokalną społecznością. KS Toruń to nie tylko żużel - to pasja, tradycja i siła, z którą się utożsamiamy. Wierzymy, że sport - podobnie jak budownictwo - opiera się na zaangażowaniu, konsekwencji i zaufaniu. Dlatego zdecydowaliśmy się zostać sponsorem tytularnym zespołu, który od lat porusza serca mieszkańców Torunia"

Co ciekawe klub pozyskał również sponsora dla drużyny startującej w ekstralidze U24 i drużyna młodych Aniołów miała rywalizować pod nazwą AVO KS Toruń, natomiast wszystkich innych rozgrywkach żużlowcy z miasta Kopernika mieli występować pod nazwą KS Toruń

.

Obok tytularnych sponsorów pojawił się też inny darczyńca, który postanowił promować swoją markę przez żużel, a była to firma Superbet. Dla jednego z największych bukmacherów w Polsce  współpraca z toruńskim klubem, była rozszerzeniem działań związanych z żużlem. Od trzech lat Superbet był też partnerem Grand Prix Polski odbywającego się na Stadionie Narodowym. Oto co powiedzieli przedstawiciele sponsora i prezes toruńskiego klubu, po podpisaniu umowy:
Łukasz Seweryniak - general manager Superbet Polska mówił: Speedway jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych w Polsce, a my chcemy być tam, gdzie są emocje i gdzie wspólnie z kibicami możemy współtworzyć i przeżywać show na najwyższym poziomie. Toruń jest jednym z takich miejsc. Jesteśmy dumni, że od startującego sezonu będziemy tak mocno obecni w polskiej Ekstralidze. Do zaoferowania naszym klientom mamy nowy produkt pod nazwą Superprzewaga, która uratowała już naszym graczom wiele kuponów i jesteśmy przekonani, że i fanom speedwaya ta opcja się spodoba. Tak, jak wspomniałem, razem z nimi chcemy przeżywać sportowe emocje i bawić się jak najlepiej. Dzięki Superprzewadze będą wygrywać więcej i częściej.

Bartosz Malaka - Head of Marketing & Sponsoring Superbet Polska: Zapach spalanego wiarozolu spodobał nam się tak bardzo, że chcieliśmy te żużlowe emocje przeżywać jeszcze częściej. Umowa z Pres Grupa Deweloperska Toruń daje nam możliwość wspierania jednej z najlepszej drużyn w Ekstraklidze. Do tego dochodzi niesamowita ilość wiernych kibiców, bogata historia i supernowoczesny obiekt. Przepis na sukces wydaje się być gotowy.

Ilona Termińska - prezes toruńskiego klubu: Bardzo się cieszymy, że marka Superbet będzie obecna w naszym żużlowym życiu w sezonie 2025. Jestem przekonana, że nasza współpraca będzie bardzo owocna i mam nadzieję, że o wiele dłuższa niż żużlowy sezon. Wierzę, że wspólnie możemy osiągać pierwsze miejsca.

Gdy wszystkie przygotowania zarówno sportowe jak i organizacyjne zostały dopięte na ostatni guzik, w przedsezonowych komentarzach osób związanych z toruńskim klubem można było usłyszeć

Ilona Termińska   Jan Ząbik
Patrząc na pierwsze sparingi, jestem pełna optymizmu. Wygląda to naprawdę dobrze, więc uśmiech na mojej twarzy pojawia się bardzo często. Czas, który przepracowaliśmy zimą, już przynosi pierwsze efekty. Patrzę na tę drużynę z boku i nie widać, że mamy w składzie nowych zawodników. Obóz w Hiszpanii dał wszystkim czas na lepsze poznanie się, dzięki czemu każdy jest już właściwym trybem w tej maszynie. Po Mikkelu nie widać, że wraca po poważnej kontuzji, co cieszy podwójnie, bo wielu zarzucało nam, że bierzemy “niesprawnego gościa". Tymczasem on pokazuje, że może być jednym z liderów zespołu. Janek to z kolei świetny chłopak, który wnosi do drużyny dużo pozytywnej energii. Myślę, że będzie jednym z liderów w kategorii U24. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Widzę, jak ten zespół się rozwija, i całym sercem w niego wierzę! Tak samo jest z juniorami. Sparingi dały naszym najmłodszym więcej okazji do startów, niż wynikałoby to z tabeli biegowej, i widać, że dobrze je wykorzystali. Zarówno Krzysztof Lewandowski, jak i Antoni Kawczyński prezentują się o wiele lepiej. Powody do uśmiechu dały nam także występy najmłodszego w drużynie

 

  Sezon 2025 musi być lepszy od poprzednich. Mamy za sobą dwa brązowe medale i czas osiągnąć coś więcej. A nie ma w lidze drużyn nie do pokonania. Nawet Motor nie jest takim zespołem. Pokazaliśmy to przecież rok temu wygrywając z nimi dwukrotnie u nas. W play-off mieliśmy nawet 12 punktów zaliczki. Na własne życzenie nie potrafiliśmy jednak tego utrzymać w Lublinie. Na pewno czegoś takiego już nie powtórzymy. Szczególnie dużo dobrego możemy mieć z transferu Jana Kvecha. Warto stawiać na młodość. To może być strzał w dziesiątkę.
Emil Sajfutdinow   Mikkel Michelsen
Czuję się dobrze. Fajnie jest znowu wyjechać, pokręcić kółka, poczuć ten ruch na motocyklu. To jest najważniejsze i będę chcę się cieszyć sezonem. Tor jest bardzo dobrze przygotowany, fajnie się czuję, jest super. Można już wyjechać i się pościgać Na pewno będę dużo trenować, mam jeszcze wyjazdy do Anglii, zdjęcia, prezentacje, sporo się będzie dziać w marci i jak sezon się zacznie, ale jesteśmy przygotowani i myślimy pozytywnie.   To była długa zima przez kontuzję, w poprzednim tygodniu byłem w Gorican z Teamem Boll i nie mogłem uczestniczyć w pierwszych zajęciach na Motoarenie. Dobrze jest tu być, pogoda jest świetna i cieszę się, że w końcu pojeździć na swoim domowym torze.Jeśli chodzi o jazdę, to czuje się dobrze, a to jest najważniejsze. Po prostu nie będę mógł grać w tenisa, czy siatkówkę w najbliższym czasie z tego powodu, ale czuje się dobrze na motocyklu. To była długa zima i miałem jedynie dwa miesiące, żeby się przygotować do powrotu na motocykl ze względu na to, jak poważny był to uraz. Za mną długa, męcząca i trudna zima, ale dzięki temu powrót na motocykl lepiej smakuje.
Chcę wrócić do starego siebie, cieszyć się jazdą i zdobyć jak najwięcej punktów dla zespołu i fanów. Jesteśmy tu po to, żeby zdobyć medal, mamy świetny zespół i bardzo dobrą atmosferę, póki co czuje się tu jak w domu, każdy przywitał mnie z otwartymi ramionami. To ogromna zasługa klubu i trenera, który jest bardzo zorganizowany i podoba mi się jego styl pracy, więc myślę, że to będzie świetny sezon.

ROZGRYWKI LIGOWE SENIORÓWgóra strony


     MotoArena w ogniu emocji
Apator pokonuje Spartę w inauguracyjnym meczu sezonu i potwierdza swoje ambicje

MotoArena w Toruniu znów była areną żużlowych uniesień najwyższej próby! W inauguracyjnym meczu sezonu 2025 PGE Ekstraligi, ekipa Pres Grupa Deweloperska Toruń udowodniła, że nie tylko chce, ale i może sięgnąć po mistrzostwo Polski. Nowa energia, rekordowy budżet, transferowe hity i… pełne trybuny. Kibice wrócili tłumnie, jak za najlepszych lat, a atmosfera na stadionie przypominała finałowe starcia z czasów świetności klubu.
Spotkanie przeciwko wicemistrzowi z sezonu 2024 - Sparcie Wrocław - od pierwszego biegu przyniosło emocje godne wielkiego spektaklu. Już na starcie Artiom Łaguta pokazał pazur, wygrywając otwierający wyścig, a Jan Kvech skutecznie bronił pozycji, dając gospodarzom remis. Juniorzy Apatora także pokazali się z dobrej strony - walka na torze była zacięta, a publiczność dosłownie kipiała z emocji. W trzeciej gonitwie parę gości rozdzielili Michelsen i Sajfutdinow, co zwiastowało, że seniorzy Apatora są w formie. Gdy w czwartym biegu doszło do kontrowersyjnej decyzji sędziego o przywróceniu Roberta Lamberta po dotknięciu taśmy, trybuny zatrzęsły się od gwizdów. Brytyjczyk wykorzystał jednak szansę i wspólnie z Kawczyńskim zapewnił gospodarzom pierwsze biegowe zwycięstwo. Druga seria to prawdziwy koncert jazdy Apatora - Dudek, Michelsen, Kvech i Sajfutdinow jeździli z precyzją chirurgów, powiększając przewagę. Sparta próbowała ratować się rezerwami taktycznymi - Janowski zastępował Bewleya, ale i on nie był w stanie przełamać rozpędzonej toruńskiej lokomotywy. Po dwóch seriach tablica wyników pokazywała 23:19 dla gospodarzy. W trzeciej części zawodów widowisko nabrało rumieńców. Sajfutdinow kapitalnie wyprzedził Kowalskiego, a Łaguta z niesamowitą determinacją rzucił się w pogoń za Lambertem, mijając go tuż przed linią mety. Sparta nie odpuszczała, ale przewaga Apatora rosła - po jedenastej gonitwie wynosiła już 10 punktów!
Ostatnie biegi to jazda na najwyższym światowym poziomie. Michelsen z Sajfutdinowem bezbłędnie pokonali rywali, a Dudek w finałowej odsłonie starł się z Łagutą, który pokazał klasę mistrza, wychodząc na prowadzenie na trzecim okrążeniu. Janowski zdołał jeszcze minąć Lamberta, ale ostatecznie to gospodarze wygrali 49:41.

Apator nie tylko zdobył cenne punkty, ale również zarobił rekordowe 700 tys. złotych, a kibice zapewnili, że MotoArena będzie w tym sezonie prawdziwą twierdzą. Klub z Torunia pokazał, że ma zespół gotowy na złoto, a przedłużenie umowy z Piotrem Baronem do 2027 roku tylko potwierdza, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Kvech bohaterem, Sajfutdinow rozczarowuje
Anioły dzielą się punktami ze Stalą

W drugiej kolejce ligowej Apator Toruń udał się do Gorzowa na starcie ze Stalą, z którą w sezonie 2024 mierzył się aż sześć razy. Bilans tamtych potyczek okazał się niekorzystny dla ekipy z Kujaw: cztery porażki, dwa zwycięstwa - ale to właśnie te dwie wygrane zapewniły torunianom brązowy medal. Nic dziwnego, że "Anioły" pałały chęcią podtrzymania dobrej passy. Wielkanocne starcie nie zapowiadało się jednak na spacerek. Choć Stal przeszła przez poważne zawirowania finansowe i kadrowe, to na Stadionie im. Edwarda Jancarza gospodarze postawili gościom twarde warunki. Od pierwszego biegu na torze dominowały kontaktowa jazda, mijanki i walka na dystansie. Mecz do samego końca pozostawał sprawą otwartą - o wszystkim przesądziły biegi nominowane, które zakończyły się remisem 6:6. Całe spotkanie również zakończyło się podziałem punktów: remis 45:45.
Największym bohaterem KS Toruń okazał się Jan Kvech - zawodnik, który miał być tylko uzupełnieniem składu. Czech pokazał klasę i, obok Michelsena oraz Dudka, był filarem drużyny. Szczególnie błyszczał Mikkel Michelsen - zawodnik, na którego transfer Apator postawił mimo niepewności po kontuzjach z końca poprzedniego sezonu. Duńczyk zainkasował 800 tys. za podpis i 8 tys. za punkt, a na torze zaprezentował się jak lider z milionowym kontraktem. Jego forma z Kryterium Asów i sparingów nie okazała się przypadkiem - Michelsen jechał z polotem i pewnością siebie, o jakiej Toruń mógł tylko marzyć. Transferowa perełka w pełni wypaliła.
Na drugim biegunie znalazł się Emil Sajfutdinow, który w czterech startach zdobył tylko 4 punkty. Rosjanin z polskim paszportem był cieniem zawodnika, który rok wcześniej należał do najskuteczniejszych w lidze. Co więcej, przegrał inauguracyjny bieg z Oskarem Fajferem - najsłabszym seniorem gospodarzy - co tylko zwiastowało dramat. W sumie KS Toruń przegrał wszystkie biegi z udziałem Sajfutdinowa, stosunkiem 6:18, a Emil dwukrotnie kończył jako "ogon" w przegranych 1:5 z duetami Thomsen-Vaculik oraz Lebiediew-Paluch. To był wyraźny sygnał ostrzegawczy dla Piotra Barona, który musiał zareagować, bo występ Sajfutdinowa nie tylko rozczarował, ale rodził pytania o jego formę w dalszej części sezonu.

Mecz, choć zakończył się remisem, dostarczył emocji, walki i zwrotów akcji. Anioły mogły czuć niedosyt,
ale punkt wywieziony z trudnego terenu - głównie dzięki Kvechowi i Michelsenowi - mógł okazać się kluczowy w końcowej tabeli przed rundą paly-off. Jedno było pewne: toruński zespół miał jeszcze coś do powiedzenia, ale musiał ustabilizować formę swoich liderów.

600 punktów Dudka, 1000 Lamberta, rekordzistą toru Michelsen
ROW Rybnik rozbity

Przed trzecią kolejką spotkań, na trybunach w Rybniku nie brakowało wspomnień sprzed lat - ostatnie starcie ROW-u z Apatorem miało miejsce osiem lat temu, gdy drużyny toczyły ze sobą batalię o utrzymanie w Ekstralidze. Ostatecznie pojedynek ten wygrali torunianie, ale nietypowo, bo dopingowy wybryk Grigorija Łaguty, doprowadził do odebrania punktów Rosjaninowi z dwóch meczów, co w jednym przypadku oznaczało utratę przez ROW dwóch meczowych punktów w tabeli i na finiszu rozgrywek śląski zespół zajął ostatnie miejsce opuszczając ekstraligowe salony, a toruński musiał walczyć w barażu. W roku 2025 drużyny miały zgoła odmienne cele, ale początek spotkania zwiastował wyrównane widowisko. Torunianie otworzyli wynik dzięki świetnemu startowi Patryka Dudka. Chwilę później para ROW-u odpowiedziała podwójnym zwycięstwem. Trzeci bieg to chaos na łuku - ostre ataki Pedersena i Holdra, a potem skuteczny manewr Lamberta. Po czwartym biegu był remis 12:12, ale to goście wyglądali pewniej. Druga seria to pokaz mocy torunian. Lambert i Sajfutdinow bili rekordy toru. Michelsen bezbłędnie rozprowadził piąty bieg, a w kolejnym doszło do upadku Dudka. W powtórce goście zwyciężyli podwójnie, a Sajfutdinow w siódmym biegu nie miał sobie równych. Po kolejnym równaniu toru Apator dalej dominował. Michelsen i Dudek zdobywali kolejne punkty, a Lambert wyprzedził Czugunowa po długiej walce. Po dziesięciu biegach było już 38:22, co odzwierciedlało dominację torunian. Po przerwie znów punktowali Dudek i Michelsen. ROW próbował ratować się rezerwą taktyczną, ale dopiero dwunasty bieg zakończył się remisem. W trzynastym wykluczony został Czugunow, a choć Pedersen wygrał powtórkę, Apator i tak zdobył więcej punktów. Przed biegami nominowanymi prowadzenie gości wynosiło aż 20 punktów. Ostatnie dwa wyścigi to dobitne potwierdzenie przewagi Apatora - 5:1 i 4:2. Michelsen pobił rekord toru i został najszybszym zawodnikiem dnia. Torunianie dominowali pod każdym względem. Dudek zdobył swoje 600. punktów w barwach Apatora, Sajfutdinow i Lambert odżyli, a Kvech mimo braku zwycięstwa zdobył sześć punktów z bonusem, pokazując wartość jako zawodnik U24.
W szeregach ROW-u tylko Rohan Tungate próbował podjąć walkę.
Pedersen i Holder zawiedli, a Czugunow, choć zaczął od zwycięstwa i był jedynym, który pokonał Michelsena, później zanotował słaby finisz.
Dla Dudka i Lamberta mecz w Rybniku był wyjątkowy, bowiem pierwszy z Aniołów zdobył sześćsetny punkt dla Apatora, z kolei drugi z jeźdźców złamał barierę 1000 punktów biegowych w ekstralidze. Z kolei Kvech potwierdził, że może być najlepszym młodym seniorem ligi. Startując u boku lidera - Michelsena - radził sobie znakomicie. Apator odniósł pewne wyjazdowe zwycięstwo, pokazując pełną dominację i głębię składu.

Torunianie wymęczyli zwycięstwo 47:43
Włókniarz blisko niespodzianki

Drużyna z Torunia nie notowała tak udanego początku sezonu Ekstraligi od dwunastu lat. W 2025 roku Anioły po trzech meczach były niepokonane, a ostatni raz taki bilans miały w 2013 roku. Po remisie w Gorzowie i wysokim zwycięstwie w Rybniku, zespół miał na koncie pięć spotkań bez porażki, licząc także końcówkę ubiegłych rozgrywek. W czwartej kolejce torunianie podejmowali na MotoArenie Włókniarza Częstochowa i chcieli przedłużyć tę serię, bowiem goście nie należeli do faworytów ligi, choć byli na fali wznoszącej. Obie drużyny przystąpiły do meczu bez zmian w ustawieniu par. Atutem gości miał być Jason Doyle oraz mocniejsza formacja juniorska - Karczewski i Ludwiczak - na tle której toruńska młodzież ostatnio wypadała przeciętnie. W barwach gospodarzy wyróżniali się zawodnicy seniorskiej formacji, z Michelsenem i Dudkiem na czele.
Tuż przed rozpoczęciem zawodów nad MotoAreną przeszła ulewa, która pogorszyła stan toru. Mecz, który zapowiadał się na łatwe zwycięstwo Apatora, przerodził się w trudne widowisko. Początek należał jednak do gospodarzy - po czterech biegach prowadzili 16:8. Staszewski szybko zareagował: w ramach rezerwy taktycznej za Hansena wstawił Pawlickiego, który wygrał dwa kolejne biegi, w tym jeden po efektownym ataku na Sajfutdinowa. Dzięki temu goście zbliżyli się do torunian. Gospodarze odpowiedzieli zwycięstwem Lamberta i Dudka. Po równaniu toru doszło do pechowej sytuacji - Sajfutdinow dotknął taśmy i musiał zostać zastąpiony przez juniora. W powtórce Lewandowski i Kawczyński nie poradzili sobie z duetem Woryna-Hansen, a przewaga torunian zmalała do czterech punktów. Najlepsza para Apatora - Lambert i Dudek - znów dała sygnał do ataku, pokonując Pawlickiego i Lamparta 4:2. W 10. biegu błysnął jednak Jason Doyle, który wyprzedził Michelsena i Kvecha. Emocje rosły, a w czwartej serii wyraźnie przebudził się również Hansen, wspierając skutecznych Pawlickiego i Doyle’a. W 12. biegu Pawlicki po raz kolejny ograł Michelsena. Chwilę później Lewandowski wjechał w taśmę, a osamotniony Kvech wywalczył remis. MotoArena ucichła jednak po 13. gonitwie - Doyle i Hansen podwójnie pokonali Sajfutdinowa i Lamberta, doprowadzając do sensacyjnego remisu 39:39.
Biegi nominowane rozstrzygnęły losy meczu. Dudek i Sajfutdinow wygrali 5:1 z Woryną i Hansenem. W ostatnim wyścigu kibice oglądali walkę "na żyletki", ale padł remis 3:3, co oznaczało zwycięstwo Apatora 47:43.
Podsumowując: torunianie wymęczyli wygraną, ale dopisali dwa punkty i objęli pozycję wicelidera Ekstraligi. Włókniarz był blisko niespodzianki, głównie dzięki znakomitej postawie Pawlickiego i Doyle’a. Zabrakło jednak wsparcia ze strony Woryny czy Hansena.
Apator, mimo zwycięstwa, miał o czym myśleć. Powrócił problem Emila Sajfutdinowa, który rotował silnikami i nie mógł korzystać z usług czołowych tunerów, takich jak Van Essen, Kowalski czy Holloway. Po meczu zły na siebie był także Michelsen - najskuteczniejszy zawodnik ligi - który zawiódł w decydującym biegu. Poza tym zaprezentował jednak solidny poziom.

