![]()
|
Zmiany regulaminowe Kontrakty Przygotowania do sezonu Rywalizacja - DMP |
![]() |
![]() ![]() ![]() |
![]() |
foto: Marcin Orłowski |
| Kapitan | ligowi debiutanci | Lider |
ZMIANY
REGULAMINOWE W SEZONIE 2025
Władze żużlowe można powiedzieć już
tradycyjnie kazały długo czekać klubom, na obowiązujące w kolejnym
sezonie regulaminy. Na stronie Polskiego Związku Motorowego opublikowano je
31 października, a więc dzień przed rozpoczęciem oficjalnego okienka
transferowego. Było to zaskakując zwłaszcza, że kluby dowiedziały się, że
zawodnik mógł nie zostać potwierdzony do klubu, którego przychody lub
sytuacja finansowo-ekonomiczna wskazywały na możliwe zagrożenie w realizacji
warunków finansowych kontraktu zawartego z zawodnikiem. Zapis ten
prowadził spore zamieszanie, bowiem problemy Stali Gorzów sprawiły, że klub
długo zmagał się z udowodnieniem swojej płynności finansowej i jeszcze na
kilka tygodni przed startem rozgrywek żużlowa centrala zwlekała z
zatwierdzeniem zawodników, którzy mieli walczyć o ligowe punkty dla
lubuskiego teamu
Oprócz przywołanego zapisu w regulaminie pojawiło się kilka innych ważnych zmian,
wśród których najbardziej istotne były:
System
rozgrywek został ujednolicony i PGE Ekstraliga
oraz Metalkas 2 ekstraliga rywalizowały w na tych samych zasadach. Było to
wielkie udogodnienie dla nowych fanów, a także dla sędziów i działaczy
zarządzających klubami
Po fazie zasadniczej (14 rund, mecz każdy z każdym) rywalizacja drużyn
odbywała się w play-off (zespoły z miejsc 1-4) i play-down
(zespoły z miejsc 5-8). Rywalizacja drużyn w obu czwórkach toczyła się w
systemie pucharowym, a punkty z rundy zasadniczej były anulowane.
Nowością od sezonu 2025
była możliwość wyboru przez drużyny z miejsc 1 oraz 5
przeciwników w pierwszym etapie fazy finałowej (w obu ligach). Jeśli drużyna
z miejsca 1 lub 5 tego nie zrobi, z automatu zostanie przypisana do niej
ekipa, która zajmie odpowiednio czwarte lub ósme miejsce w pierwszej części
rozgrywek. Drugą parę
stanowić miały pozostałe zespoły. W grupie play-off zwycięskie zespoły awansują do finałów, z kolei
przegrani zmierzą się w meczu o brązowy medal (nie dotyczy Metalkas 2
Ekstraligi).W części play-down drużyny, które wygrają swoje półfinały, zajmują miejsca
5 i 6 i kończą sezon. Drużyny przegrane miały walczyć o utrzymanie.
I właśnie nowe zasady walki o utrzymanie
wzbudziły sporo kontrowersji, bowiem mogło się tak zdarzyć, że w całym sezonie
drużyna wygrywając jeden mecz i drugi remisując mogła utrzymać się w PGE Ekstralidze czy Metalkas 2.
Ekstralidze.
Kluczowe dla utrzymania były bowiem dwa pierwsze dwumecze w parach o miejsca
5-8, bo zespół który przegrał wszystko w fazie zasadniczej, wygrywając
pierwszy dwumecz play-down 1 punktem i remisując w rewanżu był bezpieczny,
bowiem kończył sezon w najgorszym przypadku na 6 miejscu.
Zwycięzca
dwumeczu o utrzymanie zajmuje 7 miejsce w PGE Ekstralidze i przystępuje do
barażu z 2 zespołem z play-off Metalkas 2 Ekstraligi.
Rozwiązanie to ma wprowadzić większą rotację między dwoma ligami zawodowymi. Baraże
jednak nie dotyczą dolnej części tabeli Metalkas 2 Ekstraligi, bowiem tylko pokonana drużyna w meczu o utrzymanie spada do Krajowej Ligi Żużlowej.
W każdej drużynie pod numerami 1-5 lub 9-13 musiał być zgłoszony jeden
zawodnik krajowy lub obcokrajowiec do lat 24 (decydował rok
urodzenia). W przypadku zgłoszenia zawodnika krajowego i obcokrajowca spełniającego powyższy wymóg, w rozumieniu regulaminu
zawodnikiem U24 był zawodnik krajowy. W praktyce oznaczało to, że jeśli w zestawieniu seniorskim jakiegoś zespołu
pod numerami 1-5 i/lub 9-13 będzie dwóch Polaków, a jeden z nich dozna
kontuzji, wystawionego za niego "słabszego" juniora nie będzie można
zastąpić zagranicznym zawodnikiem rezerwowym z pozycji 8 lub 16, nawet jeśli
w składzie znajdzie się już obcokrajowiec do lat 24. Wymienioną funkcję
będzie pełnił bowiem wspomniany młody zawodnik krajowy.
![]()
Ważną zmianą było również, wprowadzenie w fazie "pucharowej" możliwość kontraktowania "gościa medycznego". PNowy zapis miał zapobiec problemom kadrowym drużyn w najważniejszej części sezonu i oznaczał, że każdy klub, w sytuacji gdy kontuzji doznało co najmniej dwóch lub trzech żużlowców spełniających kryteria podstawowego "zastępstwa" (trzech najwyższymi średnimi), mógł zakontraktować jednego lub dwóch zawodników z niższej ligi, pod warunkiem, że zawodnik ten nie miał meczu swojej głównej drużyny. "Gość medyczny" musiał być awizowany w składzie meczowym pod numerami 1-5 lub 9-13 i w danym sezonie mógł startować tylko w jednej drużynie.
Nowinką
techniczną było wskazywanie obsady biegów
nominowanych, bowiem tablice magnetyczne z naklejonymi nazwiskami zawodników
zamienione zostały na ekrany dotykowe, za pomocą których kierownicy drużyn
wskazywali zawodników do wyścigów numer czternaście i piętnaście.
Zmiany
objęły również terminarz rozgrywek, bowiem w zbudowano go na sposobie
tzw. lustrzanego odbicia. Taki system miał sporą wadę, bo dwumecze
drużyn nie były rozgrywane w mniej więcej równych odstępach czasowych, gdyż
pierwszą i czternastą kolejkę dzieliło 120 dni (Toruń rywalizował tych
kolejkach z Wrocławiem), natomiast siódmą i ósmą rundę dzieliło zaledwie 7
dni (Toruń vs Lublin). Powodowało to pewne niesprawiedliwości, bowiem mogło dochodzić do sytuacji, gdy drużyna
zanotowała spadek formy w środkowej fazie sezonu i jeden z rywali mógł to
wykorzystać i oba spotkania rozstrzygnąć na soją korzyść. W sezonie 2024 w takim właśnie kryzysie formy w czerwcu znajdowali się
żużlowcy KS Apatora Toruń. Gdyby w minionych rozgrywkach obowiązywał system
terminarza z lustrzanym odbiciem to Falubaz zmierzyłby się z “Aniołami" dwa razy, na czym ewidentnie by skorzystał. Poszkodowana natomiast byłaby Unia
Leszno, która mecz z podopiecznymi Piotra Barona odjechałaby dopiero w sierpniu,
zamiast pod koniec czerwca. Co ciekawe system zastosowany w PGE Ekstralidze był ewenementem na skalę
rozgrywek ligowych w Polsce. Zarówno piłkarska PKO BP Ekstraklasa, koszykarska Orlen Basket Liga, Orlen Superliga, czyli rozgrywki piłkarzy ręcznych oraz
siatkarska PlusLiga stosowały terminarz z taką samą kolejnością meczów w rundzie
pierwszej jak i rewanżowej, a co najważniejsze nie zmieniały budowy terminarza
tak często jak Ekstraliga.
![]()
Nowy sezon
wprowadził także zmiany w dniach transmisyjnych meczów. W PGE Ekstralidze nadal
rywalizowano w piątki (transmisja live w Eleven Sports) oraz niedziele
(transmisja live w Canal + Sport i Canal+ online), z kolei w Metalkas 2 Ekstralidze
kolejka ligowa rozpoczynała się już w czwartki (każdy klub Metalkas 2
Ekstraligi miał zaplanowany jeden mecz w czwartkowym terminie). Pozostałe
mecze drugoligowe rozgrywano soboty oraz niedziele (transmisja live w Canal + Sport i
Canal+ online). W tym celu
Speedway Ekstraliga oraz British Speedway Promoters’ Association (organ
zarządzający rozgrywkami w Wielkiej Brytanii) zawarły oficjalne porozumienie
dotyczące slotów ligowych dla meczów Metalkas 2 Ekstraligi w 2025 roku, z
których wynikało, że jeden mecz Metalkas 2. Ekstraligi będzie rozgrywany w
czwartki, a kolejny w sobotę, a pozostałe dwa w
niedziele. W przypadku kolizji
terminów z ligą brytyjską, dwa mecze miały być rozgrywane w sobotę, a kolejne dwa w niedzielęPrezes
Ekstraligi Żużlowej
Wojciech Stępniewski, tak komentował tę zmianę zmiany:
"każdy
klub będzie raz w rozgrywkach gospodarzem meczu rozgrywanego w czwartek.
Oczywiście dostosujemy godzinę rozpoczęcia takich meczów do realiów ramówki
telewizyjnej, funkcjonowania kibiców w dni powszednie i będziemy też myśleli
o organizatorach takich meczów, konkretnej godziny jeszcze nie podam, ale
nie zakładam, aby była ona wczesna. Wychodzę z założenia, że początkowo mogą
być problemy, ale w miarę upływu czasu kibice przyzwyczają się do
czwartkowych terminów, tym bardziej że takie rozwiązanie będzie dla danego
klubu tylko raz w sezonie na domowym torze"
Na miesiąc przed inauguracją rozgrywek najlepsza żużlowa liga świata zdobyła uznanie również poza środowiskiem żużlowym. Oto bowiem podczas IV Gali Sport Biznes Polska, rozdano nagrody w 16 kategoriach. Jedna z nich, w kategorii - liga sportowa - przypadła PGE Ekstralidze za działania w 2024 roku. Wyróżnienie to tak skomentował prezes żużlowej Ekstraligi, Wojciech Stępniewski: "Serdeczne gratulacje dla organizatorów wydarzenia. Skala rozrostu jest ogromna. To najważniejsza konferencja sportowa w kraju. Ta nagroda to certyfikat tego, co robimy i uznanie zasług klubów i Polskiego Związku Motorowego. Staramy się być najlepsi".
W 2023 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na
Polski Związek Motorowy i Ekstraligę Żużlową kary odpowiednio 2,9 mln zł i 2,3
mln zł za obniżenie maksymalnych stawek za punkt w okresie pandemii. Takie
zachowanie zostało uznane zostało za zmowę cenową, ograniczającą konkurencją na wolnym
rynku. Władze polskiego żużla odwołały się od decyzji, a sprawa trafiła do sądu.
Niestety po tym incydencie, UOKiK przyjrzał się innym regulaminowym zapisom i
ekstraliga żużlowa musiała przed sezonem 2025 zmienić nieco zapisy w kontraktach
z zawodnikami, dostosowując je do zaleceń UOKiK. Miała to być, kosmetyczna
zmiana, ale dość bolesna kosztowo dla większości zespołów. Zmianie uległ bowiem
zapis w kontrakcie dotyczący mniejszych wynagrodzeń zawodników za punkty
zdobywane w biegach przegranych 1:5. Wcześniej obowiązywała zasada, że za jeden
punkt zdobyty przez zawodnika w takiej sytuacji przysługiwało mu jedynie 25
procent należnego wynagrodzenia. Chodziło o to, by zawodnicy nie otrzymywali
dużych pieniędzy za - nic nie dające - zwycięstwo nad kolegą z drużyny. Niestety
zdaniem UOKiK zapis ten był niezgodny z prawem, bowiem zawodnik, który wygrywał
ponosił takie same koszty jak zawodnik który przyjeżdżał trzeci i nie można było
obu jeźdźców szeregować w tej sposób. W tej sytuacji porażki 1:5 musiały być wyceniane dokładnie
tak samo jak inne biegi, a kluby z dolnej części tabeli muszą być też
przygotowane, że w razie konieczności jazdy w barażach też nie ma co liczyć na
obowiązywanie niższych stawek za punkt.
O
komentarz do tych rozwiązań pokusił się
Adam Krużyński - członek rady nadzorczej w KS Toruń: "Żużel w Polsce
wciąż jest atrakcyjny i poza problemami Stali Gorzów wszystko w zasadzie wygląda
laurkowo. Sprawnie działająca Ekstraliga Żużlowa, która zawiaduje dwoma
najmocniejszymi ligami. Coraz wyższa średnia frekwencja na stadionach, świetna
oglądalność w telewizji. Do końca się jednak tym nie zachłystujmy, bo w Europie
speedway dogorywa. Jeżeli nic się nie zmieni, to za chwilę zostaniemy sami, a to
będzie początek końca całej dyscypliny. Sport profesjonalny to również biznes i
rządzi się często w wielu kwestiach podobnymi zasadami. Konieczna jest
konkurencja i możliwość dokonywania wyboru dla wszystkich stron, klubów,
zawodników i kibiców. Jedno jest pewne. Na pewno nie można tego wszystko tak
zostawić, bo za chwilę "Polska będzie mistrzem Polski" i będziemy się ścigać
sami ze sobą. Żużel nigdy nie będzie sportem globalnym, ale nie może być tak jak
teraz, że mamy zaledwie cztery profesjonalne na świecie ligi, a może i mniej, bo
nie wiem czy duńska jeszcze się do takich zalicza. Żużel trzeba uzdrawiać od
początku, od podstaw, a przede wszystkim walczyć z monopolami na wszystkich
poziomach w tym sporcie, zaczynając od sprzętu, a kończąc na zrównoważeniu
popytu z podażą w każdym elemencie w tym na kwestii zawodników i ich
dostępności. Skupianie się na tym, że ograniczymy zarobki zawodników i to
uzdrowi całą sytuację jest błędem. Największym problemem żużla jest elitarność i
ekstremalnie duży koszt wejścia do dyscypliny, w której bardzo trudno o właściwą
piramidę szkoleniową i selekcjonowanie talentów. Żużel jest zbyt elitarny, a
przez to coraz droższy. Cały profesjonalny sport żużlowy to zaledwie około 100 -
150 zawodników, na których wszyscy dostawcy chcą zarobić, a kluby i sami
zawodnicy są w zamkniętej pętli, samonakręcającej się spirali rzec by można. W
wielu kwestiach sprzętowych mamy do czynienia z oczywistymi monopolami jak w
przypadku jednostek napędowych, ale i wielu żużlowych akcesoriów. Tego nie
wytrzyma żadna kieszeń, tak zawodników jak i klubów. Żużel wciąż jest atrakcyjny
pod względem zarobków, a to powoduje, że młodzi ludzie cały czas marzą, aby
zostać żużlowcami, jednak dla wielu bariera wejścia do tego sportu pozostanie
niemożliwą do pokonania. Przyznaję, że być może należałoby wrócić do rozwiązań z
limitem zarobków, polegającym na wprowadzeniu limitu wydatków na wynagrodzenia,
ale nie dlatego, że zawodnicy zarabiają za dużo, ale głównie dlatego, że są za
duże rozpiętości w zarobkach. Wcześniejsze rozwiązania z limitem płac zostały
zakwestionowane przez UOKiK, ale uważam, że można wypracować takie, które UOKiK
by zaakceptował. Jeżeli wyjdziemy z założenia, że nie ma opcji, aby były limity
zarobków, bo to jest niezgodne z prawem, to na upartego wprowadzenie KSM też
może spotkać się z retorsją UOKiK, bo to również pewnego rodzaju ograniczenie
swobodnego podejmowania pracy i zarobkowania. Dzisiaj w żużlu są
nieproporcjonalne, za duże różnice w zarobkowaniu i to jest największy problem
dyscypliny. Jedni zarabiają za dużo, a inni niewiele i zbyt mało by rywalizować
na tym samym poziomie lub doganiać czołówkę. To powoduje, że przy specyfice
sportu motorowego ci drudzy są bez szans".
W tle tych zmian 4 listopada audytorzy Ekstraligi wkroczyli do siedzib żużlowych ośrodków i sprawdzali, czy kluby uregulowały wszelkie wymagane licencyjnie zaległości wobec zawodników, a także czy można wręczyć im licencje na starty w rozgrywkach ligowych AD 2025. Wszystkie kluby startujące w polskich ligach miały być bowiem stabilne finansowo i nie było taryfy ulgowej ze strony ekstraligowych włodarzy. Pod lupę zostały wzięte nie tylko uregulowania kontraktowe wobec zawodników (co stanowi zdecydowaną większość budżetu klubów), ale także inne aspekty, a do najważniejszych należą przede wszystkich uregulowania wobec innych klubów żużlowych (na przykład opłaty z tytułu szkolenia młodzieży przy transferze zawodnika), czy wobec FIM, FIM Europa oraz kontraktowych promotorów FIM. Ponadto klub nie mógł mieć żadnych zaległości wobec PZM, Ekstraligi Żużlowej, osób urzędowych, zatrudnionych i współpracujących z klubem, urzędu skarbowego czy ZUS-u. Obroną w spłacie zaległości mogło być jedynie posiadanie porozumienia z ZUS-em i US dotyczące sposoby realizacji zadłużenia. Niestety Stal Gorzów miała największe problemy, bowiem nie w pełni spłaciła zobowiązania za ostatnią rundę Grand Prix, ale w kilku innych ośrodkach sytuacja też nie była ciekawa. W środowisku żużlowym słychać było głosy, że właśnie zaczęło się przesilenie w polskim żużlu, bo dawno nie było tylu niewiadomych. Mówiło się m.in. o tym, że natychmiast należy wprowadzić KSM, bo tylko sztuczna regulacja budowania składów jest w stanie zapobiec temu, co wydarzyło się Gorzowie. Byli też zwolennicy opcji atomowej, a więc likwidacji trzech lig, stworzenia dwóch przy jednoczesnym poszerzeniu Ekstraligi do 10 drużyn. To wszystko było jednak melodią przyszłości, bo EŻ trzymała się dawno nakreślonego planu działania i nie zamierzała co roku zmieniać zasad.
Tak więc kluby narzekały, ale gdy 1 listopada zostało otwarte okno transferowe światło dzienne ujrzały fakty dotyczące licytacji w których uczestniczyły niektóre ośrodki żużlowe, a kwoty jakie padały w walce o podpis pod kontraktem, budziły zdziwienie niejednego kibica. Co prawda już od kilku sezonów w okresie transferowym nikt nie prowadził negocjacji, bo te prezesi prowadzili już znacznie wcześniej (niekiedy z dwuletnim wyprzedzeniem), jednak listopad był miesiącem w którym podpisane umowy nabierały oficjalnego charakteru, bowiem były zatwierdzane przez organ zarządzający i były tylko niewielkie znaki zapytania.
Toruń w całym kontraktowym i finansowym
zamieszaniu działał jednak bardzo racjonalnie. Ze swoimi zawodnikami
podpisywał bowiem kontrakty motywacyjne, które wprowadził kilka lat temu. To
sprawiało, że zawodnicy nieźle zarabiali, ale też ze sobą współpracowali, a nie
rywalizowali. I tak jak np. Emil Sajfutdinow nie miał problemów by przy
rozstrzygniętych meczach oddawać biegi
juniorom. Klub po prostu dbał o to, by zawodnicy nie tracili na tym finansowo.
Toruński klub był też jednym z pierwszych, który zaczął stosować w umowach
motywacyjne zapisy,
które wypłatę sporych pieniędzy uzależniały nie tylko od wynegocjowanej kwoty na
przygotowanie do sezonu i liczby zdobyty punktów, ale również od wyniku zespołu.
Adam Krużyński, członek rady nadzorczej odpowiedzialny za umowy z
zawodnikami, tak w wywiadzie opowiadał o tym rozwiązaniu: "Każdy klub ma swoją taktykę, ale my opieramy kontrakty o trzy
części. Pierwsza wypłacana jest w ramach przygotowania do sezonu. Druga,
znacznie większa to tzw. punktówka, którą jednak wyliczamy nie na podstawie
samych punktów, a średniej liczby punktów zdobywanych przez zawodnika w jednym
meczu. Do tego dochodzą jeszcze bonusy wypłacane w zależności od sukcesów
indywidualnych oraz miejsca drużyny na koniec sezonu. Tak więc przy dobrych wynikach,
zawodnik ma wypłacane pieniądze na zasadzie
ryczałtu i w praktyce oznaczało to ni mniej ni więcej, że zgodnie z toruńskim schematem, po przekroczeniu
pewnego progu wynikowego, zawodnik nie może już zarobić więcej niż to, co
zostało przewidziane w kontrakcie. I to właśnie z tego powodu po zdobyciu np. 12
punktów, zawodnikowi w ostatnich latach zdarzało się oddawać biegi młodszym
kolegom z drużyny. O szczegółach nie chcę mówić, ale są w naszej drużynie zawodnicy,
którzy będą walczyli o konkretną liczbę punktów w meczu, a niekoniecznie będą
musieli jechać w pięciu biegach, by zarobić maksymalną przewidzianą gażę. Chodzi
o to, by zawodnicy chcieli jechać jak najlepiej, ale jednocześnie w niektórych
momentach mieli ochotę pomagać drużynie i dzielić się wyścigami. Widzę, że oni
chcą walczyć o te cele indywidualne i drużynowe, które zapisaliśmy w
kontraktach. To faktycznie wpływa na nich motywująco. Mogę zapewnić, że nasi
liderzy mogą zarobić w sezonie około trzech milionów złotych".
I było w tym sporo prawdy, bo choć Krużyński nie ujawnił konkretnych kwot, to
żużlowe dziennikarskie plotki mówiły, że trio Patryk Dudek, Emil Sajfutdinow i Robert Lambert mogą liczyć na zarobek
rzędu 1 mln złotych za podpis i 10 tysięcy złotych za punkt. Nieco mniejsze
pieniądze miał zagwarantowane Mikkel Michelsen, bo po słabszych sezonach otrzymał
800 tysięcy złotych za podpis i 8 tysięcy złotych za punkt. A Kvech ponieważ
wciąż pracował na swoją pozycję w Ekstralidze kontrakt był wyceniany na 500
tysięcy złotych za podpis i 7 tysięcy złotych za punkt. To sprawiało, że torunianie nie
byli najlepiej płacącym klubem w
Ekstralidze i pod tym względem nie znajdowali się nawet w czołówce, to potrafili
skusić swoje gwiazdy możliwością walki o najwyższe cele, a także stabilizacją i regularnymi
wypłatami.
I
tu należało postawić pytanie czy toruński budżet był przygotowany na takie
wydatki. Cała żużlowa Polska obserwowała bowiem z końcem roku 2024 problemy
Stali Gorzów, której groziło wyeliminowanie z ekstraligowej rywalizacji.
Ostatecznie działacze z Gorzowa znaleźli rozwiązanie, ale ciągle balansowali na
cienkiej granicy wypłacalności. W Toruniu takiego zagrożenia nie było, ale po
sezonie prezes klubu
Ilona Termińska, mówiąc o zasobności klubowego portfela, zapraszała
kolejnych sponsorów do współpracy: "Wydaje się, że udało nam się stworzyć
ponownie modę na żużel, kibice chętniej zapełniali trybuny MotoAreny i wspaniale
dopingowali naszych zawodników. Pierwsza cześć była nerwowa i nieprzewidywalna,
dla niektórych ekspertów drużyna już była kandydatem do spadku. Udało się te
trudności przejść i sportowo pozytywnie zamknąć sezon w którym zawsze
najtrudniejsze są sprawy finansowe. Zmiany zapowiadane przed wyborami w
finansowaniu działalności sportowej nas jeszcze nie objęły, bo wszelkie umowy
zawieramy przed rozpoczęciem rozgrywek, a w naszym przypadku to na przełomie
roku. Musimy radzić sobie sami, bazując na długoletniej współpracy z firmami,
jednocześnie poszukując nowych sponsorów i licząc na frekwencję na Motoarenie. O
wiele trudniej jest znaleźć sponsora tytularnego, bo oczekiwania są już bardzo
wysokie, zwykle po jednej i drugiej stronie. Przedstawiamy oferty współpracy,
ale jeszcze nie mamy odzewu. Duże spółki z regionu do tej pory nie wykazywały
zainteresowania, ale liczymy, że to się zmieni. Bo inwestowanie w sport nie są
małe, a zwrotu nie należy upatrywać tylko nie tylko w aspektach marketingowych,
ale również jest to zaangażowanie w lokalną, sportową społeczność".
Adam
Krużyński, jednak uspokajał i wyjawił, że podpisane umowy są zabezpieczone
finansowo: "Nie jest nam łatwo wyścigu o zawodników uczestniczyć, ale
budżet mamy zbudowany w oparciu o stabilne filary, jeżeli chodzi o wpływy.
Chcielibyśmy, żeby ten wyścig się jednak zatrzymał. Nasza polityka transferowa
też jest taka, że zakładamy, iż drużyna ustabilizuje się na lata. Jeśli nie
wzrosną koszty pozasportowe, to sądzę, że jesteśmy już przy szczycie wydatków.
Widzieliśmy, co działo się pod koniec sezonu 2024 w Ekstralidze, jeśli chodzi o
sytuację finansową i nie mówię tu tylko o Gorzowie. Przekroczenie pewnego
poziomu może prowadzić do niekontrolowanego problemu, na którym ucierpi cała
dyscyplina. Jeśli chcemy budować wartość tego produktu z władzami rozgrywek, to
nie możemy sobie na takie sytuacje pozwolić. Dlatego u nas nie ma wielkich zmian, choć trzeba przyznać, że roszady w kontraktach i
podpisanie umów dwuletnich spowodowały wzrost kosztów. Nasi żużlowcy mają też
wpisane w kontrakty elementy motywacyjne. Chcemy w taki sposób stymulować ten
efekt końcowy. Budżet w naszym klubie wzrasta o około 10%, a zatem będzie to
około 25 milionów złotych".
I właśnie wokół 25.000.000 zł toczyły się
negocjacje z toruńskimi zawodnikami. A były to mało emocjonujące rozmowy dla
toruńskich fanów, bowiem strategiczne decyzje zapadły jeszcze przed końcem
rozgrywek w sezonie poprzednim. Klub postanowił wówczas wzmocnić skład, aby
zwiększyć swoje szanse na końcowy sukces.
Poprzedni sezon przyniósł torunianom drugi z rzędu brązowy medal Drużynowych
Mistrzostw Polski i co ciekawe, ostatnie dwa lata w toruńskim żużlu okazały się
do siebie bardzo podobne. Przed rozpoczęciem rozgrywek można było wiązać z
drużyną niemałe nadzieje, potem w trakcie rywalizacji wielokrotnie szło jak po
grudzie, pojawiały się różne problemy i wydawało się, że nic dobrego z tego nie
wyjdzie, a ostatecznie kończyło się nie najgorzej.
Oczywiście nie da się ukryć, że było w tym trochę szczęścia. Dla torunian
pomocny okazywał się bowiem system rozgrywek, a ponadto na ich korzyść
działała również postawa kilku innych zespołów oraz ich wewnętrzne problemy.
Trzeba jednak zaznaczyć, że w wielu istotnych momentach żużlowcy z Grodu
Kopernika potrafili też po prostu wykonać kawał solidnej sportowej roboty. To
właśnie ona w głównej mierze pozwalała wykorzystywać sprzyjające w danej chwili
okoliczności i sięgać po to, co finalnie udało się osiągnąć. Bez niej tego
wszystkiego zwyczajnie by nie było.
Ciągle pozostawał jednak pewien niedosyt, bo kibicowskie apetyty były znacznie
większe. Fani chcieli medali, ale też chcieli walki w każdym meczu, z której
przedsezonowy medalowy faworyt będzie wychodził z podniesioną głową. I nie
chodziło o wygranie każdego meczu, ale o to by na końcu wieńczyć dzieło pewnym
awansem do finału, a nie kalkulacją czy się uda wygrać półfinał play-off z
pozycji luckyloosera. Niemniej biorąc pod
uwagę, jak dla "Aniołów" wyglądały dwa poprzednie sezony, to zamknięcie ich obu
brązowym medalem należy rozpatrywać raczej w kategoriach sukcesu. Wiadomo, że
każdy chciałby więcej, ale zanosiło się przecież, że może być znacznie słabiej.
Warto pamiętać, że zawieszanie brązu na swojej szyi za każdym razem wiązało się
z pokonaniem w dwumeczu rywala, który również miał na ten krążek chrapkę. Mimo
różnych wcześniejszych niepowodzeń i niedogodności, torunianie mogli zatem
kończyć rywalizację ligową z poczuciem bycia zwycięzcą, a
nie przegranym. Wiele klubów zapewne wiele by dało, żeby znaleźć się na miejscu
Aniołów.
Niezależnie od tego wszystkiego, fakty były zatem takie, że toruński klub po niedawnych
perturbacjach obejmujących najpierw wypadnięcie z walki o medale i konieczność
obrony ekstraligowego bytu, a potem niespodziewany, pierwszy w historii spadek
do niższej klasy rozgrywkowej, krok po kroku, stopniowo odbudowywał swoją
pozycję w najlepszej lidze świata.
Najpierw był błyskawiczny powrót do elity. Potem utrzymanie się w niej jako
beniaminek, co zawsze jest bardzo trudnym i dla wielu niewykonalnym zadaniem.
Następnie przebicie się do najlepszej czwórki rywalizującej o medale i
zakończenie zmagań tuż za podium. Zaraz po tym przyszły wspomniane dwa brązowe
krążki, co świadczy o tym, że po kilku chudszych latach "Anioły" wróciły do
ścisłej krajowej czołówki i zdołały się w niej utrzymać. Tak więc cały ten proces odbudowy toruńskiego żużla przebiega w bardzo
uporządkowany i wręcz modelowy sposób. Powoli przed siebie, bez robienia kroków
wstecz. Zawsze warto podchodzić z respektem do drużyny, która potrafi się
podnieść po niemałym upadku i jest w stanie systematycznie wdrapywać się coraz
wyżej.
Ważne w tym wszystkim było też to, że w Toruniu nikt nie zamierzał się zatrzymywać i poprzestawać
na tym, co osiągnięto. Każdy chciałby zrobić kolejny krok naprzód i zajść
jeszcze dalej, znaleźć się jeszcze wyżej. Dlatego też na rozgrywki
AD 2025 działacze złożyli taki zespół, który w zamyśle miał włączyć się do walki o coś
więcej niż miejsce na najniższym stopniu podium DMP. Każdy miał najzwyczajniej w
świecie wrażenie, że nadszedł właśnie ten czas.
Punktem wyjścia do budowy seniorskiego składu na sezon 2025 stali się Robert Lambert, Emil Sajfutdinow i Patryk Dudek. Cała trójka zgodnie z przyjętym w klubie modelem, znacznie wcześniej podpisała umowy obejmujące również rok 2026. Zatrzymanie ich w zespole to była kwestia priorytetowa, a długoterminowe kontrakty sprawiały, że klub nie uczestniczył w finansowej licytacji, miał zbudowany trzon zespołu na dany rok i mógł skupić się na kontraktach "korygujących". Jednak kontrakty takie miały tez pewne ryzyko, bo po latach współpracy ze wspomnianą trójką, nie trudno było zauważyć, ze każdy z żużlowców miał swoje problemy i słabsze chwile. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, że cała trójka zaliczała się do światowej czołówki i była w stanie nadawać zespołowi właściwą moc i charakter, a po poprzednim sezonie toruńskie środowisko żużlowe mogło być szczególnie zbudowane ich postawą, bo to oni ciągnęli wynik zespołu, bo zależnie od dyspozycji dnia wymieniali się na pozycji lidera w danym meczu. I nie inaczej miało być w roku 2025.