Zielona Góra przełamuje serię porażek
Emocjonujące zwycięstwo nad Toruniem

W piątej rundzie spotkań Falubaz Zielona Góra podejmował niepokonany dotąd Apator Toruń. Dla gospodarzy był to mecz o życie - po czterech porażkach z rzędu zamykali tabelę i desperacko potrzebowali punktów. Przed meczem najwięcej mówiło się o formie Leona Madsena, który wreszcie zasygnalizował powrót do skutecznej jazdy, oraz Przemysławie Pawlickim - liderze zielonogórzan, będącym w znakomitej dyspozycji.
Goście z Torunia przyjechali w roli faworyta, mimo niepewności wokół zdrowia Mikkela Michelsena, który zaliczył groźny upadek podczas Grand Prix w Landshut. Choć początkowo jego występ stał pod znakiem zapytania, Duńczyk ostatecznie pojawił się w składzie. Brak możliwości zastąpienia go przepisem o Z/Z sprawiał, że jego obecność była kluczowa. W Toruniu liczono także na przełamanie Emila Sajfutdinowa, który po dobrym początku sezonu zmagał się z problemami sprzętowymi.
Falubaz przystąpił do meczu w niemal niezmienionym składzie. W miejsce Michała Curzytka pojawił się Jonas Knudsen, a wśród młodzieżowców dokonano kosmetycznej roszady. Z kolei Apator nie zaskoczył - trener Piotr Baron wystawił sprawdzone zestawienie seniorów, jedynie rotując numerami startowymi juniorów. Spotkanie rozpoczęło się wyrównanie, a po siedmiu wyścigach na tablicy wyników widniał remis 21:21. Przewagę zyskali torunianie po dziewiątym biegu, wychodząc na sześciopunktowe prowadzenie 30:24. Gospodarze jednak odpowiedzieli serią mocnych ciosów - skuteczna jazda Pawlickiego i Ratajczaka pozwoliła Falubazowi doprowadzić do remisu 33:33, a następnie objąć prowadzenie.
Kluczowe były dwa ostatnie biegi. W czternastym wyścigu Sajfutdinow zwyciężył, doprowadzając do remisu 42:42. W decydującej gonitwie Przemysław Pawlicki pokonał Dudka, a Jarosław Hampel ograł Michelsena - gospodarze wygrali bieg 4:2 i cały mecz 46:44, odnosząc pierwsze zwycięstwo w sezonie. Bohaterami gospodarzy okazali się Przemysław Pawlicki (14 pkt) i Damian Ratajczak (8 pkt), a w ekipie toruńskiej brylował Patryk Dudek (13 pkt). Zawiódł Madsen, który nie wygrał ani jednego biegu. Słabiej spisał się również Jan Kvěch, mimo że miał wykorzystać znajomość zielonogórskiego toru.

Choć mecz zakończył się sukcesem sportowym, nie obyło się bez kłopotów organizacyjnych. Kibice Falubazu, mimo wcześniejszych ostrzeżeń, odpalili race i przygotowali oprawę z napisem "Oddział pirotechniczny". Zielonogórska policja wszczęła postępowanie. Według Małgorzaty Stanisławskiej możliwe były nie tylko kary dla uczestników, ale także zamknięcie stadionu. Falubaz, choć sportowo się podniósł, ponownie musiał zmierzyć się z problemami poza torem.

Debiut Duchińskiego, pokaz siły Dudka.
GKM bez wsparcia i bez szans na MotoArenie

Derby Pomorza i Kujaw odbyły się bez kibiców GKM-u, którzy odbywali karę za odpalenie rac podczas meczu w Zielonej Górze. Brak zorganizowanego dopingu osłabił atmosferę, ale torunianie mieli coś do udowodnienia - po niespodziewanej porażce z Falubazem chcieli się zrehabilitować przed własną publicznością.
Pres Toruń, który zajmował drugie miejsce w tabeli, nie mógł pozwolić sobie na kolejną wpadkę, szczególnie że czołowi rywale wciąż punktowali i mogli zepchnąć Aniły nawet na 5 miejsce w tabeli. Nic więc dziwnego, że wszystkie ręce były na toruńskim pokładzie, a trener Piotr Baron zdecydował się na odważną roszadę - w miejsce słabo spisującego się Krzysztofa Lewandowskiego (zaledwie 3 pkt w pięciu meczach na MotoArenie) postawił na debiutanta Mikołaja Duchińskiego. Zmiana ta okazała się trafna. Duchiński zdobył dwa punkty i pokazał się z dobrej strony, walcząc w kontakcie z bardziej doświadczonymi rywalami. Mecz rozpoczął się jednak od remisu, ale już w pierwszej serii Pres Toruń wypracował cztery punkty przewagi. Emil Sajfutdinow i Patryk Dudek napędzili gospodarzy, a duet Lambert-Dudek dołożył cenne podwójne zwycięstwo w dziewiątym biegu. Mikkel Michelsen, mimo niedawnych kontuzji, był szybki i skuteczny - toruński tor wyraźnie mu sprzyjał, bo do dorobku drużyny dorzucił 13 punktów, udowadniając, że wrócił do wysokiej formy. Przed nominowanymi biegami gospodarze prowadzili 43:33 i praktycznie zapewnili sobie zwycięstwo w meczu. W pierwszym z biegów nominowanych torunianie uratowali remis, a w ostatnim wyścigu para Sajfutdinow-Dudek po raz kolejny popisała się podwójnym zwycięstwem. Spotkanie zakończyło się wynikiem 52:38. Był to pewny triumf Pres Toruń i solidna zaliczka przed rewanżem w Grudziądzu.
W drużynie GKM-u zawiedli niemal wszyscy.
Jaimon Lidsey miał przebłyski, Małkiewicz jechał ambitnie, a Jepsen Jensen był nierówny. Zespół Roberta Kościechy nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z rozpędzonymi gospodarzami.
Liderem "Aniołów" był bezdyskusyjnie Patryk Dudek
- cztery występy, cztery wygrane i cztery razy wynik 5:1 dla Torunia. Emil Sajfutdinow również zaprezentował wysoką formę, punktując pewnie i skutecznie. Michelsen, choć jak wyznał w pomeczowym wywiadzie odczuwał skutki upadków, zanotował bardzo dobre zawody. Martwić mogła jedynie postawa Jana Kvecha, który po obiecującym początku sezonu stracił regularność i w dwóch ostatnich meczach zawiódł. Optymizmem z kolei napawała postawa Mikołaja Duchińskiego. Skutecznie zastąpił Lewandowskiego i choć debiut nie był perfekcyjny, to pokazał wolę walki i potencjał, którego nie mógł uwolnić z siebie przez pięć sezonów Krzysztof Lewandowski.

Zimny prysznic dla Pres Toruń
Motor dominował od początku do końca

Siódmą rundę Ekstraligi zamknął hit kolejki - Motor Lublin podejmował PRES Toruń. Spotkanie lidera z wiceliderem zapowiadało się ekscytująco, ale zakończyło się jednostronnym widowiskiem, w którym obrońcy tytułu nie dali torunianom najmniejszych szans, wygrywając aż 55:35. Torunianie jechali do Lublina z nadzieją na przełamanie fatalnej passy na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich. Od powrotu Motoru do Ekstraligi w 2019 roku nie wygrali tam ani razu, a w ostatnich latach nie byli w stanie przekroczyć bariery 42 punktów. Tym razem miało być inaczej - w sezonie 2025 prezentowali się na wyjazdach lepiej, choć mierzyli się dotąd z niżej notowanymi rywalami.
Mecz od początku nie układał się po myśli gości. Choć pierwsze biegi były wyrównane, a Patryk Dudek pokazał dobrą prędkość, to już od czwartej gonitwy gospodarze przejęli pełną kontrolę. Dwa podwójne zwycięstwa Motoru sprawiły, że wynik 20:10 szybko ustawił mecz. Torunianie próbowali odpowiadać, ale ich akcje były jedynie epizodami. Para Lambert - Dudek wygrała bieg szósty 4:2 z Bartoszem Zmarzlikiem, ale chwilę później Sajfutdinow przegrał 1:5 z Kuberą i Lindgrenem. Po siedmiu biegach było już 27:15 dla Motoru. Największym problemem gości była nierówna postawa seniorów. Mikkel Michelsen po trzech startach nie miał żadnego punktu. Jan Kvech również zawodził, a choć Dudek i Lambert momentami błyszczeli, nie wystarczyło to, by utrzymać kontakt z rozpędzonymi gospodarzami, zwłaszcza, że Brytyjczyk jechał nierówno i mimo przebłysków formy, brakowało mu stabilności i skuteczności na starcie. Zaskoczeniem był brak punktów Michelsena do jedenastego biegu. Dopiero wtedy Duńczyk przełamał się i zdobył trójkę, ale było już za późno. Przed nominowanymi gospodarze prowadzili 48:30. Drużyna Piotra Barona nie miała kim rotować. Każdy z jego zawodników notował wpadki, nawet tak pewni jak Sajfutdinow czy Dudek. Juniorzy również nie pomogli - choć Antoni Kawczyński zdobył cztery punkty i walczył ambitnie, to nie wystarczyło wobec potężnej siły lublinian. Z kolei Motor Lublin znów potwierdził, że jest zespołem kompletnym. Zawodnicy Macieja Kuciapy punktowali równo, a gdy ktoś jechał słabiej, inni go natychmiast zastępowali. Trener gospodarzy miał pełen komfort taktyczny i swobodę działania. Torunianie co prawda próbowali jeszcze zniwelować straty, bo odrodzony Michelsen wygrał czternasty bieg, a Dudek pokonał Kuberę o zaledwie 0,007 sekundy - jednak przegrana 5:1 w ostatnim wyścigu pokazała kto rządził przy Alejach Zygmuntowskich.

Porażka w Lublinie sprawiła, że torunianie stanęli przed niezwykle trudnym zadaniem - odrobienia aż dwudziestu punktów w rewanżu na MotoArenie. Ich forma, zwłaszcza liderów, nie napawała optymizmem. Michelsen, choć odżył w końcówce, przez większość meczu był cieniem samego siebie. Apator nie miał w tym meczu żadnych argumentów i musiał pogodzić się z bolesną lekcją żużla w wykonaniu mistrzów Polski.

Przed rundą rewanżową doszło do niecodziennej sceny na ulicach grodu Kopernika!  Oto bowiem gwiazda PRES Toruń - Patryk Dudek - wjechał motocyklem żużlowym... do tramwaju! I to nie był żart, a fragment wyjątkowej kampanii promującej finał Indywidualnych Mistrzostw Polski, który 19 czerwca miał odbyć się na toruńskiej MotoArenie. Oznaczało to, że wielka krajowa impreza wracała do Torunia po piętnastu latach. I właśnie z tego powodu promotorzy imprezy przeszli samych siebie i w w specjalnie przygotowanym filmie promocyjnym. Patryk Dudek przemierzał toruńską  starówkę na żużlowym motocyklu, zajada pierniki i... wsiada do tramwaju razem z motocyklem! W tramwaju nie było oczywiście pasażerów, bowiem był to specjalny kurs, przygotowany na potrzeby nagrania promującego imprezę i miasto Kopernika. Gdy tramwaj pokonał trasę z centrum miasta na stadion, gdzie już wkrótce miała walczyć polska żużlowa elita o tytuł mistrza Polski, motorniczy przypomniał Duzersowi o założeniu kasku, a potem pomógł mu odpalić maszynę. Film błyskawicznie zyskał uznanie kibiców, którzy pisali: "W końcu profesjonalna reklama!", "Super reklama, tylko biedny motorniczy musiał ten motor popchnąć" - żartował jeden z fanów.
Toruń tym samym pokazał, że w żużlu potrafi zaskakiwać i wie jak zachęcić do oglądania żużlowych zawodów.

 

Dudek nie do zatrzymania, Michelsen z nowym kontraktem
Apator zatrzymuje Motor

W pierwszym meczu rundy rewanżowej Motor Lublin zamierzał przełamać klątwę MotoAreny. W poprzednim sezonie lublinianie przegrali w lidze tylko trzy razy, z czego dwukrotnie w Toruniu. Tym razem również musieli uznać wyższość gospodarzy. Press Toruń pokazał się jako groźny zespół, nawet mimo przeciętnej postawy Roberta Lamberta i wahań formy Emila Sajfutdinowa. Gospodarze jechali bez presji - byli już niemal pewni awansu do fazy play-off, a ten mecz miał dać odpowiedź, w jakiej są dyspozycji przed decydującą częścią sezonu. W centrum uwagi znalazł się Jan Kvech, który po serii nieudanych startów oddał do serwisu cały sprzęt. Kosztowało to ponad 30 tysięcy złotych. To była ostatnia szansa także dla jego tunera Finna Rune Jensena.
Spotkanie rozpoczęło się od zwycięstwa Patryka Dudka, który prowadził Anioły do triumfu niemal przez całe zawody. Kolejne emocje przyniósł bieg młodzieżowy - po wykluczeniu Bańbora, w powtórce Wiktor Przyjemski pewnie pokonał toruńskich juniorów. Jednak gospodarze nie składali broni - Sajfutdinow i Michelsen nadawali ton rywalizacji, a po sześciu wyścigach torunianie mieli na koncie pięć indywidualnych wygranych. W drugiej serii torunianie konsekwentnie budowali przewagę. Nawet jeśli Bartosz Zmarzlik wygrał bieg ósmy, to w odpowiedzi Dudek dołożył kolejną "trójkę", a Lambert starał się gonić rywali. Po dziesięciu biegach PRES prowadził 33:27. W jedenastym wyścigu gospodarze odnieśli podwójne zwycięstwo i zrobili duży krok w stronę wygranej. Dudek był wtedy niepokonany. Motor odpowiedział wygraną 5:1, ale po kontrowersyjnym upadku Zmarzlika w biegu 13., wykluczony został Sajfutdinow. W powtórce Zmarzlik pokonał Lamberta i przed nominowanymi Motor tracił tylko cztery punkty. Czternasty bieg rozstrzygnął losy meczu - duet Lambert-Michelsen wygrał 4:2 i zapewnił dwa punkty gospodarzom. W ostatnim wyścigu klasę pokazał Zmarzlik, ale to PRES Toruń cieszył się z wygranej 48:42.
Największe brawa należały się Patrykowi Dudkowi. Wychowanek Falubazu zdobył 13 punktów i był nie do zatrzymania. Jego forma na MotoArenie imponowała - po tym meczu jego średnia na własnym torze wzrosła do 2,6 pkt/bieg. Lider toruńskiego zespołu był nieuchwytny, wygrywał starty, kontrolował wyścigi, i tylko Zmarzlik zdołał go pokonać - w ostatniej gonitwie.
Po meczu kibice otrzymali jeszcze jedną dobrą wiadomość - Mikkel Michelsen ogłosił, że zostaje w Toruniu do końca sezonu 2027.
Duńczyk, który dołączył przed sezonem, okazał się pewnym punktem zespołu, zdobywając średnio ponad dwa punkty na bieg. Jego przedłużenie kontraktu było dużym wzmocnieniem dla "Aniołów", które zatrzymały wartościowego zawodnika mimo zainteresowania innych klubów.

Kvech z bólem, Dudek z formą
Press Toruń lepszy od GKM-u

Dziewiąta runda PGE Ekstraligi zakończyła się derbowym starciem pomiędzy GKM-em Grudziądz a Pres Toruń. Po wygranej na własnym torze torunianie liczyli na przełamanie złej passy w Grudziądzu, gdzie nie wygrali od dwóch sezonów. Dla gospodarzy był to mecz o utrzymanie się w walce o play-off, ale zadanie utrudniały problemy kadrowe i nierówna forma liderów.  Pres Toruń dodatkowo przyjechał do Grudziądza z jasnym celem: wygrać i zapewnić sobie miejsce w fazie play-off. Mimo zdrowotnych problemów Jana Kvecha, który po upadku w Grand Prix zmagał się z bólem barku, torunianie od początku prezentowali się solidnie. W pierwszej serii goście objęli prowadzenie 14:10 dzięki świetnej postawie Michelsena i pary Lambert-Sajfutdinow. Mimo słabszego początku Patryk Dudek z biegu na bieg się rozkręcał, a jego kolejne wygrane biegi utrzymywały torunian na prowadzeniu. GKM miał problemy z wygrywaniem biegów. Jensen i Lidsey długo nie mogli złapać właściwego rytmu, a Małkiewicz, choć heroicznie wrócił po kontuzji, najpierw upadł w biegu młodzieżowym, a później zanotował defekt. Po drugiej serii Pres prowadził już 24:18.Trzecią serię otworzył remis, który udało się dowieźć dzięki punktowi zdobytemu przez Kvecha. W kolejnych gonitwach Dudek i Sajfutdinow dowozili kolejne remisy, trzymając gospodarzy na dystans. Po dziesięciu biegach było 33:27 dla Torunia. W jedenastym biegu Michelsen zanotował zerówkę, ale Dudek ponownie wygrał, dając kolejny remis. Po tym wyścigu doszło do przerwy spowodowanej odpaleniem pirotechniki przez kibiców. Jedna z petard hukowych raniła wirażowego, co wywołało kilkunastominutową przerwę.
Po wznowieniu meczu grudziądzanie złapali wiatr w żagle. Jepsen Jensen dzięki rezerwie taktycznej pokonał Lamberta, a Małkiewicz zdobył cenny punkt po błędzie Duchińskiego. Przed biegami nominowanymi było już tylko 40:38 dla gości. Trzynasty wyścig to prawdziwa huśtawka emocji - Tarasienko prowadził, ale osłabł w końcówce, co wykorzystał Michelsen. Torunianie dowieźli remis i prowadzili 43:41. W ostatnim biegu Dudek i Sajfutdinow pilnowali rywali. Mimo że Fricke wygrał dla GKM-u, torunianie zdołali utrzymać remis i wygrać mecz 46:44. Symbolicznym punktem okazał się ten wywalczony przez kontuzjowanego Kvecha w ósmym biegu.
Drużyna z Torunia pokazała charakter, każdy zawodnik dorzucił coś do wyniku.
Nawet Kvech, mimo urazu, walczył, jak mógł. Z kolei GKM zmarnował kolejną okazję na zwycięstwo. Choć mecz był do wygrania, indywidualne błędy, zerówki i brak stabilnej formy liderów sprawiły, że gospodarze znów musieli przełknąć gorycz porażki. Dodatkowym cieniem na widowisku były ekscesy kibiców - policja wylegitymowała 129 osób, a sprawę przekazano do dalszego postępowania.


Sullivan na trybunach, Sajfutdinow na torze.
Falubaz bez szans

W dziesiątej kolejce PGE Ekstraligi PRES Toruń podejmował na Motoarenie zespół Falubazu Zielona Góra. Po porażce 44:46 w pierwszym meczu, torunianie chcieli zrewanżować się rywalom i zdobyć punkt bonusowy. Zadanie nie było łatwe - Falubaz walczył o play-offy, ale gospodarze byli na własnym torze niepokonani, co potwierdzili choćby zwycięstwem nad Motorem Lublin.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami miejscowych kibiców - od podwójnego zwycięstwa torunian. Patryk Dudek wygrał, a Jan Kvěch ograł gości na trasie. Mimo wpadki w biegu juniorskim, Anioły szybko odzyskały inicjatywę. Trzeci wyścig padł łupem nieuchwytnego Emila Sajfutdinowa, który tego dnia był klasą sam dla siebie. Do końca meczu nie przegrał żadnego biegu, kończąc zawody z czystym kompletem 12 punktów. Rosjanin z polskim paszportem zachwycał formą i wykręcił ósmy czysty komplet punktów w toruńskim klubie zrównując się z legendami toruńskiego klubu - Ryanem Sullivanem i Janem Ząbikiem - którzy także notowali osiem kompletów w barwach Aniołów. Co ciekawe, Sullivan pojawił się tego dnia na trybunach MotoAreny i dopingował torunian, a jego obecność wywołała entuzjazm wśród kibiców. Oprócz Sajfutdinowa świetne zawody pojechali Mikkel Michelsen, Jan Kvěch oraz Robert Lambert. Choć Patryk Dudek nie był aż tak skuteczny jak zwykle, jego punkty okazały się ważne. Formacja seniorska PRES-u nie miała słabych punktów i systematycznie budowała przewagę.
Goście nie mieli odpowiedzi na zbilansowaną drużynę gospodarzy. Liderzy Falubazu - Jarosław Hampel i Przemysław Pawlicki - zawiedli. Hampel po trzech biegach został odstawiony od składu, a Pawlicki zdobył jedynie dwa punkty. Na tle seniorów dobrze prezentowali się zielonogórscy juniorzy. Damian Ratajczak i Oskar Hurysz łącznie zdobyli 18 punktów z bonusami, co było jasnym punktem Falubazu.
Motoarena żyła emocjami przez całe zawody. W jedenastym biegu doszło do kapitalnej akcji Michelsena, który na dystansie ograł Leona Madsena. W kolejnym starcie Kvěch w pięknym stylu pokonał obu rywali. Torunianie już wtedy zapewnili sobie zwycięstwo, a trzynasty bieg przypieczętował wygraną - Sajfutdinow ponownie był bezkonkurencyjny. W biegach nominowanych trener Piotr Baron dał szansę juniorom i Kvěchowi. Goście zdołali wygrać ostatni wyścig 4:2, ale ostateczny wynik 53:37 oznaczał wygraną gospodarzy oraz punkt bonusowy. PRES Toruń zachował miano niepokonanego u siebie, a fani długo oklaskiwali bohaterów meczu - zwłaszcza Sajfutdinowa i "powracającego" na MotoArenę Ryana Sullivana.

Holder wraca do Torunia,
ale show kradną gospodarze

W dwunastej kolejce Ekstraligi PRES Toruń podejmował ROW Rybnik i już przed meczem zastanawiano się nie "czy", ale "jak wysoko" gospodarze zwyciężą. MotoArena miała być miejscem jednostronnego widowiska, a największą atrakcją dla kibiców był powrót Chrisa Holdera - legendy toruńskiego klubu, który tym razem wystąpił w barwach gości.
PRES Toruń był niepokonany u siebie, a starcie z outsiderem traktował jako szlifowanie formy przed play-offami. Spotkanie miało być także przełamaniem dla Roberta Lamberta, który rozczarowywał w pierwszej części sezonu. Rybniczanie z kolei musieli sobie radzić bez Nickiego Pedersena, a trener Piotr Żyto postawił na Holdera, licząc na jego doświadczenie. Mecz rozpoczął się od trzech podwójnych zwycięstw gospodarzy. Dudek i Kvěch pokonali Holdera, juniorzy rozbili Tkocza i Trześniewskiego, a Sajfutdinow kapitalnym atakiem dołączył do prowadzącego Michelsena. Dopiero czwarty bieg przyniósł przełamanie - Maksym Drabik wyprzedził Lamberta i Duchińskiego, dzięki czemu goście zremisowali ten wyścig. Po czterech biegach było już 18:6 dla Torunia. W kolejnych gonitwach goście zaczęli lepiej dostrajać sprzęt, ale torunianie wciąż kontrolowali sytuację. Kvěch i Michelsen wygrali piąty bieg 4:2, a Dudek z Sajfutdinowem pokonali Holdera w szóstym. Siódmą odsłonę wygrał Lambert, który pokazał pierwsze oznaki odrodzenia. Po drugiej serii wynik brzmiał 29:13.Trzecia seria przyniosła remis i kolejne dwa zwycięstwa Torunia. W ósmym biegu Sajfutdinow pokonał Drabika po zaciętej walce, a Pludra ostro walczył o punkty. Dziewiąty wyścig początkowo układał się dla ROW-u, ale Lambert wyprzedził Czugunowa i Holdera. Dziesiąty bieg zakończył się pewnym triumfem Michelsena i Kvěcha - było już 41:19.
W ostatniej serii przed nominowanymi torunianie dołożyli kolejne punkty. Michelsen i Dudek ograli Drabika i Holdera, a także Kvěch po pasjonującej walce ograł Czugunowa. W trzynastej gonitwie Lambert wygrał, a Sajfutdinow po kapitalnej szarży przywiózł drugą lokatę - 5:1 w biegu i 55:23 w meczu. Czternasty bieg był jedynym przegranym przez Toruń, a podwójne zwycięstwo dla przyjezdnych wywalczyli Drabik i Pludra. Mecz zakończył Lambert, pieczętując swój najlepszy występ sezonu. PRES Toruń wygrał 59:31.

Mikkel Michelsen zdobył komplet punktów i dołączył do elitarnego grona niepokonanych "Aniołów".
Lambert dorzucił 14 oczek, potwierdzając swoją zwyżkę formy. Po meczu Chris Holder wyszedł do kibiców Torunia i zebrał gromkie brawa. Dzięki tej wygranej PRES objął prowadzenie w klasyfikacji bonusów Ekstraligi, wyprzedzając Unię Leszno. Torunianie wygrali większość dwumeczów sezonu zasadniczego, choć nadal czekali na pierwszy bonus z Motorem Lublin.

Nokaut na MotoArenie
Apator deklasuje Stal Gorzów.

Mecz Pres Toruń ze Stalą Gorzów zainaugurował trzynastą kolejkę Ekstraligi. Gospodarze, dotąd bezbłedni na MotoArenie, chcieli przedłużyć serię zwycięstw i umocnić się na drugim miejscu. Gorzowianie przyjechali pod ścianą - zmagając się z problemami sportowymi i organizacyjnymi. Niepokonani od siódmej kolejki torunianie, od początku kontrolowali przebieg wydarzeń. Pierwszy bieg zapowiadał emocje - start należał do gości, ale Emil Sajfutdinow szybko objął prowadzenie, a Jan Kvěch dowiózł punkt. W biegu młodzieżowym błysnął Mikołaj Duchiński, który odniósł swoje pierwsze ligowe zwycięstwo. Antoni Kawczyński dołożył się do triumfu, objeżdżając Palucha. Chwilowe ożywienie Stali przyszło w biegu trzecim - wygrana gości 4:2 zaskoczyła miejscowych kibiców. Lambert i Duchiński odpowiedzieli skutecznie w czwartej odsłonie, a po pierwszej serii było 14:10 dla Presu.
Druga seria to popis gospodarzy. Michelsen z Kvěchem oraz Dudek z Lambertem wygrywali podwójnie, wyraźnie powiększając przewagę. Stal punktowała głównie pojedynczo - Thomsen i Vaculík jedynie ograniczali straty. Po siedmiu biegach Pres prowadził już 27:15. Kolejne biegi tylko pogłębiały przepaść. Sajfutdinow był nie do dogonienia, a w dziewiątym biegu torunianie rozegrali taktyczną akcję - Lambert ograł Vaculíka, a Dudek dorzucił punkt na kresce. Gorzów odpowiedział wygraną w dziesiątym biegu po świetnym ataku Lebiediewa, ale nie zmieniło to ogólnego obrazu. Przewaga "Aniołów" rosła - po trzeciej serii wynosiła już czternaście punktów.Bieg jedenasty zakończył marzenia gości, bowiem kolejny dublet torunian przypieczętował wygraną meczową. W gonitwie trzynastej doszło do kontrowersji - po upadku Sajfutdinowa sędzia wykluczył Lebiediewa, który długo nie mógł pogodzić się z decyzją. Powtórkę wygrał duet gospodarzy.
W nominowanych trener Piotra Bron dał szansę młodzieży. W czternastym biegu prowadził Vaculík, ale zanotował defekt i upadł. Torunianie wygrali 5:0, bo defekt miał również Paluch. Ostatni wyścig to kolejny popis miejscowych, którzy zakończyli spotkanie mocnym 15:2. Wynik 60:29 był nokautem, a końcówka obnażyła słabości przyjezdnych - nawet sprzęt nie wytrzymywał presji.
W zespole Presu nie było słabych punktów. Kapitalnie pojechali Dudek i Lambert - obaj niepokonani. Duchiński zapisał swoje pierwsze zwycięstwo w Ekstralidze. Michelsen punktował w kratkę, ale nie zawiódł. Po stronie Stali zawiedli młodzieżowcy i liderzy. Paluch, Jabłoński i Vaculík rozczarowali, a jedynymi plusami byli momenty Thomsena i waleczność Lebiediewa. Torunianie zdominowali mecz pod każdym względem i potwierdzili, że na MotoArenie są nie do ruszenia.

Pres pokazuje moc.
Michelsen upokarza byłego pracodawcę, Włókniarz w kryzysie

Spotkanie Włókniarza Częstochowa z Pres Toruń pierwotnie miało się odbyć w ramach 11 kolejki, jednak zostało dwukrotnie przełożone z powodu niekorzystnych prognoz oraz kolizji terminów z ligą brytyjską. Ostatecznie mecz odbył się 1 sierpnia, a drużyna z Torunia rozbiła gospodarzy 55:35. Pres Toruń przystępował do spotkania jako faworyt, mimo że jeszcze kilka dni wcześniej nie było pewne, czy Jan Kvech będzie zdolny do jazdy po groźnym upadku w Anglii. Ostatecznie Czech wystąpił i zaprezentował się bardzo solidnie. W składzie Aniołów trudno było wskazać słaby punkt - świetnie dysponowani byli Mikkel Michelsen, Patryk Dudek, Robert Lambert oraz Emil Sajfutdinow. Wychowanek Unii Leszno miał dodatkową motywację, bo chciał się zrehabilitować za słabszy czas spędzony w Częstochowie.
Toruńska młodzież również nie zawiodła - Antoni Kawczyński i nieco słabiej punktujący Mikołaj Duchiński stanowili silne wsparcie dla seniorów. Goście szybko objęli prowadzenie, wygrywając biegi z dużą przewagą. Michelsen zdobywał trójkę za trójką, a Dudek, Lambert i Sajfutdinow skutecznie punktowali, nie dając szans gospodarzom. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że Włókniarz miał pecha - Piotr Pawlicki, który tuż przed meczem zapowiadał występ, doznał nawrotu urazu żeber na rozgrzewce i trafił do szpitala. Jego nieobecność była ciosem nie tylko sportowym, ale i mentalnym. Choć miejscowi zaczęli z animuszem, wygrywając bieg młodzieżowy 5:1, to był to tylko chwilowy zryw.
Pres Toruń sukcesywnie budował przewagę - już po siedmiu wyścigach prowadził 28:20, a po dziesięciu różnica wzrosła do 14 punktów. Michelsen był nie do zatrzymania, a Kawczyński zaskakiwał walecznością, szczególnie w walce z seniorami gospodarzy. Nawet Kvech po kontuzji potrafił wyprzedzić Worynę na trasie. W końcowej fazie spotkania goście nie zwalniali tempa. Dudek i Sajfutdinow pewnie wygrali bieg czternasty, a Michelsen zdobył komplet punktów, choć ostatni wyścig oddał młodemu Kawczyńskiemu. W finale gospodarze nieco zmniejszyli rozmiary porażki, wygrywając 5:1, ale wynik 35:55 mówił sam za siebie.
Szósta porażka z rzędu dla Włókniarza oznaczała najgorszą serię od ponad dekady. Pres Toruń pojechał pewnie, drużynowo, niemal każdy zawodnik dołożył solidną cegiełkę do zwycięstwa. Nawet mimo niegroźnego upadku Duchińskiego, który został zastąpiony przez Lewandowskiego, torunianie nie stracili rytmu i cały mecz w Częstochowie pokazał siłę i dojrzałość drużyny z Torunia, która pewnie zmierzała po drugie miejsce w fazie play-off, a liderem bezdyskusyjnie był Mikkel Michelsen, który drugi raz w sezonie zdobył komplet punktów, a jego jazda była ozdobą całego widowiska.

Tego we Wrocławiu nie spodziewał się nikt.
Pres Toruń bezradny na Stadionie Olimpijskim

W połowie sierpnia wydawało się, że dopiero co rozpoczął się sezon 2025 w Ekstralidze, a tu już rozegrano ostatni mecz fazy zasadniczej. Czas od 11 kwietnia do 10 sierpnia minął błyskawicznie, a na zakończenie kibice otrzymali prawdziwy hit - Betard Sparta Wrocław podejmowała PRES Grupę Deweloperską Toruń. Ciężar gatunkowy tego pojedynku był wysoki, bo obie drużyny walczyły o drugie miejsce w tabeli, które może okazać się kluczowe w przypadku ewentualnego starcia w play-off. Remis w dwumeczu premiowałby bowiem zespół wyżej sklasyfikowany po rundzie zasadniczej.
Torunianie przyjechali z ośmiopunktową zaliczką z pierwszego meczu, co dawało im przewagę psychologiczną. Sparta, mimo wcześniejszych problemów, przystąpiła do spotkania z nowym ustawieniem, ale liderzy wciąż pozostawali zagadką, bo Janowski szukał ustawień, a Kowalski miał problemy z punktowaniem, jedynie Kurtz i Łaguta byli pewniakami. Torunianie postawili na stabilizację i jego drużyna przystąpiła do meczu sprawdzonym zestawem par.  Mecz rozpoczął się od niespodzianki - Kurtz nie podjął walki, a Dudek poprowadził gości do wygranej 4:2. Sparta szybko odpowiedziała - młodzieżowcy rozgromili toruńskich juniorów 5:1, a Łaguta po efektownym manewrze minął dwóch rywali. Po czterech biegach gospodarze prowadzili 14:8. Kolejne gonitwy należały do Sparty. Bewley i Kowalski wygrali start, choć Michelsen próbował kontrataku. Lambert zanotował drugie zero, a Dudek uratował remis. Kurtz się przebudził, a Sparta prowadziła 26:16 - odrobiła straty z Torunia. W dziewiątym biegu Dudek zaliczył upadek, a Lambert nie zdołał pokonać Kurtza. Po wygranej Sajfutdinowa w biegu dziesiątym Toruń stracił cały impet, bo w biegach 11 i 12, dwa razy 5:1 dla Sparty, podcięło anielskie skrzydła gości, którzy w biegach nominowanych potrafili tylko remisować i odetchnęli z ulgą wyjeżdżając z Dolnego Śląska z bagażem czternastu ujemnych punktów w dwumeczu. Po meczu z obozu toruńskiego dochodziły głosy, jakoby wynik był pokłosiem tego, że zawodnicy otrzymali zgodę na testy sprzętowe, a drużyna nie chciała odkryć wszystkich kart i spotkanie we Wrocławiu potraktowali typowo treningowo. Takie podejście wynikało z tego, że obie drużyny z dużym prawdopodobieństwem miały ponownie zmierzyć się w półfinale play-off, a wówczas nie mogło być miejsca na pomyłki.

Podsumowując czternaście kolejek rundy zasadniczej w której rozegrano 56 meczów warto wspomnieć że zdecydowanie najlepszym zawodnikiem Ekstraligi został Bartosz Zmarzlik (Lublin), który uzyskał średnią biegową 2,730. Na drugiej pozycji uplasował się Patryk Dudek (Toruń - 2,333) i to trzydziestotrzylatek był na ustach wszystkich, bowiem jechał sezon życia. Wszędzie gdzie się pojawił, czarował kibiców swoją jazdą, ale przede wszystkim był do bólu skuteczny i drugie miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych nie było dziełem przypadku. Dodatkowo w był liderem klasyfikacji w Mistrzostwach Europy i był faworytem do złota, co jednocześni umożliwiało mu powrót do Grand Prix. Jednak zanim swoją dyspozycję Duzers przełożył na sukcesy międzynarodowe, potwierdził swoją dominację na krajowym podwórku zgarniając po dziewięciu latach przerwy, tytuł Indywidualnego Mistrza Polski. Był to nielada wyczyn, bo niewielu żużlowców było w stanie po tak długiej przerwie znowu stanąć na najwyższym stopniu podium. Legendarny Andrzej Wyglenda pierwsze złoto zdobył w 1964 roku, natomiast ostatnie w 1973 roku. W międzyczasie dorzucił jednak jeszcze dwa krążki z najcenniejszego kruszcu. Z kolei Zenon Plech po pierwszy tytuł IMP sięgnął w 1972 roku, a ostatni w 1985 roku! W sumie wywalczył aż pięć złotych medali. Inna z ikon speedwaya, Janusz Kołodziej zdobył pierwsze złoto w 2005 roku, jeszcze jako junior. Ostatni czwarty tytuł osiągnął już jako weteran w 2019 roku. No i należy też wspomnieć o Tomaszu Gollobie, który pierwszy raz w karierze cieszył się z triumfu w IMP w 1992 roku, czyli wtedy, kiedy na ślad przyszedł Dudek. Potem przez lata dominował, aby ostatni, siódmy raz wdrapać się na najwyższy stopień podium tych zmagań w 2009 roku, czyli wtedy, kiedy Dudek był już znanym juniorem.

Dla żużlowego Torunia, był to spory sukces, bowiem lider toruńskiego teamu, został trzecim Indywidualnym Mistrzem Polski z Aniołem na piersi, po Wojciechu Żabiałowiczu (1987) i Jacku Krzyżaniaku (1997). Cieszyło to kibiców po po latach posuchy w końcu przyszły sukcesy indywidualne toruńskich zawodników, a przedstawiciel Grodu Kopernika, na podium rankingu najskuteczniejszych jeźdźców, po rundzie zasadniczej, był dobrym zwiastunem na dalszą część sezonu. Doskonała postawa "Duzersa" nie była jednak wyjątkiem, bo wśród wszyscy zawodnicy równo punktowali przez cały sezon i z reguły nie zawodzili. Efektem tego było 26 punktów, tyle samo co Sparta Wrocław, jednak to Dolnoślązacy wygrali dwumecz i zakończyli zasadniczą część sezonu na drugiej pozycji To jednak nie był powód do smutku, bo w play-off rywalizacja zaczynała się od zera, a Toruń wyglądał na zespół kompletny. MotoArena była twierdzą nie do zdobycia dla rywali, a do tego Anioły w końcu zaczęli wygrywać na wyjazdach i potrafili wygrywać dwumecze. Co więcej torunianie w zabawie prowadzonej przez stację TV "Eleven Sport" okazali się najlepsi w biegu numer 11, a sztandarową parę tej gonitwy tworzył nie kto inny jak Patryk Dudek i Mikkel Michelsen.

Kibice odwdzięczyli się swoim ulubieńcom bowiem licznie odwiedzali MotoArenę, która ponownie zaczęła być miejscem, gdzie sport spotyka się z doskonała atmosferą na trybunach, na których w siedmiu meczach zasiadło średnio 12 415 kibiców (83% zajętości), a rekordowa liczba fanów w liczbie 14 000 zasiadła na inaugurację rozgrywek, kiedy do Torunia przyjechał Sparta Wrocław. Liczby te były dowodem na to, że w Toruniu ponownie pojawiła się moda na żużel, a na widownia stała się miejsce wyjątkowej atmosfery, która wykraczała poza sam sport. MotoArena stała się przestrzenią celebracji żużla, ale i symbolem identyfikacji kibiców z drużyną. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, bez wyników, które z kolei kreowały spektakl na trybunach. Zorganizowany sektor dopingujący żywiołowo reagował na każde wydarzenie na torze, a doping był nieustanny i słyszalny w parkingu, co zawodnicy powtarzali w wywiadach i dziękowali za to wsparcie, bo to pchało ich do zwycięstw. Zatem zasadnicza część sezonu AD 2025 pokazała, że Pres Toruń stał czymś więcej niż tylko żużlową drużyną. Zaczął to bowiem być fenomen społeczny. MotoArena stała się miejscem, w którym rodziny, młodzież i weterani czarnego sportu wspólnie tworzyli atmosferę, jakiej nie było od lat i inne kluby zazdrościły tego Apatorowi.

Sukcesy rundy zasadniczej, były jednak tylko uwerturą do tego co mogło wydarzyć się w play-off, a tu karty rozdawał lider tabeli aktualny Drużynowy Mistrz Polski Motor Lublin, który zgodnie z regulaminem miał prawo wyboru rywala. Decyzja w tej sprawie miała zapaść w specjalnym programie na antenie TV. Prawo było jednak przywilejem i nie nakładało obowiązku wyboru rywala w kolejnej rundzie. Jednak w przypadku rezygnacji z tego przywileju, zgodnie z regulaminem, rywalem Motoru  miała być czwarta drużyna w tabeli po części zasadniczej czyli GKM Grudziądz. Niestety bardzo szumnie zapowiadany wybór par na fazy play-off oraz play-down w Ekstralidze oraz 2 Ekstralidze "wjechał w taśmę", bowiem redaktor prowadzący chciał budować napięcie, ale przez nieuwagę realizatora kibice poznali najważniejsze pary nieco za wcześnie. Oto bowiem stacja pokazująca mecze żużlowe najpierw ogłosiła wybory PSŻ-tu Poznań oraz Unii Leszno startujących na drugim szczeblu rozgrywek, a następnie zabrali głos przedstawiciele klubów ścigających się w Ekstralidze. I tu również wyłoniono najpierw pary play-down i w tym przypadku Falubaz Zielona Góra wybrał ROW-u Rybnik i na kilka minut przed wejściem do studia Jacka Ziółkowskiego z Motoru Lublin, kibicom ukazała się para półfinałowa Sparta Wrocław - Pres Toruń. Było wówczas jasne, w jakim układzie zmierzą się ekipy z miejsc 1-4. Ten medialny nietakt nie zakłócił jednak poprawności wyboru par półfinałowej rundy w Ekstralidze, które wyglądały następująco:

Menadżer z Lublina Jacek Ziółkowski tak skomentował wybór rywala w kolejnej rundzie: "Z trójki drużyn, która pojedzie w play-off najlepiej nam poszło w Grudziądzu. Co wcale nie oznacza, że tak będzie w play-off, bo to inna historia. Faktycznie byłem zdziwiony wynikiem niedzielnego meczu Sparta - Pres Toruń. Myślałem, że będzie to wyrównane spotkanie, a przewaga Sparty była ogromna. Drużyna toruńska, która myśli o wielkich celach nie może wygrywać w meczu tylko jeden wyścig. Ale zdarzają się różne mecze. Nam się też taki przydarzył dwa lata temu w Grudziądzu. Dlatego wynik meczu Sparta - Pres w niedzielę nie miał już znaczenia dla naszego wyboru. Już przed nim byliśmy zdecydowani na GKM. Wybraliśmy taką opcję, która uznaliśmy, że jest optymalna, aby być w finale. Trudno było zdecydować się na Pres Toruń, z którym przegraliśmy w rundzie zasadniczej".