Robert Lambert, który był najskuteczniejszym jeźdźcem z całej trójki, regularnie punktował na wysokim poziomie, bowiem wyeliminował pojedyncze wpadki w postaci bardzo nieudanych występów meczowych, które przytrafiały mu się rok wcześniej. W sezonie 2025 od brytyjskiego wicemistrza świata, wszyscy oczekiwali kolejnego progresu i dalszego wspierania drużyny solidnymi punktami, a także kapitańską charyzmą.
Emil Sajfutdinow choć nie miał tak rewelacyjnego sezonu jak przed dwoma laty, bo zanotował kilka nieco słabszych spotkań, to nigdy nie poniżej pewnego poziomu i potrafił naprawdę wiele wycisnąć z siebie i swoich motocykli, a gdy trapiły go jakieś problemy, to był w stanie stosunkowo szybko stawiać im czoła. Z kolei kiedy wszystko mu grało, to czarował swoją widowiskową jazdą i okazywał się bardzo błyskotliwy na torze. Tak więc Baszkir w roku 2025 miał dalej czarować na MotoArenie, porywać kibiców z miejsc, a na wyjazdach wspierać głównie młodzież, która była przymierzana do jazdy w parze właśnie z Emilem.
Patryk Dudek, który w sezonie 2025 jako ostatni z trójki przedłużył kontrakt z Apatorem na kolejne lata. W sezonie 2024 Dudek znacząco poprawił swoją średnią w stosunku do niezbyt udanego sezonu 2023, jednak nadal zdarzały mu się gorsze mecze, ale wielokrotnie pokazywał że potrafi wyjść z nich obronną ręką, co cieszyło sympatyków toruńskiego klubu. Zawodnik zmagał się jednak z ogromnymi problemami sprzętowymi, ale na sezon 2025 zdecydowanie postawił na dywersyfikację technologicznych rozwiązań i korzystałał z usług wielu żużlowych majstrów. To miało zagwarantować nie tylko solidne zdobycze punktowe w lidze, ale również skuteczną walkę na arenach międzynarodowych i powrót do Grand Prix.
Mając trzy mocne filary, których podejście do żużla było niezwykle profesjonalne, śmiało można było wychodzić z założenia, że każdy z nich postara się nie tylko utrzymać dotychczasowy poziom, ale również stać się jeszcze lepszym jeźdźcem. A to oznaczało tylko tyle, że drużyna, która chce się bić o wysokie cele, jest w stanie powalczyć z każdym zespołem na własnym torze. Jednak do wygrania ligi potrzebne były zwycięstwa na wyjeździe, a na pewno wygrane w dwumeczach, które były kluczowe w rundzie play-off. I w żadnym zespole trójka tak silnych jeźdźców tego nie gwarantowała. Oczywistym stało się zatem, że z drużyną pożegna się wychowanek Paweł Przedpełski i próbujący punktować od dwóch lat dla Apatora Wiktor Lampart.
Kiedy w 2021 roku
Przedpełski wrócił do Torunia po dwuletnim pobycie w
Częstochowie, wydawało się, że ekipa z Grodu Kopernika będzie miała z niego
naprawdę dużą pociechę. Pierwszy sezon po powrocie okazał się dla niego bardzo
udany i pozwolił mu się porządnie odbudować po wcześniejszym gorszym okresie. W
tej sytuacji można było liczyć, że potem będzie równie dobrze, a może nawet
lepiej.
W rzeczywistości z każdym kolejnym rokiem było jednak coraz słabiej, a osiągana
przez niego średnia systematycznie spadała i można powiedzieć, że pozostawał w
Toruniu tylko dlatego, że był jedynym wychowankiem z którym bardzo mocno
utożsamiały się toruńskie trybuny. Miniony sezon okazał się jednak jednym z najsłabszych w całej jego dotychczasowej karierze
i pamiętając o jego dobrych występach, które mimo spadającej formy
cały czas mu się zdarzały, szczególnie na własnym torze, trzeba było odłożyć
sentymenty na bok i poszukać innych rozwiązań.
W przypadku Lamparta wiele przemawiało za jego ściągnięciem do Torunia przed
sezonem 2023. Toruńscy włodarze musieli wówczas znaleźć nowego zawodnika U24,
ponieważ Lambert osiągnął wiek uniemożliwiający mu dalsze występowanie na tej
pozycji. Mówiło się wówczas, że Lampart dysponuje dobrym startem, który w żużlu jest
kluczowy do wygrywania biegów. Że dobrze czuje się na toruńskim torze. Że posiada
profesjonalny team, który właściwie go ukierunkowuje. Że zdążył już nabyć sporo ekstraligowego doświadczenia, które powinno procentować. I wreszcie, że cały
czas jest młodym i perspektywicznym żużlowcem, który może się rozwijać. Problem
w tym, że w okresie jego jazdy dla zespołu spod znaku Anioła wszystkie te
argumenty nie miały przełożenia na ligowe punkty.
Lampart od samego początku nie pokazywał się ze zbyt dobrej strony i ograniczał
się jedynie do pojedynczych przebłysków lepszej jazdy. Trzeba jednak zaznaczyć,
że pod koniec pierwszego sezonu w barwach toruńskiego klubu poprawił swoją
dyspozycję na tyle, że dołożył cegiełkę do zdobycia przez drużynę brązowego medalu DMP. To
sprawiło, że klub uwierzył w to, że warto dać mu kolejną szansę, tym bardziej, że na rynku zawodników
U24 nie było wielkiego wyboru i sensownych alternatyw. W Toruniu liczono, że
zdołał wyciągnąć wiele cennych wniosków i w kolejnym sezonie będzie w stanie
podtrzymać swój progres. I choć początek zeszłorocznych rozgrywek w jego wykonaniu faktycznie nie wyglądał
najgorzej, ale potem wszystko się posypało i nie potrafił już tego odbudować.
W efekcie zakończył sezon 2024 z jeszcze gorszą średnią niż ta, którą miał na
koniec 2023 roku. Na domiar złego w klubie też nie byli zadowoleni z tego jaki sposób pracuje i próbuje wyjść z kryzysu
i w jednym z wywiadów toruński szkoleniowiec wyraził wprost swoje niezadowolenie
z tego faktu. Śmiało można zatem powiedzieć, że mimo sporych nadziei rzeszowski
wychowanek w Toruniu zwyczajnie się nie sprawdził.
Ta krótka analiza (do szerszej zapraszam w roczniku 2024) pokazuje, że z Przedpełskiego i Lamparta raczej trudno byłoby wycisnąć coś więcej i nikt się nie dziwił, że włodarze toruńskiego klubu, musieli myśleć o zmianach. Rozstanie z zawodnikami musiało więc stać się faktem, ale obaj jeźdźcy nie mogli mieć pretensji, bo doskonale zdawali sobie sprawę, że nie zostali przedwcześnie skreśleni i nie spotkali się z brakiem wiary w ich możliwości. Każdy z nich dostał naprawdę sporo przestrzeni, żeby się wykazać, ale niespecjalnie zdołali to wykorzystać. Przynależność do żółto-niebiesko-białych barw najzwyczajniej w świecie okazała się dla nich niezbyt korzystna. Wiedzieli o tym toruńscy działacze i już w połowie poprzedniego sezony zagwarantowali sobie dwa kolejne kontrakty wzmacniające siłę uderzeniową formacji seniorskiej. W miejsce wychowanka Pawła Przedpełskiego sprowadzono z Włókniarza Częstochowa Mikkela Michelsena, który męczył się w towarzystwie Leona Madsena. Natomiast w przypadku zawodnika U24 Wiktor Lampart został zastąpiony przez Jana Kvecha, wokół którego w Falubazie Zielona Góra atmosfera nieco się zepsuła i trener Piotr Protasieicz bez walki oddał Czecha w ręce Piotra Barona. Niestety z kontraktami Duńczyka i Czecha, wiązało się pewne ryzyko.
Mikkel
Michelsen miał za sobą kiepski sezon w polskiej
lidze. Jego zeszłoroczna średnia okazała się najniższa od 2019 roku, kiedy
wrócił do ścigania w najwyższej klasie rozgrywkowej i średnia ta była wyraźnie niższa od tych, które osiągał w ostatnich latach. Sezon
2023, który był dla niego pierwszym sezonem w częstochowskich barwach, też nie
okazał się już tak udany, jak te wcześniejsze.
Fakty były zatem takie, że jego dyspozycja znajdowała się na krzywej opadającej. Na
dodatek Duńczyk ubiegłoroczną rywalizację zakończył z poważną kontuzją, która wykluczyła
go z jazdy w końcówce sezonu i zmusiła do intensywnej rehabilitacji w przerwie
zimowej. Po czymś takim nigdy nie wiadomo w jakim stylu dany zawodnik wróci do
ścigania. Biorąc to wszystko pod uwagę, niektórzy zapewne mogliby się zastanowić
nad sensem kontraktowania takiego żużlowca. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że
wiele też przemawiało za sprowadzeniem trzykrotnego Mistrza Europy do Torunia.
Wystarczy wspomnieć, że w czasach jazdy dla Motoru Lublin, czyli w latach 2019-2022,
Duńczyk okazywał się bardzo mocnym punktem zespołu i jednym z najlepszych
zawodników Ekstraligi. Kiedy przenosił się do ekipy spod znaku Koziołka
niewielu spodziewało się, że może to tak wyglądać. On udowodnił jednak, że
potrafi się wybić i pozytywnie zaskoczyć, a następnie potwierdzić, że to nie był
przypadek czy jednorazowy wyskok. Ponadto trzeba też docenić, że nawet jeśli przed rokiem nie za dobrze szło mu w
polskiej lidze, to w Grand Prix był w stanie pokazywać się z naprawdę dobrej
strony i przed kontuzją urastał do miana tego który zdobędzie medal IMŚ, który
miał uzupełnić kolekcję trzech złotych krążków zdobytych w mistrzostwach Europy.
To wszystko wskazywało na to, że Toruń sprowadzał jeźdźca po przejściach, ale
wiedział on całkiem sporo na czym polega żużel i walka o najwyższe cele o jeździe
na wysokim poziomie. Toruńscy działacze wiedzieli też, że przy niechęci
zawodników ze światowej czołówki do zmiany barw klubowych, mogą pozyskać
świetnego zawodnika, i szkoda było przegapić taką okazję, nie tylko w aspekcie
sportowym, ale też finansowym, bo Duńczyk nie należał do zawodników o
wygórowanych oczekiwaniach finansowych. Z kolei sam zawodnik wiedział, że biorąc
pod uwagę moment kariery, w jakim się znalazł i przy jego ambicja stabilny
zespół z grodu Kopernika będzie dobrym miejscem, żeby stawić czoła słabszej
dyspozycji i wrócić do swoich najlepszych momentów w karierze. Miał bowiem jeszcze sporo do ugrania i
musiał pracować nad tym, aby nie popaść w przeciętność. Można było zatem być
pewnym, że zawodnikowi nie zabraknie mu motywacji, do budowania jak najwyższej
skuteczności.
Przed sezonem Mikkel i Apator mieli jednak mały problem, bo Ekstraliga Żużlowa opublikowała tradycyjny ranking spadków i awansów zawodników w klasyfikacji indywidualnej PGE Ekstraligi i Metalkas 2. Ekstraligi. Jeżeli chodzi o PGE Ekstraligę, to bezapelacyjnym zwycięzcą okazał się Robert Lambert. Brytyjczyk w porównaniu do poprzedniego sezonu awansował aż 15 miejsc. Natomiast największym przegranym ... Mikkel Michelsen, który spadł o 16 lokat.
|
TOP 5 - awanse Robert Lambert (Toruń) +15 Kacper Woryna (Częstochowa) +12 Patryk Dudek (Toruń) +10 Wadim Tarasenko (Grudziądz) +9 Jarosław Hampel (Zielona Góra) +7 |
TOP 5 - spadki Mikkel Michelsen (Częstochowa) -16 Kacper Pludra (Grudziądz) -15 Maksym Drabik (Częstochowa) -13 Oskar Fajfer (Gorzów) i Szymon Woźniak (Gorzów) - 12 Bartosz Smektała (Leszno) -9 |
I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie
fakt, że ranking ten otrzymali m.in. działacze w Częstochowie i gdy zobaczyli
Duńczyka na niechlubnej liście starali się zrzucić na niego odpowiedzialność za
słaby sezon i postanowili uprzykrzyć mu życie. Mikkel tym samym nie mógł być potwierdzony do rozgrywek w nowym klubie,
ponieważ wściekły na zawodnika i borykający się z problemami finansowymi Włókniarz Częstochowa zażądał
od Michelsena rozliczenia kwoty, jaką otrzymał na przygotowanie do sezonu 2024 i
skierował sprawę do Trybunału PZM. To z kolei oznaczało, że dopóki trybunał się nie spotka i nie rozstrzygnie
sporu, Apator nie będzie miał w swoich szeregach Michelsena, który w sezonie 2024 dostał od Włókniarza 1,1 miliona złotych w ramach tzw.
kwoty na przygotowanie. Całe pieniądze wpłynęły na jego konto, zgodnie z
regulaminem, w kilku ratach. Część po terminie, ale Włókniarz zapłacił
też odsetki, więc wywiązał się z umowy. Działacze spod Jasnej Góry
zakwestionowali jednak sposób wydatkowania pieniędzy przez zawodnika i wezwali
go .do tego, by przedstawić faktury z wydatkami na 2024. Zrobił to, ale klub nie
był usatysfakcjonowany, twierdząc, że trudno zaliczyć koszty przedstawione przez
duńskiego gwiazdora na poczet kwoty na przygotowanie (kwestionowano np. leasing
samochodu). Strony próbowały rozmawiać, ale ostatecznie bardzo sie poróżniły i
to kto ma rację, rozstrzygnąć miał właśnie Trybunał PZM. Problem polegał jednak
na tym, że przepisy związane z kwotą za
przygotowanie były niejednoznaczne. Poza tym takiej sprawy w trybunale jeszcze nie było,
bo żaden klu, jak dotąd, nie powiedział głośno "sprawdzam". Większość
traktowała kwotę na przygotowanie, jak kwotę za podpis. Rozgoryczony słabymi
wynikami zawodnika Włókniarz zrobił inaczej, bowiem działacze powtarzali, że
przez brak profesjonalizmu zakontraktowanych zawodników
omal nie spadli z ligi i w przypadku niekorzystnego rozstrzygnięcia w Trybunale PZM,
sprawa miała trafić do sądu.
Tak więc dla zawodnika i Apatora najważniejsze było aby sprawę szybko
załatwić i to bez względu na wynik. Wszystkim zależało bowiem na formalnym
potwierdzeniu podpisanej umowy, bo zagrożenia, że Duńczyk nie będzie bronił
żółto-niebiesko-białych barw nie było żadnego, bo nawet gdyby Michelsen przegrał i
musiał oddać jakieś pieniądze, to oznaczałoby to, że temat zostaje zamknięty, a
na drugi dzień po przelewie Apator będzie go mógł potwierdzić, jako swojego
zawodnika. Do chwili zakończenia sporu w Trybunale PZM nie było to możliwe, bo sprawa w sądzie nie wiązała rąk Apatorowi.
Drugim
nowozakontraktowanym jeźdźcem był
Jan Kvech,
który choć uzyskał w lidze średnią nieznacznie wyższą od tej, którą osiągnął Lampart,
to miniony rok, był dla niego, pierwszym pełnym sezonem w najwyższej
klasie rozgrywkowej, ale zawodnik zebrał cenne doświadczenie w kontekście ścigania wśród
najlepszych. Co ciekawe Czech już wcześniej znajdował się w sferze zainteresowań
toruńskiego klubu i przewijał się w transferowych dywagacjach dotyczących tego,
kto mógłby zasilić szeregi zespołu spod znaku Anioła. Wszystko jednak tak się
składało, że transfer nie został dopięty, bo zaufano Lampartowi, który w tamtym
czasie wydawał się lepszą opcją. Los jednak tak chciał, żeby drogi obu stron
mimo wszystko w końcu się przecięły po tym jak przed rokiem jeden z dwóch
najlepszych występów w polskiej lidze Czech zaliczył na toruńskiej MotoArenie.
Ponadto także na toruńskim owalu osiągnął swój najlepszy wynik w cyklu Grand
Prix, którego od zeszłego sezonu był stałym uczestnikiem. To oczywiście jeszcze
o niczym nie świadczyło, ale na pewno pozytywnie wpływało na wizerunek żużlowca
i wskazywało, że na własnym torze może być szczególnie pomocny, bo Kvech był
twardym zawodnikiem, który, kolokwialnie mówiąc, nie pękał na robocie.
Niestety, środowisko zielonógórskie powielało informację jakoby Czech niezbyt
profesjonalnie podchodził do swoich sportowych obowiązków, a to tego niechętnie
inwestował w remonty swoich motocykli. Potwierdzać miały to kompletnie nieudane występy, ale
obiektywnie trzeba przyznać, że Janek potrafił też wygrywać wyścigi i przyczyniać się do biegowych zwycięstw swojej
drużyny. Ponadto starty we wspomnianym cyklu GP mogły być dla młodego zawodnika
dość sporym obciążeniem, zwłaszcza w sytuacji kiedy przytrafią się słabsze
występy i spadnie motywacja do szukania przyczyn niepowodzenia.
Należało jednak pamiętać, że dla Kvecha rok 2025 był to ostatni sezon, w którym mógł pełnić w
drużynie rolę zawodnika do lat 24. W tej sytuacji jego celem było
pokazanie się z jak najlepszej strony, aby zbudować swoją pozycję w żużlowym
światku przed dalszą częścią dorosłej kariery. A to przy przeciętnej sportowej
jakości zawodników na pozycji starszego juniora (poza Lublinem i Wrocławiem),
mogło być dodatkowym atutem toruńskiej drużyny. Dlatego obiektywnie patrząc, Kvech
był jednym z lepszych wyborów na pozycję U24, jakiego mogli
przed sezonem pozyskać torunianie, bowiem jego sportowy sufit był zdecydowanie
wyżej zawieszony niż Lamparta, a przy tym pokazał, że lubi starty na MotoArenie
i wnosi do drużyny mnóstwo pozytywnej energii.
Tak więc toruńscy włodarze, przeanalizowali wszystkie za i przeciw i wierzyli, że nowi zawodnicy będą nie tylko wzmocnieniem składu, ale przede wszystkim pozwolą trenerowi z większym prawdopodobieństwem przewidzieć, w meczach wyjazdowych zdobycz punktową tzw. drugiej linii, bo niestety ani z Przedpełskim, ani z Lampartem takiego komfortu nie było. Poza tym w długim sezonie w którym zmieniono formułę awansu do play-off, liderzy potrzebowali wyrazistego i znacznie bardziej regularnego wsparcia, bowiem cała odpowiedzialność za wynik nie mogła spoczywać na ich barkach, bo każdy z nich miał prawo mieć słabszy dzień lub okres w trudnym ekstraligowym sezonie.