PÓŁFINAŁ PLAY_OFF
Anioły odleciały w stronę finału - PRES Toruń rozgromił Spartę

Na dziesięć dni przed półfinałem ze Spartą Wrocław klub z Torunia rozpoczął sprzedaż biletów. Zainteresowanie było tak ogromne, że serwer nie wytrzymał obciążenia, a kibice mieli problemy z zakupem. Wszystko wskazywało na nadkomplet widzów 24 sierpnia na MotoArenie. Tor przygotowany przez Piotra Barona i toromistrza gwarantował emocje - liczba mijanek była najwyższa w Ekstralidze. PRES Toruń i Sparta Wrocław zakończyły rundę zasadniczą z równą liczbą punktów, a o wyższym miejscu Sparty zadecydował lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Obie drużyny typowano do finału, a ich mecze uchodziły za najlepsze widowiska sezonu. W kwietniu "Anioły" wygrały u siebie 49:41, ale w rewanżu uległy 34:56. Przed półfinałem potrzebowały więc solidnej zaliczki. Trener Dariusz Śledź wystawił eksperymentalny skład - Daniel Bewley po raz pierwszy jechał z numerem 1, a Bartłomiej Kowalski z "czwórką". Piotr Baron pozostał wierny ustawieniu z początku sezonu. Starcie zapowiadało się pasjonująco - Emil Sajfutdinow miał mierzyć się z Kurtzem i Łagutą, a Dudek z Bewleyem.
Mecz rozpoczął się wyrównanie. Dudek pokonał Bewleya, Łaguta był trzeci - remis. W biegu młodzieżowców doszło do niebezpiecznej sytuacji z udziałem Kowolika, ale obyło się bez wypadku. Kolejny wyścig dał prowadzenie PRES Toruń - Michelsen i Sajfutdinow wygrali 4:2. Kowalski zaskoczył w trzecim biegu, ale Lambert go wyprzedził - kolejny remis. Po kosmetyce toru Łaguta wygrał indywidualnie, lecz za nim dojechali Michelsen i Kvech. Sajfutdinow pokonał parę gości, ale znów padł remis. Przełom nastąpił w siódmej gonitwie - Dudek i Lambert podwójnie pokonali Kurtza. PRES prowadził 24:18, a Sparta miała tylko jedną "trójkę". W ósmym biegu Janowski wjechał w taśmę - sprowokowany przez Lamberta. Krawczyk nie nawiązał walki, a Dudek i Lambert zdobyli kolejne punkty. W dziesiątym biegu Kurtz zdobył pierwsze punkty, ale nie pokonał Michelsena. Czwarta seria ustawiła mecz - PRES wygrał 4:2, mimo rezerwy taktycznej Sparty. Kawczyński i Kvech niespodziewanie pokonali Janowskiego, przypieczętowując zwycięstwo. Przed nominowanymi biegami doszło do awarii taśmy startowej, ale technicy szybko ją usunęli. Kurtz wykorzystał przerwę i pokonał Sajfutdinowa oraz Lamberta - PRES prowadził 52:36. W nominowanych goście odrobili tylko dwa punkty - mecz zakończył się wynikiem 52:38.
Torunianie byli o krok od finału. Bohaterem spotkania został Antoni Kawczyński, który wygrał dwa biegi, pokonując m.in. Janowskiego. W Sparcie zawiedli niemal wszyscy - szczególnie Bewley i Janowski, których motocykle nie miały odpowiedniego tempa. Kontrowersje wzbudziło zachowanie Kurtza, który toczył się na starcie niemal w każdym biegu. Sędzia zauważył to dopiero w czternastym wyścigu, dając mu pierwsze ostrzeżenie - według kibiców powinno być ich więcej. PRES Toruń wykonał ogromny krok w stronę finału Ekstraligi, a trybuny MotoAreny eksplodowały euforią. Dwumecz nie był jeszcze rozstrzygnięty, ale przewaga dawała realne nadzieje na walkę o złoto.

Finał dla Torunia!
Dudek i Michelsen poprowadzili Apator do sukcesu

Przed rewanżowym meczem o finał PGE Ekstraligi drużyna Pres Toruń miała rywalizować we Wrocławiu bez wsparcia kibiców. Był to efekt incydentu z Grudziądza, gdzie z sektora gości rzucono petardę. Choć obyło się bez ofiar, torunianie zostali ukarani grzywną i zakazem wyjazdowym. Klub złożył wniosek o złagodzenie kary, który został rozpatrzony pozytywnie przez Komisję Orzekającą Ligi. Dzięki temu kibice "Aniołów" mogli pojawić się na Stadionie Olimpijskim i ich obecność okazała się kluczowa.
Torunianie przystępowali do rewanżu z 14-punktową zaliczką, wywalczoną w pierwszym meczu. Trener Piotr Baron wiedział, że wsparcie z trybun może pomóc utrzymać przewagę. Tymczasem Sparta Wrocław, prowadzona przez Dariusza Śledzia, rozpoczęła intensywne przygotowania tuż po rundzie Grand Prix. Zawodnicy trenowali na Stadionie Olimpijskim, a do zespołu dołączył tuner Ashley Holloway, który pomagał w dopasowaniu sprzętu. Wrocławianie liczyli, że znajomość toru i historia odrabiania strat pomogą im w walce o finał.
Mecz rozpoczął się od zwycięstwa gości - Patryk Dudek pokonał rywali w pierwszym biegu. W biegu juniorskim para Kowolik-Krawczyk zdobyła podwójne zwycięstwo dla Sparty. Torunianie odpowiedzieli w trzeciej gonitwie, ale Artiom Łaguta przedzielił parę Lambert-Sajfutdinow. Po pierwszej serii gospodarze prowadzili dwoma punktami, lecz w dwumeczu nadal przegrywali dwunastoma. W piątym biegu Michelsen świetnie wystartował i obronił się przed Bewleyem. W kolejnych odsłonach Dudek i Lambert punktowali liderów Sparty. Brady Kurtz wygrał bieg siódmy, a Janowski nie zdołał wyprzedzić Sajfutdinowa. Trener Baron wprowadził Lewandowskiego zamiast Duchińskiego - junior odjechał swój 200. wyścig w Ekstralidze, choć nie odegrał większej roli. Po dwóch seriach Sparta odrobiła tylko dwa punkty, a do końca meczu pozostało osiem biegów. W kolejnym biegu Kawczyński, jako rezerwa za Kvecha, wykonał świetną pracę dla Michelsena, blokując rywali. W dziewiątym Lambert i Dudek pokonali Kurtza już na pierwszym łuku. Kawczyński ponownie pomógł Sajfutdinowowi zdobyć "trójkę". W czwartej serii gospodarze przełamali impas, wygrywając 13:5. W biegu trzynastym Sajfutdinow przegrał z Janowskim, a Kvech nie odegrał roli - Sparta wygrała 5:1 i zbliżyła się do rywali. Przy stanie 35:43 Baron sięgnął po Dudka z rezerwy taktycznej. Apator miał sześć punktów przewagi w dwumeczu i prawo wyboru pól startowych. Dudek i Michelsen wystartowali z pól A i C, wykonując świetną robotę na trasie. Pokonali Kowalskiego, a Janowski nie liczył się w walce. Toruński sektor oszalał - po dziewięciu latach "Anioły" wróciły do finału Ekstraligi, gdzie czekał już Motor Lublin. Sparta musiała zadowolić się walką o brąz z GKM-em Grudziądz.
Po meczu okazało się, że torunianie przez dwa tygodnie nie trenowali na MotoArenie, szukając dłuższych torów - strategia ta przyniosła efekt. W rundzie zasadniczej Apator przegrał we Wrocławiu, ale Baron nie zastosował wtedy rezerw taktycznych, pozwalając zawodnikom poznać tor. W półfinale taktyka zadziałała - drużyna wyciągnęła wnioski i stanęła na wysokości zadania. Torunianie wrócili do finału po raz pierwszy od 2016 roku. Po latach kryzysu, spadku z ligi i odbudowy, klub znów walczył o mistrzostwo. Michelsen, który po przeciętnym sezonie w Częstochowie odrodził się w Toruniu, był jednym z najlepszych transferów. Jego taniec po meczu do "Mandacika" rozbawił kibiców i stał się hitem. Forma Duńczyka, wsparta przez Dudka, Sajfutdinowa i Lamberta, dawała nadzieję na detronizację Motoru Lublin.

Wyczekiwany od dziewięciu lat finał Ekstraligi i wcześniejszy tytuł IMP dla Patryka Dudka był idealnym momentem, aby uhonorować legendy toruńskiego klubu. A wyróżnienia, przez Prezydenta Torunia, medalem "Thorunium", doczekali się Wojciech Żabiałowicz i Jacek Krzyżaniak, którzy przez lata budowali siłę i tożsamość toruńskiego speedwaya, zdobywając tytuły Indywidualnych Mistrzów Polski i serca kibicó. Medal Thorunium, był najwyższym odznaczeniami, jakim prezydent Torunia mógł wyróżnić osoby zasłużone dla miasta. Podczas uroczystości do pełnych trybun MotoAreny Paweł Gulewski mówił: "Dziś przywołujemy całą tradycję uprawiania speedwaya w Toruniu i honorujemy dwóch sławnych toruńskich żużlowców z dawnych lat. Medal Honorowy "Thorunium" otrzymują Wojciech Żabiałowicz i Jacek Krzyżaniak. Panowie, dziękuję za waszą pracę!"

FINAŁ PLAY_OFF
Anioły 18 kroków przed Lublinem w drodze po złoto DMP.

Finał PGE Ekstraligi 2025 zapisał się w historii jako wieczór, w którym Pres Toruń spełnił marzenia tysięcy kibiców. Na Motoarenie wypełnionej po brzegi torunianie rozbili Motor Lublin 54:36, wykonując ogromny krok w stronę upragnionego mistrzostwa Polski. To był wieczór, w którym wszystko zagrało jak należy - od toru, przez przygotowanie sprzętu, aż po mentalność drużyny.
Atmosfera przed meczem przypominała wielkie żużlowe święto. Toruń kipiał emocjami, a Motor - dotąd symbol stabilności - przyjechał osłabiony i rozchwiany wewnętrznie. Kontuzja Wiktora Przyjemskiego, napięcia między Bartoszem Zmarzlikiem a Bartoszem Bańborem i niepewna forma Fredrika Lindgrena powodowały, że obrona tytułu mistrzowskiego wisiała na włosku. Lublinianie trenowali w Łodzi, próbując dopasować się do warunków toruńskich, ale to gospodarze pokazali, kto lepiej odczytał specyfikę Motoareny.

Już pierwszy bieg pokazał, że Apator zamierza narzucić własne warunki. Patryk Dudek wystartował idealnie i dowiózł pewną "trójkę", a po upadku Jacka Holdera torunianie otworzyli wynik 4:2. W drugim biegu błysnął młody Antoni Kawczyński, który po odważnym ataku wyprzedził Bartosza Bańbora i zapewnił kolejne zwycięstwo 4:2. Szybko okazało się też, że kontuzjowana noga Przyjemskiego nie pozwoli mu kontynuować jazdy, co jeszcze bardziej osłabiło obóz lublinian.
W trzeciej gonitwie Bartosz Zmarzlik pokazał klasę, wygrywając z Michelsenem i Sajfutdinowem, ale to był jedyny moment w pierwszej serii, gdy goście mogli czuć satysfakcję. W czwartym biegu Duchiński i Lambert bezlitośnie wykorzystali błędy rywali, a podwójne 5:1 ustawiło spotkanie. Po czterech wyścigach było już 16:8, a Motoarena eksplodowała z radości. Motor próbował reagować. W piątym biegu Kuciapa sięgnął po rezerwę taktyczną i wprowadził Zmarzlika, który ponownie przywiózł "trójkę". Chwilę później Sajfutdinow minimalnie przegrał z Jackiem Holderem, lecz przewaga Apatora nie malała. W siódmym biegu duet Dudek-Lambert pokazał, dlaczego był najskuteczniejszą parą ligi. "Duzers" pokonał Zmarzlika, a Brytyjczyk długo kąsał mistrza świata. Po siedmiu wyścigach torunianie prowadzili 25:17 i jechali z pełną kontrolą.
Środkowa część spotkania to pokaz konsekwencji i pewności siebie w wykonaniu gospodarzy. W dziewiątym biegu Sajfutdinow popełnił błąd na pierwszym łuku, ale w stylu, do jakiego przyzwyczaił toruńską publiczność, odrobił straty i na ostatnim okrążeniu minął Kuberę. Dudek i Lambert utrzymywali wysokie tempo, a Zmarzlik wciąż samotnie ciągnął Motor. Na tablicy widniało 38:28 i wszystko wskazywało na to, że goście nie znajdą sposobu, by odwrócić losy meczu.
Kluczowy dla przebiegu spotkania okazał się bieg dwunasty. Wydawało się, że to moment, w którym Motor może jeszcze coś ugrać. Jednak już po starcie Fredrik Lindgren stracił panowanie nad motocyklem i wjechał w Kawczyńskiego. Sędzia bez wahania wykluczył Szweda, a w powtórce osamotniony Bańbor długo prowadził, broniąc się przed atakami torunian. Na ostatnim okrążeniu jednak skapitulował pod naciskiem Kvecha i Kawczyńskiego. 5:1 dla gospodarzy przypieczętowało dominację i jednocześnie stało się kandydatem - a później zwycięzcą - w plebiscycie na bieg sezonu.
Końcowe wyścigi to już kontrola torunian. W trzynastym Lambert wreszcie przypomniał o swoim potencjale, odpierając ataki Zmarzlika. W biegach nominowanych Kubera wygrał jeden z wyścigów, ale było już za późno. W ostatnim starcie Dudek i Michelsen postawili kropkę nad "i", przywożąc 4:2 i ustalając wynik na 54:36.
Apator był tego dnia lepszy we wszystkim - szybciej startował, lepiej rozgrywał pierwsze łuki i miał żużlowców, którzy jechali jak z nut. Dudek zasłużył na miano lidera - nieomylny w kluczowych momentach, dwukrotnie ograł Zmarzlika. Michelsen dołożył dziesięć punktów, Sajfutdinow znów był gwarantem emocji, a Lambert odnalazł rytm w końcówce. Młodzieżowcy Duchiński i Kawczyński dołożyli cegiełkę, której znaczenia nie dało się przecenić.

Motor Lublin - choć wciąż z nazwiskami mistrzowskiego kalibru - był cieniem drużyny z poprzednich lat. Zmarzlik samotnie bronił honoru zespołu, Kubera walczył ambitnie, lecz reszta zawiodła. Holder po upadku z pierwszego biegu nie odzyskał pewności, Lindgren zawiódł całkowicie, a Przyjemski nie był w stanie kontynuować jazdy. Po takim wieczorze w Toruniu nikt nie miał wątpliwości - Pres zrobił ogromny krok ku złotu. Siedemnastotysięczna publiczność żegnała swoich zawodników z przekonaniem, że marzenie o mistrzostwie jest bliżej niż kiedykolwiek. Przed rewanżem w Lublinie Apator miał 18 punktów przewagi, a Motor - tylko cień nadziei na odwrócenie losów finału.

WIARA WIARA BYŁA W NAS
MISTRZA POLSKI NASTAŁ CZAS

Przed rewanżem w Lublinie unosiło się coś więcej niż zapach metanolu - czuć było napięcie, które zwiastowało finał Ekstraligi 2025. Cała żużlowa Polska czekała na starcie, w którym Motor Lublin, trzykrotny mistrz kraju, bronił swojej fortecy, a PRES Toruń walczył o spełnienie marzeń, na które czekał od 2008 roku. I marzenia się spełniły. Po siedemnastu latach oczekiwań Toruń ponownie stał się stolicą polskiego żużla. PRES Grupa Deweloperska Toruń przerwała trzyletnią dominację Motoru Lublin, zdobywając tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Złoto wróciło do Grodu Kopernika po emocjonującym finale, który na długo pozostał w pamięci kibiców obu zespołów. Anioły wygrały dwumecz 92:88, a radość toruńskich fanów nie miała końca - to ich piąty tytuł w historii i pierwszy od pamiętnego 2008 roku, gdy klub występował jeszcze jako Unibax. Finałowa rywalizacja była kwintesencją wszystkiego, co w żużlu najlepsze - walki, determinacji i emocji. Rewanż w Lublinie, choć przegrany 38:52, potwierdził tylko klasę torunian. Zespół pod szyldem PRES Grupy Deweloperskiej pokazał charakter i skutecznie obronił przewagę wywalczoną tydzień wcześniej. Tym samym zakończył się okres dominacji Motoru, który po trzech z rzędu mistrzostwach musiał zadowolić się srebrem - trzecim w historii klubu.
Już pierwszy bieg pokazał, że emocji nie zabraknie. Na drugim łuku Jack Holder próbował wcisnąć się pod Patryka Dudka, lecz tor był zdradliwy - Australijczyk zahaczył o Polaka i obaj wylądowali w błocie. Sędzia bez wahania wykluczył lidera Motoru, a w powtórce Dominik Kubera pewnie zwyciężył, choć jedna z szans gospodarzy na mocny początek przepadła. Chwilę później publiczność eksplodowała z radości, gdy młodzieżowcy Motoru - Wiktor Przyjemski i Bartosz Bańbor - dowieźli do mety podwójną wygraną. Kawczyński z Torunia długo odpierał ataki, ale na ostatnim łuku stracił równowagę i rywal objechał go po szerokiej. Po dwóch gonitwach było 8:4 i w Lublinie zapanowała wiara, że odrobienie strat z MotoAreny nie jest niemożliwe.
Goście odpowiedzieli w trzecim wyścigu. Kapitalnie wystartowali Lambert i Sajfutdinow, a choć Zmarzlik próbował rozdzielić toruński duet, to na mecie Brytyjczyk w cudowny sposób odbił prowadzenie i dał Apatorowi pierwsze biegowe zwycięstwo. W czwartym biegu z kolei Przyjemski z Lindgrenem nie pozostawili złudzeń - młodzieżowiec popisał się kolejnym fenomenalnym startem i gospodarze prowadzili już 15:9. Po pierwszej serii odrobili jedną trzecią strat z Torunia i choć droga do złota była daleka, w powietrzu czuć było napięcie.
Druga seria rozpoczęła się od śmiałych roszad Piotra Barona. W piątym biegu pojawił się Sajfutdinow w miejsce Kvecha, lecz to Mateusz Cierniak skradł show. Perfekcyjnie wystartował i pomknął po trzy punkty, a Holder na ostatniej prostej wcisnął się między torunian, zapewniając gospodarzom 4:2. Na trybunach wrzało, gdyż Motor coraz wyraźniej łapał rytm. W szóstym wyścigu błysnął z kolei Bańbor, który niespodziewanie objął prowadzenie. Dudek jednak nie zamierzał oddać pola młodszemu rywalowi - jego atak po szerokiej przyniósł efekt na przedostatnim okrążeniu, a chwilę później Sajfutdinow w dramatycznym pościgu na ostatnich metrach minął Lindgrena. Dwa remisy z rzędu pozwoliły torunianom utrzymać kontrolę nad finałem. Siódma gonitwa przyniosła chwilę spokoju - Sajfutdinow pewnie wygrał przed Lindgrenem i Kuberą, a Duchiński nie miał nic do powiedzenia. Z kolei ósmy bieg okazał się popisem Zmarzlika. Mistrz świata w końcu przypomniał sobie, jak jeździć po lubelskim owalu, ale nie wystarczyło to do zmniejszenia dystansu w dwumeczu, bo Dudek i Michelsen przywieźli cenne 3:3. W połowie meczu Motor prowadził 28:20, a do pełnego sukcesu brakowało mu wciąż dziesięciu punktów. Zespół Piotra Barona mógł czuć się względnie spokojny - nikt nie odstawał, a każde kolejne wyrwane oczko przybliżało Toruń do mistrzostwa. Dziewiąty bieg przyniósł kolejną dawkę emocji i kontrowersji. Na pierwszym łuku Kubera ostro zaatakował Dudka, w efekcie czego torunianin upadł. Sędzia nie miał wątpliwości i wykluczył zawodnika gospodarzy. W powtórce Dudek z Lambertem rozegrali wszystko wzorowo - Brytyjczyk wypchnął Lindgrena, a "Duzers" pomknął po pewne zwycięstwo, dając torunianom ważne 4:2. W dziesiątym biegu Holder wreszcie odnalazł formę, która uczyniła go jednym z liderów Motoru w sezonie. Australijczyk pokonał Sajfutdinowa, a trzeci Cierniak dołożył punkt, zmniejszając przewagę Apatora w dwumeczu do dziesięciu oczek. Jedenasty bieg nie przyniósł przełomu. Cierniak ruszył jak z procy i pomknął po trzy punkty, ale Kubera, mimo wysiłków, nie zdołał minąć Michelsena i Dudka, którzy jechali bardzo dojrzale. W dwunastej gonitwie znów błysnął młody Bańbor - drugi raz tego wieczoru wykorzystał błąd Kawczyńskiego, który na ostatnich metrach wypuścił juniora Motoru przed siebie. Torunianie stracili kolejne dwa oczka, a na tablicy wyników zrobiło się 41:31. Zmarzlik w trzynastym biegu znów pokazał klasę, mijając po zewnętrznej Sajfutdinowa, ale Michelsen i Lambert dojechali w środku stawki, co oznaczało, że nawet przy 4:2 dla Motoru goście wciąż mieli bezpieczny zapas. W tym momencie wszystko stawało się coraz bardziej jasne. Lublinianie potrzebowali cudu - sześciu punktów w dwóch ostatnich wyścigach, by doprowadzić do remisu w dwumeczu, co przy tak wyrównanej stawce graniczyło z niemożliwością. Czternasty bieg rozwiał wszelkie wątpliwości. Start Michelsena był perfekcyjny, a Lambert skutecznie przyblokował Holdera. Cierniak próbował szarpać, lecz toruńska para jechała jak po sznurku, dowożąc remis, który oznaczał jedno - PRES Grupa Deweloperska Toruń mogła już świętować tytuł mistrza Polski. To, co przez lata wydawało się marzeniem, stało się faktem.
Ostatni wyścig był już tylko formalnością. Zmarzlik na pożegnanie sezonu popisał się efektownym zwycięstwem, pokonując Dudka i Sajfutdinowa, ale to Toruń mógł cieszyć się bardziej. Mecz zakończył się wynikiem 52:38 dla Motoru, lecz w dwumeczu 92:88 triumfowali torunianie, kończąc erę dominacji lublinian. Publiczność w Lublinie, choć rozczarowana, nagrodziła swoich zawodników brawami, a sektor gości eksplodował z radości, skandując imię nowego mistrza.
Niestety kibice z Lublina nie potrafili z godnością przyjąć detronizacji i podczas ceremonii dekoracji toruńscy zawodnicy wchodzili na podium w kawalkadzie gwizdów płynących z trybun. W Toruniu nikt jednak nie przejmował się tymi incydentami, bo dla całego klubu, zawodników i fanów liczyło się jedno - Toruń znów był najlepszy w Polsce, a pomimo incydentu w czasie dekoracji wielki finał był ozdobą całego sezonu 2025. Ekstraliga znów udowodniła, że jest najbardziej widowiskową żużlową ligą świata. Znakomita frekwencja, emocje do ostatniego biegu i pełne trybuny w Toruniu oraz Lublinie sprawiły, że tegoroczna kampania na długo zapisze się w annałach rozgrywek. Kibice z Grodu Kopernika doczekali się wreszcie spełnienia marzeń - po latach wzlotów, upadków i przebudowy drużyny Apator znów znalazł się tam, gdzie jego miejsce - na żużlowym tronie. Na trzecim stopniu podium stanęła Betard Sparta Wrocław. Wrocławianie pewnie pokonali w dwumeczu o brąz GKM Grudziądz (61:29 i 46:44), zapewniając sobie jedenasty w historii medal tej barwy. Dla GKM-u czwarta lokata to mimo wszystko znakomity wynik, potwierdzający rozwój zespołu w ostatnich latach. Tuż za nimi uplasowały się drużyny Falubazu Zielona Góra i Włókniarza Częstochowa, natomiast baraży o utrzymanie musiała bronić Stal Gorzów, przegrywając pierwszy pojedynek z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Z ligą po roku pożegnał się ROW Rybnik, a jego miejsce w sezonie 2026 zajmie powracająca do elity Unia Leszno.
Nie zabrakło również indywidualnych bohaterów sezonu. W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników znów bezkonkurencyjny okazał się Bartosz Zmarzlik, który z imponującą średnią 2,643 triumfował po raz czwarty w ciągu ostatnich pięciu lat. Za nim uplasował się lider toruńskiego mistrza - Patryk Dudek (2,363), a podium uzupełnił Artiom Łaguta (2,236). Świetnie wypadli także pozostali torunianie - Mikkel Michelsen (2,149) i Emil Sajfutdinow (2,126) znaleźli się w czołowej dwunastce ligi, co tylko potwierdziło, że siłą Apatora był nie tylko duch drużyny, ale też wysoki poziom indywidualny.
Najlepszym juniorem został Wiktor Przyjemski z Motoru Lublin, który ze średnią 2,150 zajął znakomite ósme miejsce wśród wszystkich zawodników, zaś wśród młodzieżowców U24 wyróżnił się Mateusz Cierniak (1,792).