Seniorskie zestawienie toruńskiego klubu na sezon 2025 robiło zatem wrażenie na niejednym toruńskim kibicu, bo wśród czterech klasowych liderów, każdy mógł być wiodącą postacią zespołu i zdobywać konkretne punkty. Ciągle była jednak potrzeba wykrzesania dodatkowej mocy, a ta z całą pewnością tkwiła w formacji młodzieżowej. A tu niestety nie było już tak kolorowo i bogato. Mimo wielkich tradycji, od długiego czasu juniorzy byli bowiem piętą achillesową toruńskiej ekipy. Co prawda w zeszłym roku nie byli już najsłabsi w lidze, ale mimo wszystko ich nazwisk należało szukac pod koniec młodzieżowych statystyk i nie dawali zbyt wielu powodów do zadowolenia swoim fanom. W Toruniu wszyscy mieli tego świadomość i nikt nie zamierzał opierać siły zespołu na formacji juniorskiej. Jednak każdy oczekiwał od nich progresu i chociaż pojedynczych punktów wywalczonych na rywalach poza biegiem młodzieżowym, Klub toruński trzymał się twardo nakreślonych przez zarząd zasad i nie zamierzał pozyskiwać juniorów z zewnątrz, ale raczej skupił się na wyłapywaniu młodych talentów przed egzaminem na licencję żużlową w klasie 500 ccm i inwestując w ich rozwój cierpliwie czekał na eksplozję ich formy. Nie inaczej było przed sezonem 2025, bo włodarze postanowili przewietrzyć młodzieżową ławkę i trzymać się tego, co było przed rokiem. Podziękowano zatem Mateuszowi Affeltowi za ekstraligową współpracę i wypożyczono go, do występującej w niższej lidze drużyny z Poznania. Mateusz miał jednak nadal startować z Aniołem na plastronie w rozgrywkach U24. Szeregi Polonii Piła zasilił Jakub Breński, a do Startu Gniezno wypożyczono, Ksawergo Słomskiego, którzy co prawda mieli żużlowe uprawnienia w klasie 500cm, ale nie mieli okazji zaistnieć w ligowym składzie. Trójka młodych chłopaków nie została zatem skreślona, bo działacze uznali, że powinieni mieć jak najwięcej jazdy i umożliwiono im ściganie się w niższej klasie rozgrywkowej, gdzie wspólnie z rodzicami miał sobie odpowiedzieć na pytanie czy żużel jest tym co chcą w życiu robić.
W tej sytuacji podstawowy duet juniorów w zespole z Grodu Kopernika mieli tworzyć, Krzysztof Lewandowski i Antoni Kawczyński, a w odwodzie pozostawali Oskar Rumiński i Mikołaj Duchiński, którzy mieli stanowić konkurencje dla nieco bardziej doświadczonych rówieśników. Co prawda przed sezonem wydawało się raczej mało prawdopodobne, żeby któryś z nich miał na stałe przebić się do składu, ale jak miał pokazać sezon w żużlu nigdy nie można niczego wykluczyć - tym bardziej, że Duchiński u progu sezonu zwracał na siebie uwagę Piotra Barona. Nikt jednak w Toruniu nie spodziewał się, że toruńscy juniorzy nagle okażą się asem w trenerskim rękawie, ale każdy liczył na to, że młodzi zawodnicy cały czas będą się rozwijać i stabilizować swoją formę, a co za tym idzie, zaczną dokładać jakieś sensowne punktów do dorobku zespołu. Dlatego najważniejsze było to, aby młodzieżowcy byli w stanie skutecznie rywalizować ze swoimi rówieśnikami, a do tego co jakiś czas zdołali wyrwać jakieś pojedyncze oczka starszym rywalom.
Największe
szanse miał na to najbardziej doświadczony
Krzysztof Lewandowski, dla którego był to już piąty sezon w Ekstralidze.
Po dwóch beznadziejnych sezonach, przed rokiem
jego średnia w końcu powędrowała nieco w górę, co można byi odbierać jako dobry znak. Oczywiście jeszcze wiele
brakowało do
tego, czego można by oczekiwać od tak objeżdżonego zawodnika, ale coś ewidentnie
coś drgnęło w jego jeździe i wszyscy liczyli na dalszy progres. A musiało
drgnąć, bo zawodnik miał przed sobą ostatnie dwa lata w roli juniora, więc czasu na rozwój
było coraz mniej. W środowisku wiele mówiło się o tym, że zawodnik nie skupia
swojej uwagi na sporcie, jednak pod okiem Piotra Barona młody jeździec miał
inaczej podchodzić do żużla, bo wiedział, że czas ucieka i jest to ostatni
moment, aby zacząć się wybijać i mocniej zaznaczać swoją obecność w speedwayu,
bo jeśli nie nie teraz, to kiedy?
Rolę
drugiego juniora pełnić miał
Antoni Kawczyński, który d momentu rozpoczęcia swojej kariery był
uważany za wyjątkowy talent. Potwierdzały to wyniki m.in. brązowy medal SGP3, a
poza tym świętował sukcesy w kategoriach szkoleniowych (85-125cc, 250cc).
Wszyscy w Gdańsku, gdzie zaczynał swoją karierę spodziewali się, że mają
juniora, który ponownie przyciągnie tłumy na stadion imienia Zbigniewa Podleckiego.
Niestety nie było mu dane zadebiutować nad morzem nawet w zawodach
młodzieżowych. Jego ponadprzeciętny talent zauważyli działacze ówczesnego FOR
NATURE SOLUTIONS Apatora Toruń. Nie wahali się zbyt długo i podpisali kontrakt z
Kawczyńskim, to wywołało ogromne oburzenie ze strony gdańskich kibiców. Mieli
ogromny żal do działaczy, że tak łatwo pozwolili mu odejść, najpewniej ta zadra
wciąż do końca się nie zagoiła.
Dla Kawczyńskiego był to jednak rozsądny ruch, zdecydowanie większy klub
występujący regularnie w PGE Ekstralidze, stosunkowo mała odległość do domu i
lepsze pole do rozwoju. Już w zawodach młodzieżowych w wieku 15 lat pokazywał,
że drzemie w nim ogromny potencjał. Potrafił wygrywać biegi z wyżej notowanymi
rywalami i z każdymi zawodami prezentował się coraz lepiej. Torunianie zacierali
więc ręce na jego debiut w Ekstralidze. A ten doszedł do skutku w roku 2024,
kiedy to Antek bez większych problemów wygryzł ze składu Mateusza Affelta. Choć początkowo torunianie starali się rotować
młodzieżowcami to wkrótce stało się jasne, że Kawczyński zasługuje na pierwszy
skład. W rozgrywkach 2024 zanotował on średnią na poziomie 0.568 co rokowało na
znaczną poprawę w kolejnym roku. I choć ciągle był traktowany jak drugi junior w
talii Piotra Barona, to miał szansę zostać liderem formacji juniorskiej.
Uzupełnieniem
tej dwójki miał być
Oskar Rumiński, który również miał okazję stanąć pod ligową taśmą, ale w
roku 2024 pojawiał się tylko na prezentacji. OSkara cechowała jednak spora
torowa odwaga, która czasem przeradzała się w nieco bezmyślne ataki okupione
upadkami i kontuzjami. Zawodnik bardzo chciał się pokazać, jednak żużel uprawiał
dla zabawy, bowiem bardziej kręciły go różnego rodzaju maszyny, głównie
rolnicze. I tu rodziła się pewnego rodzaju analogia, do innego farmera, a
mianowicie Wiesława Jagusia, który również uwielbiał rolnictwo, ale ciążka pracą
jaką wykonał dla żużla stał się ikoną toruńskiego klubu, a po zakończeniu
kariery oddał się rolnictwu. Oskarowi kariery na miarę "Małego Wojownika" nikt
nie wróżył, ale zawodnik musiał sobie sam odpowiedzieć na pytanie czy zadowoli
się tylko startami na poziomie młodzieżowym i wówczas kończy karierę czy chce w
sporcie osiągnąć coś więcej, niż tylko to, że zrobił licencję i wystartował w
meczu ligowym. Sportowy potencjał na pewni w nim był, bo działacze postanowili
go zatrzymać w swoich szeregach i miał przede wszystkim podnosić swoje
umioejętnosci w ekstralidze U24 oraz rozgrywkach młodzieżowych.
Czwartym
do ekstraligowego brydża został kompletny nowicjusz, a mianowicie
Mikołaj Duchiński, który w sezonie 2024 zdał żużlową maturę w klasie
500ccm i czekał na swój debiut. Zawodnik niczym szczególnym się nie wyróżniał, w
młodzieżowych rozgrywkach nie punktował w sposób oszałamiający, jednak pod okiem
trenera Piotra Barona uważnie słuchał i zdobywał cenne doświadczenie. Mikołaj
był tez bardzo pozytywnym chłopakiem, wokół którego zawsze coś się działo,
jednak potrafił on we właściwym momencie skupić się i wykonać zadanie jakie
przed nim stawiano. Przed sezonem otrzymał sprzęt, dokładnie ten sam, który
czekał na Wiktora Lamparta, ale ten postanowił z niego nie korzystać. W
przedsezonowych testach zawodnik wypadł bardzo dobrze i wielu podkreślało, że
zimą przeszedł drogę,
której sam się nie spodziewał. Sparingi pokazały, że Mikołaj pozwala jechać
motocyklom i choć ciągle się uczył żużlowego rzemiosła łapał cenne
doświadczenie. Dostrzegali to zarówno kibice jak i trener, dlatego upatrywano w
nim jeźdźca, który stanie się naturalnym zmiennikiem na pozycji juniora, gdy do
grona seniorów przejdzie np. Lewandowski. Niestety dla Lewandowskiego, życie
miało napisać zupełnie inny scenariusz, w którym właśnie Mikołaj odegrał
niepoślednią rolę.
Kadrę Aniołów stanowili rrównież
młodzi zagraniczni zawodnicy do lat 24. Jednak i tu przed sezonem, zrobiono
ostry przegląd i podziękowano za współpracę pięciu jeźdźcom, a byli to Duńczycy
Emil Portner- który wracał do zdrowia po ciężkiej kontuzji nogi,
Niklas Holm Jakobsen,
Jacob Jensen,
Holender
Mikka
Meijer i Anglik
Freddy Hodder. Z kolei
Anders Rowe po kontuzji jakiej nabawił się w końcówce sezonu,
postanowił odbudować swoją formę w Ostrowie i zrezygnował z walki o skład na
pozycji U24 z Janem Kvechem.
W toruńskiej kadrze pozostali jedynie Duńczycy
Bastian Pedersen oraz
Nicolai Heiselberg, którzy oprócz występów w ekstralidfze U24
mieli rozwijać swoje umiejętności w towarzystwie trenera Piotra Barona i w
przymierzani byli do składu na rok 2026 na pozycji U24, bo jak wspomniano Jan
Kvech po sezonie, nie mógł pełnić już tej roli.
Przed sezonem klub podpisał jeszcze jedną umowę na starty zawodnika w lidze młodzieżowej U24, a zawodnikiem który związał się z Apatorem był Kacper Grzelak, który rozpoczynał karier w gronie seniorskim, postanowił ją kontynuować w Wybrzeżu Gdańsk, gdzie został podstawowym zawodnikiem do lat dwudziestuczterech. Zawodnik nie ukrywał, że rozważają dalsze opcje swojej sportowej przyszłości, kluczowy był dla niego aspekt rozwojowy, bo jako senior nie mógł liczyć na nadmiar startów, a brak angażu w lidze niemieckiej w której startował w przeszłosci, oznaczał, że miał wolne wtorkowe popołudnia, gdy rozgrywane były mecze U24. W efekcie w jednym tygodniu mógł jeździć znacznie częściej i rywalizować z utalentowanymi rówieśnikami, dlatego zwrócił się o pomoc do toruńskiego zespołu. Dziąłacze przystali na te propozycję, bo niczym nie ryzykowali, a w przypadku gdyby Kacper sprawdził się na najniższym szczeblu rywalizacji, po sezonie, miał jeszcze jeden rok startów w gronie juniorów starszych i mógł być alternatywą dla Duńczyków o których wspomniano wcześniej
Roszady wśród juniorów młodszych i starszych były
o tyle istotne, że przed sezonem właściciel toruńskiego klubu Przemysław
Termiński, jasno zdeklarował, że Toruń nie skorzysta z nowinki regulaminowej,
którą przewidziano na rok 2026 i w meczach ligowych będzie korzystał tylko i
wyłącznie z własnych wychowanków: "Nie będziemy wystawiać w składzie
zagranicznego juniora. Sporo zainwestowaliśmy we własnych wychowanków, mamy ich
w kadrze naprawdę sporo i wolimy, by to oni dostawali szansę jazdy. Oczywiście
nie bez znaczenia są kwestie finansowe, bo chcemy dostawać pieniądze za ich
punkty. Jestem przekonany, że tylko dwa najbogatsze kluby będą sobie mogły
pozwolić finansowo, by odpuścić walkę o pieniądze, a zamiast tego stawiać na
obcokrajowców. W innym przypadku każdy prezes zastanowi się dwa razy, zanim
wystawi obcokrajowca. W Toruniu mamy długoletnie kontrakty z Krzysztofem
Lewandowskim i Antonim Kawczyńskim, a decyzja o postawieniu na nich została już
podjęta".
Taka decyzja ma daleko idące konsekwencje, bo:
po
pierwsze utrzymany miał zostać obowiązek posiadania w składzie
przynajmniej czterech Polaków. Zatem ten kto zrezygnował z jednego polskiego juniora,
musiał mieć w składzie aż trzech seniorów z polskim paszportem.
-
Po drugie przed sezonem 2026 miał rozpocząć się wyścig o młodych jeźdźców,
którzy mieli zagwarantować jakieś punkty, ale nie było pewności czy te punkty
przy ich nazwiskach się pojawią, więc inwestycja była mocno ryzykowna.
-
Po trzecie torunianie mogli skupić się na szukaniu zagranicznego
zawodnika na pozycję U24, a w tym przypadku pojawiły się, aż trzy opcje
Pedersen, Heiselberg, Grzelak.
-
I w końcu po czwarte lepszym rozwiązaniem wydawało się stawianie
na obcokrajowca jako U24, a na pozycji juniora pozostawienie wychowanków, bowiem
klub za punkty juniorów miał mieć dodatkowe przychody.
Na podsumowanie okresu transferowego pozostaje zacytować opinie o stworzonym potencjale sportowym na rok 2025 tego, który odpowiadał za kontrakty z zawodnikami, trenera drużyny oraz eksperta TV:
Adam Krużyński - członek rady nadzorczej, odpowiedzialny za kontrakty - Mamy ciekawy skład i uważam, że Apator, Sparta i Motor są dość podobne, jeśli chodzi o potencjał sportowy, i trzeba będzie szanować każdy punkt. Tym bardziej że zmiana regulaminowa powoduje, że jeśli chcemy mieć możliwość wpływu na to, z kim pojedziemy, jeśli wygramy rundę zasadniczą, to każdy punkt będzie miał znaczenie. Zmieniło się też postrzeganie naszej drużyny, bodwa mecze wyjazdowe i głosy ekspertów, że oba te spotkania wygramy, to dla nas duża zmiana. Pamiętamy, że po wielu latach posuchy, dopiero w ubiegłym roku udało nam się zwyciężyć na wyjeździe. Zmiany, których dokonujemy w składzie i dojście Mikkela Michelsena i Jana Kvecha mają spowodować, abyśmy byli mocniejszą i bardziej przewidywalną drużyną na wyjazdach. To nie będzie jednak łatwe rozpoczęcie sezonu. Nowi zawodnicy muszą mieć czas, aby zaadaptować się także do nowej Motoareny, która jest po drobnej renowacji, jeśli chodzi o nawierzchnię toru. Będziemy potrzebowali chwilę, aby zbudować też z nimi kolektyw. Jednak nie po to podejmowaliśmy się takiego wyzwania, aby nie próbować wykorzystać dość dobrej, jak dla nas, zmiany terminarza.
Piotr Baron - trener - Wydaję mi się, że wszyscy zapominają, że w PGE Ekstralidze jest osiem zespołów, które na starcie sezonu mają dokładnie takie same szanse na to, żeby cokolwiek osiągnąć, więc to jest nie tylko Wrocław czy Luyblin ale też Gorzów, Grudziądz, Rybnik, Częstochowa i Zielona Góra. Trzeba się nastroić na wszystkich, bo cel mamy taki jak pozostałe siedem drużyn. Chcemy walczyć o najwyższe cele i zrobić wszystko, aby uzyskać jak najlepszy wynik, a sezon pokaże, co się da zrobić. Przyznaję jednak, że drużynę mamy fajną od dawna zresztą znaną. Czy wzmocnienia powodują większą presję na lepszy wynik? Ja nie za bardzo śledzę wszystkie media, ale jeśli chodzi o nas, to rzeczywiście wydaje się, że się wzmocniliśmy. Mikkel jest po dobrym "dzwonie", więc zobaczymy, w jakiej będzie formie i jak do tego sezonu będzie mógł się przygotować. Zobaczymy też jak Janek Kvech wejdzie w drużynę. Za biurkiem to jest proste, ale żużel rządzi się swoimi prawami i oprócz dobrego przygotowania trzeba mieć trochę szczęścia i wiele czynników musi na raz zagrać, aby osiągnąć dobre wyniki. Nie patrzymy na terminarz, bo oceniam go tak jak co roku. Mecze nie są łatwe i żaden z nich taki nie będzie. Kiedy słucha się ekspertów, to dla nich to jest proste, ale żużel nie wygląda tak, że usiądzie się za biurkiem i rozda punkty, bo gdyby tak to działało, to moglibyśmy rozpisać całą ligę nawet dzisiaj. Każdy mecz będzie bardzo ciężki i trudny, więc będzie trzeba się do tego przystosować, ale też jak co roku należy po prostu jechać swoje. Do czasu pierwszego meczu nasze przygotowanie będą szły pełną parą. Treningi zaczęły się już w listopadzie. Jako klub, pojedziemy w lutym do Hiszpanii na motocross, rowery i treningi ogólnorozwojowe. Potem będą sparingi i zobaczymy jak to będzie wyglądało. Wtedy dowiemy się, jaką siłą dysponujemy. Zawsze trzeba te trzy - cztery kolejki odczekać, by zobaczyć, w którym miejscu się jest i ewentualnie szukać poprawek, a potem łatać to co wymaga zmiany.
Krzysztof Cegielski - były zawodnik, ekspert TV - Torunianom nie tylko udało się zatrzymać w klubie i to od razu na sezony 2025 i 2026, trzech dotychczasowych liderów: Roberta Lamberta, Emila Sajfutdinowa i Patryka Dudka. Dodatkowo w listopadowym oknie transferowym wymienili dwa najsłabsze seniorskie ogniwa. Miejsca Pawła Przedpełskiego i Wiktora Lamparta zajęli stali uczestnicy cyklu Grand Prix: Mikkel Michelsen i Jan Kvech. To sprawia, że Apator może być tym zespołem, który zdetronizuje Motor Lublin. Jeśli ktoś jest od lat mistrzem Polski, to wszyscy się zastanawiają, kto może zakończyć tę serię. To będzie jednak bardzo trudne, bo lubelski zespół już się bardzo mocno dotarł. Zawodnicy nie mają między sobą żadnych tajemnic i z pewnością ruszą w kolejny sezon tak, jakby tegoroczny się nie skończył. Nie będzie tam żadnych niespodzianek, nieporozumień, prób dogadywania się i pokazywania swojego miejsca w szeregu. Dzięki temu Motor ma przewagę. Inne drużyny, gdzieś tam jeszcze będą się tworzyć. Czy to bardzo mocni wrocławianie z nowym zawodnikiem Brady'm Kurtzem czy torunianie z Mikkelem Michelsenem. W obu tych drużynach będzie potrzebny czas, żeby każdy tam znalazł swoje miejsce. Niewątpliwie jednak Apator będzie się liczył. Już w tym roku to był dla mnie kandydat do jazdy w finale, a teraz wszystko wskazuje na to, że będą jeszcze mocniejsi. Nie tylko dzięki transferom, ale także dlatego, iż mam wrażenie, że: Emil Sajfutdinow, Robert Lambert czy Patryk Dudek, z roku na rok są lepsi, coraz bardziej zżyci z Toruniem, klubem, kibicami. To wszystko działa na korzyść torunian. W takim zestawieniu trudno nie liczyć na sukcesy. Są trochę na nie skazani, ale juniorzy z Torunia będą musieli się dostosować do tego bardzo wysokiego poziomu. Jeśli oni dołożą dużo, to Apator stać na tytuł. Ich rola będzie bardzo ważna, bo historia ostatni lat pokazuje, że bez juniorów trudno jest zdobyć złoto. Każdy kolejny rok powinien jednak powodować to, że będą lepsi. Lewandowski jest już bardzo doświadczony, Kawczyński ma bardzo duże możliwości. Myślę, że to może nie być aż tak słaby element tego zespołu, jak w tym roku. Bez wątpienia dużym atutem będzie też kolejny rok Piotrka Barona w roli menedżera drużyny. W nowy sezon wejdzie z zupełnie innymi doświadczeniami, które nabył w tym pierwszym roku pracy. Wielu sytuacji uniknie, również tych związanych z przygotowaniem toru. Pod jego wodzą to absolutnie będzie piekielnie mocny zespół
W Toruniu przygotowania do sezonu ruszyły wraz z rozdaniem
medali w roku 2024. A w styczniu poinformowano o
najważniejszych zmianach i kierunkach w roku 2025. Do najważniejszych należały:
organizacja Speedway of Nations w sezonie 2025, w sumie cztery turnieje na
Motoarenie w terminie 30.09 - 04.10
finałowa runda Speedway Grand Prix przez cztery lata, od
roku 2026 do
2029
ponad milionowa inwestycja miejska na stadionie, związana z rozbudową i poprawą
bezpieczeństwą
siedziba klubu formalnie i oficjalnie
wraca na Motoarenę, z adresem ul. Pera
Jonssona 7
O inwestycjach z miejski obiekt mówił prezydent miasta Paweł Gulewski: W kontekście nakładów na czarny sport powiem, że miasto Toruń zdaje sobie sprawę z tego, że obiekt na którym rozgrywane są mecze i jest to stadion Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji wymaga ciągłych nakładów finansowych. W ubiegłym roku była to kwota 380 tysięcy złotych na bieżące i potrzebne naprawy, jak chociażby różne przecieki czy modernizacja bandy. Na rok 2025 miasto zarezerwowało kwotę, która do tej pory też nie miała miejsca biorąc pod uwagę nakłady na utrzymanie tego obiektu - 1 milion 50 tysięcy złotych.
Właściciel klubu Przemysław Termiński doprecyzował jednak tę informację: inwestycja o której mówimy, to modernizacja związana z wymogami PGE Ekstraligi. Droga dla sędziów i policji nie krzyżowała się z drogami dla kibiców i wieżyczka sędziowska musi zostać zmodernizowana. Przy okazji będą mogły powstać loże, których brakuje. Od 2024 roku klub przejął na siebie organizację imprez o charakterze międzynarodowym. W kolejnych latach formuła będzie nieco inna. W 2025 roku zorganizujemy Speedway of Nations, co jest rodzajem Drużynowych Mistrzostw Świata. Później - zgodnie z nową umową z Discovery Sport Events, czyli w latach 2026-2029 odbędą się u nas cztery finałowe rundy Grand Prix. One będą w terminie wrześniowo-październikowym i będzie to ostatnia runda europejska. Jeśli Discovery Sport Events zdecyduje się wyjść poza Europę, to może to zrobić
Kolejnym aspektem który interesował kibiców była cena karnetów i biletów na spotkania toruńskiej drużyny na MotoArenie. Dział marketingu tradycyjnie podał ceny wejściówek przed Bożymnarodzeniem, aby każdy kibic mógł sobie sprawić świąteczny prezent.
Sprawy organizacyjne były jednak tłem dla poczynań zawodników, a ci po trudach sezonu postanowili odpocząć i liderzy wybrali się na wspólny urlop w tym samym kierunku o czym poinformowali swoich fanów chwaląc się wspólnym zdjęciem z pola golfowego w Dubaju. Wybrali się również na kolację do popularnej wśród celebrytów restauracji Nusr - Et Dubai, z charyzmatycznym szefem kuchni. Duzers, Lambo i Emil w największym mieście Zjednoczonych Emiratów Arabskich spotkali też zawodnika Sparty Wrocław Macieja Janowskiego. Urlop zawodników nie trwał jednak długo, bo szybko wrócili do kraju, gdzie pod okiem Radosława Smyka mieli do przepracowania w siłowni jasno nakreślony plan treningowy. Seniorzy ów plan zrealizowali tradycyjnie we własnym zakresie, co tydzień zdając relacje ze swoich postępów. Z kolei juniorzy pracowali wspólnie z trenerem przygotowania ogólnorozwojowego.
Punktem kulminacyjnym przygotowań był wspólny obóz całej drużyny w Hiszpanii , na który wyjechało dziewięciu zawodników w trakcie którego mieli czas pojeździć na motocrossie oraz na rowerach. Piotr Baron miał zatem do swojej dyspozycji cały podstawowy skład, bo oprócz nowych twarzy w osobach Mikkela Michelsena i Jana Kvecha - na obóz pojechał także debiutant z formacji młodzieżowej - Mikołaj Duchiński. Toruński trener w medialnej "rolce" tak komentował cel zgrupowania: "Prawda jest taka, że możemy tutaj popracować, a przygotowania, które tutaj czynimy, to już bardziej są takie, żeby się zintegrować, a także by chłopaki lepiej poczuli się z motocyklem". W trakcie obozu wybrano również nowego kapitana, ponieważ Paweł Przedpełski, który wcześniej pełnił tę funkcję zmienił barwy klubowe. Zawodnicy jednogłośnie wybrali najbardziej doświadczonego i najdłużej startującego z Aniołem na piersi - Roberta Lamberta, który obwieścił ów fakt w mediach społecznościowych: "Jestem kapitanem w sezonie 2025. Jako zespół zdecydowaliśmy, że będzie najlepiej, jak to ja wkroczę w nową rolę po wielu latach w Toruniu. Nie mogę doczekać się na spotkania na stadionie".
A do spotkania doszło dość szybko, boi pogoda sprzyjała zawodnikom, a trener Piotr Baron zaplanował sześć spotkań sparingowych, z których odbyło się pięć i Anioły rozstrzygnęły je na swoją korzyść w stosunku 3:2. Kontrolne ściganie poprzedziły treningi na MotoArenie (pierwszy trening odłyb się 7 marca 2025), w których więzili udział wszyscy zawodnicy, włącznie z powracającym po kontuzji Mikkelem Michelsenem, który swoje pierwsze starty zaliczył w chorwackim Gorican.

Po
sparingach klub wydał komunikat z którego wynikało, że historyczna nazwa Apator
znika z nazwy drużyny i rozgrywek przystąpi pod nazwą KS Toruń. Było to
efektem tego, że włodarze toruńskiego klubu stracili cierpliwość do firmy
Apator, która mając świadomość, że nazwa zakładu zakorzeniła się sporcie
żużlowym nie zamierzali partycypować w marketingowej wartości tego połączenia.
Czterokrotny mistrz Polski nie otrzymywał z tego tytułu żadnych gratyfikacji,
podczas gdy inne kluby mogły liczyć nawet na okrągły milion złotych za
sponsoring tytularny. W ostatnich latach klub doszedł jednak do pewnego
konsensusu z firmą Apator i łączyła ich umowa
barterowa, w której w praktyce oznaczało to ni mniej ni więcej, że to klub
płacił za korzystanie z nazwy Apator (klub przekazywał nieodpłatnie bilety do
firmy Apator). Teoretycznie umowa ta mogłaby obowiązywać, ale nie została
sfinalizowana i drużyna została zgłoszona do rozgrywek jako KS Toruń. Tradycyjne elementy
wizualizacyjne wciąż jednak miały być widoczne na kevlarze oraz w herbie klubu,
bowiem klub miał zawartą umowę dotyczącą wykorzystywania herbu i dzięki
stowarzyszeniu "Krzyżacy" mógł bez żadnych problemów wykorzystywać historyczny
element wizerunkowy. Co więcej klub z premedytacją nawiązywał do historycznej
nazwy, by pokazać, że nie odcina się od dalszej współpracy, dlatego kevlary
zawodników przeszły niewielki retusz, bowiem przed rokiem torunianie
zdecydowali się na ogromną rewolucję w tym
zakresie i zaproponowany projekt bardzo przypadł do gustu kibicom.
Wówczas kombinezon zawodnika w całości pokryty był kolorem niebieskim, a nazwy sponsorów, z wyjątkiem
barków, były monochromatyczne. Zastosowano jednak świetny motyw z panoramą
miasta na żółtym tle, który znalazł się w centralnej części klatki piersiowej,
tuż nad nazwą klubu. Dość nietypowe rozwiązanie zobaczyliśmy także na krokach
zawodnika, gdzie pojawił się motyw imitujący kosmos.
W roku 2025 dział marketingu postawił na ewolucję poprzedniego projektu i
przeważającym kolorem nadal pozostawał niebieski i jego różne odcienie, jednak
już na
pierwszy rzut oka było widać zupełnie odświeżone rękawy, które tym wykonano w
kolorze żółtym i
białym nawiązując do barw klubowych. Żółte tło zniknęło z centralnej części kevlaru,
pozostając jedynie w formie konturu miasta w tym kolorze z historyczną nazwą
klubu Tak więc nazwa Apator pozostała w przestrzeni wizualnej, ale czy ponownie
znajdzie się w sferze marketingowej klubu zależało tylko i wyłącznie od postawy Apator S.A.,
bo profesjonalny sport, musiał na siebie zarabiać i jako produkt marketingowy
miał swoją wartość, za którą inne marki musiały płacić, by sportowy wizerunek
był na jak najwyższym poziomie.
Prezes klubu Ilona Termińska, tak komentowała tę sytuację: "Apator to
firma o ugruntowanej pozycji na rynku, która od lat dynamicznie się rozwija. Jej
historyczne związki z toruńskim klubem żużlowym są niepodważalne. Tymczasem dla
klubu możliwość sprzedaży praw do nazwy drużyny stanowi istotną szansę na
pozyskanie stabilnego wsparcia finansowego, które mogłoby przyczynić się do
dalszego rozwoju i wzmocnienia jego pozycji w rozgrywkach. Dzięki naszym kibicom
mamy możliwość umieszczenia części herbu na kevlarach, za co jestem ogromnie wdzięczna. Nie zmienia to jednak faktu, jak
kosztownym sportem jest obecnie żużel. W realiach, w jakich funkcjonujemy, przy
składzie, jaki udało nam się zbudować, tworzenie budżetu jest kluczowe. Wciąż
szukamy sponsora tytularnego, który mógłby zająć jedno z miejsc w nazwie
drużyny. Historyczny KS Apator Toruń to dobro całego lokalnego środowiska
żużlowego i jestem przekonana, że niezależnie od oficjalnej nazwy kibice będą
skandować właśnie to hasło. Musimy jednak myśleć o przyszłości klubu i jego
rozwoju, dlatego w tym roku mamy drobną zmianę, którą - mam nadzieję - kibice
zrozumieją. Od spadku zespołu w 2019 roku konsekwentnie, krok po kroku, pniemy
się w górę i wierzę, że przy wsparciu fanów oraz sponsorów nadal będziemy to
robić".

Gdy
wydawało się, że sprawa nazwy klubu jest zamknięta, po kliku temat wrócił i
nazwa drużyny startującej w rozgrywkach ligowych uległa zmianie, bo pojawił się
sponsor tytularny. Tak więc na żużlowych torach swój ligowy byt
zainaugurowała drużyna Pres Grupa Deweloperska Toruń (Pres Toruń).
Marka Pres była dobrze znana w świecie żużla, bo od siedmiu wspierała Polonię Bydgoszcz, a jej logo
widniało również przy nazwisku Wadima Tarasienki czy Aleksandra Łoktajewa. W ramach projektu PRES Team Sport sponsorowani
byli również: trener przygotowania fizycznego torunian - Radosław Smyk, pięściarka
Aneta Rygielska oraz kickbokser Oskar Sobański. Toruńska
Grupa Deweloperska była zatem dynamicznie rozwijająca się firmą w branży
nieruchomości i specjalizowała się w realizacji nowoczesnych inwestycji
mieszkaniowych i komercyjnych, łącząc estetykę z funkcjonalnością i wysoką
jakością wykonania. O pozyskaniu sponsora tytularnego klub poinformował w
stosownym komunikacie: "Klub Sportowy Toruń S.A. z dumą ogłasza rozpoczęcie współpracy z PRES Grupą
Deweloperską jako sponsorem tytularnym toruńskiej drużyny żużlowej. Na sezon
2025 toruńska drużyna żużlowa będzie startować pod nazwą PRES GRUPA DEWELOPERSKA
Toruń. Ta zmiana to wyraz naszej silnej więzi z miastem i jego społecznością, a
także krok w stronę jeszcze większych sukcesów.To dla nas ważny moment, który
otwiera nowy rozdział w historii klubu, łącząc pasję sportową z lokalnym
zaangażowaniem. Współpraca z Pres Grupą Deweloperską to doskonała okazja do
dalszego rozwoju drużyny. Z radością rozpoczynamy nowy sezon pod nazwą PRES
GRUPA DEWELOPERSKA Toruń i wierzymy, że ta zmiana to krok w stronę jeszcze
większych osiągnięć.
Z kolei przedstawiciel sponsora mówił: Press Grupa Deweloperska, to
firma rodzinna, która od ponad 17 lat działa w województwie kujawsko-pomorskim,
zrealizowała 25 inwestycji i przekazała mieszkańcom blisko 3000 lokali. Toruń to
nasze miasto - tu żyjemy, tu inwestujemy i tu kibicujemy. Od lat wspieramy
młodych sportowców w ramach PRES Team Sport, a teraz robimy kolejny krok,
wchodząc na tor z całą drużyną. "To dla nas coś więcej niż sponsoring - to wyraz
silnej więzi z miastem, w którym budujemy od lat nie tylko osiedla, ale trwałe
relacje z lokalną społecznością. KS Toruń to nie tylko żużel - to pasja,
tradycja i siła, z którą się utożsamiamy. Wierzymy, że sport - podobnie jak
budownictwo - opiera się na zaangażowaniu, konsekwencji i zaufaniu. Dlatego
zdecydowaliśmy się zostać sponsorem tytularnym zespołu, który od lat porusza
serca mieszkańców Torunia"
Co ciekawe klub pozyskał również sponsora dla drużyny startującej w ekstralidze U24 i drużyna młodych Aniołów miała rywalizować pod nazwą AVO KS Toruń, natomiast wszystkich innych rozgrywkach żużlowcy z miasta Kopernika mieli występować pod nazwą KS Toruń
Obok tytularnych sponsorów
pojawił się też inny darczyńca, który postanowił promować swoją markę przez
żużel, a była to firma Superbet.
Dla jednego z największych bukmacherów w Polsce współpraca z toruńskim
klubem, była rozszerzeniem działań związanych z żużlem. Od trzech lat Superbet
był też partnerem Grand Prix Polski odbywającego się na Stadionie Narodowym. Oto
co powiedzieli przedstawiciele sponsora i prezes toruńskiego klubu, po
podpisaniu umowy:
Łukasz Seweryniak - general manager Superbet Polska mówił: Speedway
jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych w Polsce, a my chcemy
być tam, gdzie są emocje i gdzie wspólnie z kibicami możemy współtworzyć i
przeżywać show na najwyższym poziomie. Toruń jest jednym z takich miejsc.
Jesteśmy dumni, że od startującego sezonu będziemy tak mocno obecni w polskiej
Ekstralidze. Do zaoferowania naszym klientom mamy nowy produkt pod nazwą Superprzewaga,
która uratowała już naszym graczom wiele kuponów i jesteśmy
przekonani, że i fanom speedwaya ta opcja się spodoba. Tak, jak wspomniałem,
razem z nimi chcemy przeżywać sportowe emocje i bawić się jak najlepiej. Dzięki
Superprzewadze będą wygrywać więcej i częściej.
Bartosz Malaka - Head of Marketing & Sponsoring Superbet Polska: Zapach spalanego wiarozolu spodobał nam się tak bardzo, że chcieliśmy te żużlowe emocje przeżywać jeszcze częściej. Umowa z Pres Grupa Deweloperska Toruń daje nam możliwość wspierania jednej z najlepszej drużyn w Ekstraklidze. Do tego dochodzi niesamowita ilość wiernych kibiców, bogata historia i supernowoczesny obiekt. Przepis na sukces wydaje się być gotowy.
Ilona Termińska - prezes toruńskiego klubu: Bardzo się cieszymy, że marka Superbet będzie obecna w naszym żużlowym życiu w sezonie 2025. Jestem przekonana, że nasza współpraca będzie bardzo owocna i mam nadzieję, że o wiele dłuższa niż żużlowy sezon. Wierzę, że wspólnie możemy osiągać pierwsze miejsca.
Gdy wszystkie przygotowania zarówno sportowe jak i organizacyjne zostały dopięte na ostatni guzik, w przedsezonowych komentarzach osób związanych z toruńskim klubem można było usłyszeć
| Ilona Termińska | Jan Ząbik | |
Patrząc
na pierwsze sparingi, jestem pełna optymizmu. Wygląda to naprawdę
dobrze, więc uśmiech na mojej twarzy pojawia się bardzo często. Czas,
który przepracowaliśmy zimą, już przynosi pierwsze efekty. Patrzę na tę
drużynę z boku i nie widać, że mamy w składzie nowych zawodników. Obóz w
Hiszpanii dał wszystkim czas na lepsze poznanie się, dzięki czemu każdy
jest już właściwym trybem w tej maszynie. Po Mikkelu nie widać, że wraca po poważnej kontuzji, co
cieszy podwójnie, bo wielu zarzucało nam, że bierzemy “niesprawnego gościa".
Tymczasem on pokazuje, że może być jednym z liderów zespołu. Janek to z kolei
świetny chłopak, który wnosi do drużyny dużo pozytywnej energii. Myślę, że
będzie jednym z liderów w kategorii U24. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Widzę, jak ten zespół się rozwija, i całym sercem w niego wierzę! Tak
samo jest z juniorami. Sparingi dały naszym najmłodszym więcej okazji do
startów, niż wynikałoby to z tabeli biegowej, i widać, że dobrze je
wykorzystali. Zarówno Krzysztof Lewandowski, jak i Antoni Kawczyński
prezentują się o wiele lepiej. Powody do uśmiechu dały nam także występy
najmłodszego w drużynie
|
Sezon
2025 musi być lepszy od poprzednich. Mamy za sobą dwa brązowe medale i czas osiągnąć coś więcej. A nie ma
w lidze drużyn nie do pokonania. Nawet Motor nie jest takim zespołem.
Pokazaliśmy to przecież rok temu wygrywając z nimi dwukrotnie u nas. W play-off
mieliśmy nawet 12 punktów zaliczki. Na własne życzenie nie potrafiliśmy
jednak tego utrzymać w Lublinie. Na pewno czegoś takiego już nie
powtórzymy. Szczególnie dużo dobrego możemy mieć z transferu Jana Kvecha.
Warto stawiać na młodość. To może być strzał w dziesiątkę. |
|
| Emil Sajfutdinow | Mikkel Michelsen | |
Czuję
się dobrze. Fajnie jest znowu wyjechać, pokręcić kółka, poczuć ten ruch
na motocyklu. To jest najważniejsze i będę chcę się cieszyć sezonem. Tor
jest bardzo dobrze przygotowany, fajnie się czuję, jest super. Można już
wyjechać i się pościgać Na pewno będę dużo trenować, mam jeszcze wyjazdy
do Anglii, zdjęcia, prezentacje, sporo się będzie dziać w marci i jak
sezon się zacznie, ale jesteśmy przygotowani i myślimy pozytywnie. |
To była długa zima przez kontuzję, w poprzednim tygodniu byłem w Gorican z
Teamem Boll i nie mogłem uczestniczyć w pierwszych zajęciach na Motoarenie.
Dobrze jest tu być, pogoda jest świetna i cieszę się, że w końcu pojeździć na
swoim domowym torze.Jeśli chodzi o jazdę, to czuje się dobrze, a to jest najważniejsze. Po prostu
nie będę mógł grać w tenisa, czy siatkówkę w najbliższym czasie z tego powodu,
ale czuje się dobrze na motocyklu. To była długa zima i miałem jedynie dwa
miesiące, żeby się przygotować do powrotu na motocykl ze względu na to, jak
poważny był to uraz. Za mną długa, męcząca i trudna zima, ale dzięki temu powrót
na motocykl lepiej smakuje.Chcę wrócić do starego siebie, cieszyć się jazdą i zdobyć jak najwięcej punktów dla zespołu i fanów. Jesteśmy tu po to, żeby zdobyć medal, mamy świetny zespół i bardzo dobrą atmosferę, póki co czuje się tu jak w domu, każdy przywitał mnie z otwartymi ramionami. To ogromna zasługa klubu i trenera, który jest bardzo zorganizowany i podoba mi się jego styl pracy, więc myślę, że to będzie świetny sezon. |

MotoArena
w ogniu emocji
Apator pokonuje Spartę w inauguracyjnym meczu sezonu i potwierdza swoje ambicje
MotoArena
w Toruniu znów była areną żużlowych uniesień najwyższej próby! W
inauguracyjnym meczu sezonu 2025 PGE Ekstraligi, ekipa Pres Grupa Deweloperska
Toruń udowodniła, że nie tylko chce, ale i może sięgnąć po mistrzostwo Polski.
Nowa energia, rekordowy budżet, transferowe hity i… pełne trybuny. Kibice
wrócili tłumnie, jak za najlepszych lat, a atmosfera na stadionie przypominała
finałowe starcia z czasów świetności klubu.
Spotkanie przeciwko wicemistrzowi z sezonu 2024 - Sparcie Wrocław - od
pierwszego biegu przyniosło emocje godne wielkiego spektaklu. Już na starcie
Artiom Łaguta pokazał pazur, wygrywając otwierający wyścig, a Jan Kvech
skutecznie bronił pozycji, dając gospodarzom remis. Juniorzy Apatora także
pokazali się z dobrej strony - walka na torze była zacięta, a publiczność
dosłownie kipiała z emocji. W trzeciej gonitwie parę gości rozdzielili Michelsen
i Sajfutdinow, co zwiastowało, że seniorzy Apatora są w formie. Gdy w czwartym
biegu doszło do kontrowersyjnej decyzji sędziego o przywróceniu Roberta Lamberta
po dotknięciu taśmy, trybuny zatrzęsły się od gwizdów. Brytyjczyk wykorzystał
jednak szansę i wspólnie z Kawczyńskim zapewnił gospodarzom pierwsze biegowe
zwycięstwo.
Druga seria to prawdziwy koncert jazdy Apatora - Dudek, Michelsen, Kvech i
Sajfutdinow jeździli z precyzją chirurgów, powiększając przewagę. Sparta
próbowała ratować się rezerwami taktycznymi - Janowski zastępował Bewleya, ale i
on nie był w stanie przełamać rozpędzonej toruńskiej lokomotywy. Po dwóch
seriach tablica wyników pokazywała 23:19 dla gospodarzy.
W trzeciej części zawodów widowisko nabrało rumieńców. Sajfutdinow kapitalnie
wyprzedził Kowalskiego, a Łaguta z niesamowitą determinacją rzucił się w pogoń
za Lambertem, mijając go tuż przed linią mety. Sparta nie odpuszczała, ale
przewaga Apatora rosła - po jedenastej gonitwie wynosiła już 10 punktów!
Ostatnie biegi to jazda na najwyższym światowym poziomie. Michelsen z
Sajfutdinowem bezbłędnie pokonali rywali, a Dudek w finałowej odsłonie starł się
z Łagutą, który pokazał klasę mistrza, wychodząc na prowadzenie na trzecim
okrążeniu. Janowski zdołał jeszcze minąć Lamberta, ale ostatecznie to gospodarze
wygrali 49:41.
Apator nie tylko zdobył cenne punkty, ale również zarobił rekordowe 700 tys. złotych, a kibice zapewnili, że MotoArena będzie w tym sezonie prawdziwą twierdzą. Klub z Torunia pokazał, że ma zespół gotowy na złoto, a przedłużenie umowy z Piotrem Baronem do 2027 roku tylko potwierdza, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Kvech
bohaterem, Sajfutdinow rozczarowuje
Anioły dzielą się punktami ze Stalą
W
drugiej kolejce ligowej Apator Toruń udał się do Gorzowa na starcie ze Stalą, z
którą w sezonie 2024 mierzył się aż sześć razy. Bilans
tamtych potyczek okazał się niekorzystny dla ekipy z Kujaw: cztery porażki, dwa
zwycięstwa - ale to właśnie te dwie wygrane zapewniły torunianom brązowy medal.
Nic dziwnego, że "Anioły" pałały chęcią podtrzymania dobrej passy. Wielkanocne
starcie nie zapowiadało się jednak na spacerek. Choć Stal przeszła przez poważne
zawirowania finansowe i kadrowe, to na Stadionie im. Edwarda Jancarza gospodarze
postawili gościom twarde warunki. Od pierwszego biegu na torze dominowały
kontaktowa jazda, mijanki i walka na dystansie. Mecz do samego końca pozostawał
sprawą otwartą - o wszystkim przesądziły biegi nominowane, które zakończyły się
remisem 6:6. Całe spotkanie również zakończyło się podziałem punktów: remis
45:45.
Największym bohaterem KS Toruń okazał się Jan Kvech - zawodnik, który
miał być tylko uzupełnieniem składu. Czech pokazał klasę i, obok Michelsena oraz
Dudka, był filarem drużyny. Szczególnie błyszczał Mikkel Michelsen - zawodnik,
na którego transfer Apator postawił mimo niepewności po kontuzjach z końca
poprzedniego sezonu. Duńczyk zainkasował 800 tys. za podpis i 8 tys. za punkt, a
na torze zaprezentował się jak lider z milionowym kontraktem. Jego forma z
Kryterium Asów i sparingów nie okazała się przypadkiem - Michelsen jechał z
polotem i pewnością siebie, o jakiej Toruń mógł tylko marzyć. Transferowa
perełka w pełni wypaliła.
Na drugim biegunie znalazł się Emil Sajfutdinow, który w czterech startach
zdobył tylko 4 punkty. Rosjanin z polskim paszportem był cieniem zawodnika,
który rok wcześniej należał do najskuteczniejszych w lidze. Co więcej, przegrał
inauguracyjny bieg z Oskarem Fajferem - najsłabszym seniorem gospodarzy - co
tylko zwiastowało dramat. W sumie KS Toruń przegrał wszystkie biegi z udziałem
Sajfutdinowa, stosunkiem 6:18, a Emil dwukrotnie kończył jako "ogon" w
przegranych 1:5 z duetami Thomsen-Vaculik oraz Lebiediew-Paluch. To był wyraźny
sygnał ostrzegawczy dla Piotra Barona, który musiał zareagować, bo występ
Sajfutdinowa nie tylko rozczarował, ale rodził pytania o jego formę w dalszej
części sezonu.
Mecz, choć zakończył się remisem, dostarczył emocji, walki i zwrotów akcji.
Anioły mogły czuć niedosyt, ale punkt wywieziony z trudnego terenu - głównie
dzięki Kvechowi i Michelsenowi - mógł okazać się kluczowy w końcowej
tabeli przed rundą paly-off. Jedno było pewne: toruński zespół miał jeszcze coś
do powiedzenia, ale musiał ustabilizować formę swoich liderów.

600
punktów Dudka, 1000 Lamberta, rekordzistą toru Michelsen
ROW Rybnik rozbity
Przed
trzecią kolejką spotkań, na trybunach w Rybniku nie brakowało wspomnień sprzed
lat - ostatnie starcie ROW-u z Apatorem miało miejsce osiem lat temu, gdy
drużyny toczyły ze sobą batalię o utrzymanie w Ekstralidze. Ostatecznie
pojedynek ten wygrali torunianie, ale nietypowo, bo dopingowy wybryk
Grigorija Łaguty, doprowadził do odebrania punktów Rosjaninowi z dwóch
meczów, co w jednym przypadku oznaczało utratę przez ROW dwóch meczowych punktów
w tabeli i na finiszu rozgrywek śląski zespół zajął ostatnie miejsce opuszczając
ekstraligowe salony, a toruński musiał walczyć w barażu. W roku 2025 drużyny
miały zgoła odmienne cele, ale
początek spotkania zwiastował wyrównane widowisko. Torunianie otworzyli wynik
dzięki świetnemu startowi Patryka Dudka. Chwilę później para ROW-u odpowiedziała
podwójnym zwycięstwem. Trzeci bieg to chaos na łuku - ostre ataki Pedersena i
Holdra, a potem skuteczny manewr Lamberta. Po czwartym biegu był remis 12:12,
ale to goście wyglądali pewniej. Druga seria to pokaz mocy torunian. Lambert i
Sajfutdinow bili rekordy toru. Michelsen bezbłędnie rozprowadził piąty bieg, a w
kolejnym doszło do upadku Dudka. W powtórce goście zwyciężyli podwójnie, a
Sajfutdinow w siódmym biegu nie miał sobie równych. Po kolejnym równaniu toru
Apator dalej dominował. Michelsen i Dudek zdobywali kolejne punkty, a Lambert
wyprzedził Czugunowa po długiej walce. Po dziesięciu biegach było już 38:22, co
odzwierciedlało dominację torunian. Po przerwie znów punktowali Dudek i
Michelsen. ROW próbował ratować się rezerwą taktyczną, ale dopiero dwunasty bieg
zakończył się remisem. W trzynastym wykluczony został Czugunow, a choć Pedersen
wygrał powtórkę, Apator i tak zdobył więcej punktów. Przed biegami nominowanymi
prowadzenie gości wynosiło aż 20 punktów. Ostatnie dwa wyścigi to dobitne
potwierdzenie przewagi Apatora - 5:1 i 4:2. Michelsen pobił rekord toru i został
najszybszym zawodnikiem dnia. Torunianie dominowali pod każdym względem. Dudek
zdobył swoje 600. punktów w barwach Apatora, Sajfutdinow i Lambert odżyli, a
Kvech mimo braku zwycięstwa zdobył sześć punktów z bonusem, pokazując wartość
jako zawodnik U24.
W szeregach ROW-u tylko Rohan Tungate
próbował podjąć walkę. Pedersen i Holder zawiedli, a Czugunow, choć zaczął
od zwycięstwa i był jedynym, który pokonał Michelsena, później zanotował słaby
finisz.
Dla Dudka i Lamberta mecz w Rybniku był wyjątkowy, bowiem pierwszy z
Aniołów zdobył sześćsetny punkt dla Apatora, z kolei drugi z jeźdźców złamał
barierę 1000 punktów biegowych w ekstralidze. Z kolei Kvech potwierdził, że może
być najlepszym młodym seniorem ligi. Startując u boku lidera - Michelsena -
radził sobie znakomicie. Apator odniósł pewne wyjazdowe zwycięstwo, pokazując
pełną dominację i głębię składu.

Torunianie
wymęczyli zwycięstwo 47:43
Włókniarz blisko niespodzianki
Drużyna
z Torunia nie notowała tak udanego początku sezonu Ekstraligi od dwunastu lat.
W 2025 roku Anioły po trzech meczach były niepokonane, a ostatni raz taki bilans
miały w 2013 roku. Po remisie w Gorzowie i wysokim zwycięstwie w Rybniku, zespół
miał na koncie pięć spotkań bez porażki, licząc także końcówkę ubiegłych
rozgrywek. W czwartej kolejce torunianie podejmowali na MotoArenie Włókniarza
Częstochowa i chcieli przedłużyć tę serię, bowiem goście nie należeli do
faworytów ligi, choć byli na fali wznoszącej. Obie drużyny przystąpiły do meczu
bez zmian w ustawieniu par. Atutem gości miał być Jason Doyle oraz mocniejsza
formacja juniorska - Karczewski i Ludwiczak - na tle której toruńska młodzież
ostatnio wypadała przeciętnie. W barwach gospodarzy wyróżniali się zawodnicy
seniorskiej formacji, z Michelsenem i Dudkiem na czele.
Tuż przed rozpoczęciem zawodów nad MotoAreną przeszła ulewa, która pogorszyła
stan toru. Mecz, który zapowiadał się na łatwe zwycięstwo Apatora,
przerodził się w trudne widowisko. Początek należał jednak do gospodarzy - po
czterech biegach prowadzili 16:8. Staszewski szybko zareagował: w ramach rezerwy
taktycznej za Hansena wstawił Pawlickiego, który wygrał dwa kolejne biegi, w tym
jeden po efektownym ataku na Sajfutdinowa. Dzięki temu goście zbliżyli się do
torunian. Gospodarze odpowiedzieli zwycięstwem Lamberta i Dudka. Po równaniu
toru doszło do pechowej sytuacji - Sajfutdinow dotknął taśmy i musiał zostać
zastąpiony przez juniora. W powtórce Lewandowski i Kawczyński nie poradzili
sobie z duetem Woryna-Hansen, a przewaga torunian zmalała do czterech punktów.
Najlepsza para Apatora - Lambert i Dudek - znów dała sygnał do ataku, pokonując
Pawlickiego i Lamparta 4:2. W 10. biegu błysnął jednak Jason Doyle, który
wyprzedził Michelsena i Kvecha. Emocje rosły, a w czwartej serii wyraźnie
przebudził się również Hansen, wspierając skutecznych Pawlickiego i Doyle’a. W
12. biegu Pawlicki po raz kolejny ograł Michelsena. Chwilę później Lewandowski
wjechał w taśmę, a osamotniony Kvech wywalczył remis. MotoArena ucichła jednak
po 13. gonitwie - Doyle i Hansen podwójnie pokonali Sajfutdinowa i Lamberta,
doprowadzając do sensacyjnego remisu 39:39.
Biegi nominowane rozstrzygnęły losy meczu. Dudek i Sajfutdinow wygrali
5:1 z Woryną i Hansenem. W ostatnim wyścigu kibice oglądali walkę "na żyletki",
ale padł remis 3:3, co oznaczało zwycięstwo Apatora 47:43.
Podsumowując: torunianie wymęczyli wygraną, ale dopisali dwa punkty i objęli
pozycję wicelidera Ekstraligi. Włókniarz był blisko niespodzianki, głównie
dzięki znakomitej postawie Pawlickiego i Doyle’a. Zabrakło jednak wsparcia ze
strony Woryny czy Hansena.
Apator, mimo zwycięstwa, miał o czym myśleć. Powrócił problem Emila
Sajfutdinowa, który rotował silnikami i nie mógł korzystać z usług czołowych
tunerów, takich jak Van Essen, Kowalski czy Holloway. Po meczu zły na siebie był
także Michelsen - najskuteczniejszy zawodnik ligi - który zawiódł w decydującym
biegu. Poza tym zaprezentował jednak solidny poziom.