W klasyfikacji medalowej Drużynowych Mistrzostw Polski torunianie zrównali się ze Spartą Wrocław pod względem liczby złotych krążków - oba kluby miały ich po pięć. Jednak wrocławianie wciąż utrzymywali przewagę dzięki większej liczbie srebrnych medali, ale to PRES Toruń, dzięki tegorocznemu triumfowi, powrócił do ścisłej czołówki historycznej tabeli. Liderem wszech czasów niezmiennie pozostawała Unia Leszno, która po rocznym rozbracie z Ekstraligą ponownie wywalczyła awans i z dorobkiem 18 złotych medali wyprzedzała ROW Rybnik i Stal Gorzów.




Dla kibiców z Torunia mistrzostwo miało też wymiar symboliczny. Po latach sportowych burz, zmian sponsorów i odbudowy składu, klub znów znalazł się w miejscu, o którym marzył od dawna. Powrót na tron po siedemnastu latach to nie tylko sportowy sukces, ale też dowód, że żużel w Toruniu wciąż bije mocnym sercem. W Gorzowie, Wrocławiu i Lublinie mogą mówić o solidnym sezonie, ale to właśnie Motoarena stała się areną spełnionych marzeń i pierwszy raz w historii okryła się złotem, którego brakowało w kolekcji po zmianie właścicielskiej dokonanej w 2014 roku. Przejęcie toruńskiego klubu żużlowego przez Przemysława Termińskiego z rąk Romana Karkosika, jednego z najbogatszych ludzi w Polsce, zakończyło ówczesną tzw. erę Unibaxu zwieńczoną złotym, trzema srebrnymi i dwoma brązowymi medalami Drużynowych Mistrzostw Polski. Pierwsze dwa lata po zmianie u władzy były dla "Aniołów" względnie udane. Były awanse do play-off i najpierw zajęcie w nim miejsca czwartego, a następnie drugiego. Srebro z 2016 okazało się na długie lata największym sukcesem rodziny Termińskich. Dość szybko bowiem na stanowisku prezesa klubu znalazła się żona nowego wciąż wtedy właściciela, Ilona. Kolejne lata sportowo były dla speedwaya w Grodzie Kopernika najtrudniejsze w całej jego historii. W latach 2017-2021 drużyny z Aniołem na plastronie próżno było szukać w czwórce Ekstraligi. Zespół częściej bronił się przed spadkiem w barażu, by finalnie zaliczyć pierwszy historyczny spadek do niższej ligi. Tym samym Toruń stracił miano jedynego klubu w Polsce, który nigdy nie zaznał goryczy spadku z najwyższego ligowego szczebla. Degradacja okazał się swoistego rodzaju "czyśćcem" w którym zbudowano solidne fundamenty i po rocznej banicji Apator bez kłopotów ponownie awansował do elity i co ważne bez problemów jako beniaminek obronił się w sportowej walce i od 2022 zaczął regularnie meldować w strefie medalowej, trzykrotnie z rzędu (2023-2024) wykorzystując przepis o "luckym loserze" stawał na najniższym stopniu podium. W klubie postawiono na stabilizację zawodniczą i w przeciwieństwie do lat minionych, do trzonu drużyny zaczęto dobierać kolejne właściwe ogniwa, które finalnie stworzyły drużynę przez wielkie "D" i toruński sen o mistrzostwie w końcu się ziścił. Co prawda przed sezonem Anioły nie były stawiane w roli faworyta, bo większe szanse na jazdę w finale dawano Motorowi Lublin i Sparcie Wrocław, ale wszelkie dywagacje "żużlowych ekspertów" wzięły w łeb i to PRES Grupa Deweloperska zakończyła panowania trzyletnie panowanie Motoru Lublin, wskakując na najwyższy stopień podium DMP. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wzmocnienia, jakich dokonano przed sezonem. W miejsce Pawła Przedpełskiego i Wiktora Lamparta pozyskano Mikkela Michelsena i Jana Kvecha. Obaj doskonale wkomponowali się w drużynę, której filarami byli Patryk Dudek, Robert Lambert i Emil Sajfutdinow. Pomimo nowej konfiguracji wszyscy ze sobą doskonale współpracowali nie tylko na torze, ale również poza nim. A szczególnie widoczne było to w ostatnich tygodniach ekstraligowej rywalizacji. Tak doskonała atmosfera nie byłaby możliwa, bez kreatora spokoju i dobrej atmosfery czyli Piotra Barona. Toruński wychowanek, który tylko rok startował z Aniołem na piersi powrócił jako doświadczony menadżer i oprócz tego, że stworzył kolektyw zawodników, zrobił coś więcej, co od lat w Toruniu nikomu się nie udawało. Zaczął bowiem przygotowywać domowy tor, w taki sposób, że stał się on atutem zespołu, a zarazem jednym z najbardziej widowiskowych torów w całej lidze. Każdy kto chciał obejrzeć znakomite żużlowe widowisko wiedział, że na Motoarenie im. Mariana Rosego nie spotka go zawód. Doś napisać, że w konkursie Szczakieli wszystkie wyścigi nominowane do miana biegu sezonu zostały rozegrane na MoroArenie i rzecz oczywista najbardziej atrakcyjnym okazał się bieg dwunasty pierwszego meczu finałowego, w którym nic nie zapowiadało, że Anioły mogą wygrać, a co dopiero 5:1. Na starcie pod taśmą ustawili się od krawężnika: Fredrik Lindgren, Antoni Kawczyński, Bartosz Bańbor i Jan Kvech. W pierwszej odsłonie wyścigu zastępujący Cierniaka - Lidgren przegrał start z Kawczyńskim, a gdy próbował wcisnąć mu się od wewnętrznej, to stracił panowanie nad motocyklem i podciął młodzieżowca gospodarzy. Sędzia Krzysztof Meyze nie miał wątpliwości i wykluczył Szweda z powtórki. W drugiej odsłonie osamotniony Bańbor najlepiej wystrzelił ze startu, zamknął juniora gospodarzy, objął prowadzenie i skutecznie bronił się przed atakami Kawczyńskiego i Kvecha, którzy niczym harty rzucili się się w pościg za juniorem gości i Kawczyński zdołał wyprzedzić Bańbora na pierwszym wirażu drugiego okrążenia, ale tylko na chwilę. Na trzecim okrążeniu manewr powtórzył Czech, ale i on za chwilę został minięty przez Bańbora. Gdy jednak na czwartym okrążeniu jednocześnie zaatakowali go obaj żużlowcy z Torunia, skapitulował, a bieg ten został biegiem sezonu!!! "Bardzo cieszę się z wygranej i mam nadzieję, że kibicom się podobało. Po to właśnie się ścigamy na tak fajnym torze przed wspaniałą i dużą publiką zrobiliśmy fajne show i to jest świetne - powiedział Jan Kvech odbierający nagrodę "Wyścig sezonu 2025".
Doskonałe ściganie przy ul. Pera Jonssona potwierdzały również statystyki prowadzone przez Ekstraligę, które oprócz zliczania punktów mierzyły także liczbę wyprzedzeń. I tak we wszystkich 70 meczach objętych telemetrią zanotowano blisko 900 manewrów wyprzedzania, liczonych według czterech kryteriów:
    - od wyjścia na prostą z pierwszego łuku; liczy się początek prostej,
    - zawodnik musi wyprzedzić całym obrysem motocykla drugiego zawodnika,
    - wyprzedzenia dotyczą tylko zawodników z przeciwnych drużyn,
    - na mecie jako wyprzedzenie traktowana była zasada pierwszeństwa, a nie całość motocykla.
Według tych kryteriów w rundzie zasadniczej MotoArena była najbardziej atrakcyjna pod względem mijanek. Jednak w play-off, 10 wyprzedzeń więcej zanotowano na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu i to Spartanie po sezonie mogli szczyć się obiektem z największą dawką sportowych emocji.

zespół Średnia liczba wyprzedzeń
w meczu
łączna liczba wyprzedzeń
w sezonie
Wrocław 17.33 156 w 9 meczach
Toruń 16.22 146 w 9 meczach
Zielona Góra 14.88 119 w 8 meczach
Grudziądz 12.56 113 w 9 meczach
Częstochowa 12.13 97 w 8 meczach
Lublin 10.22 92 w 9 meczach
Gorzów 10.00 90 w 9 meczach
Rybnik 9.33 84 w 9 meczach

Nic więc dziwnego, że kibice chętnie odwiedzali żużlowe areny i w sezonie 2025 podczas 70 spotkań Ekstraligi na trybunach zasiadło łącznie 673 778 widzów. Najwięcej kibiców było na meczach Betard Sparty Wrocław, która już drugi rok z rzędu może pochwalić się kompletem publiczności na wszystkich domowych pojedynkach w lidze. To duży wyczyn, biorąc pod uwagę sporą pojemność Stadionu Olimpijskiego, który może pomieścić 13 675 osób. Drugie miejsce w rankingu frekwencji najlepszej żużlowej ligi świata zajął obiekt PRES Toruń. Na Motoarenie średnia frekwencja wyniosła 13 029 widzów. Warto jednak podkreślić, że to właśnie w Grodzie Kopernika odnotowano największą liczbę kibiców na jednym meczu - finał Ekstraligi z Motorem Lublin oglądało bowiem 16 354 widzów, co oznaczało, że wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a 1 354 kibiców oglądało zawody stojąc. Na trzecim miejscu uplasował się Falubaz Zielona Góra, który słabszym początku sezonu zespół przechodził lekki kryzys frekwencyjny, ale dzięki derbom i innym hitowym spotkaniom, które przyciągały ponad 10 000 kibiców, poprawili swój wynik. Porównując jednak średnią z poprzedniego roku (11 800), Falubaz zaliczył spadek o ponad 1700 widzów na mecz. Regres frekwencyjny zanotowały również inne kluby - Motoru Lublin i przeżywającej ogromny kryzys finansowo-organizacyjny Stali Gorzów.

Fani Aniołów jednak przychodzili na mecze również dla swoich idoli, a takim niewątpliwie został Patryk Dudek, który odjechał świetne miesiące pod kątem indywidualnym (zdobył mistrzostwo Polski i Europy oraz awansował do Grand Prix), jak i drużynowym. Tak jak wspomniano był bezsprzecznie liderem torunian, wykręcając średnią biegową 2,363 (najwyższą w karierze i zarazem drugą w Ekstralidze), a w samej fazie play-off 2,454 (najwyższą w lidze). Trzydziestotrzylatek, który dodatkowo został ojcem, stał się powtarzalny i można powiedzieć nie notował wpadek. W tym miejscu warto też wspomnieć Mikkelu Michelsenie, który który obok Duzersa stał się czwartym do żużlowego brydża w talii Apatora i wspólnie Robertem Lamberta i Emilem Sajfutdinowem gromił przeciwników w ligowych potyczkach. Co ciekawe w finałowej batalii nikt nie spodziewał się, że błąd negocjacyjny Jakuba Kępy z 2022 roku może zakończyć utratą mistrzowskiej korony w roku 2025. Wówczas Kępa najpierw dogadał się Michelsenem, ale nie podpisał dokumentów, a gdy ten wrócił z wakacji w USA, to zorientował się w cenach na rynku i poprosił o podwyżkę. Lubelski prezes nie chciał o tym słyszeć, a lider Motoru chwilę później podpisał porozumienie z Włókniarzem Częstochowa, które gwarantowało mu 1,1 mln złotych za podpis na kontrakcie i 10 tysięcy złotych za punkt. Lublinianie chwilę później zdali sobie sprawę z błędu, ale na powrót Michelsena do rozmów było za późno. Finalnie pobyt w Częstochowie nie był najlepszym okresem w biografii Duńczyka i lecząc kontuzję , za stosunkowo niewielką kwotę, po sezonie 2024 do Torunia, z którym jeszcze przed końcem rozgrywek związał się umową do roku 2026, a w finale zwycięstwem w 14 biegu przypieczętował sukces Aniołów i spełnił oczekiwania kibiców, którzy śpiewali z trybun "Wiara, wiara jest w nas. Mistrza Polski nadejdzie czas". I nadszedł, a przyśpiewka weszła do swoistego kanonu kultury kibicowskiej toruńskiego żużla i stała się cytatem sezonu, który wybrzmiewał z trybun od kilku lat i w końcu po siedemnastu latach słowa te okazały się prorocze, a na sukces zapracował cały żużlowy Toruń.

Gdy opadły finałowe emocje, wielu zastanawiało się ile ów sukces kosztował, bo żużlowcy spisali się doskonale, a ich kontrakty uzależnione były od wyników osiąganych na torze. Toruń był jednak przygotowany na dodatkowe kosztu związane z premiami dla zawodników i trenera, o czym w wywiadzie mówił przewodniczący rady nadzorczej Adam Krużyński: Staramy się unikać sytuacji, w których musielibyśmy przebijać się pod kątem wynagrodzenia. Premie związane z wynikiem drużyny są zapisane w kontraktach. Większość naszych zawodników miała zawarte bonusy dot. indywidualnej postawy i drużynowej. Na kolejne lata naturalnie będą zmiany w kontraktach i wynikają z tego, co dzieje się na rynku. Musimy dopasować nasze stawki do stawek rynkowych. Budżety w Ekstralidze są na poziomie 25 milionów i więcej. Mieliśmy taki budżet zbudowany. My zbliżyliśmy się do 30 milionów i taki budżet zrealizujemy w sezonie 2025. To klubowy rekord, ale ten sezon jest wyjątkowy pod względem wielu aspektów. Wydaliśmy więcej, niż zakładaliśmy, bo zawodnicy mieli zagwarantowane dodatki w kontraktach związane z wynikami sportowymi. Nasi zawodnicy osiągnęli takie wyniki, które pozwoliły uruchomić pewne klauzule z tym związane. Musieliśmy wypłacić dodatkowe wynagrodzenia, a w teorii nie musiało się to przydarzyć przy gorszych wynikach. Z drugiej strony sam awans do finału spowodował zwiększenie przychodów. Porównując, wydaliśmy 7-10 proc. więcej, niż planowaliśmy, ale nie ma zagrożenia w realizacji zobowiązań finansowych. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to słyniemy z tego, że jesteśmy wypłacalni. W trakcie sezonu mogą się zdarzyć sytuacje, kiedy to skumulujemy płatności i przesuniemy je o tydzień lub dwa, ale to nie jest żadnym zagrożeniem dla funkcjonowania klubu. Przemysław Termiński słynie z tego, że sprawnie używa excela, by zarządzać klubem. Arkusz, którego używamy jest dobrze przygotowany i mam tu na myśli całość przepływów finansowych". 
Tak więc sezon 2025 okazał się dla toruńskiego żużla przełomowy nie tylko sportowym, ale i budżetowym. Z finansowego punktu widzenia Toruń po sezonie był już przygotowany na rok 2026 i mógł cieszyć się z silnego zaangażowania nowego sponsora tytularnego PRES Grupy Deweloperskiej z Torunia, która została z drużyną na kolejny rok, a to pozwoliło zawrzeć kontrakty z kluczowymi zawodnikami do 2027 roku, co gwarantowało klubowi stabilność personalną i potencjalnie mniejsze ryzyko kosztowych licytacji transferowych. Dodatkowo w kolejnych latach klub mógł liczyć również na dochody z organizacji rundy Speedway Grand Prix (w roku 2025 GP nie było organizowane w Toruniu). Było to ważne, bo wielu ekspertów podkreślało, że obrona drużynowego mistrzostwa Polski, jest znacznie droższe niż jego wywalczenie i wieldzili o tym również klubowi działacze, którzy planowali zimą marketingowo wykorzystać efekt mistrzowski, by jeszcze bardziej zdywersyfikować dochody i pozyskać nowych sponsorów, która pozwoli utrzymać czwórkę liderów Dudek - Lambert - Michelsen - Sajfutdinow w komplecie również po sezonie 2027 roku. Dodatkowo do zespołu na zmagania w roku 2026 do składu dołączył Norick Bloedorn, na pozycji U24 zastępując Kvecha. Klub zamierzał także dalej inwestować w młodzież, bowiem pod okiem Piotra Barona skrzydła zaczął rozwijać duet juniorski w osobach Mikołaja Duchińskiego i Antka Kawczyńskiego, a w parkingu już czekały kolejne młode Aniołki, marzące o sukcesach na miarę Bartosza Zmarzlika czy Tomasza Golloba.

Finalnym podsumowaniem sezonu niech będą fragmenty wypowiedzi Piotra Barona, w serialu Canal+ "Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu", kiedy to można było usłyszeć jak w półfinałowym meczu we Wrocławiu wyglądał warsztat pracy szkoleniowca.
Przed meczem: Jedziesz do Wrocławia i wiesz, że masz skład. Jeżeli trzech zawodników mi odpali, to faktycznie będziemy mogli wejść do tego finału. Ale jadąc na taki mecz nie wiesz, czy ci trzech odpali, czy dwóch.
Wydarzenia na torze: W pierwszej serii odpaliło dwóch: Patryk Dudek i Emil Sajfutdinow, ale to wystarczyło, żeby goście przegrywali tylko 11:13.W drugiej serii przebudził się Mikkel Michelsen, ale po raz kolejny zawiódł Robert Lambert.
W trakcie obchodu toru: Jak widzicie, tor macie bardzo podobny do tego, co był zawsze we Wrocławiu. Zielone światło stoi na swoim miejscu. To też jest dobre. Co wam mam mówić? Jedziemy na maksa. Jak będzie trzeba rezerwy to nie dyskutujemy, tylko będziemy zapierdalać i tyle. Dziś się liczy drużyna. Tak? A jak się uda, viagra i Jack Daniels do oporu! Stawiam!
Po drugim równaniu toru: Musimy Robertowi pomóc, bo jest nam potrzebny w chuj.
Wydarzenia na torze: W 9. biegu Lambert niespodziewanie się odrodził i razem z Patrykiem Dudkiem przywieźli na 5:1 Brady'ego Kurtza i Macieja Janowskiego.
Przed biegami nominowanymi: Baron postawił na Mikkela Michelsena i Patryka Dudka. Zastanawiał się tylko, jakie pola im przydzielić.
Patryk dla Ciebie ja bym zrobił trzecie... No jak tak uważasz... A ty co uważasz? Masz kurwa jebnąć i spierdalać Obojętnie. Ty czy on. Mikkel chodź na chwilę .... Mikkel masz trzecie, Dudek ma pierwsze.

Po ostatnim biegu: Wyjście do kibiców po meczu, Baron razem z zawodnikami trzymał się za ramiona i podskakiwał rytmicznie, dziękując kibicom, stwierdził z uśmiechem: Ja to się kurwa nie mogę oderwać. Jebana grawitacja!  Przede wszystkim mam drużynę fajnych chłopaków, z których jestem bardzo dumny. Jeszcze raz brawo chłopaki. Dziękuję za dobrą robotę. Jacka kupię na stacji, viagry mam cały samochód.

Wcześniej jednak wschodzące gwiazdy speedwaya mogły powalczyć o rozwój swoich karier w programie Red Bull Juniorskie Asy. W trzeciej edycji programu juniorzy zbierali punkty na podstawie zajmowanych miejsc w każdym drugim biegu meczu a do klasyfikacji sumowane były ze spotkań w fazie play-off oraz play-down. Dodatkowo, podczas każdego ze spotkań w sezonie, widzowie poprzez aplikację Ekstraligi mogli głosować na najlepszego juniora danego meczu. Zwycięzca klasyfikacji kibiców również otrzymywał specjalną nagrodę na koniec sezonu.
Celem programu było udzielenie wsparcia sprzętowego oraz inwestycja w rozwój sportowy juniorów, którzy rywalizowali w Ekstralidze. Ambasadorem inicjatywy był Maciej Janowski - indywidualny mistrz świata juniorów z 2011 r., wielokrotny mistrz Polski, brązowy medalista mistrzostw świata w sezonie 2022. "Jest się o co bić, bo dostęp do najlepszych silników i sprzętu stanowi barierę dla młodych żużlowców, a sam pobyt w Red Bull Athlete Performance Centre to uzyskanie skarbnicy wiedzy o swoim organizmie od najlepszych specjalistów. Słyszałem również od Mateusza Cierniaka i Wiktora Przyjemskiego jak bardzo szczegółowe badania i sesje treningowe uświadomiły ich o własnych możliwościach" – mówił "Magic", który też kiedyś odwiedził Red Bull Athlete Performance Center w austriackim Thalgau, gdzie badania przechodzili czołowi sportowcy świata – między innymi Max Verstappen (F1), Lindsey Vonn (narciarstwo alpejskie), Marc Marquez (Moto GP) i wielu innych..

W roku 2025 w myśl regulaminu, za miejsca 1-3 klasyfikacji generalnej przyznano nagrody:
1 miejsce: Tytuł Juniora Sezonu Ekstraligi + Voucher o wartości 30 000 zł netto do wykorzystania na zakup silnika u KOWALSKI RACING S.K.A. wraz z konsultacjami z tunerem Ryszardem Kowalskim + 3-dniowy obóz treningowy w centrum Red Bull Athlete Performance Center w Thalgau, Austria o wartości 10 000 zł
2 miejsce: Voucher o wartości 20 000 zł netto do wykorzystania na zakup ramy motocykla żużlowego w sklepie Rafał Haj Speedway Parts.
3 miejsce: Voucher o wartości 10 000 zł netto do wykorzystania na zakup sprzętu żużlowego w sklepie Rafał Haj Speedway Parts

Za wygranie klasyfikacji kibiców na koniec sezonu w głosowaniu w aplikacji Ekstraligi:
3-dniowy obóz treningowy w centrum Red Bull Athlete Performance Center w Thalgau, Austria o wartości 10 000 zł

W pierwszej edycji w 2023 triumfował Mateusz Cierniak, a w drugiej, Wiktor Przyjemski, który wygrał również trzecią edycję.

      I II III IV M ŚBP BON PKT
1 Wiktor Przyjemski LUB 14 2 0 0 16 2,150 0 46
2 Damian Ratajczak ZIE 9 5 0 0 16 1,750 2 37
3 Oskar Paluch GOR 6 6 3 2 18 1,462 2 33
4 Kevin Małkiewicz GRU 5 7 3 0 17 1,540 3 32
5 Antoni Kawczyński TOR 6 4 4 4 18 1,034 1 30
6 Jakub Krawczyk WRO 5 6 1 1 14 1,744 5 28
7 Marcel Kowolik WRO 6 2 5 2 15 1,273 2 27
8 Franciszek Karczewski CZE 6 3 2 3 15 1,200 2 26
9 Bartosz Bańbor LUB 1 5 5 2 15 1,280 4 18
10 Kacper Łobodziński GRU 2 3 5 3 13 0,897 5 17
11 Oskar Hurysz ZIE 3 2 4 2 12 0,861 2 17
12 Hubert Jabłoński GOR 2 3 4 3 12 0,784 2 16
13 Paweł Trześniewski RYB 0 4 5 6 17 0,648 4 13
14 Kacper Tkocz RYB 1 3 4 3 12 0,528 1 13
15 Szymon Ludwiczak CZE 1 2 6 4 13 0,711 0 13
16 Maksym Borowiak RYB 1 4 1 1 7 0,591 0 12
17 Mikołaj Duchiński TOR 1 2 3 5 12 0,694 2 10
18 Nikodem Mikołajczyk WRO 1 2 2 1 6 0,900 1 9
19 Krzysztof Lewandowski TOR 0 2 2 2 6 0,650 0 6
20 Bartosz Jaworski LUB 0 1 2 2 5 0,619 2 4
21 Jan Przanowski GRU 0 1 2 2 5 0,467 1 4
22 Mikołaj Krok GOR 0 1 1 1 3 0,550 1 3
23 Kacper Halkiewicz CZE 0 0 3 0 4 0,769 0 3
24 Gracjan Szostak ZIE 0 0 1 2 3 0,500 0 1
25 Oskar Chatłas GOR 0 0 1 1 3 0,250 0 1
26 Krystian Gręda WRO 0 0 0 1 1 0,000 0 0
27 Eryk Farański ZIE 0 0 0 1 1 0,000 0 0
28 Damian Miller GRU 0 0 0 1 1 0,000 0 0

Na koniec należy wspomnieć, że sezon żużlowy AD 2025 zakończyła 17 października uroczysta Gala Ekstraligi podczas której wręczono "Szczakiele" dla żużlowców i działaczy.
Nagrody otrzymali nominaci na których można było głosować od 24 do 31 sierpnia na stronie Ekstraligi Żużlowej oraz Canal+ Speedway na Facebooku.
O wyborze najlepszej piątki do głosowania głównego decydowała zsumowana liczba głosów, a końcowe rozstrzygnięcia zdominowali zawodnicy z Torunia, którzy wygrali lub pojawili się na podium w sześciu spośród ośmiu kategorii.

Nagroda Specjalna
Bartosz Zmarzlik
 

Złoty Szczakiel
Jarosław Hampel

Najlepszy polski zawodnik:

1. Patryk Dudek - Toruń
2. Bartosz Zmarzlik - Lublin
3. Maksym Drabik - Rybnik

Najlepszy zagraniczny zawodnik:

1. Brady Kurtz - Wrocław
2. Michael Jepsen Jensen - Grudziądz
3. Mikkel Michelsen - Toruń
Najlepszy junior:

1. Wiktor Przyjemski - Lublin
2. Damian Ratajczak - Zielona Góra
3. Kevin Małkiewicz - Grudziądz
 

Najlepszy trener/menedżer:

1. Piotr Baron - Toruń
2. Maciej Kuciapa - Lublin
3, Robert Kościecha - Grudziądz


Niespodzianka sezonu:

1. Patryk Dudek - Toruń
2. Brady Kurtz - Wrocław
3. Maksym Drabik - Rybnik
 

Zwycięzca U24 Ekstraligi:

Sparta Wrocław

Wyścig sezonu:

bieg 12
Toruń - Lublin
Jan Kvech & Antoni Kawczyński

Drużyna sezonu:

Press
Grupa Deweloperska
Toruń

 

ROZGRYWKI POZALIGOWE góra strony


         
    

Ś
W
I
A
T
  2025 2025 2025-05-30 2025-09-13 2025-10-04 2025-10-03  
IMŚ - SGP IMŚJ-U21-SGP2 IMŚJ-U16-SGP3 IMŚJ-U13-SGP4 SoN
SoN2
cykl
cykl
Praga

torunianie
nie stratowali w finale

Vojens

torunianie
nie stratowali w finale

Toruń
Toruń
 

E
U
R
O
P
A
  4 turnieje finałowe 2025-06-28 20024-07-26 2025-08-23 2025-07-15 MEPJ IME250 cykl
3 turnieje

MEP250 cykl
4 turnieje

PE125 Ryga
2025-07-13

PE85 xxx
2025-xx-xx

IME - SEC
DME
DMEJ-U23 IMEJ-U19 MEP 2025-07-26 U24 Macon
torunianie
nie stratowali w finale

cykl

Gdańsk
Macon

torunianie
nie stratowali w finale

Grudziądz

torunianie
nie stratowali w finale

Daugavpils

torunianie
nie stratowali w finale


2025-09-06 U19 Pilzno
torunianie
nie stratowali w finale

P
O
L
S
K
A
  3 turnieje 2025-04-04 2025-04-05 2025-08-16 2025-07-12 2025 2025
IMP
IMME MPPK
MIMP MMPPK DMPJ IPE U17
cykl

Łódź
Grudziądz
Bydgoszcz
Lublin

torunianie
nie stratowali w finale

cykl
cykl

K
A
S
K
I
  2025-04-21 2025-05-12 2025-04-23        
Złoty Kask Srebrny Kask Brązowy Kask        
Opole
Świętochłowice

torunianie
nie stratowali w finale

 

Krosno

torunianie
nie stratowali w finale

       

I
N
N
E
  2025-cykl 2025-03-30 2025-04-06 2025-06-07 20250-10-05    
Turniej
Zaplecza
Kadry Juniorów
Kryterium
Asów
Turniej o koronę Bolesława Chrobrego
I króla Polski
Polska
Reszta Świata
Zakończenie kariery przez Jarosława Hampela    
   

WYNIKI MECZÓW ROZEGRANYCH Z UDZIAŁEM TORUŃSKIEJ DRUŻYNY W SEZONIE 2025góra strony


   
Kolejka
I
runda
zasadnicza
2025-04-13
Toruń - Wrocław
49 : 41 2025-04-29
przełożony
2025-05-26
 
Gorzów - Toruń
 
44 : 45
II
runda
zasadnicza
2025-04-20   
Gorzów - Toruń
45 : 45 2025-05-06 pauzuje
III
runda
zasadnicza
2025-04-25
przełożony
2025-04-29
  
Rybnik - Toruń
32 : 58 2025-05-13
Leszno - Toruń
 
44 : 46
IV
runda
zasadnicza
2025-05-02   
Toruń - Cze-wa
47 : 43 2025-05-20
przełożony
2025-06-23
  
Toruń - Z. Góra
  
40 : 50
V
runda
zasadnicza
 
2025-05-11   
Z. Góra - Toruń
46 : 44 2025-05-27  
Toruń - Rybnik
  
59 : 31
VI
runda
zasadnicza
 
2025-05-23   
Toruń - Gru-dz
52 : 38 2025-06-03
przełożony
2025-07-14

Lublin - Toruń
 
37 : 35
VII
runda
zasadnicza
2025-06-01   
Lublin - Toruń
55 : 35 2025-06-10
Cze-wa - Toruń
 
60 : 30
VIII
runda
zasadnicza
2025-06-08
Toruń - Lublin
48 : 42 2025-06-17
Toruń - Gru-dz
 
44 : 42
IX
runda
zasadnicza
2025-06-22   
Gru-dz - Toruń
44 : 46 2025-06-24  
Toruń - Wrocław
  
55 : 33
X
runda
zasadnicza
2025-06-29   
Toruń - Z. Góra
53 : 37 2025-07-01 pauzuje
XI
runda
zasadnicza
2025-07-11
przełożony
2025-08-01
  
Cze-wa - Toruń
35 : 55 2025-07-08  
Toruń
- Leszno
 
56 : 34
XII
runda
zasadnicza
2025-07-18   
Toruń - Rybnik
59 : 31 2025-07-15  
Toruń - Cze-wa
 
55 : 35
XIII
runda
zasadnicza
2025-07-25   
Toruń - Gorzów
60 : 29 2025-07-22
przełożony
2025-07-28
 
Z, Góra -
Toruń
 
41 : 49
XIV
runda
zasadnicza
2025-08-10   
Wrocław - Toruń
56 : 34 2025-07-29  
Rybnik - Toruń
 
53 : 37

P L A Y    O F F
 

P L A Y    D O W N

2025-08-05
Toruń - Lublin
47 : 43
2025-08-12
Wrocław - Toruń
66 : 24
2025-08-19
Grudziądz -
Toruń
35 : 55
2025-08-26
Toruń - Gorzów
64 : 26
XV
runda
półfinałowa
2025-08-24
Toruń - Wrocław
52 : 38 Pkt.
Duże+Bon
Tabela U24 po rundzie zasadniczej
Torunianie nie awansowali do finału
Pkt.
małe
23 + 6

U24 Beckhoff Sparta
Wrocław

+178
22 + 5

AVO KS
Toruń

+67
XVI
runda
 półfinałowa
2025-09-07   
Wrocław - Toruń
47 : 43 21 + 6

Polcopper Agromix Unia
Leszno

+21
21 + 5

Motor
Lublin

+137
18 + 5

Impact Włókniarz
Częstochowa

+41
XVII
runda
finałowa
2025-09-21
Toruń - Lublin
54 : 36 16 + 4

Falubaz
Zielona Góra

+30
10 + 2

Grupa Metrocas ROW
Rybnik

-101
6 + 2

Grudziądzkie Mebelki GKM
Grudziądz

-189
XVIII
runda
finałowa
2025-09-28   
Lublin - Toruń
52 : 38 7 + 1

Perłowa Przystań Stal
Gorzów

-184
Finał 2005-09-09
Toruń - Wrocław

2025-09-16
Wrocław
- Toruń

40 : 49
 
 
58 : 32


KADRA TORUŃSKICH ANIOŁÓW W SEZONIE 2025góra strony


     
Zawodnik - Działacz rozgrywki mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu

Kadra seniorów
DUDEK Patryk 18 91 194 20 2,352 2

  
Duzers w rozgrywkach Ekstraligi należał do najskuteczniejszych zawodników, kończąc sezon ze średnią 2,319 pkt/bieg, co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji indywidualnej. Lepszy był jedynie mistrz świat Bartosz Zmarzlik. Sezon zwieńczył wyróżnieniem podczas Gali Ekstraligi, kiedy w kategorii Najlepszy zawodnik oraz Objawienie sezonu otrzymał statuetki Szczakiela. Nikogo to nie zaskoczyło, bo Patryk był pewnym punktem toruńskiej drużyny, regularnie zapisywał na swoim koncie dwucyfrowe zdobycze punktowe, zarówno na Motoarenie, jak i na wyjazdach. Dołożył tym samym istotny wkład do mistrzostwa PRES Toruń i w klubie nikt nie miał wątpliwości, że należy zawodnika zatrzymać na dłużej i ogłoszono podpisanie umowy na kolejne dwa sezony.
Warto w tym miejscu też wspomnieć, że wyniki ligowe Patryk przełożył również na sukcesy indywidualne i międzynarodowe. W Indywidualnych Mistrzostwach Polski sięgnął bowiem po złoty medal, wyprzedzając m.in. wspomnianego Zmarzlika czy uczestnika GP - Dominika Kuberę. Dla toruńskiego lidera był to drugi tytuł w karierze, bowiem pierwszy zdobył w 2016 roku w brawach zielonogórskich.
Równolegle toruński lider, rywalizował w cyklu SEC, gdzie od początku uplasował się na pozycji lidera, ale walczyć o tytuł musiał do samego końca, bowiem przed ostatnimi rundami w Lesznie i Pardubicach miał tylko cztery punkty przewagi nad Kacprem Woryną i pięć nad Leonem Madsenem. Ostatecznie tytuł trafił w ręce Anioła i było to o tyle ważne, że był to pierwszy mistrzowski tytuł w SEC dla Polaka, a dodatkowo zdobycie tytułu mistrza Europy dało mu bezpośredni awans do Grand Prix 2026.
Doskonale występy zawodnika docenił menadżer kadry narodowej i powołał Duzersa do składu na turniej SoN. Niestety polska drużyna kompletnie pogubiła się w finałowej batalii na MotoArenie i zajęła dopiero drugie miejsce.
 

MICHELSEN Mikkel 18 87 178 9 2,149 8

    
Angaż Duńczyka w PRES Toruń określano mianem hitu transferowego na miarę awansu do finału rozgrywek, mimo iż wcześniejsze dwa sezony miał przeciętne, bądź po prostu słabe. Michelsen odrodził się niczym feniks z popiołów, z miejsca wchodząc w buty lidera naszpikowanej gwiazdami drużyny i był jednym z motorów napędowych na drodze do zwycięstwa w rozgrywkach Ekstraligi. Nie wyszły mu tak naprawdę dwa mecze, w pozostałych będąc bardzo pewnym punktem ekipy "Aniołów". Warto dodać, że po d względem średniej, która sklasyfikowała go na 9 miejsce w klasyfikacji był to jego drugi najlepszy sezon w karierze. W barwach toruńskiego klubu Michelsen zdobył łącznie 187 punktów z bonusami. Zakładając stawkę 8 tys. zł za punkt, jego wynagrodzenie z toru wyniosło ok. 1,5 mln zł. Z dodatkiem za podpis (800 tys. zł) kosztował klub ok. 2,3 mln zł. W kontekście osiągniętego mistrzostwa Polski, transfer uznano za jeden z najlepszych ruchów kadrowych sezonu.
Michelsen był zawodnikiem regularnym, skutecznym zarówno na Motoarenie, jak i na wyjazdach. Wygrał m.in. 14 bieg w Lublinie, który przypieczętował tytuł drużynowego mistrza Polski. Jego występy miały bezpośredni wpływ na końcowy sukces zespołu. W porównaniu z poprzednimi sezonami, poprawił swoje starty, ale co ważne nie stracił skuteczność wyprzedzania na dystansie.
Doskonała postawa Duńczyka sprawiła, że klub szybko poinformował o przedłużeniu kontraktu z Michelsenem na kolejne dwa lata. A sam zawodnik nie miał wątpliwości, że Toruń to jego drugi dom, a współpraca z Piotrem Baronem, była tym czego potrzebowała jego kariera. To wszystko sprawiło, że toruński klub zabezpieczył jeden z filarów formacji seniorskiej na kolejne lata, a Michelsen obok Sajfutdinowa, Lamberta i Dudka, miał stanowić trzon formacji seniorskiej.
Niestety na arenie międzynarodowej sezon nie był tak udany dla Mikkela. W Grand Prix zajął dziewiąte miejsce i choć liczył na dziką kartę w kolejnym roku, przy nominacjach został pominięty. Po jego myśli nie potoczył się również turniej SoN, rozgrywany w Toruniu, bo choć jego nazwisko widniało w programie, to na torze się nie pojawił.
  

SAJFUTDINOW Emil 18 87 173 12 2,126 12

 
Sezon 2025 był dla Emila Sajfutdinowa czasem próby, determinacji i triumfu. Choć park maszynowy Baszkira nie zawsze dorównywał rywalom, lider PRES Toruń udowodnił, że serce do walki potrafi zastąpić konie mechaniczne. Trener Piotr Baron nie krył podziwu, a jego słowa "Emil punkty robił z wątroby. Jechał całym sobą". stały się symbolem jego postawy - jazdy na granicy ryzyka, bez kalkulacji, z pełnym zaangażowaniem.
Sajfutdinow był filarem drużyny, której punkty często decydowały o losach spotkań. W finale z Motorem Lublin jego występ miał kluczowe znaczenie w drodze po upragnione mistrzostwo. Choć motocykle zawodziły, Emil nie szukał wymówek - zamiast tego jeszcze mocniej zaciskał zęby i walczył o każdy metr toru. Współpraca z Piotrem Baronem okazała się fundamentem sukcesu. Trener potrafił wydobyć z zawodnika to, co najlepsze, a ich wzajemne zrozumienie przełożyło się na wyniki. Sajfutdinow nie tylko punktował, ale też inspirował młodszych kolegów, stając się symbolem odpowiedzialności i profesjonalizmu. Mentalność mistrza, jaką prezentował przez cały sezon, przypomniała kibicom, że żużel to nie tylko technologia, ale przede wszystkim charakter. Jego jazda była pełna emocji, odwagi i poświęcenia, czyli cech, które doceniają najwytrawniejsi fani żużla w Toruniu.
Nic więc dziwnego, że już w trakcie sezonu klub już rozpoczął rozmowy kontraktowe z zawodnikiem na sezon 2026, bowiem prezes Ilona Termińska chciała utrzymać trzonu zespołu, a Emil z odpowiednim sprzętem, miał być jeszcze silniejszym ogniwem, bo historia 2025 roku pokazała, że Sajfutdinow to gwarancja nie tylko punktów, ale także pasji zawodnika i zadowolenia kibiców.
 