Zielona
Góra przełamuje serię porażek
Emocjonujące zwycięstwo nad Toruniem
W
piątej rundzie spotkań Falubaz Zielona Góra podejmował niepokonany dotąd Apator
Toruń. Dla gospodarzy był to mecz o życie - po czterech porażkach z rzędu
zamykali tabelę i desperacko potrzebowali punktów. Przed meczem najwięcej mówiło
się o formie Leona Madsena, który wreszcie zasygnalizował powrót do skutecznej
jazdy, oraz Przemysławie Pawlickim - liderze zielonogórzan, będącym w znakomitej
dyspozycji.
Goście z Torunia przyjechali w roli faworyta, mimo niepewności wokół zdrowia
Mikkela Michelsena, który zaliczył groźny upadek podczas Grand Prix w
Landshut. Choć początkowo jego występ stał pod znakiem zapytania, Duńczyk
ostatecznie pojawił się w składzie. Brak możliwości zastąpienia go przepisem o
Z/Z sprawiał, że jego obecność była kluczowa. W Toruniu liczono także na
przełamanie Emila Sajfutdinowa, który po dobrym początku sezonu zmagał się z
problemami sprzętowymi.
Falubaz przystąpił do meczu w niemal niezmienionym składzie. W miejsce Michała
Curzytka pojawił się Jonas Knudsen, a wśród młodzieżowców dokonano kosmetycznej
roszady. Z kolei Apator nie zaskoczył - trener Piotr Baron wystawił sprawdzone
zestawienie seniorów, jedynie rotując numerami startowymi juniorów. Spotkanie
rozpoczęło się wyrównanie, a po siedmiu wyścigach na tablicy wyników widniał
remis 21:21. Przewagę zyskali torunianie po dziewiątym biegu, wychodząc na
sześciopunktowe prowadzenie 30:24. Gospodarze jednak odpowiedzieli serią mocnych
ciosów - skuteczna jazda Pawlickiego i Ratajczaka pozwoliła Falubazowi
doprowadzić do remisu 33:33, a następnie objąć prowadzenie.
Kluczowe były dwa ostatnie biegi. W czternastym wyścigu Sajfutdinow
zwyciężył, doprowadzając do remisu 42:42. W decydującej gonitwie Przemysław
Pawlicki pokonał Dudka, a Jarosław Hampel ograł Michelsena - gospodarze wygrali
bieg 4:2 i cały mecz 46:44, odnosząc pierwsze zwycięstwo w sezonie. Bohaterami
gospodarzy okazali się Przemysław Pawlicki (14 pkt) i Damian Ratajczak (8 pkt),
a w ekipie toruńskiej brylował Patryk Dudek (13 pkt). Zawiódł Madsen, który nie
wygrał ani jednego biegu. Słabiej spisał się również Jan Kvěch, mimo że miał
wykorzystać znajomość zielonogórskiego toru.
Choć mecz zakończył się sukcesem sportowym, nie obyło się bez kłopotów organizacyjnych. Kibice Falubazu, mimo wcześniejszych ostrzeżeń, odpalili race i przygotowali oprawę z napisem "Oddział pirotechniczny". Zielonogórska policja wszczęła postępowanie. Według Małgorzaty Stanisławskiej możliwe były nie tylko kary dla uczestników, ale także zamknięcie stadionu. Falubaz, choć sportowo się podniósł, ponownie musiał zmierzyć się z problemami poza torem.

Debiut
Duchińskiego, pokaz siły Dudka.
GKM bez wsparcia i bez szans na MotoArenie
Derby
Pomorza i Kujaw odbyły się bez kibiców GKM-u, którzy odbywali karę za
odpalenie rac podczas meczu w Zielonej Górze. Brak zorganizowanego dopingu
osłabił atmosferę, ale torunianie mieli coś do udowodnienia - po niespodziewanej
porażce z Falubazem chcieli się zrehabilitować przed własną publicznością.
Pres Toruń, który zajmował drugie miejsce w tabeli, nie mógł pozwolić sobie
na kolejną wpadkę, szczególnie że czołowi rywale wciąż punktowali i mogli
zepchnąć Aniły nawet na 5 miejsce w tabeli. Nic więc dziwnego, że wszystkie ręce
były na toruńskim pokładzie, a trener Piotr Baron zdecydował się na odważną
roszadę - w miejsce słabo spisującego się Krzysztofa Lewandowskiego (zaledwie 3
pkt w pięciu meczach na MotoArenie) postawił na debiutanta Mikołaja Duchińskiego.
Zmiana ta okazała się trafna. Duchiński zdobył dwa punkty i pokazał się z dobrej
strony, walcząc w kontakcie z bardziej doświadczonymi rywalami. Mecz rozpoczął
się jednak od remisu, ale już w pierwszej serii Pres Toruń wypracował cztery
punkty przewagi. Emil Sajfutdinow i Patryk Dudek napędzili gospodarzy, a duet
Lambert-Dudek dołożył cenne podwójne zwycięstwo w dziewiątym biegu. Mikkel
Michelsen, mimo niedawnych kontuzji, był szybki i skuteczny - toruński tor
wyraźnie mu sprzyjał, bo do dorobku drużyny dorzucił 13 punktów, udowadniając,
że wrócił do wysokiej formy. Przed nominowanymi biegami gospodarze prowadzili
43:33 i praktycznie zapewnili sobie zwycięstwo w meczu. W pierwszym z biegów
nominowanych torunianie uratowali remis, a w ostatnim wyścigu para
Sajfutdinow-Dudek po raz kolejny popisała się podwójnym zwycięstwem.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 52:38. Był to pewny triumf Pres Toruń i
solidna zaliczka przed rewanżem w Grudziądzu.
W drużynie GKM-u zawiedli niemal wszyscy. Jaimon Lidsey miał przebłyski,
Małkiewicz jechał ambitnie, a Jepsen Jensen był nierówny. Zespół Roberta
Kościechy nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z rozpędzonymi
gospodarzami.
Liderem "Aniołów" był bezdyskusyjnie Patryk Dudek - cztery występy, cztery
wygrane i cztery razy wynik 5:1 dla Torunia. Emil Sajfutdinow również
zaprezentował wysoką formę, punktując pewnie i skutecznie. Michelsen, choć jak
wyznał w pomeczowym wywiadzie odczuwał skutki upadków, zanotował bardzo dobre
zawody. Martwić mogła jedynie postawa Jana Kvecha, który po obiecującym początku
sezonu stracił regularność i w dwóch ostatnich meczach zawiódł. Optymizmem z
kolei napawała postawa Mikołaja Duchińskiego. Skutecznie zastąpił
Lewandowskiego i choć debiut nie był perfekcyjny, to pokazał wolę walki i
potencjał, którego nie mógł uwolnić z siebie przez pięć sezonów Krzysztof
Lewandowski.

Zimny
prysznic dla Pres Toruń
Motor dominował od początku do końca
Siódmą rundę Ekstraligi zamknął hit kolejki -
Motor Lublin podejmował PRES Toruń. Spotkanie lidera z wiceliderem zapowiadało
się ekscytująco, ale zakończyło się jednostronnym widowiskiem, w którym obrońcy
tytułu nie dali torunianom najmniejszych szans, wygrywając aż 55:35. Torunianie
jechali do Lublina z nadzieją na przełamanie fatalnej passy na stadionie przy
Alejach Zygmuntowskich. Od powrotu Motoru do Ekstraligi w 2019 roku nie wygrali
tam ani razu, a w ostatnich latach nie byli w stanie przekroczyć bariery 42
punktów. Tym razem miało być inaczej - w sezonie 2025 prezentowali się na
wyjazdach lepiej, choć mierzyli się dotąd z niżej notowanymi rywalami.
Mecz od początku nie układał się po myśli gości. Choć pierwsze biegi były
wyrównane, a Patryk Dudek pokazał dobrą prędkość, to już od czwartej gonitwy
gospodarze przejęli pełną kontrolę. Dwa podwójne zwycięstwa Motoru sprawiły, że
wynik 20:10 szybko ustawił mecz. Torunianie próbowali odpowiadać, ale ich akcje
były jedynie epizodami. Para Lambert - Dudek wygrała bieg szósty 4:2 z Bartoszem Zmarzlikiem, ale chwilę później Sajfutdinow przegrał 1:5 z Kuberą i Lindgrenem.
Po siedmiu biegach było już 27:15 dla Motoru. Największym problemem gości była
nierówna postawa seniorów. Mikkel Michelsen po trzech startach nie miał żadnego
punktu. Jan Kvech również zawodził, a choć Dudek i Lambert momentami błyszczeli,
nie wystarczyło to, by utrzymać kontakt z rozpędzonymi gospodarzami, zwłaszcza,
że Brytyjczyk jechał nierówno i mimo przebłysków formy, brakowało mu stabilności
i skuteczności na starcie. Zaskoczeniem był brak punktów Michelsena do
jedenastego biegu. Dopiero wtedy Duńczyk przełamał się i zdobył trójkę, ale było
już za późno. Przed nominowanymi gospodarze prowadzili 48:30. Drużyna Piotra
Barona nie miała kim rotować. Każdy z jego zawodników notował wpadki, nawet tak
pewni jak Sajfutdinow czy Dudek. Juniorzy również nie pomogli - choć Antoni
Kawczyński zdobył cztery punkty i walczył ambitnie, to nie wystarczyło wobec
potężnej siły lublinian. Z kolei Motor Lublin znów potwierdził, że jest zespołem
kompletnym. Zawodnicy Macieja Kuciapy punktowali równo, a gdy ktoś jechał
słabiej, inni go natychmiast zastępowali. Trener gospodarzy miał pełen komfort
taktyczny i swobodę działania. Torunianie co prawda próbowali jeszcze zniwelować
straty, bo odrodzony Michelsen wygrał czternasty bieg, a Dudek pokonał Kuberę o
zaledwie 0,007 sekundy - jednak przegrana 5:1 w ostatnim wyścigu pokazała kto
rządził przy Alejach Zygmuntowskich.
Porażka w Lublinie sprawiła, że torunianie stanęli przed niezwykle trudnym zadaniem - odrobienia aż dwudziestu punktów w rewanżu na MotoArenie. Ich forma, zwłaszcza liderów, nie napawała optymizmem. Michelsen, choć odżył w końcówce, przez większość meczu był cieniem samego siebie. Apator nie miał w tym meczu żadnych argumentów i musiał pogodzić się z bolesną lekcją żużla w wykonaniu mistrzów Polski.
Przed
rundą rewanżową doszło do niecodziennej sceny na ulicach grodu Kopernika! Oto bowiem gwiazda PRES Toruń - Patryk Dudek -
wjechał motocyklem żużlowym... do tramwaju! I to nie był żart, a fragment
wyjątkowej kampanii promującej finał Indywidualnych Mistrzostw Polski, który 19
czerwca miał odbyć się na toruńskiej MotoArenie. Oznaczało to, że wielka krajowa
impreza wracała do Torunia po piętnastu latach. I właśnie z tego powodu
promotorzy imprezy przeszli samych siebie i w w specjalnie przygotowanym filmie
promocyjnym. Patryk Dudek przemierzał toruńską
starówkę na żużlowym motocyklu, zajada pierniki i... wsiada do tramwaju razem z
motocyklem! W tramwaju nie było oczywiście pasażerów, bowiem był to
specjalny kurs, przygotowany na potrzeby nagrania promującego imprezę i miasto
Kopernika. Gdy tramwaj pokonał trasę z centrum miasta na stadion, gdzie już
wkrótce miała walczyć polska żużlowa elita o tytuł mistrza Polski, motorniczy
przypomniał Duzersowi o założeniu kasku, a potem pomógł mu odpalić maszynę.
Film
błyskawicznie zyskał uznanie kibiców, którzy pisali: "W końcu
profesjonalna reklama!", "Super reklama, tylko biedny motorniczy musiał
ten motor popchnąć" - żartował jeden z fanów.
Toruń tym samym pokazał, że w żużlu potrafi zaskakiwać i wie jak zachęcić do
oglądania żużlowych zawodów.

Dudek
nie do zatrzymania, Michelsen z nowym kontraktem
Apator zatrzymuje Motor
W
pierwszym meczu rundy rewanżowej Motor Lublin zamierzał przełamać klątwę
MotoAreny. W poprzednim sezonie lublinianie przegrali w lidze tylko trzy
razy, z czego dwukrotnie w Toruniu. Tym razem również musieli uznać wyższość
gospodarzy. Press Toruń pokazał się jako groźny zespół, nawet mimo
przeciętnej postawy Roberta Lamberta i wahań formy Emila Sajfutdinowa.
Gospodarze jechali bez presji - byli już niemal pewni awansu do fazy play-off, a
ten mecz miał dać odpowiedź, w jakiej są dyspozycji przed decydującą częścią
sezonu. W centrum uwagi znalazł się Jan Kvech, który po serii nieudanych startów
oddał do serwisu cały sprzęt. Kosztowało to ponad 30 tysięcy złotych. To była
ostatnia szansa także dla jego tunera Finna Rune Jensena.
Spotkanie rozpoczęło się od zwycięstwa Patryka Dudka, który prowadził Anioły do
triumfu niemal przez całe zawody. Kolejne emocje przyniósł bieg młodzieżowy - po
wykluczeniu Bańbora, w powtórce Wiktor Przyjemski pewnie pokonał toruńskich
juniorów. Jednak gospodarze nie składali broni - Sajfutdinow i Michelsen
nadawali ton rywalizacji, a po sześciu wyścigach torunianie mieli na koncie pięć
indywidualnych wygranych. W drugiej serii torunianie konsekwentnie budowali
przewagę. Nawet jeśli Bartosz Zmarzlik wygrał bieg ósmy, to w odpowiedzi Dudek
dołożył kolejną "trójkę", a Lambert starał się gonić rywali. Po dziesięciu
biegach PRES prowadził 33:27. W jedenastym wyścigu gospodarze odnieśli podwójne
zwycięstwo i zrobili duży krok w stronę wygranej. Dudek był wtedy niepokonany.
Motor odpowiedział wygraną 5:1, ale po kontrowersyjnym upadku Zmarzlika w biegu
13., wykluczony został Sajfutdinow. W powtórce Zmarzlik pokonał Lamberta i przed
nominowanymi Motor tracił tylko cztery punkty. Czternasty bieg rozstrzygnął losy
meczu - duet Lambert-Michelsen wygrał 4:2 i zapewnił dwa punkty gospodarzom. W
ostatnim wyścigu klasę pokazał Zmarzlik, ale to PRES Toruń cieszył się z
wygranej 48:42.
Największe brawa należały się Patrykowi Dudkowi. Wychowanek Falubazu
zdobył 13 punktów i był nie do zatrzymania. Jego forma na MotoArenie imponowała
- po tym meczu jego średnia na własnym torze wzrosła do 2,6 pkt/bieg. Lider
toruńskiego zespołu był nieuchwytny, wygrywał starty, kontrolował wyścigi, i
tylko Zmarzlik zdołał go pokonać - w ostatniej gonitwie.
Po meczu kibice otrzymali jeszcze jedną
dobrą wiadomość - Mikkel Michelsen ogłosił, że zostaje w Toruniu do końca sezonu
2027. Duńczyk, który dołączył przed sezonem, okazał się pewnym punktem
zespołu, zdobywając średnio ponad dwa punkty na bieg. Jego przedłużenie
kontraktu było dużym wzmocnieniem dla "Aniołów", które zatrzymały wartościowego
zawodnika mimo zainteresowania innych klubów.

Kvech
z bólem, Dudek z formą
Press Toruń lepszy od GKM-u
Dziewiąta
runda PGE Ekstraligi zakończyła się derbowym starciem pomiędzy GKM-em Grudziądz
a Pres Toruń. Po wygranej na własnym torze torunianie liczyli na przełamanie
złej passy w Grudziądzu, gdzie nie wygrali od dwóch sezonów. Dla gospodarzy był
to mecz o utrzymanie się w walce o play-off, ale zadanie utrudniały problemy
kadrowe i nierówna forma liderów. Pres Toruń dodatkowo przyjechał do
Grudziądza z jasnym celem: wygrać i zapewnić sobie miejsce w fazie play-off.
Mimo zdrowotnych problemów Jana Kvecha, który po upadku w Grand Prix zmagał się
z bólem barku, torunianie od początku prezentowali się solidnie. W pierwszej
serii goście objęli prowadzenie 14:10 dzięki świetnej postawie Michelsena i pary
Lambert-Sajfutdinow. Mimo słabszego początku Patryk Dudek z biegu na bieg się
rozkręcał, a jego kolejne wygrane biegi utrzymywały torunian na prowadzeniu. GKM
miał problemy z wygrywaniem biegów. Jensen i Lidsey długo nie mogli złapać
właściwego rytmu, a Małkiewicz, choć heroicznie wrócił po kontuzji, najpierw
upadł w biegu młodzieżowym, a później zanotował defekt. Po drugiej serii Pres
prowadził już 24:18.Trzecią serię otworzył remis, który udało się dowieźć dzięki
punktowi zdobytemu przez Kvecha. W kolejnych gonitwach Dudek i Sajfutdinow
dowozili kolejne remisy, trzymając gospodarzy na dystans. Po dziesięciu biegach
było 33:27 dla Torunia. W jedenastym biegu Michelsen zanotował zerówkę, ale
Dudek ponownie wygrał, dając kolejny remis. Po tym wyścigu doszło do przerwy
spowodowanej odpaleniem pirotechniki przez kibiców. Jedna z petard hukowych
raniła wirażowego, co wywołało kilkunastominutową przerwę.
Po wznowieniu meczu grudziądzanie złapali wiatr w żagle. Jepsen Jensen
dzięki rezerwie taktycznej pokonał Lamberta, a Małkiewicz zdobył cenny punkt po
błędzie Duchińskiego. Przed biegami nominowanymi było już tylko 40:38 dla gości.
Trzynasty wyścig to prawdziwa huśtawka emocji - Tarasienko prowadził, ale osłabł
w końcówce, co wykorzystał Michelsen. Torunianie dowieźli remis i prowadzili
43:41. W ostatnim biegu Dudek i Sajfutdinow pilnowali rywali. Mimo że Fricke
wygrał dla GKM-u, torunianie zdołali utrzymać remis i wygrać mecz 46:44.
Symbolicznym punktem okazał się ten wywalczony przez kontuzjowanego Kvecha w
ósmym biegu.
Drużyna z Torunia pokazała charakter, każdy
zawodnik dorzucił coś do wyniku. Nawet Kvech, mimo urazu, walczył, jak mógł. Z
kolei GKM zmarnował kolejną okazję na zwycięstwo. Choć mecz był do wygrania,
indywidualne błędy, zerówki i brak stabilnej formy liderów sprawiły, że
gospodarze znów musieli przełknąć gorycz porażki. Dodatkowym cieniem na
widowisku były ekscesy kibiców - policja wylegitymowała 129 osób, a sprawę
przekazano do dalszego postępowania.


Sullivan
na trybunach, Sajfutdinow na torze.
Falubaz bez szans
W
dziesiątej kolejce PGE Ekstraligi PRES Toruń podejmował na Motoarenie zespół
Falubazu Zielona Góra. Po porażce 44:46 w pierwszym meczu, torunianie chcieli
zrewanżować się rywalom i zdobyć punkt bonusowy. Zadanie nie było łatwe -
Falubaz walczył o play-offy, ale gospodarze byli na własnym torze niepokonani,
co potwierdzili choćby zwycięstwem nad Motorem Lublin.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami miejscowych kibiców - od
podwójnego zwycięstwa torunian. Patryk Dudek wygrał, a Jan Kvěch ograł gości na
trasie. Mimo wpadki w biegu juniorskim, Anioły szybko odzyskały inicjatywę.
Trzeci wyścig padł łupem nieuchwytnego Emila Sajfutdinowa, który tego dnia był
klasą sam dla siebie. Do końca meczu nie przegrał żadnego biegu, kończąc zawody
z czystym kompletem 12 punktów. Rosjanin z polskim paszportem zachwycał formą
i wykręcił ósmy czysty komplet punktów w toruńskim klubie zrównując się z
legendami toruńskiego klubu - Ryanem Sullivanem i Janem Ząbikiem - którzy także
notowali osiem kompletów w barwach Aniołów. Co ciekawe, Sullivan pojawił się
tego dnia na trybunach MotoAreny i dopingował torunian, a jego obecność
wywołała entuzjazm wśród kibiców. Oprócz Sajfutdinowa świetne zawody pojechali
Mikkel Michelsen, Jan Kvěch oraz Robert Lambert. Choć Patryk Dudek nie był aż
tak skuteczny jak zwykle, jego punkty okazały się ważne. Formacja seniorska
PRES-u nie miała słabych punktów i systematycznie budowała przewagę.
Goście nie mieli odpowiedzi na zbilansowaną drużynę gospodarzy. Liderzy Falubazu
- Jarosław Hampel i Przemysław Pawlicki - zawiedli. Hampel po trzech biegach
został odstawiony od składu, a Pawlicki zdobył jedynie dwa punkty. Na tle
seniorów dobrze prezentowali się zielonogórscy juniorzy. Damian Ratajczak i
Oskar Hurysz łącznie zdobyli 18 punktów z bonusami, co było jasnym punktem
Falubazu.
Motoarena żyła emocjami przez całe zawody. W jedenastym biegu doszło do
kapitalnej akcji Michelsena, który na dystansie ograł Leona Madsena. W kolejnym
starcie Kvěch w pięknym stylu pokonał obu rywali. Torunianie już wtedy zapewnili
sobie zwycięstwo, a trzynasty bieg przypieczętował wygraną - Sajfutdinow
ponownie był bezkonkurencyjny. W biegach nominowanych trener Piotr Baron dał
szansę juniorom i Kvěchowi. Goście zdołali wygrać ostatni wyścig 4:2, ale
ostateczny wynik 53:37 oznaczał wygraną gospodarzy oraz punkt bonusowy. PRES
Toruń zachował miano niepokonanego u siebie, a fani długo oklaskiwali
bohaterów meczu - zwłaszcza Sajfutdinowa i "powracającego" na MotoArenę Ryana
Sullivana.

Holder
wraca do Torunia,
ale show kradną gospodarze
W
dwunastej kolejce Ekstraligi PRES Toruń podejmował ROW Rybnik i już przed meczem
zastanawiano się nie "czy", ale "jak wysoko" gospodarze zwyciężą. MotoArena
miała być miejscem jednostronnego widowiska, a największą atrakcją dla kibiców
był powrót Chrisa Holdera - legendy toruńskiego klubu, który tym razem wystąpił
w barwach gości.
PRES Toruń był niepokonany u siebie, a starcie z outsiderem traktował jako
szlifowanie formy przed play-offami. Spotkanie miało być także przełamaniem dla
Roberta Lamberta, który rozczarowywał w pierwszej części sezonu. Rybniczanie z
kolei musieli sobie radzić bez Nickiego Pedersena, a trener Piotr Żyto postawił
na Holdera, licząc na jego doświadczenie. Mecz rozpoczął się od trzech
podwójnych zwycięstw gospodarzy. Dudek i Kvěch pokonali Holdera, juniorzy
rozbili Tkocza i Trześniewskiego, a Sajfutdinow kapitalnym atakiem dołączył do
prowadzącego Michelsena. Dopiero czwarty bieg przyniósł przełamanie - Maksym
Drabik wyprzedził Lamberta i Duchińskiego, dzięki czemu goście zremisowali ten
wyścig. Po czterech biegach było już 18:6 dla Torunia. W kolejnych
gonitwach goście zaczęli lepiej dostrajać sprzęt, ale torunianie wciąż
kontrolowali sytuację. Kvěch i Michelsen wygrali piąty bieg 4:2, a Dudek z
Sajfutdinowem pokonali Holdera w szóstym. Siódmą odsłonę wygrał Lambert, który
pokazał pierwsze oznaki odrodzenia. Po drugiej serii wynik brzmiał 29:13.Trzecia
seria przyniosła remis i kolejne dwa zwycięstwa Torunia. W ósmym biegu
Sajfutdinow pokonał Drabika po zaciętej walce, a Pludra ostro walczył o punkty.
Dziewiąty wyścig początkowo układał się dla ROW-u, ale Lambert wyprzedził
Czugunowa i Holdera. Dziesiąty bieg zakończył się pewnym triumfem Michelsena i
Kvěcha - było już 41:19.
W ostatniej serii przed nominowanymi torunianie dołożyli kolejne punkty.
Michelsen i Dudek ograli Drabika i Holdera, a także Kvěch po pasjonującej walce
ograł Czugunowa. W trzynastej gonitwie Lambert wygrał, a Sajfutdinow po
kapitalnej szarży przywiózł drugą lokatę - 5:1 w biegu i 55:23 w meczu.
Czternasty bieg był jedynym przegranym przez Toruń, a podwójne zwycięstwo
dla przyjezdnych wywalczyli Drabik i Pludra. Mecz zakończył Lambert, pieczętując
swój najlepszy występ sezonu. PRES Toruń wygrał 59:31.
Mikkel Michelsen zdobył komplet
punktów i dołączył do elitarnego grona niepokonanych "Aniołów".
Lambert dorzucił 14 oczek, potwierdzając swoją zwyżkę formy. Po meczu Chris
Holder wyszedł do kibiców Torunia i zebrał gromkie brawa. Dzięki tej wygranej
PRES objął prowadzenie w klasyfikacji bonusów Ekstraligi, wyprzedzając Unię
Leszno. Torunianie wygrali większość dwumeczów sezonu zasadniczego, choć nadal
czekali na pierwszy bonus z Motorem Lublin.

Nokaut
na MotoArenie
Apator deklasuje Stal Gorzów.
Mecz Pres Toruń ze Stalą Gorzów zainaugurował
trzynastą kolejkę Ekstraligi. Gospodarze, dotąd bezbłedni na MotoArenie, chcieli
przedłużyć serię zwycięstw i umocnić się na drugim miejscu. Gorzowianie
przyjechali pod ścianą - zmagając się z problemami sportowymi i organizacyjnymi.
Niepokonani od siódmej kolejki torunianie, od początku kontrolowali przebieg
wydarzeń. Pierwszy bieg zapowiadał emocje - start należał do gości, ale Emil
Sajfutdinow szybko objął prowadzenie, a Jan Kvěch dowiózł punkt. W biegu
młodzieżowym błysnął Mikołaj Duchiński, który odniósł swoje pierwsze ligowe
zwycięstwo. Antoni Kawczyński dołożył się do triumfu, objeżdżając Palucha.
Chwilowe ożywienie Stali przyszło w biegu trzecim - wygrana gości 4:2
zaskoczyła miejscowych kibiców. Lambert i Duchiński odpowiedzieli skutecznie w
czwartej odsłonie, a po pierwszej serii było 14:10 dla Presu.
Druga seria to popis gospodarzy. Michelsen z Kvěchem oraz Dudek z Lambertem
wygrywali podwójnie, wyraźnie powiększając przewagę. Stal punktowała głównie
pojedynczo - Thomsen i Vaculík jedynie ograniczali straty. Po siedmiu biegach
Pres prowadził już 27:15. Kolejne biegi tylko pogłębiały przepaść. Sajfutdinow
był nie do dogonienia, a w dziewiątym biegu torunianie rozegrali taktyczną akcję
- Lambert ograł Vaculíka, a Dudek dorzucił punkt na kresce. Gorzów odpowiedział
wygraną w dziesiątym biegu po świetnym ataku Lebiediewa, ale nie zmieniło to
ogólnego obrazu. Przewaga "Aniołów" rosła - po trzeciej serii wynosiła już
czternaście punktów.Bieg jedenasty zakończył marzenia gości, bowiem kolejny
dublet torunian przypieczętował wygraną meczową. W gonitwie trzynastej
doszło do kontrowersji - po upadku Sajfutdinowa sędzia wykluczył Lebiediewa,
który długo nie mógł pogodzić się z decyzją. Powtórkę wygrał duet gospodarzy.
W nominowanych trener Piotra Bron dał szansę młodzieży. W czternastym biegu
prowadził Vaculík, ale zanotował defekt i upadł. Torunianie wygrali 5:0, bo
defekt miał również Paluch. Ostatni wyścig to kolejny popis miejscowych, którzy
zakończyli spotkanie mocnym 15:2. Wynik 60:29 był nokautem, a końcówka obnażyła
słabości przyjezdnych - nawet sprzęt nie wytrzymywał presji.
W zespole Presu nie było słabych punktów. Kapitalnie pojechali Dudek i
Lambert - obaj niepokonani. Duchiński zapisał swoje pierwsze zwycięstwo w
Ekstralidze. Michelsen punktował w kratkę, ale nie zawiódł. Po stronie Stali
zawiedli młodzieżowcy i liderzy. Paluch, Jabłoński i Vaculík rozczarowali, a
jedynymi plusami byli momenty Thomsena i waleczność Lebiediewa. Torunianie
zdominowali mecz pod każdym względem i potwierdzili, że na MotoArenie są nie do
ruszenia.

Pres
pokazuje moc.
Michelsen upokarza byłego pracodawcę, Włókniarz w kryzysie
Spotkanie
Włókniarza Częstochowa z Pres Toruń pierwotnie miało się odbyć w ramach 11
kolejki, jednak zostało dwukrotnie przełożone z powodu niekorzystnych prognoz
oraz kolizji terminów z ligą brytyjską. Ostatecznie mecz odbył się 1 sierpnia, a
drużyna z Torunia rozbiła gospodarzy 55:35. Pres Toruń przystępował do spotkania
jako faworyt, mimo że jeszcze kilka dni wcześniej nie było pewne, czy Jan Kvech
będzie zdolny do jazdy po groźnym upadku w Anglii. Ostatecznie Czech wystąpił i
zaprezentował się bardzo solidnie. W składzie Aniołów trudno było wskazać słaby
punkt - świetnie dysponowani byli Mikkel Michelsen, Patryk Dudek, Robert Lambert
oraz Emil Sajfutdinow. Wychowanek Unii Leszno miał dodatkową motywację, bo
chciał się zrehabilitować za słabszy czas spędzony w Częstochowie.
Toruńska młodzież również nie zawiodła - Antoni Kawczyński i nieco słabiej
punktujący Mikołaj Duchiński stanowili silne wsparcie dla seniorów. Goście
szybko objęli prowadzenie, wygrywając biegi z dużą przewagą. Michelsen zdobywał
trójkę za trójką, a Dudek, Lambert i Sajfutdinow skutecznie punktowali, nie
dając szans gospodarzom. Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że Włókniarz miał
pecha - Piotr Pawlicki, który tuż przed meczem zapowiadał występ, doznał nawrotu
urazu żeber na rozgrzewce i trafił do szpitala. Jego nieobecność była ciosem nie
tylko sportowym, ale i mentalnym. Choć miejscowi zaczęli z animuszem, wygrywając
bieg młodzieżowy 5:1, to był to tylko chwilowy zryw.
Pres Toruń sukcesywnie budował przewagę - już po siedmiu wyścigach prowadził
28:20, a po dziesięciu różnica wzrosła do 14 punktów. Michelsen był nie do
zatrzymania, a Kawczyński zaskakiwał walecznością, szczególnie w walce z
seniorami gospodarzy. Nawet Kvech po kontuzji potrafił wyprzedzić Worynę na trasie. W końcowej fazie spotkania goście nie zwalniali tempa. Dudek i
Sajfutdinow pewnie wygrali bieg czternasty, a Michelsen zdobył komplet punktów,
choć ostatni wyścig oddał młodemu Kawczyńskiemu. W finale gospodarze nieco
zmniejszyli rozmiary porażki, wygrywając 5:1, ale wynik 35:55 mówił sam za
siebie.
Szósta
porażka z rzędu dla Włókniarza oznaczała najgorszą serię od ponad dekady.
Pres Toruń pojechał pewnie, drużynowo, niemal każdy zawodnik dołożył solidną
cegiełkę do zwycięstwa. Nawet mimo niegroźnego upadku Duchińskiego, który został
zastąpiony przez Lewandowskiego, torunianie nie stracili rytmu i cały mecz w
Częstochowie pokazał siłę i dojrzałość drużyny z Torunia, która pewnie zmierzała
po drugie miejsce w fazie play-off, a liderem bezdyskusyjnie był Mikkel
Michelsen, który drugi raz w sezonie zdobył komplet punktów, a jego jazda była
ozdobą całego widowiska.

Tego
we Wrocławiu nie spodziewał się nikt.
Pres Toruń bezradny na Stadionie Olimpijskim
W połowie sierpnia wydawało się, że dopiero co rozpoczął się sezon 2025 w
Ekstralidze, a tu już rozegrano ostatni mecz fazy zasadniczej. Czas od 11
kwietnia do 10 sierpnia minął błyskawicznie, a na zakończenie kibice
otrzymali prawdziwy hit - Betard Sparta Wrocław podejmowała PRES Grupę
Deweloperską Toruń. Ciężar gatunkowy tego pojedynku był wysoki, bo obie
drużyny walczyły o drugie miejsce w tabeli, które może okazać się kluczowe w
przypadku ewentualnego starcia w play-off. Remis w dwumeczu premiowałby bowiem
zespół wyżej sklasyfikowany po rundzie zasadniczej.
Torunianie przyjechali z ośmiopunktową zaliczką z pierwszego meczu, co dawało im
przewagę psychologiczną. Sparta, mimo wcześniejszych problemów, przystąpiła do
spotkania z nowym ustawieniem, ale liderzy wciąż pozostawali zagadką, bo
Janowski szukał ustawień, a Kowalski miał problemy z punktowaniem, jedynie Kurtz
i Łaguta byli pewniakami. Torunianie postawili na stabilizację i jego drużyna
przystąpiła do meczu sprawdzonym zestawem par. Mecz rozpoczął się od
niespodzianki - Kurtz nie podjął walki, a Dudek poprowadził gości do wygranej
4:2. Sparta szybko odpowiedziała - młodzieżowcy rozgromili toruńskich juniorów
5:1, a Łaguta po efektownym manewrze minął dwóch rywali. Po czterech biegach
gospodarze prowadzili 14:8. Kolejne gonitwy należały do Sparty. Bewley i
Kowalski wygrali start, choć Michelsen próbował kontrataku. Lambert zanotował
drugie zero, a Dudek uratował remis. Kurtz się przebudził, a Sparta prowadziła
26:16 - odrobiła straty z Torunia. W dziewiątym biegu Dudek zaliczył upadek, a
Lambert nie zdołał pokonać Kurtza. Po wygranej Sajfutdinowa w biegu dziesiątym
Toruń stracił cały impet, bo w biegach 11 i 12, dwa razy 5:1 dla Sparty,
podcięło anielskie skrzydła gości, którzy w biegach nominowanych potrafili tylko
remisować i odetchnęli z ulgą wyjeżdżając z Dolnego Śląska z bagażem czternastu
ujemnych punktów w dwumeczu. Po meczu z obozu toruńskiego dochodziły głosy,
jakoby wynik był pokłosiem tego, że zawodnicy otrzymali zgodę na testy sprzętowe,
a drużyna nie chciała odkryć wszystkich kart i spotkanie we Wrocławiu
potraktowali typowo treningowo. Takie podejście wynikało z tego, że obie drużyny
z dużym prawdopodobieństwem miały ponownie zmierzyć się w półfinale play-off, a
wówczas nie mogło być miejsca na pomyłki.
Podsumowując czternaście kolejek rundy zasadniczej w której rozegrano 56 meczów warto wspomnieć że zdecydowanie najlepszym zawodnikiem Ekstraligi został Bartosz Zmarzlik (Lublin), który uzyskał średnią biegową 2,730. Na drugiej pozycji uplasował się Patryk Dudek (Toruń - 2,333) i to trzydziestotrzylatek był na ustach wszystkich, bowiem jechał sezon życia. Wszędzie gdzie się pojawił, czarował kibiców swoją jazdą, ale przede wszystkim był do bólu skuteczny i drugie miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych nie było dziełem przypadku. Dodatkowo w był liderem klasyfikacji w Mistrzostwach Europy i był faworytem do złota, co jednocześni umożliwiało mu powrót do Grand Prix. Jednak zanim swoją dyspozycję Duzers przełożył na sukcesy międzynarodowe, potwierdził swoją dominację na krajowym podwórku zgarniając po dziewięciu latach przerwy, tytuł Indywidualnego Mistrza Polski. Był to nielada wyczyn, bo niewielu żużlowców było w stanie po tak długiej przerwie znowu stanąć na najwyższym stopniu podium. Legendarny Andrzej Wyglenda pierwsze złoto zdobył w 1964 roku, natomiast ostatnie w 1973 roku. W międzyczasie dorzucił jednak jeszcze dwa krążki z najcenniejszego kruszcu. Z kolei Zenon Plech po pierwszy tytuł IMP sięgnął w 1972 roku, a ostatni w 1985 roku! W sumie wywalczył aż pięć złotych medali. Inna z ikon speedwaya, Janusz Kołodziej zdobył pierwsze złoto w 2005 roku, jeszcze jako junior. Ostatni czwarty tytuł osiągnął już jako weteran w 2019 roku. No i należy też wspomnieć o Tomaszu Gollobie, który pierwszy raz w karierze cieszył się z triumfu w IMP w 1992 roku, czyli wtedy, kiedy na ślad przyszedł Dudek. Potem przez lata dominował, aby ostatni, siódmy raz wdrapać się na najwyższy stopień podium tych zmagań w 2009 roku, czyli wtedy, kiedy Dudek był już znanym juniorem.
Dla
żużlowego Torunia, był to spory sukces, bowiem lider toruńskiego teamu, został
trzecim Indywidualnym Mistrzem Polski z Aniołem na piersi, po Wojciechu
Żabiałowiczu (1987) i Jacku Krzyżaniaku (1997). Cieszyło to kibiców po po latach
posuchy w końcu przyszły sukcesy indywidualne toruńskich zawodników, a
przedstawiciel Grodu Kopernika, na podium rankingu najskuteczniejszych jeźdźców,
po rundzie zasadniczej, był dobrym zwiastunem na dalszą część sezonu. Doskonała
postawa "Duzersa" nie była jednak wyjątkiem, bo wśród wszyscy zawodnicy równo
punktowali przez cały sezon i z reguły nie zawodzili. Efektem tego było 26
punktów, tyle samo co Sparta Wrocław, jednak to Dolnoślązacy wygrali dwumecz i
zakończyli zasadniczą część sezonu na drugiej pozycji To jednak nie był powód do
smutku, bo w play-off rywalizacja zaczynała się od zera, a Toruń wyglądał na
zespół kompletny. MotoArena była twierdzą nie do zdobycia dla rywali, a do
tego Anioły w końcu zaczęli wygrywać na wyjazdach i potrafili wygrywać dwumecze.
Co więcej torunianie w zabawie prowadzonej przez stację TV "Eleven Sport"
okazali się najlepsi w biegu numer 11, a sztandarową parę tej gonitwy tworzył
nie kto inny jak Patryk Dudek i Mikkel Michelsen.
Kibice odwdzięczyli się swoim ulubieńcom bowiem licznie odwiedzali MotoArenę, która ponownie zaczęła być miejscem, gdzie sport spotyka się z doskonała atmosferą na trybunach, na których w siedmiu meczach zasiadło średnio 12 415 kibiców (83% zajętości), a rekordowa liczba fanów w liczbie 14 000 zasiadła na inaugurację rozgrywek, kiedy do Torunia przyjechał Sparta Wrocław. Liczby te były dowodem na to, że w Toruniu ponownie pojawiła się moda na żużel, a na widownia stała się miejsce wyjątkowej atmosfery, która wykraczała poza sam sport. MotoArena stała się przestrzenią celebracji żużla, ale i symbolem identyfikacji kibiców z drużyną. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, bez wyników, które z kolei kreowały spektakl na trybunach. Zorganizowany sektor dopingujący żywiołowo reagował na każde wydarzenie na torze, a doping był nieustanny i słyszalny w parkingu, co zawodnicy powtarzali w wywiadach i dziękowali za to wsparcie, bo to pchało ich do zwycięstw. Zatem zasadnicza część sezonu AD 2025 pokazała, że Pres Toruń stał czymś więcej niż tylko żużlową drużyną. Zaczął to bowiem być fenomen społeczny. MotoArena stała się miejscem, w którym rodziny, młodzież i weterani czarnego sportu wspólnie tworzyli atmosferę, jakiej nie było od lat i inne kluby zazdrościły tego Apatorowi.
Sukcesy rundy zasadniczej, były jednak tylko uwerturą do tego co mogło wydarzyć się w play-off, a tu karty rozdawał lider tabeli aktualny Drużynowy Mistrz Polski Motor Lublin, który zgodnie z regulaminem miał prawo wyboru rywala. Decyzja w tej sprawie miała zapaść w specjalnym programie na antenie TV. Prawo było jednak przywilejem i nie nakładało obowiązku wyboru rywala w kolejnej rundzie. Jednak w przypadku rezygnacji z tego przywileju, zgodnie z regulaminem, rywalem Motoru miała być czwarta drużyna w tabeli po części zasadniczej czyli GKM Grudziądz. Niestety bardzo szumnie zapowiadany wybór par na fazy play-off oraz play-down w Ekstralidze oraz 2 Ekstralidze "wjechał w taśmę", bowiem redaktor prowadzący chciał budować napięcie, ale przez nieuwagę realizatora kibice poznali najważniejsze pary nieco za wcześnie. Oto bowiem stacja pokazująca mecze żużlowe najpierw ogłosiła wybory PSŻ-tu Poznań oraz Unii Leszno startujących na drugim szczeblu rozgrywek, a następnie zabrali głos przedstawiciele klubów ścigających się w Ekstralidze. I tu również wyłoniono najpierw pary play-down i w tym przypadku Falubaz Zielona Góra wybrał ROW-u Rybnik i na kilka minut przed wejściem do studia Jacka Ziółkowskiego z Motoru Lublin, kibicom ukazała się para półfinałowa Sparta Wrocław - Pres Toruń. Było wówczas jasne, w jakim układzie zmierzą się ekipy z miejsc 1-4. Ten medialny nietakt nie zakłócił jednak poprawności wyboru par półfinałowej rundy w Ekstralidze, które wyglądały następująco:
Menadżer z Lublina Jacek Ziółkowski tak skomentował wybór rywala w kolejnej rundzie: "Z trójki drużyn, która pojedzie w play-off najlepiej nam poszło w Grudziądzu. Co wcale nie oznacza, że tak będzie w play-off, bo to inna historia. Faktycznie byłem zdziwiony wynikiem niedzielnego meczu Sparta - Pres Toruń. Myślałem, że będzie to wyrównane spotkanie, a przewaga Sparty była ogromna. Drużyna toruńska, która myśli o wielkich celach nie może wygrywać w meczu tylko jeden wyścig. Ale zdarzają się różne mecze. Nam się też taki przydarzył dwa lata temu w Grudziądzu. Dlatego wynik meczu Sparta - Pres w niedzielę nie miał już znaczenia dla naszego wyboru. Już przed nim byliśmy zdecydowani na GKM. Wybraliśmy taką opcję, która uznaliśmy, że jest optymalna, aby być w finale. Trudno było zdecydować się na Pres Toruń, z którym przegraliśmy w rundzie zasadniczej".

PÓŁFINAŁ
PLAY_OFF
Anioły odleciały w stronę finału - PRES Toruń rozgromił Spartę
Na dziesięć dni przed półfinałem ze Spartą
Wrocław klub z Torunia rozpoczął sprzedaż biletów. Zainteresowanie było tak
ogromne, że serwer nie wytrzymał obciążenia, a kibice mieli problemy z
zakupem. Wszystko wskazywało na nadkomplet widzów 24 sierpnia na MotoArenie. Tor
przygotowany przez Piotra Barona i toromistrza gwarantował emocje - liczba
mijanek była najwyższa w Ekstralidze. PRES Toruń i Sparta Wrocław zakończyły
rundę zasadniczą z równą liczbą punktów, a o wyższym miejscu Sparty zadecydował
lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Obie drużyny typowano do finału, a ich
mecze uchodziły za najlepsze widowiska sezonu. W kwietniu "Anioły" wygrały u
siebie 49:41, ale w rewanżu uległy 34:56. Przed półfinałem potrzebowały więc
solidnej zaliczki. Trener Dariusz Śledź wystawił eksperymentalny skład - Daniel
Bewley po raz pierwszy jechał z numerem 1, a Bartłomiej Kowalski z "czwórką".
Piotr Baron pozostał wierny ustawieniu z początku sezonu. Starcie zapowiadało
się pasjonująco - Emil Sajfutdinow miał mierzyć się z Kurtzem i Łagutą, a Dudek
z Bewleyem.
Mecz rozpoczął się wyrównanie. Dudek pokonał Bewleya, Łaguta był trzeci -
remis. W biegu młodzieżowców doszło do niebezpiecznej sytuacji z udziałem
Kowolika, ale obyło się bez wypadku. Kolejny wyścig dał prowadzenie PRES Toruń -
Michelsen i Sajfutdinow wygrali 4:2. Kowalski zaskoczył w trzecim biegu, ale
Lambert go wyprzedził - kolejny remis. Po kosmetyce toru Łaguta wygrał
indywidualnie, lecz za nim dojechali Michelsen i Kvech. Sajfutdinow pokonał parę
gości, ale znów padł remis. Przełom nastąpił w siódmej gonitwie - Dudek i
Lambert podwójnie pokonali Kurtza. PRES prowadził 24:18, a Sparta miała tylko
jedną "trójkę". W ósmym biegu Janowski wjechał w taśmę - sprowokowany przez
Lamberta. Krawczyk nie nawiązał walki, a Dudek i Lambert zdobyli kolejne punkty.
W dziesiątym biegu Kurtz zdobył pierwsze punkty, ale nie pokonał Michelsena.
Czwarta seria ustawiła mecz - PRES wygrał 4:2, mimo rezerwy taktycznej Sparty.
Kawczyński i Kvech niespodziewanie pokonali Janowskiego, przypieczętowując
zwycięstwo. Przed nominowanymi biegami doszło do awarii taśmy startowej, ale
technicy szybko ją usunęli. Kurtz wykorzystał przerwę i pokonał Sajfutdinowa
oraz Lamberta - PRES prowadził 52:36. W nominowanych goście odrobili tylko dwa
punkty - mecz zakończył się wynikiem 52:38.
Torunianie byli o krok od finału. Bohaterem spotkania został Antoni
Kawczyński, który wygrał dwa biegi, pokonując m.in. Janowskiego. W Sparcie
zawiedli niemal wszyscy - szczególnie Bewley i Janowski, których motocykle nie
miały odpowiedniego tempa. Kontrowersje wzbudziło zachowanie Kurtza, który
toczył się na starcie niemal w każdym biegu. Sędzia zauważył to dopiero w
czternastym wyścigu, dając mu pierwsze ostrzeżenie - według kibiców powinno być
ich więcej. PRES Toruń wykonał ogromny krok w stronę finału Ekstraligi, a
trybuny MotoAreny eksplodowały euforią. Dwumecz nie był jeszcze rozstrzygnięty,
ale przewaga dawała realne nadzieje na walkę o złoto.

Finał
dla Torunia!
Dudek i Michelsen poprowadzili Apator do sukcesu
Przed rewanżowym meczem o finał PGE
Ekstraligi drużyna Pres Toruń miała rywalizować we Wrocławiu bez wsparcia
kibiców. Był to efekt incydentu z Grudziądza, gdzie z sektora gości rzucono
petardę. Choć obyło się bez ofiar, torunianie zostali ukarani grzywną i zakazem
wyjazdowym. Klub złożył wniosek o złagodzenie kary, który został rozpatrzony
pozytywnie przez Komisję Orzekającą Ligi. Dzięki temu kibice "Aniołów" mogli
pojawić się na Stadionie Olimpijskim i ich obecność okazała się kluczowa.
Torunianie przystępowali do rewanżu z 14-punktową zaliczką, wywalczoną w
pierwszym meczu. Trener Piotr Baron wiedział, że wsparcie z trybun może pomóc
utrzymać przewagę. Tymczasem Sparta Wrocław, prowadzona przez Dariusza Śledzia,
rozpoczęła intensywne przygotowania tuż po rundzie Grand Prix. Zawodnicy
trenowali na Stadionie Olimpijskim, a do zespołu dołączył tuner Ashley Holloway,
który pomagał w dopasowaniu sprzętu. Wrocławianie liczyli, że znajomość toru i
historia odrabiania strat pomogą im w walce o finał.
Mecz rozpoczął się od zwycięstwa gości - Patryk Dudek pokonał rywali w
pierwszym biegu. W biegu juniorskim para Kowolik-Krawczyk zdobyła podwójne
zwycięstwo dla Sparty. Torunianie odpowiedzieli w trzeciej gonitwie, ale Artiom
Łaguta przedzielił parę Lambert-Sajfutdinow. Po pierwszej serii gospodarze
prowadzili dwoma punktami, lecz w dwumeczu nadal przegrywali dwunastoma. W
piątym biegu Michelsen świetnie wystartował i obronił się przed Bewleyem. W
kolejnych odsłonach Dudek i Lambert punktowali liderów Sparty. Brady Kurtz
wygrał bieg siódmy, a Janowski nie zdołał wyprzedzić Sajfutdinowa. Trener Baron
wprowadził Lewandowskiego zamiast Duchińskiego - junior odjechał swój 200.
wyścig w Ekstralidze, choć nie odegrał większej roli. Po dwóch seriach Sparta
odrobiła tylko dwa punkty, a do końca meczu pozostało osiem biegów. W kolejnym
biegu Kawczyński, jako rezerwa za Kvecha, wykonał świetną pracę dla Michelsena,
blokując rywali. W dziewiątym Lambert i Dudek pokonali Kurtza już na pierwszym
łuku. Kawczyński ponownie pomógł Sajfutdinowowi zdobyć "trójkę". W czwartej
serii gospodarze przełamali impas, wygrywając 13:5. W biegu trzynastym
Sajfutdinow przegrał z Janowskim, a Kvech nie odegrał roli - Sparta wygrała 5:1
i zbliżyła się do rywali. Przy stanie 35:43 Baron sięgnął po Dudka z rezerwy
taktycznej. Apator miał sześć punktów przewagi w dwumeczu i prawo wyboru pól
startowych. Dudek i Michelsen wystartowali z pól A i C, wykonując świetną robotę
na trasie. Pokonali Kowalskiego, a Janowski nie liczył się w walce. Toruński
sektor oszalał - po dziewięciu latach "Anioły" wróciły do finału Ekstraligi,
gdzie czekał już Motor Lublin. Sparta musiała zadowolić się walką o brąz z GKM-em Grudziądz.
Po meczu okazało się, że torunianie przez dwa tygodnie nie trenowali na
MotoArenie, szukając dłuższych torów - strategia ta przyniosła efekt. W
rundzie zasadniczej Apator przegrał we Wrocławiu, ale Baron nie zastosował wtedy
rezerw taktycznych, pozwalając zawodnikom poznać tor. W półfinale taktyka
zadziałała - drużyna wyciągnęła wnioski i stanęła na wysokości zadania.
Torunianie wrócili do finału po raz pierwszy od 2016 roku. Po latach kryzysu,
spadku z ligi i odbudowy, klub znów walczył o mistrzostwo. Michelsen, który po
przeciętnym sezonie w Częstochowie odrodził się w Toruniu, był jednym z
najlepszych transferów. Jego taniec po meczu do "Mandacika" rozbawił kibiców i
stał się hitem. Forma Duńczyka, wsparta przez Dudka, Sajfutdinowa i Lamberta,
dawała nadzieję na detronizację Motoru Lublin.
Wyczekiwany od dziewięciu lat finał Ekstraligi i wcześniejszy tytuł IMP dla Patryka Dudka był idealnym momentem, aby uhonorować legendy toruńskiego klubu. A wyróżnienia, przez Prezydenta Torunia, medalem "Thorunium", doczekali się Wojciech Żabiałowicz i Jacek Krzyżaniak, którzy przez lata budowali siłę i tożsamość toruńskiego speedwaya, zdobywając tytuły Indywidualnych Mistrzów Polski i serca kibicó. Medal Thorunium, był najwyższym odznaczeniami, jakim prezydent Torunia mógł wyróżnić osoby zasłużone dla miasta. Podczas uroczystości do pełnych trybun MotoAreny Paweł Gulewski mówił: "Dziś przywołujemy całą tradycję uprawiania speedwaya w Toruniu i honorujemy dwóch sławnych toruńskich żużlowców z dawnych lat. Medal Honorowy "Thorunium" otrzymują Wojciech Żabiałowicz i Jacek Krzyżaniak. Panowie, dziękuję za waszą pracę!"

FINAŁ PLAY_OFF
Anioły 18 kroków przed Lublinem w drodze po złoto DMP.
Finał PGE Ekstraligi 2025 zapisał się w
historii jako wieczór, w którym Pres Toruń spełnił marzenia tysięcy kibiców.
Na Motoarenie wypełnionej po brzegi torunianie rozbili Motor Lublin 54:36,
wykonując ogromny krok w stronę upragnionego mistrzostwa Polski. To był wieczór,
w którym wszystko zagrało jak należy - od toru, przez przygotowanie sprzętu, aż
po mentalność drużyny.
Atmosfera przed meczem przypominała wielkie żużlowe święto. Toruń kipiał
emocjami, a Motor - dotąd symbol stabilności - przyjechał osłabiony i rozchwiany
wewnętrznie. Kontuzja Wiktora Przyjemskiego, napięcia między Bartoszem
Zmarzlikiem a Bartoszem Bańborem i niepewna forma Fredrika Lindgrena powodowały,
że obrona tytułu mistrzowskiego wisiała na włosku. Lublinianie trenowali w
Łodzi, próbując dopasować się do warunków toruńskich, ale to gospodarze
pokazali, kto lepiej odczytał specyfikę Motoareny.
Już pierwszy bieg pokazał, że Apator
zamierza narzucić własne warunki. Patryk Dudek wystartował idealnie i
dowiózł pewną "trójkę", a po upadku Jacka Holdera torunianie otworzyli wynik
4:2. W drugim biegu błysnął młody Antoni Kawczyński, który po odważnym ataku
wyprzedził Bartosza Bańbora i zapewnił kolejne zwycięstwo 4:2. Szybko okazało
się też, że kontuzjowana noga Przyjemskiego nie pozwoli mu kontynuować jazdy, co
jeszcze bardziej osłabiło obóz lublinian.
W trzeciej gonitwie Bartosz Zmarzlik pokazał klasę, wygrywając z Michelsenem i
Sajfutdinowem, ale to był jedyny moment w pierwszej serii, gdy goście mogli czuć
satysfakcję. W czwartym biegu Duchiński i Lambert bezlitośnie wykorzystali błędy
rywali, a podwójne 5:1 ustawiło spotkanie. Po czterech wyścigach było już 16:8,
a Motoarena eksplodowała z radości. Motor próbował reagować. W piątym biegu
Kuciapa sięgnął po rezerwę taktyczną i wprowadził Zmarzlika, który ponownie
przywiózł "trójkę". Chwilę później Sajfutdinow minimalnie przegrał z Jackiem
Holderem, lecz przewaga Apatora nie malała. W siódmym biegu duet Dudek-Lambert
pokazał, dlaczego był najskuteczniejszą parą ligi. "Duzers" pokonał Zmarzlika, a
Brytyjczyk długo kąsał mistrza świata. Po siedmiu wyścigach torunianie
prowadzili 25:17 i jechali z pełną kontrolą.
Środkowa część spotkania to pokaz konsekwencji i pewności siebie w wykonaniu
gospodarzy. W dziewiątym biegu Sajfutdinow popełnił błąd na pierwszym łuku, ale
w stylu, do jakiego przyzwyczaił toruńską publiczność, odrobił straty i na
ostatnim okrążeniu minął Kuberę. Dudek i Lambert utrzymywali wysokie tempo, a
Zmarzlik wciąż samotnie ciągnął Motor. Na tablicy widniało 38:28 i wszystko
wskazywało na to, że goście nie znajdą sposobu, by odwrócić losy meczu.
Kluczowy dla przebiegu spotkania okazał się bieg dwunasty. Wydawało się,
że to moment, w którym Motor może jeszcze coś ugrać. Jednak już po starcie
Fredrik Lindgren stracił panowanie nad motocyklem i wjechał w Kawczyńskiego.
Sędzia bez wahania wykluczył Szweda, a w powtórce osamotniony Bańbor długo
prowadził, broniąc się przed atakami torunian. Na ostatnim okrążeniu jednak
skapitulował pod naciskiem Kvecha i Kawczyńskiego. 5:1 dla gospodarzy
przypieczętowało dominację i jednocześnie stało się kandydatem - a później
zwycięzcą - w plebiscycie na bieg sezonu.
Końcowe wyścigi to już kontrola torunian. W trzynastym Lambert wreszcie
przypomniał o swoim potencjale, odpierając ataki Zmarzlika. W biegach
nominowanych Kubera wygrał jeden z wyścigów, ale było już za późno. W ostatnim
starcie Dudek i Michelsen postawili kropkę nad "i", przywożąc 4:2 i ustalając
wynik na 54:36.
Apator był tego dnia lepszy we wszystkim - szybciej startował, lepiej rozgrywał
pierwsze łuki i miał żużlowców, którzy jechali jak z nut. Dudek zasłużył na
miano lidera - nieomylny w kluczowych momentach, dwukrotnie ograł Zmarzlika.
Michelsen dołożył dziesięć punktów, Sajfutdinow znów był gwarantem emocji, a
Lambert odnalazł rytm w końcówce. Młodzieżowcy Duchiński i Kawczyński dołożyli
cegiełkę, której znaczenia nie dało się przecenić.
Motor Lublin - choć wciąż z nazwiskami mistrzowskiego kalibru - był cieniem drużyny z poprzednich lat. Zmarzlik samotnie bronił honoru zespołu, Kubera walczył ambitnie, lecz reszta zawiodła. Holder po upadku z pierwszego biegu nie odzyskał pewności, Lindgren zawiódł całkowicie, a Przyjemski nie był w stanie kontynuować jazdy. Po takim wieczorze w Toruniu nikt nie miał wątpliwości - Pres zrobił ogromny krok ku złotu. Siedemnastotysięczna publiczność żegnała swoich zawodników z przekonaniem, że marzenie o mistrzostwie jest bliżej niż kiedykolwiek. Przed rewanżem w Lublinie Apator miał 18 punktów przewagi, a Motor - tylko cień nadziei na odwrócenie losów finału.