 LAMBERT Robert 18 89 156 11 1,876 19

 
Sezon 2025 w wykonaniu Roberta Lamberta nie należał do tak udanych jak lata minione. Kapitan "Aniołów" od początku rozgrywek wyraźnie męczył się na motocyklu. Brakowało prędkości, a z czasem również i pewności w jeździe. Brytyjczyk, stał się zakładnikiem wybitnego sezonu 2024, w którym został wicemistrzem świata. Niestety w kolejnym roku nie zdołał utrzymać wysokiej formy. Przed sezonem, zapowiadał walkę o mistrzostwo świata i próbę detronizacji Bartosza Zmarzlika, jednak rzeczywistość okazała się mniej łaskawa. W Grand Prix uplasował się dopiero na ósmym miejscu, nie awansując do ani jednego finału m.in. w Manchesterze, gdzie liczono na jego dobry występ. Również w SoN nie odegrał znaczącej roli, a reprezentacja Wielkiej Brytanii nie liczyła się w walce o medale.
W barwach PRES Toruń Anglik choć w ważnych momentach stawła na wysokości zadania to można powiedzieć, że liczono od niego znacznie więcej. Po dziesięciu kolejkach Ekstraligi znajdował się w trzeciej dziesiątce pod względem średniej biegopunktowej. Na MotoArenie, gdzie wcześniej był jednym z liderów, zanotował spadek formy, przeplatając biegi wręcz doskonałe, startami kompletnie nieudanymi. Tak było choćby w spotkaniu przeciwko Falubazowi Zielona Góra gdy rozpoczął obiecująco, ale w ostatnim biegu przegrał z wyraźnie słabszymi tego dnia Hampelem i Jensenem.
Zawodnik nie ukrywał rozczarowania swoją postawą, wskazując na problemy ze sprzętem i trudności w dopasowaniu ustawień motocykla. Mimo to wykazywał pełne zaangażowanie i chęć powrotu do optymalnej dyspozycji. W jego teamie zaczął pojawiać się m.in. Ashley Holloway, który wspierał wicemistrza świata w powrocie do optymalnej formy.
Pomimo słabszego sezonu, Lambert pozostał w Toruniu, gdzie przez pięć lat zyskał grono wiernych kibiców, żonę i swój drugi dom. Nic więc dziwnego że podpisano z nim umowę na kolejne dwa lata wierząc, że zawodnik zrobi wszystko, by w kolejnym roku powrócić do światowej czołówki i stanie czwartym seniorem do brydża w żużlowej talii Asów, Piotra Barona.
 

KVECH Jan 18 71 85 18 1,451 37

   
Jan Kvech w barwach PRES Toruń, zanotował najlepszy rok w dotychczasowej karierze. Czech w sezonie 2025, po raz pełnił rolę zawodnika do lat dwudziestu czterech i wyraźnie poprawił średnią biegową - z 1,220 pkt/bieg, do 1,451. Na Motoarenie potrafił osiągnąć nawet 1,74, co było jednym z najwyższych wyników w drużynie. W kilku spotkaniach Ekstraligi odegrał istotną rolę, m.in. w meczach z Gorzowem (2. kolejka) i Częstochową (4. kolejka), gdzie jego punkty miały wpływ na końcowy wynik.
Po zakończeniu sezonu Kvech nie przedłużył kontraktu z toruńskim klubem i z żalem żegnał się z Aniołami, zapowiadając rychły powrót na MotoArenę. Powodem rozstania był koniec wieku uprawniającego do jazdy w formacji U-24. Czech rozważał kilka ofert, w tym z Poznania, Rzeszowa i Łodzi. Przez pewien czas wydawało się, że trafi do H. Skrzydlewska Orzeł Łódź, z którym ustalił wstępne warunki kontraktu, ale ostatecznie, po renegocjacjach ze strony łódzkiego klubu, zawodnik wycofał się z rozmów i podpisał umowę w doskonale mu znanym Rybniku, gdzie miał szansę na dalszy rozwój, choć presja wyników miała być większa niż dotychczas, bo spadkowicz szybko chciał powrócić do elity.
Warto podkreślić, że Czech z uwagi na swoją narodowość, otrzymał zaproszenie do startu w cyklu Grand Prix, ale nie zdołał przebić się do czołówki, choć pokonał w klasyfikacji generalnej m.in. Martina Vaculika . W walce o światowe laury zabrakło mu przede wszystkim regularności, choć w SoN zdobył 12 z 14 punktów czeskiej drużyny, ale jego zespół zajął ostatnie miejsce.
  


Kadra juniorów uprawnionych do startu w DMP na pozycji zawodnika do lat 21, w lidze U24 oraz DMPJ
KAWCZYŃSKI Antoni 18 59 54 7 1,034 46
18 88 194 13 2,352 8

   
Wiele się w ostatnich latach mówiło o toruńskich juniorach, zazwyczaj niezbyt pochlebnie. Wytykano nawet, że właśnie słabość tej formacji jest niczym kula u nogi w drodze po mistrzostwo Polski. Tymczasem Antek Kawczyński wykonał jeden z najbardziej wyraźnych skoków rozwojowych w dotychczasowej karierze. Rok ten stał się momentem, w którym z roli obiecującego juniora przeszedł do grona zawodników faktycznie wpływających na wynik drużyny PRES Toruń. Jego występy w Ekstralidze i lidze U24 pokazały, że konsekwentna praca nad techniką oraz dojrzalsze podejście do przygotowań zaczęły przynosić efekty.
W lidze krajowej utrzymywał średnią przekraczającą jeden punkt na bieg, co jak na zawodnika na tym etapie rozwoju było istotnym sygnałem sportowego progresu. Jego mecze coraz częściej zawierały kluczowe biegi, w których potrafił "dowieźć" bonus lub uratować pojedynczy punkt. I właśnie te drobne elementy wspierały drużynę w sytuacjach, gdy wynik był na styku. W rozgrywkach U24 radził sobie jeszcze lepiej, prezentując większą pewność siebie oraz lepsze starty, dzięki czemu często walczył z czołówką stawki.
Najbardziej symbolicznym ligowym sukcesem Kawczyńskiego było zwycięstwo wspólnie z Janem Kvechem na MotoArenie, w finałowym meczu, gdy w dwunastej gonitwie dowiózł do mety 5:1 dla Aniołów, a bieg ten na stałe wpisał się do annałów żużlowego ścigania, bowiem został wybrany biegiem sezonu 2025. Występ ten zwrócił uwagę komentatorów, którzy dostrzegli, że młody zawodnik potrafił unieść presję startu przed własną publicznością, a to zwycięstwo zaczęło budować jego wizerunek jako zawodnika gotowego na większe wyzwania.
Oczywiście sezon nie przebiegał tylko w kategoriach sukcesu, bo jak każdy młody żużlowiec, miewał słabsze momenty, wahania formy i biegi "na zero", zwłaszcza na innych torach. Trener Piotr baron pracował jednak nad poprawą jego skuteczności, doradzał korekty sprzętowe, analizował torowe zachowania. Antek cenił te rady i odwdzięczył się znacznie lepszą drugą częścią sezonu. Nic więc dziwnego, że sztab szkoleniowy zaczął traktować go jako ważny element układanki rozwojowej, a kibice zaczęli widzieć w nim zawodnika, który może w przyszłości pełnić rolę punktującego lidera formacji młodzieżowej w sezonie 2026. Młody Anioł musiał jednak ustabilizować formę zwłaszcza na wyjazdach, a także powinien podjąć skuteczną próbę przebicia się do indywidualnych finałów młodzieżowych w tym SGP2.
  
DUCHIŃSKI Mikołaj 16 36 21 4 0,694 nklas 5
18 88 94 20 1,296 43

Sezon 2025 dla Mikołaja był szczególny, bo zadebiutował na ligowych torach. Sam fakt, że został doceniony przez trenera i wystawiony w składzie drużyny ekstraligowej mógł uznać uznać za swój sukces. Jednak gdy pojawił się na torze ziściły się jego pierwsze sportowe marzenia. Jego zadaniem było jednak odjechanie jak największej liczby biegów i zebranie solidnego doświadczenia w dalszym rozwoju. Choć do składu wskoczył dość niespodziewanie, to umiejętnie wykorzystał swoją szansę i na MotoArenie potrafił dorzucić cenne punkty do dorobku drużyny. Mimo młodego wieku potrafił też znaleźć swoje miejsce na torze i nie przeszkadzał tym którzy mieli zdobywać punkty dla drużyny. Jednak młody jeździec wykazywał już pewne sportowe elementy, które pozwalały sądzić, że ma szansę rozwijać swój potencjał. Na pewno w odróżnieniu do Krzysztofa Lewandowskiego, za którego wskoczył do składu miał niezły moment startowy, dobry przegląd sytuacji na pierwszym łuku, a na trasie odważnie walczył z bardziej utytułowanymi rywalami. Co prawda punktów z tego nie było, ale wyścigi z jego udziałem mogły się podobać, a kibice kilkukrotnie nagrodzili go solidnymi brawami. Niestety zawodnik miał też swoje wady. Posiadał ogromną liczbę sprzętu, którym żonglował w różnych rozgrywkach, a to mogło burzyć w młodym sportowcu rozumienie motocykla. Poza tym w jego otoczeniu było też sporo niepotrzebnych osób, które z czasem mogły przeszkadzać w rozwoju. Toruń jednak doczekał się kolejnego wychowanka z którego Piotr Baron planował w kolejnych latach wycisnąć to co najlepsze i oby Mikołaj wykorzystał tę szansę.
 
LEWANDOWSKI Krzysztof 17 20 11 2 0,650 nklas 7
18 89 134 14 1,663 34

  
Najgorsza średnia w historii startów w Ekstralidze. Utrata miejsca w podstawowym składzie w Toruniu. To tylko kilka z problemów Krzysztofa Lewandowskiego, które sprawiły, że sezon 2025 w jego wykonaniu okazał się najsłabszym w jego dotychczasowej karierze. Zawodnik PRES Toruń zakończył rozgrywki Ekstraligi ze średnią 0,650 pkt/bieg, co stanowiło najgorszy wynik w jego dotychczasowych ligowych statystykach. Wystąpił w ośmiu meczach, odjechał 20 biegów, zdobywając łącznie 11 punktów i 2 bonusy. Niestety już od szóstej kolejki stracił miejsce w podstawowym składzie, a jego rola ograniczyła się do funkcji rezerwowego. Również e Ekstralidze dla zawodników do lat 24 nie osiągnął spektakularnych wyników i w klubie nie ukrywano rozczarowania. Trener Piotr Baron podkreślał, że zawodnik nie wykazywał odpowiedniego zaangażowania, a jego przygotowanie mentalne pozostawiało wiele do życzenia. Sam Lewandowski przyznał w serialu "Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu", że stres paraliżował go przed startami, co wpływało na wyniki. Gdy wskoczył ponownie do składu m.in. w Lublinie, przełom nie nastąpił i nie chodziło o zdobycze punktowe, ale o styl jaki zawodnik prezentował na torze. Jeździł bojaźliwie i zachowawczo, nie potrafił wykorzystać torowych okazji, choć sprzęt spisywał się nie najgorzej. W końcówce sezonu zawodnika opuścili także mechanicy i można powiedzieć jego team się rozpadł. Mimo ważnej umowy na kolejny rok z Apatorem zaczęto rozważać jego wypożyczenie. Ostatecznie podjęto decyzję o rozstaniu, dając mu szansę odbudowy w niższej lidze.
Na arenie międzynarodowej Lewandowski nie odegrał znaczącej roli. Nie zakwalifikował się do finałów turniejów młodzieżowych, a jego udział w eliminacjach zakończył się na wczesnym etapie. Brak regularnych startów w lidze przełożył się też na ograniczoną liczbę zaproszeń do występów w zawodach młodzieżowych w Polsce i poza jej granicami.
Po sezonie pojawiły się informacje o możliwym transferze do H.Skrzydlewska Orzeł Łódź, gdzie miałby pełnić rolę podstawowego juniora w 2 Ekstralidze. I był to dla zawodnika w ostatnim juniorskim sezonie ostatni dzwonek, a zarazem szansa na odbudowanie formy przed wejściem w wiek seniora. Tak więc dalsza kariera Lewandowskiego mogła wejść na inny poziom, ale musiał w innym otoczeniu powrócić do podstaw żużlowego rzemiosła. Czyli treningów i skupieniu uwagi tylko na żużlu.
 

RUMIŃSKI Oskar 2 1 0 0 0,000 nklas 18
17 72 49 11 0,833 54
   
Sezon 2025 był dla Oskara ważnym etapem sportowego dojrzewania, łącząc starty w rozgrywkach młodzieżowych miał wskoczyć do seniorskiego składu PRES Toruń. I choć jego nazwisko zostało wpisane do programu Ekstraligowego nie dane mu było szarzej zaistnieć na tym poziomie rywalizacji. Regularnie ścigał się jednak w U24, co było sygnałem zaufania ze strony sztabu trenerskiego i pokładanych w nim nadziei. Niestety wkład punktowy Oskara w dorobek Aniołów w U24 nie był zbyt okazały, jednak każdy pojedynek pozwalał mu lepiej oswajać się z poziomem, tempem i wymaganiami rywalizacji. W pewnym momencie jego jazda stała się bardziej pewna, a punkty choć nie zawsze okazałe zdobywał dość regularnie. Szczególnie dobrze prezentował się na Motoarenie, dobrze wychodził spod taśmy i potrafił wykorzystywać atut znajomości toru. W młodszej kategorii wiekowej zbierał również komplementy za progres w technice jazdy oraz wyraźnie lepszą kontrolę motocykla na dystansie.  Trener podkreślał jego cierpliwość, zapał oraz gotowość do pracy i widział w nim młodzieżową rezerwę w sezonie 2026. Oskar musiał jednak wykonać kolejny progres i większą przewidywalność. Jeśli tak się stanie może stać się zawodnikiem realnie liczącym się w walce o stałe miejsce w składzie oraz jednym z bardziej perspektywicznych młodzieżowców w klubie.
  
   
Kadra zawodników uprawnionych do startu w DMP na pozycji jeżdżca do lat 24 oraz w lidze U24
PEDERSEN Bastian - - - - - -
14 69 146 14 2,319 10

Młody Duńczyk, coraz śmielej poczynał sobie na polskich torach i należał do grona wyróżniających się juniorów w Europie. W ekstralidze miał być zmiennikiem na U24 dla Jana Kvecha. Wybrał jednak drogę stałego miejsca w składzie na drugoligowym froncie. Z Toruniem jednak nie zerwał, bo reprezentował Anioły w Ekstralidze U24, gdzie zanotował wyraźny progres. Jego średnia 2,319 pkt na bieg w 69 wyścigach plasowała go w ścisłej czołówce formacji młodzieżowej i dała toruńskiej drużynie srebrny medal. W mediach wskazywano, że Pedersen dojrzewał wyścig po wyścigu, ucząc się skutecznego startu, jazdy pod presją oraz stabilności psychiczną, której wcześniej mu brakowało. W barwach Startu Gniezno stał się tam jednym z motorów napędowych drużyny, a jego zdobycze punktowe często wpływały na wynik całego spotkania. Sam zawodnik podkreślał, że starty w KLŻ pomagały mu lepiej zrozumieć polskie tory i różnorodność warunków, z jakimi musi mierzyć się młody żużlowiec.
Na arenie międzynarodowej Bastian niestety nie awansował do SGP2, ale otrzymał dziką kartę do startu w Vojens zajął drugie miejsce. Brał również udział w europejskich rozgrywkach drużynowych U24, ale największym sukcesem okazało się złoto Mistrzostw Europy Par U19 w Pilźnie, gdzie Pedersen był niepokonany i zgromadził z bonusem komplet 14 punktów.
Choć media podkreślały, że jego temperament bywał wyzwaniem, zgodnie podkreślano też jego ogromny potencjał. Dlatego wielu kibiców było przekonanych, że naturalnym krokiem będzie dalszy rozwój Pedersena w strukturach toruńskiego klubu. Końcówka sezonu przyniosła jednak niespodziankę. Pedersen był bardzo niezdecydowany w rozmowach kontraktowych i toruńscy działacze zawiesili rozmowy o sezonie 2026. Zawodnik jednak szybko znalazł inne rozwiązanie i zdecydował się zmienić barwy i podpisał kontrakt z GKM Grudziądz.

HEISELBERG Nicolai 1 - - - - nklas
18 90 157 13 1,889 26

  
Nicolai Heiselberg przeżywał w sezonie 2025 kolejny etap szybkiego dojrzewania jako zawodnik, który systematycznie wchodził na wyższy poziom rywalizacji. Duńczyk występował równolegle w lidze krajowej i na arenie międzynarodowej, pełniąc w toruńskim zespole rolę jednego z ogniw młodzieżowych w rozgrywkach U24. W lidze tej sprawdził się i pomógł młodym Aniołom wywalczyć srebrny medal. Dla młodego Duńczyka ważniejsze było jednak to, że miał okazję do regularnych startów na polskich torach i cały sezon był dla niego okresem umacniania pozycji, zdobywania cennego doświadczenia międzynarodowego i budowania fundamentów pod bardziej regularne role w klubie i reprezentacji. Rok 2025 przyniósł też istotne występy Nicolai’a na arenie międzynarodowej. Znalazł się w szerokich składach reprezentacji i był uwzględniany przy obsadach turniejów młodzieżowych - FIM. Dostał też zaproszenie do roli rezerwowego w duńskiej rundzie SGP2. To zaproszenie oznaczało, że Duńczyk choć nie odegrał przez trzy sezony znaczącej roli w drużynie Aniołów, w swojej ojczyźnie był postrzegany jako talent wart inwestycji. W sezonie 2026 miał nadal startować z Aniołem na piersi, a dodatkowo miał stanowić rezerwę na wpadek niedyspozycji zawodnika do lat 24.
   

GRZELAK Kacper - - - - - -
5 15 22 3 1,667 nklas3

  
Wychowanek ostrowskiego klubu po wejściu z wiek seniora, zasilił gdańskie Wybrzeże, jako jeździec do lat 24. Szukając jednak większej ilości startów podpisał kontrakt w Toruniu, by startował w ekstralidze U24. Niestety zawodnik nie wykorzystał szansy jaką sobie sam stworzył. ego statystyki w U24E były poprawne, choć dalekie od imponujących i choć nie rozpalały wyobraźni to nie przekreślały go jako ciągle rozwojowego zawodnika. Nieco więcej niż w Toruniu jeździł Krajowej Lidze Żużlowej, ale średnia niewiele ponad 1,1 pkt na bieg nie stawiła a go na okładkach gazet. Zawodnik nie szukał jednak tłumaczeń, ale wiedział, że choć nie błyszczał statystykach zdobył doświadczenie i fundamenty, które miały pomóc w dalszym rozwoju kariery.
Wystąpił również na torach szwedzkich, gdzie działacze Masarny Avesta chwalili go za pracowitość i jazdę zespołową
  

DEREK Bartosz - - - - - -
4 19 17 4 1,105 nklas7

Obiecujący młody jeździec, który oczekiwał na swoją ligową szansę, ścigając się dość sporadycznie w rozgrywkach młodzieżowych. Jego sukcesem w sezonie było uzyskanie licencji w klasie 500 ccm i pośród młodych zawodników, którzy w sezonie zostali pełnoprawnymi żużlowcami wykazywał największy potencjał. Niestety w końcówce sezonu kontuzja wykluczyła go z kilku młodzieżowych turniejów.

GRZELAK Mateusz Kacper - - - - - -
1 5 0 0 0,000 nklas21

Gnieźnieński wychowanek zakontraktowany przed sezonem, by stanowić rezerwą dla młodych Aniołów w rozgrywkach U24. Niestety nie dostosował się poziomem do tego szczebla rywalizacji, a na domiar złego w sierpniu doznał kontuzji, która przy braku spektakularnych sukcesów po zdaniu licencji zapewne zakończy jego karierę.
Tak więc, Kacper wprowadził do toruńskiej drużyny więcej zamieszanie swoim nazwiskiem niż wartością sportową, bowiem mniej skrupulatni archiwiści po kilku latach zapewne pomylą go z bardziej utytułowanym i rok starszym wychowankiem ostrowskiego klubu Kacperm Grzelakiem.