WIARA WIARA BYŁA W NAS
MISTRZA POLSKI NASTAŁ CZAS
Przed rewanżem w Lublinie unosiło się coś
więcej niż zapach metanolu - czuć było napięcie, które zwiastowało finał
Ekstraligi 2025. Cała żużlowa Polska czekała na starcie, w którym Motor
Lublin, trzykrotny mistrz kraju, bronił swojej fortecy, a PRES Toruń walczył o
spełnienie marzeń, na które czekał od 2008 roku. I marzenia się spełniły. Po
siedemnastu latach oczekiwań Toruń ponownie stał się stolicą polskiego żużla.
PRES Grupa Deweloperska Toruń przerwała trzyletnią dominację Motoru Lublin,
zdobywając tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Złoto wróciło do Grodu Kopernika
po emocjonującym finale, który na długo pozostał w pamięci kibiców obu zespołów.
Anioły wygrały dwumecz 92:88, a radość toruńskich fanów nie miała końca - to ich
piąty tytuł w historii i pierwszy od pamiętnego 2008 roku, gdy klub występował
jeszcze jako Unibax. Finałowa rywalizacja była kwintesencją wszystkiego, co w
żużlu najlepsze - walki, determinacji i emocji. Rewanż w Lublinie, choć
przegrany 38:52, potwierdził tylko klasę torunian. Zespół pod szyldem PRES Grupy
Deweloperskiej pokazał charakter i skutecznie obronił przewagę wywalczoną
tydzień wcześniej. Tym samym zakończył się okres dominacji Motoru, który po
trzech z rzędu mistrzostwach musiał zadowolić się srebrem - trzecim w historii
klubu.
Już pierwszy bieg pokazał, że emocji nie zabraknie. Na drugim łuku Jack
Holder próbował wcisnąć się pod Patryka Dudka, lecz tor był zdradliwy -
Australijczyk zahaczył o Polaka i obaj wylądowali w błocie. Sędzia bez wahania
wykluczył lidera Motoru, a w powtórce Dominik Kubera pewnie zwyciężył, choć
jedna z szans gospodarzy na mocny początek przepadła. Chwilę później publiczność
eksplodowała z radości, gdy młodzieżowcy Motoru - Wiktor Przyjemski i Bartosz
Bańbor - dowieźli do mety podwójną wygraną. Kawczyński z Torunia długo odpierał
ataki, ale na ostatnim łuku stracił równowagę i rywal objechał go po szerokiej.
Po dwóch gonitwach było 8:4 i w Lublinie zapanowała wiara, że odrobienie strat z
MotoAreny nie jest niemożliwe.
Goście odpowiedzieli w trzecim wyścigu. Kapitalnie wystartowali Lambert i
Sajfutdinow, a choć Zmarzlik próbował rozdzielić toruński duet, to na mecie
Brytyjczyk w cudowny sposób odbił prowadzenie i dał Apatorowi pierwsze biegowe
zwycięstwo. W czwartym biegu z kolei Przyjemski z Lindgrenem nie pozostawili
złudzeń - młodzieżowiec popisał się kolejnym fenomenalnym startem i gospodarze
prowadzili już 15:9. Po pierwszej serii odrobili jedną trzecią strat z Torunia i
choć droga do złota była daleka, w powietrzu czuć było napięcie.
Druga seria rozpoczęła się od śmiałych roszad Piotra Barona. W piątym
biegu pojawił się Sajfutdinow w miejsce Kvecha, lecz to Mateusz Cierniak skradł
show. Perfekcyjnie wystartował i pomknął po trzy punkty, a Holder na ostatniej
prostej wcisnął się między torunian, zapewniając gospodarzom 4:2. Na trybunach
wrzało, gdyż Motor coraz wyraźniej łapał rytm. W szóstym wyścigu błysnął z kolei
Bańbor, który niespodziewanie objął prowadzenie. Dudek jednak nie zamierzał
oddać pola młodszemu rywalowi - jego atak po szerokiej przyniósł efekt na
przedostatnim okrążeniu, a chwilę później Sajfutdinow w dramatycznym pościgu na
ostatnich metrach minął Lindgrena. Dwa remisy z rzędu pozwoliły torunianom
utrzymać kontrolę nad finałem. Siódma gonitwa przyniosła chwilę spokoju -
Sajfutdinow pewnie wygrał przed Lindgrenem i Kuberą, a Duchiński nie miał nic do
powiedzenia. Z kolei ósmy bieg okazał się popisem Zmarzlika. Mistrz świata w
końcu przypomniał sobie, jak jeździć po lubelskim owalu, ale nie wystarczyło to
do zmniejszenia dystansu w dwumeczu, bo Dudek i Michelsen przywieźli cenne 3:3.
W połowie meczu Motor prowadził 28:20, a do pełnego sukcesu brakowało mu wciąż
dziesięciu punktów. Zespół Piotra Barona mógł czuć się względnie spokojny -
nikt nie odstawał, a każde kolejne wyrwane oczko przybliżało Toruń do
mistrzostwa. Dziewiąty bieg przyniósł kolejną dawkę emocji i kontrowersji.
Na pierwszym łuku Kubera ostro zaatakował Dudka, w efekcie czego torunianin
upadł. Sędzia nie miał wątpliwości i wykluczył zawodnika gospodarzy. W powtórce
Dudek z Lambertem rozegrali wszystko wzorowo - Brytyjczyk wypchnął Lindgrena, a
"Duzers" pomknął po pewne zwycięstwo, dając torunianom ważne 4:2. W dziesiątym
biegu Holder wreszcie odnalazł formę, która uczyniła go jednym z liderów Motoru
w sezonie. Australijczyk pokonał Sajfutdinowa, a trzeci Cierniak dołożył punkt,
zmniejszając przewagę Apatora w dwumeczu do dziesięciu oczek. Jedenasty bieg nie
przyniósł przełomu. Cierniak ruszył jak z procy i pomknął po trzy punkty, ale
Kubera, mimo wysiłków, nie zdołał minąć Michelsena i Dudka, którzy jechali
bardzo dojrzale. W dwunastej gonitwie znów błysnął młody Bańbor - drugi raz tego
wieczoru wykorzystał błąd Kawczyńskiego, który na ostatnich metrach wypuścił
juniora Motoru przed siebie. Torunianie stracili kolejne dwa oczka, a na tablicy
wyników zrobiło się 41:31. Zmarzlik w trzynastym biegu znów pokazał klasę,
mijając po zewnętrznej Sajfutdinowa, ale Michelsen i Lambert dojechali w środku
stawki, co oznaczało, że nawet przy 4:2 dla Motoru goście wciąż mieli bezpieczny
zapas. W tym momencie wszystko stawało się coraz bardziej jasne. Lublinianie
potrzebowali cudu - sześciu punktów w dwóch ostatnich wyścigach, by doprowadzić
do remisu w dwumeczu, co przy tak wyrównanej stawce graniczyło z
niemożliwością. Czternasty bieg rozwiał wszelkie wątpliwości. Start Michelsena
był perfekcyjny, a Lambert skutecznie przyblokował Holdera. Cierniak próbował
szarpać, lecz toruńska para jechała jak po sznurku, dowożąc remis, który
oznaczał jedno - PRES Grupa Deweloperska Toruń mogła już świętować tytuł mistrza
Polski. To, co przez lata wydawało się marzeniem, stało się faktem.
Ostatni wyścig był już tylko formalnością. Zmarzlik na pożegnanie sezonu
popisał się efektownym zwycięstwem, pokonując Dudka i Sajfutdinowa, ale to Toruń
mógł cieszyć się bardziej. Mecz zakończył się wynikiem 52:38 dla Motoru, lecz w
dwumeczu 92:88 triumfowali torunianie, kończąc erę dominacji lublinian.
Publiczność w Lublinie, choć rozczarowana, nagrodziła swoich zawodników brawami,
a sektor gości eksplodował z radości, skandując imię nowego mistrza.
Niestety kibice z Lublina nie potrafili z godnością przyjąć detronizacji i
podczas ceremonii dekoracji toruńscy zawodnicy wchodzili na podium w kawalkadzie
gwizdów płynących z trybun. W Toruniu nikt jednak nie przejmował się tymi
incydentami, bo dla całego klubu, zawodników i fanów liczyło się jedno - Toruń
znów był najlepszy w Polsce, a pomimo incydentu w czasie dekoracji wielki finał
był ozdobą całego sezonu 2025. Ekstraliga znów udowodniła, że jest najbardziej
widowiskową żużlową ligą świata. Znakomita frekwencja, emocje do ostatniego
biegu i pełne trybuny w Toruniu oraz Lublinie sprawiły, że tegoroczna kampania
na długo zapisze się w annałach rozgrywek. Kibice z Grodu Kopernika doczekali
się wreszcie spełnienia marzeń - po latach wzlotów, upadków i przebudowy drużyny
Apator znów znalazł się tam, gdzie jego miejsce - na żużlowym tronie. Na trzecim
stopniu podium stanęła Betard Sparta Wrocław. Wrocławianie pewnie pokonali w
dwumeczu o brąz GKM Grudziądz (61:29 i 46:44), zapewniając sobie
jedenasty w historii medal tej barwy. Dla GKM-u czwarta lokata to mimo wszystko
znakomity wynik, potwierdzający rozwój zespołu w ostatnich latach. Tuż za nimi
uplasowały się drużyny Falubazu Zielona Góra i Włókniarza Częstochowa, natomiast
baraży o utrzymanie musiała bronić Stal Gorzów, przegrywając pierwszy
pojedynek z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Z ligą po roku pożegnał się ROW
Rybnik, a jego miejsce w sezonie 2026 zajmie powracająca do elity Unia Leszno.
Nie zabrakło również indywidualnych bohaterów sezonu. W klasyfikacji
najskuteczniejszych zawodników znów bezkonkurencyjny okazał się Bartosz
Zmarzlik, który z imponującą średnią 2,643 triumfował po raz czwarty w ciągu
ostatnich pięciu lat. Za nim uplasował się lider toruńskiego mistrza - Patryk
Dudek (2,363), a podium uzupełnił Artiom Łaguta (2,236). Świetnie wypadli także
pozostali torunianie - Mikkel Michelsen (2,149) i Emil Sajfutdinow (2,126)
znaleźli się w czołowej dwunastce ligi, co tylko potwierdziło, że siłą Apatora
był nie tylko duch drużyny, ale też wysoki poziom indywidualny.
Najlepszym juniorem został Wiktor Przyjemski z Motoru Lublin, który ze średnią
2,150 zajął znakomite ósme miejsce wśród wszystkich zawodników, zaś wśród
młodzieżowców U24 wyróżnił się Mateusz Cierniak (1,792).
W klasyfikacji medalowej Drużynowych Mistrzostw Polski torunianie zrównali się ze Spartą Wrocław pod względem liczby złotych krążków - oba kluby miały ich po pięć. Jednak wrocławianie wciąż utrzymywali przewagę dzięki większej liczbie srebrnych medali, ale to PRES Toruń, dzięki tegorocznemu triumfowi, powrócił do ścisłej czołówki historycznej tabeli. Liderem wszech czasów niezmiennie pozostawała Unia Leszno, która po rocznym rozbracie z Ekstraligą ponownie wywalczyła awans i z dorobkiem 18 złotych medali wyprzedzała ROW Rybnik i Stal Gorzów.
Dla kibiców z Torunia mistrzostwo miało też
wymiar symboliczny. Po latach sportowych burz, zmian sponsorów i odbudowy
składu, klub znów znalazł się w miejscu, o którym marzył od dawna. Powrót na
tron po siedemnastu latach to nie tylko sportowy sukces, ale też dowód, że żużel
w Toruniu wciąż bije mocnym sercem. W Gorzowie, Wrocławiu i Lublinie mogą mówić
o solidnym sezonie, ale to właśnie Motoarena stała się areną spełnionych marzeń
i pierwszy raz w historii okryła się złotem, którego brakowało w kolekcji po
zmianie właścicielskiej dokonanej w 2014 roku.
Przejęcie toruńskiego klubu żużlowego przez
Przemysława Termińskiego z rąk
Romana Karkosika,
jednego z najbogatszych ludzi w Polsce, zakończyło ówczesną tzw. erę Unibaxu
zwieńczoną złotym, trzema srebrnymi i dwoma brązowymi medalami Drużynowych Mistrzostw
Polski.
Pierwsze dwa lata po zmianie u władzy były dla "Aniołów" względnie udane. Były
awanse do play-off i najpierw zajęcie w nim miejsca czwartego, a następnie
drugiego. Srebro z 2016 okazało się na długie lata największym sukcesem rodziny
Termińskich. Dość szybko bowiem na stanowisku prezesa klubu znalazła się żona
nowego wciąż wtedy właściciela, Ilona.
Kolejne lata sportowo były dla speedwaya w Grodzie Kopernika najtrudniejsze w
całej jego historii. W latach 2017-2021 drużyny z Aniołem na plastronie próżno było szukać w czwórce
Ekstraligi. Zespół częściej bronił się przed spadkiem w barażu, by finalnie
zaliczyć pierwszy historyczny spadek do niższej ligi. Tym samym Toruń stracił miano jedynego klubu w Polsce, który nigdy nie zaznał goryczy spadku z
najwyższego ligowego szczebla. Degradacja okazał się swoistego rodzaju
"czyśćcem" w którym zbudowano solidne fundamenty i po rocznej banicji Apator bez kłopotów
ponownie awansował do elity i co ważne bez problemów jako beniaminek obronił się
w sportowej walce i od 2022 zaczął regularnie meldować w strefie
medalowej, trzykrotnie z rzędu (2023-2024) wykorzystując przepis o "luckym loserze"
stawał na najniższym stopniu podium. W klubie postawiono na stabilizację
zawodniczą i w przeciwieństwie do lat minionych, do trzonu drużyny zaczęto
dobierać kolejne właściwe ogniwa, które finalnie stworzyły drużynę przez wielkie "D"
i toruński sen o mistrzostwie w końcu
się ziścił. Co prawda przed sezonem Anioły nie były stawiane w roli
faworyta, bo większe szanse na jazdę w finale dawano Motorowi Lublin i Sparcie
Wrocław, ale wszelkie dywagacje "żużlowych ekspertów" wzięły w łeb i to PRES
Grupa Deweloperska zakończyła panowania trzyletnie panowanie Motoru Lublin,
wskakując na najwyższy stopień podium DMP. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wzmocnienia, jakich dokonano
przed sezonem. W miejsce Pawła Przedpełskiego i Wiktora Lamparta pozyskano
Mikkela
Michelsena i
Jana Kvecha.
Obaj doskonale wkomponowali się w drużynę, której filarami byli
Patryk Dudek,
Robert Lambert i
Emil Sajfutdinow. Pomimo nowej konfiguracji wszyscy
ze sobą doskonale
współpracowali nie tylko na torze, ale również poza nim. A szczególnie widoczne
było to w ostatnich tygodniach ekstraligowej rywalizacji. Tak doskonała
atmosfera nie byłaby możliwa, bez kreatora spokoju i dobrej atmosfery czyli
Piotra Barona. Toruński wychowanek, który tylko rok startował z Aniołem na
piersi powrócił jako doświadczony menadżer i oprócz tego, że stworzył kolektyw
zawodników, zrobił coś więcej, co od lat
w Toruniu nikomu się nie udawało. Zaczął bowiem przygotowywać domowy tor, w taki
sposób, że
stał się on atutem zespołu, a zarazem jednym z najbardziej widowiskowych torów w
całej lidze. Każdy kto chciał obejrzeć znakomite żużlowe widowisko wiedział, że na
Motoarenie im. Mariana Rosego nie spotka go zawód. Doś napisać, że w konkursie
Szczakieli wszystkie wyścigi nominowane do miana biegu sezonu zostały rozegrane
na MoroArenie i rzecz oczywista najbardziej atrakcyjnym okazał się bieg
dwunasty pierwszego meczu finałowego, w którym nic nie zapowiadało, że Anioły mogą wygrać, a co dopiero
5:1. Na starcie pod taśmą ustawili się od krawężnika: Fredrik Lindgren,
Antoni Kawczyński, Bartosz Bańbor i Jan Kvech. W pierwszej odsłonie wyścigu
zastępujący Cierniaka - Lidgren przegrał start z Kawczyńskim, a gdy próbował
wcisnąć mu się od wewnętrznej, to stracił panowanie nad motocyklem i podciął
młodzieżowca gospodarzy. Sędzia Krzysztof Meyze nie miał wątpliwości i
wykluczył Szweda z powtórki. W drugiej odsłonie osamotniony Bańbor najlepiej
wystrzelił ze startu, zamknął juniora gospodarzy, objął prowadzenie i
skutecznie bronił się przed atakami Kawczyńskiego i Kvecha, którzy niczym
harty rzucili się się w pościg za juniorem gości i Kawczyński zdołał
wyprzedzić Bańbora na pierwszym wirażu drugiego okrążenia, ale tylko na
chwilę. Na trzecim okrążeniu manewr powtórzył Czech, ale i on za chwilę
został minięty przez Bańbora. Gdy jednak na czwartym okrążeniu jednocześnie
zaatakowali go obaj żużlowcy z Torunia, skapitulował, a bieg ten został
biegiem sezonu!!! "Bardzo cieszę się z wygranej i mam nadzieję, że kibicom się podobało. Po
to właśnie się ścigamy na tak fajnym torze przed wspaniałą i dużą publiką
zrobiliśmy fajne show i to jest świetne - powiedział Jan Kvech odbierający
nagrodę "Wyścig sezonu 2025".
Doskonałe ściganie przy ul. Pera Jonssona potwierdzały również statystyki
prowadzone przez Ekstraligę, które oprócz zliczania punktów mierzyły także
liczbę wyprzedzeń. I tak we wszystkich 70 meczach objętych telemetrią zanotowano
blisko 900 manewrów wyprzedzania, liczonych według czterech kryteriów:
- od wyjścia na prostą z pierwszego łuku; liczy się początek
prostej,
- zawodnik musi wyprzedzić całym obrysem motocykla drugiego
zawodnika,
- wyprzedzenia dotyczą tylko zawodników z przeciwnych drużyn,
- na mecie jako wyprzedzenie traktowana była zasada
pierwszeństwa, a nie całość motocykla.
Według tych kryteriów w rundzie zasadniczej MotoArena była najbardziej
atrakcyjna pod względem mijanek. Jednak w play-off, 10 wyprzedzeń więcej
zanotowano na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu i to Spartanie po sezonie mogli
szczyć się obiektem z największą dawką sportowych emocji.
| zespół |
Średnia liczba wyprzedzeń w meczu |
łączna liczba wyprzedzeń w sezonie |
|
|
|
Wrocław | 17.33 | 156 w 9 meczach |
|
|
Toruń | 16.22 | 146 w 9 meczach |
|
|
Zielona Góra | 14.88 | 119 w 8 meczach |
|
|
Grudziądz | 12.56 | 113 w 9 meczach |
|
|
Częstochowa | 12.13 | 97 w 8 meczach |
|
|
Lublin | 10.22 | 92 w 9 meczach |
|
|
Gorzów | 10.00 | 90 w 9 meczach |
|
|
Rybnik | 9.33 | 84 w 9 meczach |
Nic więc dziwnego, że kibice chętnie odwiedzali żużlowe areny i w sezonie 2025 podczas 70 spotkań Ekstraligi na trybunach zasiadło łącznie 673 778 widzów. Najwięcej kibiców było na meczach Betard Sparty Wrocław, która już drugi rok z rzędu może pochwalić się kompletem publiczności na wszystkich domowych pojedynkach w lidze. To duży wyczyn, biorąc pod uwagę sporą pojemność Stadionu Olimpijskiego, który może pomieścić 13 675 osób. Drugie miejsce w rankingu frekwencji najlepszej żużlowej ligi świata zajął obiekt PRES Toruń. Na Motoarenie średnia frekwencja wyniosła 13 029 widzów. Warto jednak podkreślić, że to właśnie w Grodzie Kopernika odnotowano największą liczbę kibiców na jednym meczu - finał Ekstraligi z Motorem Lublin oglądało bowiem 16 354 widzów, co oznaczało, że wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a 1 354 kibiców oglądało zawody stojąc. Na trzecim miejscu uplasował się Falubaz Zielona Góra, który słabszym początku sezonu zespół przechodził lekki kryzys frekwencyjny, ale dzięki derbom i innym hitowym spotkaniom, które przyciągały ponad 10 000 kibiców, poprawili swój wynik. Porównując jednak średnią z poprzedniego roku (11 800), Falubaz zaliczył spadek o ponad 1700 widzów na mecz. Regres frekwencyjny zanotowały również inne kluby - Motoru Lublin i przeżywającej ogromny kryzys finansowo-organizacyjny Stali Gorzów.
Fani Aniołów jednak przychodzili na mecze również dla swoich idoli, a takim niewątpliwie został Patryk Dudek, który odjechał świetne miesiące pod kątem indywidualnym (zdobył mistrzostwo Polski i Europy oraz awansował do Grand Prix), jak i drużynowym. Tak jak wspomniano był bezsprzecznie liderem torunian, wykręcając średnią biegową 2,363 (najwyższą w karierze i zarazem drugą w Ekstralidze), a w samej fazie play-off 2,454 (najwyższą w lidze). Trzydziestotrzylatek, który dodatkowo został ojcem, stał się powtarzalny i można powiedzieć nie notował wpadek. W tym miejscu warto też wspomnieć Mikkelu Michelsenie, który który obok Duzersa stał się czwartym do żużlowego brydża w talii Apatora i wspólnie Robertem Lamberta i Emilem Sajfutdinowem gromił przeciwników w ligowych potyczkach. Co ciekawe w finałowej batalii nikt nie spodziewał się, że błąd negocjacyjny Jakuba Kępy z 2022 roku może zakończyć utratą mistrzowskiej korony w roku 2025. Wówczas Kępa najpierw dogadał się Michelsenem, ale nie podpisał dokumentów, a gdy ten wrócił z wakacji w USA, to zorientował się w cenach na rynku i poprosił o podwyżkę. Lubelski prezes nie chciał o tym słyszeć, a lider Motoru chwilę później podpisał porozumienie z Włókniarzem Częstochowa, które gwarantowało mu 1,1 mln złotych za podpis na kontrakcie i 10 tysięcy złotych za punkt. Lublinianie chwilę później zdali sobie sprawę z błędu, ale na powrót Michelsena do rozmów było za późno. Finalnie pobyt w Częstochowie nie był najlepszym okresem w biografii Duńczyka i lecząc kontuzję , za stosunkowo niewielką kwotę, po sezonie 2024 do Torunia, z którym jeszcze przed końcem rozgrywek związał się umową do roku 2026, a w finale zwycięstwem w 14 biegu przypieczętował sukces Aniołów i spełnił oczekiwania kibiców, którzy śpiewali z trybun "Wiara, wiara jest w nas. Mistrza Polski nadejdzie czas". I nadszedł, a przyśpiewka weszła do swoistego kanonu kultury kibicowskiej toruńskiego żużla i stała się cytatem sezonu, który wybrzmiewał z trybun od kilku lat i w końcu po siedemnastu latach słowa te okazały się prorocze, a na sukces zapracował cały żużlowy Toruń.
Gdy opadły finałowe emocje, wielu zastanawiało
się ile ów sukces kosztował, bo żużlowcy spisali się doskonale, a ich
kontrakty uzależnione były od wyników osiąganych na torze. Toruń był jednak
przygotowany na dodatkowe kosztu związane z premiami dla zawodników i trenera, o
czym w wywiadzie mówił przewodniczący rady nadzorczej
Adam Krużyński: Staramy się unikać sytuacji, w których musielibyśmy
przebijać się pod kątem wynagrodzenia. Premie związane z wynikiem drużyny są
zapisane w kontraktach. Większość naszych zawodników miała zawarte bonusy dot.
indywidualnej postawy i drużynowej. Na kolejne lata naturalnie będą zmiany w
kontraktach i wynikają z tego, co dzieje się na rynku. Musimy dopasować nasze
stawki do stawek rynkowych. Budżety w Ekstralidze są na poziomie 25 milionów i
więcej. Mieliśmy taki budżet zbudowany. My zbliżyliśmy się do 30 milionów i taki
budżet zrealizujemy w sezonie 2025. To klubowy rekord, ale ten sezon jest
wyjątkowy pod względem wielu aspektów. Wydaliśmy więcej, niż zakładaliśmy, bo
zawodnicy mieli zagwarantowane dodatki w kontraktach związane z wynikami
sportowymi. Nasi zawodnicy osiągnęli takie wyniki, które pozwoliły uruchomić
pewne klauzule z tym związane. Musieliśmy wypłacić dodatkowe wynagrodzenia, a w
teorii nie musiało się to przydarzyć przy gorszych wynikach. Z drugiej strony
sam awans do finału spowodował zwiększenie przychodów. Porównując, wydaliśmy
7-10 proc. więcej, niż planowaliśmy, ale nie ma zagrożenia w realizacji
zobowiązań finansowych. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to słyniemy z tego, że
jesteśmy wypłacalni. W trakcie sezonu mogą się zdarzyć sytuacje, kiedy to
skumulujemy płatności i przesuniemy je o tydzień lub dwa, ale to nie jest żadnym
zagrożeniem dla funkcjonowania
klubu. Przemysław Termiński słynie z tego, że sprawnie używa excela, by
zarządzać klubem. Arkusz, którego używamy jest dobrze przygotowany i mam tu na
myśli całość przepływów finansowych".
Tak więc sezon 2025 okazał się dla
toruńskiego żużla przełomowy nie tylko sportowym, ale i budżetowym. Z
finansowego punktu widzenia Toruń po sezonie był już przygotowany na rok 2026 i
mógł cieszyć się z silnego zaangażowania nowego sponsora tytularnego PRES Grupy
Deweloperskiej z Torunia, która została z drużyną na kolejny rok, a to pozwoliło
zawrzeć kontrakty z kluczowymi zawodnikami do 2027 roku, co gwarantowało klubowi
stabilność personalną i potencjalnie mniejsze ryzyko kosztowych licytacji
transferowych. Dodatkowo w kolejnych latach klub mógł liczyć również na dochody
z organizacji rundy Speedway Grand Prix (w roku 2025 GP nie było organizowane w
Toruniu). Było to ważne, bo wielu ekspertów podkreślało, że obrona drużynowego
mistrzostwa Polski, jest znacznie droższe niż jego wywalczenie i wieldzili o tym
również klubowi działacze, którzy planowali zimą marketingowo wykorzystać efekt
mistrzowski, by jeszcze bardziej zdywersyfikować dochody i pozyskać nowych
sponsorów, która pozwoli utrzymać czwórkę liderów Dudek - Lambert - Michelsen -
Sajfutdinow w komplecie również po sezonie 2027 roku. Dodatkowo do zespołu na
zmagania w roku 2026 do składu dołączył Norick Bloedorn, na pozycji U24
zastępując Kvecha. Klub zamierzał także dalej inwestować w młodzież, bowiem pod
okiem Piotra Barona skrzydła zaczął rozwijać duet juniorski w osobach
Mikołaja Duchińskiego i
Antka Kawczyńskiego, a w parkingu już czekały kolejne młode Aniołki, marzące
o sukcesach na miarę Bartosza Zmarzlika czy
Tomasza Golloba.
Finalnym podsumowaniem sezonu niech będą fragmenty
wypowiedzi
Piotra Barona, w serialu Canal+ "Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu",
kiedy to można było usłyszeć jak w półfinałowym meczu we Wrocławiu wyglądał
warsztat pracy szkoleniowca.
Przed
meczem: Jedziesz do Wrocławia i wiesz, że masz skład. Jeżeli trzech zawodników
mi odpali, to faktycznie będziemy mogli wejść do tego finału. Ale jadąc na taki
mecz nie wiesz, czy ci trzech odpali, czy dwóch.
Wydarzenia
na torze: W pierwszej serii odpaliło dwóch: Patryk Dudek i Emil
Sajfutdinow, ale to wystarczyło, żeby goście przegrywali tylko 11:13.W drugiej
serii przebudził się Mikkel Michelsen, ale po raz kolejny zawiódł Robert
Lambert.
W trakcie obchodu toru:
Jak widzicie, tor macie bardzo podobny do tego, co był
zawsze we Wrocławiu. Zielone światło stoi na swoim miejscu. To też jest dobre.
Co wam mam mówić? Jedziemy na maksa. Jak będzie trzeba rezerwy to nie
dyskutujemy, tylko będziemy zapierdalać i tyle. Dziś się liczy drużyna. Tak? A
jak się uda, viagra i Jack Daniels do oporu! Stawiam!
Po drugim równaniu toru:
Musimy Robertowi pomóc, bo jest nam potrzebny w chuj.
Wydarzenia na torze: W 9. biegu Lambert niespodziewanie się odrodził i razem z
Patrykiem Dudkiem przywieźli na 5:1 Brady'ego Kurtza i Macieja Janowskiego.
Przed biegami nominowanymi: Baron postawił na Mikkela Michelsena i Patryka
Dudka. Zastanawiał się tylko, jakie pola im przydzielić.
Patryk dla Ciebie ja bym zrobił trzecie... No jak tak uważasz... A ty co
uważasz? Masz kurwa jebnąć i spierdalać Obojętnie. Ty czy on. Mikkel chodź na
chwilę .... Mikkel masz trzecie, Dudek ma pierwsze.
Po ostatnim biegu:
Wyjście do kibiców po meczu, Baron razem z zawodnikami trzymał się za ramiona i
podskakiwał rytmicznie, dziękując kibicom, stwierdził z uśmiechem: Ja to
się kurwa nie mogę oderwać. Jebana grawitacja! Przede wszystkim mam drużynę
fajnych chłopaków, z których jestem bardzo dumny. Jeszcze raz brawo chłopaki.
Dziękuję za dobrą robotę. Jacka kupię na stacji, viagry mam cały samochód.
Wcześniej
jednak wschodzące gwiazdy speedwaya mogły powalczyć o rozwój swoich karier w
programie Red Bull Juniorskie Asy. W trzeciej edycji programu juniorzy
zbierali punkty na podstawie zajmowanych
miejsc w każdym drugim biegu meczu a do klasyfikacji sumowane były ze spotkań w fazie play-off oraz play-down.
Dodatkowo, podczas każdego ze spotkań w sezonie, widzowie poprzez aplikację
Ekstraligi mogli głosować na najlepszego juniora danego meczu. Zwycięzca
klasyfikacji kibiców również otrzymywał specjalną nagrodę na koniec sezonu.
Celem programu było udzielenie wsparcia sprzętowego oraz inwestycja w rozwój
sportowy juniorów, którzy rywalizowali w Ekstralidze. Ambasadorem inicjatywy był
Maciej Janowski - indywidualny mistrz świata juniorów z 2011 r., wielokrotny
mistrz Polski, brązowy medalista mistrzostw świata w sezonie 2022. "Jest się o
co bić, bo dostęp do najlepszych silników i sprzętu stanowi barierę dla młodych
żużlowców, a sam pobyt w Red Bull Athlete Performance Centre to uzyskanie
skarbnicy wiedzy o swoim organizmie od najlepszych specjalistów. Słyszałem
również od Mateusza Cierniaka i Wiktora Przyjemskiego jak bardzo szczegółowe
badania i sesje treningowe uświadomiły ich o własnych możliwościach" – mówił "Magic",
który też kiedyś odwiedził Red Bull Athlete Performance Center w austriackim
Thalgau, gdzie badania przechodzili czołowi sportowcy świata – między innymi Max
Verstappen (F1), Lindsey Vonn (narciarstwo alpejskie), Marc Marquez (Moto GP) i
wielu innych..
W roku 2025 w myśl
regulaminu, za miejsca 1-3
klasyfikacji generalnej przyznano nagrody:
1 miejsce: Tytuł Juniora Sezonu Ekstraligi + Voucher o wartości 30 000 zł netto
do wykorzystania na zakup silnika u
KOWALSKI RACING S.K.A. wraz z konsultacjami z tunerem Ryszardem Kowalskim +
3-dniowy obóz treningowy w centrum Red Bull Athlete Performance Center w Thalgau,
Austria o wartości 10 000 zł
2 miejsce: Voucher o wartości 20 000 zł netto do wykorzystania na zakup ramy
motocykla żużlowego w sklepie Rafał Haj Speedway Parts.
3 miejsce: Voucher o wartości 10 000 zł netto do wykorzystania na zakup sprzętu
żużlowego w sklepie Rafał Haj Speedway Parts
Za wygranie klasyfikacji kibiców
na koniec sezonu w głosowaniu w aplikacji Ekstraligi:
3-dniowy obóz treningowy w centrum Red Bull Athlete Performance Center w Thalgau,
Austria o wartości 10 000 zł
W pierwszej edycji w 2023 triumfował Mateusz Cierniak, a w drugiej, Wiktor Przyjemski, który wygrał również trzecią edycję.
| I | II | III | IV | M | ŚBP | BON | PKT | |||
| 1 | Wiktor Przyjemski | LUB | 14 | 2 | 0 | 0 | 16 | 2,150 | 0 | 46 |
| 2 | Damian Ratajczak | ZIE | 9 | 5 | 0 | 0 | 16 | 1,750 | 2 | 37 |
| 3 | Oskar Paluch | GOR | 6 | 6 | 3 | 2 | 18 | 1,462 | 2 | 33 |
| 4 | Kevin Małkiewicz | GRU | 5 | 7 | 3 | 0 | 17 | 1,540 | 3 | 32 |
| 5 | Antoni Kawczyński | TOR | 6 | 4 | 4 | 4 | 18 | 1,034 | 1 | 30 |
| 6 | Jakub Krawczyk | WRO | 5 | 6 | 1 | 1 | 14 | 1,744 | 5 | 28 |
| 7 | Marcel Kowolik | WRO | 6 | 2 | 5 | 2 | 15 | 1,273 | 2 | 27 |
| 8 | Franciszek Karczewski | CZE | 6 | 3 | 2 | 3 | 15 | 1,200 | 2 | 26 |
| 9 | Bartosz Bańbor | LUB | 1 | 5 | 5 | 2 | 15 | 1,280 | 4 | 18 |
| 10 | Kacper Łobodziński | GRU | 2 | 3 | 5 | 3 | 13 | 0,897 | 5 | 17 |
| 11 | Oskar Hurysz | ZIE | 3 | 2 | 4 | 2 | 12 | 0,861 | 2 | 17 |
| 12 | Hubert Jabłoński | GOR | 2 | 3 | 4 | 3 | 12 | 0,784 | 2 | 16 |
| 13 | Paweł Trześniewski | RYB | 0 | 4 | 5 | 6 | 17 | 0,648 | 4 | 13 |
| 14 | Kacper Tkocz | RYB | 1 | 3 | 4 | 3 | 12 | 0,528 | 1 | 13 |
| 15 | Szymon Ludwiczak | CZE | 1 | 2 | 6 | 4 | 13 | 0,711 | 0 | 13 |
| 16 | Maksym Borowiak | RYB | 1 | 4 | 1 | 1 | 7 | 0,591 | 0 | 12 |
| 17 | Mikołaj Duchiński | TOR | 1 | 2 | 3 | 5 | 12 | 0,694 | 2 | 10 |
| 18 | Nikodem Mikołajczyk | WRO | 1 | 2 | 2 | 1 | 6 | 0,900 | 1 | 9 |
| 19 | Krzysztof Lewandowski | TOR | 0 | 2 | 2 | 2 | 6 | 0,650 | 0 | 6 |
| 20 | Bartosz Jaworski | LUB | 0 | 1 | 2 | 2 | 5 | 0,619 | 2 | 4 |
| 21 | Jan Przanowski | GRU | 0 | 1 | 2 | 2 | 5 | 0,467 | 1 | 4 |
| 22 | Mikołaj Krok | GOR | 0 | 1 | 1 | 1 | 3 | 0,550 | 1 | 3 |
| 23 | Kacper Halkiewicz | CZE | 0 | 0 | 3 | 0 | 4 | 0,769 | 0 | 3 |
| 24 | Gracjan Szostak | ZIE | 0 | 0 | 1 | 2 | 3 | 0,500 | 0 | 1 |
| 25 | Oskar Chatłas | GOR | 0 | 0 | 1 | 1 | 3 | 0,250 | 0 | 1 |
| 26 | Krystian Gręda | WRO | 0 | 0 | 0 | 1 | 1 | 0,000 | 0 | 0 |
| 27 | Eryk Farański | ZIE | 0 | 0 | 0 | 1 | 1 | 0,000 | 0 | 0 |
| 28 | Damian Miller | GRU | 0 | 0 | 0 | 1 | 1 | 0,000 | 0 | 0 |
Na koniec należy wspomnieć, że sezon
żużlowy AD 2025 zakończyła 17 października uroczysta Gala
Ekstraligi podczas której wręczono "Szczakiele" dla żużlowców i działaczy.
Nagrody otrzymali nominaci na których można było głosować od 24 do 31
sierpnia na stronie Ekstraligi Żużlowej oraz Canal+ Speedway na Facebooku.
O wyborze najlepszej piątki do głosowania głównego decydowała zsumowana
liczba głosów, a końcowe rozstrzygnięcia zdominowali zawodnicy z Torunia,
którzy wygrali lub pojawili się na podium w sześciu spośród ośmiu kategorii.
![]()
Nagroda Specjalna |
|
Złoty
Szczakiel |
Najlepszy
polski zawodnik:
|
Najlepszy
zagraniczny zawodnik:2. Michael Jepsen Jensen - Grudziądz 3. Mikkel Michelsen - Toruń |
Najlepszy
junior:1. Wiktor
Przyjemski - Lublin |
Najlepszy
trener/menedżer:
|
Niespodzianka
sezonu:
|
|
Zwycięzca
U24 Ekstraligi:
Sparta Wrocław |
Wyścig
sezonu:
|
Drużyna
sezonu:
![]() |
|
|
||||||||
|
Ś W I A T |
2025 | 2025 | 2025-05-30 | 2025-09-13 | 2025-10-04 | 2025-10-03 | ||
| IMŚ - SGP | IMŚJ-U21-SGP2 | IMŚJ-U16-SGP3 | IMŚJ-U13-SGP4 |
SoN |
SoN2 | |||
|
cykl |
cykl![]() |
Praga
torunianie |
Vojens
torunianie |
Toruń |
Toruń |
|||
|
|
||||||||
|
E U R O P A |
4 turnieje finałowe | 2025-06-28 | 20024-07-26 | 2025-08-23 | 2025-07-15 | MEPJ |
IME250 cykl 3 turnieje MEP250 cykl PE125 Ryga PE85 xxx |
|
|
IME - SEC |
DME |
DMEJ-U23 | IMEJ-U19 | MEP |
2025-07-26
U24 Macon torunianie nie stratowali w finale |
|||
|
Gdańsk |
Macon
torunianie |
Grudziądz
torunianie |
Daugavpils
torunianie |
2025-09-06 U19 Pilzno torunianie nie stratowali w finale |
||||
|
|
||||||||
|
P O L S K A |
3 turnieje | 2025-04-04 | 2025-04-05 | 2025-08-16 | 2025-07-12 | 2025 | 2025 | |
|
IMP
|
IMME |
MPPK |
MIMP | MMPPK | DMPJ |
IPE
U17 |
||
cykl![]() |
Łódź |
Grudziądz |
Bydgoszcz![]() |
Lublin
torunianie |
cykl![]() ![]() |
cykl![]() ![]() |
||
|
|
||||||||
|
K A S K I |
2025-04-21 | 2025-05-12 | 2025-04-23 | |||||
| Złoty Kask | Srebrny Kask | Brązowy Kask | ||||||
|
Opole |
Świętochłowice
torunianie
|
Krosno
torunianie |
||||||
|
|
||||||||
|
I N N E |
2025-cykl | 2025-03-30 | 2025-04-06 | 2025-06-07 | 20250-10-05 | |||
|
Turniej Zaplecza Kadry Juniorów |
Kryterium Asów |
Turniej o koronę Bolesława Chrobrego I króla Polski |
Polska Reszta Świata |
Zakończenie kariery przez Jarosława Hampela | ||||
|
|
|
|
|
|
||||
|
|
||||||||
WYNIKI
MECZÓW ROZEGRANYCH Z UDZIAŁEM TORUŃSKIEJ DRUŻYNY W SEZONIE 2025
| Kolejka |
![]() |
![]() |
||||
|
I runda zasadnicza |
2025-04-13 |
Toruń - Wrocław |
49 : 41 |
2025-04-29 przełożony 2025-05-26 |
Gorzów - Toruń |
44 : 45 |
|
II runda zasadnicza |
2025-04-20 |
Gorzów - Toruń |
45 : 45 | 2025-05-06 |
|
pauzuje |
|
III runda zasadnicza |
2025-04-25 przełożony 2025-04-29 |
Rybnik - Toruń |
32 : 58 | 2025-05-13 |
Leszno - Toruń |
44 : 46 |
|
IV
runda zasadnicza |
2025-05-02 |
Toruń - Cze-wa |
47 : 43 |
2025-05-20 przełożony 2025-06-23 |
Toruń - Z. Góra |
40 : 50 |
|
V runda zasadnicza |
2025-05-11 |
Z. Góra - Toruń |
46 : 44 | 2025-05-27 |
Toruń - Rybnik |
59 : 31 |
|
VI runda zasadnicza |
2025-05-23 |
Toruń - Gru-dz |
52 : 38 |
2025-06-03 przełożony 2025-07-14 |
Lublin - Toruń |
37 : 35 |
|
VII runda zasadnicza |
2025-06-01 |
Lublin - Toruń |
55 : 35 | 2025-06-10 |
Cze-wa - Toruń |
60 : 30 |
|
VIII runda zasadnicza |
2025-06-08 |
Toruń - Lublin |
48 : 42 | 2025-06-17 |
Toruń - Gru-dz |
44 : 42 |
|
IX runda zasadnicza |
2025-06-22 |
Gru-dz - Toruń |
44 : 46 | 2025-06-24 |
Toruń - Wrocław |
55 : 33 |
|
X runda zasadnicza |
2025-06-29 |
Toruń - Z. Góra |
53 : 37 | 2025-07-01 |
|
pauzuje |
|
XI runda zasadnicza |
2025-07-11 przełożony 2025-08-01 |
Cze-wa - Toruń |
35 : 55 | 2025-07-08 |
Toruń - Leszno |
56 : 34 |
|
XII runda zasadnicza |
2025-07-18 |
Toruń - Rybnik |
59 : 31 | 2025-07-15 |
Toruń - Cze-wa |
55 : 35 |
|
XIII runda zasadnicza |
2025-07-25 |
Toruń - Gorzów |
60 : 29 |
2025-07-22 przełożony 2025-07-28 |
Z, Góra - Toruń |
41 : 49 |
|
XIV
runda zasadnicza |
2025-08-10 |
Wrocław - Toruń |
56 : 34 | 2025-07-29 |
Rybnik - Toruń |
53 : 37 |
| 2025-08-05 |
Toruń - Lublin |
47 : 43 | ||||
| 2025-08-12 |
Wrocław - Toruń |
66 : 24 | ||||
| 2025-08-19 |
Grudziądz - Toruń |
35 : 55 | ||||
| 2025-08-26 |
Toruń - Gorzów |
64 : 26 | ||||
|
XV
runda półfinałowa |
2025-08-24 |
Toruń - Wrocław |
52 : 38 |
Pkt. Duże+Bon |
Tabela U24 po rundzie
zasadniczej Torunianie nie awansowali do finału |
Pkt. małe |
| 23 + 6 | +178 | |||||
| 22 + 5 | +67 | |||||
|
XVI runda półfinałowa |
2025-09-07 |
Wrocław - Toruń |
47 : 43 | 21 + 6 | +21 | |
| 21 + 5 | +137 | |||||
| 18 + 5 | +41 | |||||
|
XVII runda finałowa |
2025-09-21 |
Toruń - Lublin |
54 : 36 | 16 + 4 | +30 | |
| 10 + 2 | -101 | |||||
| 6 + 2 | -189 | |||||
|
XVIII runda finałowa |
2025-09-28 |
Lublin - Toruń |
52 : 38 | 7 + 1 | -184 | |
| Finał |
Toruń - Wrocław |
40 : 49 58 : 32 |
||||
KADRA
TORUŃSKICH ANIOŁÓW W SEZONIE 2025
| Zawodnik - Działacz | rozgrywki | mecze | biegi | punkty | bonusy |
średnia biegowa |
miejsce w ligowym rankingu |
|
|
|||||||
| DUDEK Patryk |
|
18 | 91 | 194 | 20 | 2,352 | 2 |
![]() |
|
||||||
| MICHELSEN Mikkel |
|
18 | 87 | 178 | 9 | 2,149 | 8 |
![]() |
|
||||||
| SAJFUTDINOW Emil |
|
18 | 87 | 173 | 12 | 2,126 | 12 |
![]() |
|
||||||
| LAMBERT Robert |
|
18 | 89 | 156 | 11 | 1,876 | 19 |
![]() |
|
||||||
| KVECH Jan |
|
18 | 71 | 85 | 18 | 1,451 | 37 |
![]() |
|
||||||
|
|
|||||||
| KAWCZYŃSKI Antoni |
|
18 | 59 | 54 | 7 | 1,034 | 46 |
|
|
18 | 88 | 194 | 13 | 2,352 | 8 | |
|
|
Wiele się w ostatnich latach mówiło o toruńskich juniorach, zazwyczaj niezbyt pochlebnie. Wytykano nawet, że właśnie słabość tej formacji jest niczym kula u nogi w drodze po mistrzostwo Polski. Tymczasem Antek Kawczyński wykonał jeden z najbardziej wyraźnych skoków rozwojowych w dotychczasowej karierze. Rok ten stał się momentem, w którym z roli obiecującego juniora przeszedł do grona zawodników faktycznie wpływających na wynik drużyny PRES Toruń. Jego występy w Ekstralidze i lidze U24 pokazały, że konsekwentna praca nad techniką oraz dojrzalsze podejście do przygotowań zaczęły przynosić efekty. W lidze krajowej utrzymywał średnią przekraczającą jeden punkt na bieg, co jak na zawodnika na tym etapie rozwoju było istotnym sygnałem sportowego progresu. Jego mecze coraz częściej zawierały kluczowe biegi, w których potrafił "dowieźć" bonus lub uratować pojedynczy punkt. I właśnie te drobne elementy wspierały drużynę w sytuacjach, gdy wynik był na styku. W rozgrywkach U24 radził sobie jeszcze lepiej, prezentując większą pewność siebie oraz lepsze starty, dzięki czemu często walczył z czołówką stawki. Najbardziej symbolicznym ligowym sukcesem Kawczyńskiego było zwycięstwo wspólnie z Janem Kvechem na MotoArenie, w finałowym meczu, gdy w dwunastej gonitwie dowiózł do mety 5:1 dla Aniołów, a bieg ten na stałe wpisał się do annałów żużlowego ścigania, bowiem został wybrany biegiem sezonu 2025. Występ ten zwrócił uwagę komentatorów, którzy dostrzegli, że młody zawodnik potrafił unieść presję startu przed własną publicznością, a to zwycięstwo zaczęło budować jego wizerunek jako zawodnika gotowego na większe wyzwania. Oczywiście sezon nie przebiegał tylko w kategoriach sukcesu, bo jak każdy młody żużlowiec, miewał słabsze momenty, wahania formy i biegi "na zero", zwłaszcza na innych torach. Trener Piotr baron pracował jednak nad poprawą jego skuteczności, doradzał korekty sprzętowe, analizował torowe zachowania. Antek cenił te rady i odwdzięczył się znacznie lepszą drugą częścią sezonu. Nic więc dziwnego, że sztab szkoleniowy zaczął traktować go jako ważny element układanki rozwojowej, a kibice zaczęli widzieć w nim zawodnika, który może w przyszłości pełnić rolę punktującego lidera formacji młodzieżowej w sezonie 2026. Młody Anioł musiał jednak ustabilizować formę zwłaszcza na wyjazdach, a także powinien podjąć skuteczną próbę przebicia się do indywidualnych finałów młodzieżowych w tym SGP2. |
||||||
| DUCHIŃSKI Mikołaj |
|
16 | 36 | 21 | 4 | 0,694 | nklas 5 |
|
|
18 | 88 | 94 | 20 | 1,296 | 43 | |
![]() |
Sezon 2025 dla Mikołaja był szczególny, bo zadebiutował na ligowych torach. Sam fakt, że został doceniony przez trenera i wystawiony w składzie drużyny ekstraligowej mógł uznać uznać za swój sukces. Jednak gdy pojawił się na torze ziściły się jego pierwsze sportowe marzenia. Jego zadaniem było jednak odjechanie jak największej liczby biegów i zebranie solidnego doświadczenia w dalszym rozwoju. Choć do składu wskoczył dość niespodziewanie, to umiejętnie wykorzystał swoją szansę i na MotoArenie potrafił dorzucić cenne punkty do dorobku drużyny. Mimo młodego wieku potrafił też znaleźć swoje miejsce na torze i nie przeszkadzał tym którzy mieli zdobywać punkty dla drużyny. Jednak młody jeździec wykazywał już pewne sportowe elementy, które pozwalały sądzić, że ma szansę rozwijać swój potencjał. Na pewno w odróżnieniu do Krzysztofa Lewandowskiego, za którego wskoczył do składu miał niezły moment startowy, dobry przegląd sytuacji na pierwszym łuku, a na trasie odważnie walczył z bardziej utytułowanymi rywalami. Co prawda punktów z tego nie było, ale wyścigi z jego udziałem mogły się podobać, a kibice kilkukrotnie nagrodzili go solidnymi brawami. Niestety zawodnik miał też swoje wady. Posiadał ogromną liczbę sprzętu, którym żonglował w różnych rozgrywkach, a to mogło burzyć w młodym sportowcu rozumienie motocykla. Poza tym w jego otoczeniu było też sporo niepotrzebnych osób, które z czasem mogły przeszkadzać w rozwoju. Toruń jednak doczekał się kolejnego wychowanka z którego Piotr Baron planował w kolejnych latach wycisnąć to co najlepsze i oby Mikołaj wykorzystał tę szansę. |
||||||
| LEWANDOWSKI Krzysztof |
|
17 | 20 | 11 | 2 | 0,650 | nklas 7 |
|
|
18 | 89 | 134 | 14 | 1,663 | 34 | |
![]() |
|
||||||
| RUMIŃSKI Oskar |
|
2 | 1 | 0 | 0 | 0,000 | nklas 18 |
|
|
17 | 72 | 49 | 11 | 0,833 | 54 | |
![]() |
Sezon 2025