JENSEN Jacob - - - - - -
- - - - - -
Był w kadrze, ale na torze się nie pojawił w plastronie z Aniołem. Pokazał się za to w wielkanocnym turnieju w Niemczech, gdzie uplasował się na drugim miejscu pokonując doskonale znanego w Toruniu Mikę Mejera czy wicemistrza świata na długim torze Lukasa Fienhage. Z dobrej strony zaprezentował się też w finale MIM Danii oraz zadebiutował w SpeedwayLigaen. Regularnie ścigał się w szwedzkiej Allsvenskan League, gdzie z Njudungarną Vetlanda dotarł do finału rozgrywek i zakończył zmagania ze średnią biegową 1,730. Był to trzynasty rezultat na zapleczu Bauhaus-Ligan! . Gdy wydawało się, że młody zawodnik pójdzie w zapomnienie w okienku transferowym na sezon 2026, tuż przed godziną 23:00 Start Gniezno zaskoczył swoich kibiców obwieszczając, że kontrakt z klubem podpisał młody utalentowany Duńczyk, a był nim właśnie Jacob.

Kadra juniorów uprawnionych do startu tylko w DMPJ
JASIŃSKI Wiktor - - - - - -
- - - - - -

Zawodnik u progu kariery. Oczekiwał na swoją ligową szansę, ścigając się dość sporadycznie w rozgrywkach młodzieżowych oraz turniejach miniżużlowych.
Jego sukcesem w sezonie było uzyskanie licencji w klasie 500 ccm

ŁAKOMY Dominik - - - - - -
- - - - - -

Zawodnik u progu kariery. Oczekiwał na swoją ligową szansę, ścigając się dość sporadycznie w rozgrywkach młodzieżowych oraz turniejach miniżużlowych.
Jego sukcesem w sezonie było uzyskanie licencji w klasie 500 ccm

osoby funkcyjne z pierwszych stron gazet
TERMIŃSKI Przemysław
właściciel klubu

Właściciel toruńskiego klubu w sezonie 2025 prowadził toruński klub z charakterystyczną dla siebie konsekwencją i determinacją, łącząc ambicję sportową z intensywną pracą operacyjną. Był to dla niego rok szczególny, bo PRES Toruń po raz pierwszy za jego kadencji wspiął się na sam szczyt, zdobywając tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Triumf ten był efektem przemyślanej polityki budowania stabilnego składu, w którym kluczową rolę odgrywała ciągłość personalna i umiejętne dobieranie liderów. Termiński w swoim stylu twardo negocjował kontrakty i dbał o to, by trzon zespołu pozostał nienaruszony.
Jako właściciel nie był specjalnie widoczny w mediach, a gdy się pojawił w wyważony sposób komentował bieżącą sytuację klubu i ligowe realia. Uczestniczył jednak w najważniejszych spotkaniach, prezentacjach i galach, kreując wizerunek szefa, który nie tylko inwestuje, ale też żyje drużyną na co dzień i zaczyna mieć zdanie z którym środowisko żużlowe zaczęło się liczyć. Wewnętrznie wzmacniał strukturę organizacyjną klubu, delegując część obowiązków na menedżerów sportowych (Adam Krużyński i żona Ilona), co pozytywnie wpłynęło na profesjonalizację działań operacyjnych.
W klubie nie zabrakło jednak wyzwań z którymi Termiński sobie poradził. A chodzi głównie o finanse. W klubie pojawił się solidny partner który przejął nazwę drużyny, ale to przy doskonałej dyspozycji zawodników nie zabezpieczyło wszystkich należności i właściciel musiał uzupełnić budżet z z prywatnych środków. Nie stanowiło to jednak problemu, bo właściciel drużyny stawiał jasne oczekiwania: i wymagał pełnego profesjonalizmu, gotowości do walki, a budowania sportowej marki klubu nie tylko wynikiem, ale też zachowaniem poza torem. I właśnie te oczekiwania stały się filarem mistrzowskiego sezonu.
Nic więc dziwnego, ze w perspektywie roku 2026 kibice oczekiwali podtrzymania poziomu sportowego i Pan Przemysław zamierzał wykazać, że potrafi zamienić jednorazowy sukces w trwały model funkcjonowania klubu należącego do ligowej elity.
 
TERMIŃSKA Ilona
prezes
   
Jedna z dwóch kobiet zasiadających w fotelu prezesa w klubie żużlowym w najlepszej lidze świata udowodnienia, że potrafi prowadzić toruński klub z energią, wizją i konsekwencją. W sezonie 2025 drużyna pod jej przewodnictwem, od pierwszych kolejek zamierzała walczyć o najwyższe cele, a media podkreślały, że Anioły prezentowały się stabilnie, dojrzale i zdecydowanie bardziej przewidywalnie niż w poprzednich latach. Niewątpliwie znaczący wpływ na to miała właśnie klarowna polityka zarządcza Termińskiej. Jej styl pracy określano jako uporządkowany, otwarty na dialog, ale jednocześnie konsekwentny i w pełni świadomy, że sukces sportowy rodzi się zarówno na torze, jak i poza nim.
Pani Prezes udowodniła, że siła drużyny może wynikać nie tylko z indywidualnych umiejętności liderów, ale również, a może przede wszystkim z harmonii, jaką osiąga zespół. Dziennikarze zwracali uwagę, że w porównaniu z poprzednimi sezonami drużyna była bardziej zdyscyplinowana taktycznie i lepiej przygotowana fizycznie, a atmosfera wewnętrzna – jak opisywano w wielu materiałach – była jednym z fundamentów końcowego sukcesu. Widzieli to sponsorzy, którzy nie mieli wątpliwości, że przejrzystość działań finansowych, pozwala żywić przekonanie, że zainwestowane środki finansowe zostaną w należyty sposób skonsumowane. Termińska wielokrotnie akcentowała, że nie buduje drużyny „na jeden sezon”, lecz tworzy fundament pozwalający myśleć o przyszłości i rozwijać klub w sposób bezpieczny finansowo. W mediach pojawiały się opinie, że była to jedna z najlepiej poukładanych struktur zarządczych w lidze.
Warto również podkreślić, że Termińska przykładała też dużą wagę do jakości pracy zespołu mechaników, techników i osób odpowiedzialnych za utrzymanie toru, co wprost przekładało się na dobre opinie zawodników oraz wysoką jakość zawodów. Również MotoArena funkcjonowała wzorowo zarówno pod względem przygotowania zawodów, jak i obsługi kibiców. W artykułach prasowych pojawiały się pochwały za sprawną logistykę, atrakcyjne programy meczowe oraz rosnącą aktywność medialną klubu. Pod jej kierownictwem rozbudowano zakres działań marketingowych, wprowadzając nowe formy kontaktu z kibicami i promocji wydarzeń. Na Motoarenie regularnie pojawiały się pełne sektory rodzinne, a klub był chwalony za pomysłowość i dynamiczne podejście do budowania relacji z fanami. Termińska przywiązywała wagę do tego, by każdy mecz miał charakter widowiska, nie tylko czysto sportowego wydarzenia.
   
BARON Piotr
trener drużyny

Najlepszy trener w Polsce. pod okiem którego po 17 latach przerwy Apator Toruń wrócił na szczyt Drużynowych Mistrzostw Polski. Trener, który wcześniej seryjnie zdobywał medale z Unią Leszno, w Toruniu dokonał jeszcze większej sztuki - zbudował drużynę z charakterem, która pokonała faworyzowany Motor Lublin, mimo że na papierze nie uchodziła za najmocniejszą w Ekstralidze. Decydujące okazały się jego odważne decyzje taktyczne, pełna kontrola nad tym co działo się w rewanżowych meczach play-off i umiejętność budowania zespołu, w którym każdy zawodnik czuł się potrzebny.
Wielką rolę odegrali w trenerskiej talii oczywiście liderzy: Patryk Dudek w życiowej formie, Emil Sajfutdinow odzyskujący blask, Mikkel Michelsen rekonwalescent oraz młody Jan Kvech. Nie można też zapominać o młodzieżowcach - 16-letni Mikołaj Duchiński, który zaskoczył wszystkich, pokonując w finale Mateusza Cierniaka i Wiktora Przyjemskiego. Było to jednak efektem odważnej decyzji trenera, który potrafił odsunąć od sdkładu bardziej doświadczonych zawodników, by zbudować młodzieżową formację przyszłości. Należy też pamiętać, że Motoarena znów stała się twierdzą dla Aniołów, a dzięki perfekcyjnemu przygotowaniu toru kibice oglądali emocjonujące widowiska przez cały sezon.
Atmosfera w drużynie była najlepsza od lat, a właściciel klubu Przemysław Termiński oddał Baronowi pełną autonomię, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Kibice nie kryli zachwytu, a dla wielu Piotr Baron stał się bohaterem, którego chętnie uhonorowaliby pomnikiem przed stadionem. Sam trener pozostawał jednak pełen pokory i skromności, podkreślając rolę zawodników, ale nikt nie ma wątpliwości: to jego wizja, decyzje i charakter odmieniły toruński żużel, a Piotr Baron zapisał się złotymi zgłoskami w historii toruńskiego speedwaya, mówiąc po sezonie, że spłaca dług względem klubu który go wychował sportowo.
 

  

Zawodnicy którzy uzyskali żużlowe  licencje w sezonie 2025

Klasa
500 ccm

Rocznik Klub data egzaminu miejsce egzaminu

Klasa
250 ccm/500R

Rocznik Klub data egzaminu miejsce egzaminu
Wojciech Kowal   Piła 26.03.2025 Gniezno Bartosz Bednarek   Gniezno 26.03.2025 Gniezno
Jakub Malina   Gdańsk 26.03.2025 Gniezno Krzysztof Harendarczyk   Wrocław 26.03.2025 Gniezno
Kacper Zieliński   Łódź 26.03.2025 Gniezno Mieszko Mudło   Bydgoszcz 26.03.2025 Gniezno
Adrian Kierzek   Gniezno 26.03.2025 Gniezno Szymon Lis   Ostrów 26.03.2025 Gniezno
Krystian Gręda   Wrocław 26.03.2025 Gniezno Dorian Biedrzycki 2012 Toruń 29.04.2025 Toruń
Rafał Grzedziński   Wrocław 26.03.2025 Gniezno Wojciech Okurowski 2011 Toruń 29.04.2025 Toruń
Maksymilian Pawełczak   Bydgoszcz 26.03.2025 Gniezno Gabriel Kaczmarz 2011 Krosno 29.04.2025 Toruń
Jan Rompkowski   Bydgoszcz 26.03.2025 Gniezno Franciszek Szczyrba 2012 Rybnik 27.05.2025 Krosno
Kewin Nycz   Gorzów 26.03.2025 Gniezno Konrad Napieracz 2011 Krosno 27.05.2025 Krosno
Dominik Baryłka   Gorzów 26.03.2025 Gniezno Fabian Brożyna 2011 Krosno 27.05.2025 Krosno
Igor Kordun   Gorzów 26.03.2025 Gniezno Tycjan Jackowiak 2012 Lipno 27.05.2025 Krosno
Filip Bęczkowski   Gorzów 26.03.2025 Gniezno Bartosz Kłopotek 2010 Gdańsk 25.06.2025 Gdańsk
Filip Gano   Leszno 26.03.2025 Gniezno Antoni Jabłoński 2011 Gdańsk 25.06.2025 Gdańsk
Karol Szmyd   Lublin 26.03.2025 Gniezno Marcel Wierzbicki 2010 Gdańsk 25.06.2025 Gdańsk
Bartosz Derek 2009 Toruń 29.04.2025 Toruń Alan Wawrzynowicz 2011 Poznań 25.06.2025 Gdańsk
Dominik Łakomy 2009 Toruń 29.04.2025 Toruń Milan Wawrzynowicz 2011 Poznań 25.06.2025 Gdańsk
Nikodem Łuczak 2010 Ostrów 29.04.2025 Toruń Wojciech Piórkowski 2011 Grudziądz 25.06.2025 Gdańsk
Maksymilian Kabaciński 2010 Gniezno 29.04.2025 Toruń Szymon Pawlikowski 2011 Grudziądz 25.06.2025 Gdańsk
Michał Psiuk 2009 Lublin 29.04.2025 Toruń Paweł Silski 2011 Leszno 25.06.2025 Gdańsk
Wiktor Jasiński 2010 Toruń 27.05.2025 Krosno Damian Bełtowski 2012 Gorzów 25.06.2025 Gdańsk
Mikołaj Sanocki 2009 Krosno 27.05.2025 Krosno William Forstner 2012 Gorzów 25.06.2025 Gdańsk
Filip Pawlak 2010 Łódź 27.05.2025 Krosno Kacper Szewczyk 2012 Lublin 25.06.2025 Gdańsk
Adrian Gorzkowski 2009 Tarnów 27.05.2025 Krosno Adam Fasiczka 2011 Gdańsk 07.08.2025 Ostrów
Jakub Juda 2009 Kraków 27.05.2025 Krosno Marcel Czyżniejewski 2012 Z. Góra 07.08.2025 Ostrów
Bartosz Lewandowski 2008 Piła 25.06.2025 Gdańsk Ignacy Knop 2012 Lipno 07.08.2025 Ostrów
Roch Wujec 2009 Rybnik 25.06.2025 Gdańsk Ernest Matuła 2012 Rzeszów 25.09.2025 Częstochowa
Kevin Iwański-Helt 2010 Grudziądz 25.06.2025 Gdańsk Adam Syguda 2012 Częstochowa 25.09.2025 Częstochowa
Rafał Romaniak 2010 Poznań 25.06.2025 Gdańsk Antoni Budzan 2012 Częstochowa 25.09.2025 Częstochowa
Patryk ??? 2010 Poznań 25.06.2025 Gdańsk Tomasz Langosz 2010 Lipno 25.09.2025 Częstochowa
Stanisław Ignaszak 2008 Poznań 07.08.2025 Ostrów Seweryn Niewolik 2012 Świętochłowice 25.09.2025 Częstochowa
Jakub Redzimski 2008 Gdańsk 07.08.2025 Ostrów Konrad Puchała 2012 Świętochłowice 25.09.2025 Częstochowa
Rafał Sękowski 2009 Z. Góra 07.08.2025 Ostrów          
Maksym Ziętara 2009 Kraków 07.08.2025 Ostrów          
Jakub Dolata 2010 Ostrów 07.08.2025 Ostrów          
Bartłomiej Racibor 2008 AŻ Kołodzieja 25.09.2025 Częstochowa          
Bartosz Wielgus 2010 AŻ Kołodzieja 25.09.2025 Częstochowa          
Remigiusz Habryło 2010 AŻ Kołodzieja 25.09.2025 Częstochowa          
Mateusz Malinowski 2007 Gniezno 25.09.2025 Częstochowa          
Maksymilian Kostera 2010 Leszno 25.09.2025 Częstochowa          
Patryk Surowiec 2010 Rzeszów 25.09.2025 Częstochowa          
Arkadiusz Wąchała 2010 Krosno 25.09.2025 Częstochowa          
Kacper Dudek 2010 Krosno 25.09.2025 Częstochowa          
Szymon Machura 2010 Świętochłowice 25.09.2025 Częstochowa          

Toruńskie podprowadzające w sezonie 2025
od lewej: Karolina, Wiktoria, Oliwia, Dominika, Klaudia, Daria
Agencja Modelek i Hostess PEARLS MODELS

Aleksandra Rudzka, reprezentantka ORLEN OIL MOTORU Lublin, została wybrana Miss Startu Speedway Ekstraligi AD 2025.
W głosowaniu kibiców podprowadzająca ustępujących Mistrzów Ekstraligi wyprzedziła Amelię Cholewczyńską (POLONIA Bydgoszcz) i Klaudię Radtke (PRES Toruń).
W konkursie wystartowało 36 kandydatek z 14 klubów Ekstraligi oraz 2 Ekstraligi.
Kluby z Ostrowa oraz Tarnowa nie zgłosiły się do konkursu ze względu na brak zainteresowania podprowadzających udziałem w konkursie.

 

TABELA PGE EKSTRALIGI ŻUŻLOWEJ W SEZONIE 2025góra strony


       
zespół mecze zw. rem. por. pkt
duże
bon. razem pkt
małe
Orlen Oil Motor
Lublin
14 13 - 1 26 7 33 +160
Betard Sparta
Wrocław
14 10 - 4 20 6 26 +115
Press Grupa Deweloperska
Toruń
14 10 1 3 21 5 26 +111
Bayersystem GKM
Grudziądz
14 7 - 7 14 4 18 +56
Stelmet Falubaz
Zielona Góra
14 6 - 8 12 3 15 -108
Gezet Stal
Gorzów
14 4 1 9 9 1 10 -118
Krono-Plast Włókniarz
Częstochowa
14 3 - 11 6 1 7 -111
Innpro ROW
Rybnik
14 2 - 12 4 - 4 -205

OSTATECZNA TABELA PGE EKSTRALIGI ŻUŻLOWEJ W SEZONIE 2025
bilans zwycięstw i przegranych oraz małych punktów ma charakter czysto poglądowy
w drugiej fazie rozgrywek rywalizacja odbywała się systemem play-off

zespół mecze zw. rem. por. pkt
duże
bon. razem pkt
małe
Press Grupa Deweloperska
Toruń
18 12 1 5 25 7 32 +125
Orlen Oil Motor
Lublin
18 16 - 2 32 8 40 +168
Betard Sparta
Wrocław
18 12 - 6 24 7 31 +137
Bayersystem GKM
Grudziądz
  18 8 - 10 16 4 20 +12
Stelmet Falubaz
Zielona Góra
  16 7 - 9 14 4 18 -84
Krono-Plast Włókniarz
Częstochowa
  16 5 - 11 10 2 12 -101
Gezet Stal
Gorzów
baraż z By-szcz 18 6 1 11 13 2 15 -98
Innpro ROW
Rybnik
spadek 18 3 - 15 6 - 6 -259

STATYSTYKA I REGULAMINY OBOWIĄZUJĄCE W SPORCIE ŻUŻLOWYM W SEZONIE 2025góra strony


                lista zawodników zastępowanych

                statystyka Aniołów

                regulaminy i komunikaty sportu żużlowego        

                średnie punktowe wszystkich zawodników startujących w polskich ligach              

MINIŻUŻEL W TORUNIUgóra strony



SSSM TORUŃ

 

 

KS TORUŃ

KLASA 250 ccm/500ccm
Bartosz Derek 2009
Robert Downar 2009
Dominik Łakomy 2009
Wiktor Jasiński 2010
Bartosz Byszewski 2011

KLASA 85-140 ccm/250ccm
Dorian Biedrzycki 2012
Sawin Turowski 20213
Nikodem Przedpełski
Wojciech Okurowski 2011
Szymon Kazaniecki 2012

   

Wyniki wybranych rozgrywek miniżużlowych
 
DPE
85-140cc
IPE
85-140cc
DPE
250cc
IPE
250cc
IPE
500R
DPE
500R
IMP
500R
Puchar GKSŻ
500R
 

22.05 Gdańsk

10.05 - Wawrów
(gosp: Gorzów)

31.05 - Bydgoszcz (Grudziądz)

07.06 - Lublin

05.07 - Częstochowa

19.07 - Rybnik
(Leszno)

27.07 - Toruń

04.08 - Wawrów
(Zielona Góra)

17.08 - Rybnik
(Wrocław)

 

22.05 - Gdańsk

11.05 - Wawrów
(gosp: Gorzów)

31.05 - Bydgoszcz (Grudziądz)

08.06 - Lublin

05.07 - Częstochowa

20.07 - Rybnik
(Leszno)

26.07 - Toruń

03.08 - Wawrów
(Zielona Góra)

16.08 - Rybnik
(Wrocław)
 

 

15.07 - Gorzów

22.07 - Grudziądz

29.07 - Wrocław

23.09 - Leszno

12.08- Lublin

05.08 - Toruń

26.08 - Częstochowa

02.09 - Krosno

27.09 - Zielona Góra
 




brak danych
Turniej Par
2025-07-02

Turniej par
- finał

Turniej par 250ccm/500R
- finał

Turniej indywidualny
2025-07-03

Turniej Indywidualny
- finał

Turniej Indywidualny 250ccm/500R
- finał

 

 

31.05 - Rybnik

05.05 - Toruń

28.06 - Częstochowa

26.05- Lublin

23.06 - Leszno

16.06 - Zielona Góra

02.06 - Wrocław

14.07 - Grudziądz

02.08 - Gorzów

 

09.06 - Leszno

06.08 - Wrocław

28.07 - Gorzów

04.08 - Lublin

11.08 - Częstochowa

18.08 - Rybnik

25.08 - Zielona Góra

01.09 - Toruń

08.09 - Grudziądz

 

 

30-09 - Gdańsk

02.10 - Krosno

04.10 - Zielona Góra

07.05 - Świętochłowice

14.05 - Leszno

27.05 - Krosno

18.06 (przel.25.06)- Poznań

09.07 (przeł.23.07)- Tarnów

26.07 - Opole

31.07 - Bydgoszcz

14.08 - Gdańsk

21.08 - Piła

28.08 (przeł.02.09)- Łódź

04.09 - Gniezno

11.09 - Ostrów

18.09 - Kraków

27.09 - Rzeszów

Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium
Zwierzynski
Kazaniecki
Czyzniejewski
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium

 
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium

Oscenda
Byszewski
Kostyera
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium

Rybnik
Leszno
Toruń
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium

Szczyrba
Klasyfikacja końcowa
miejsca na podium
Harendarczyk
Mudło
Lis

góra strony    

Źródło: przegladsportowy.pl
sportowefakty.pl
nowosci.com.pl
 

         strona główna        

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt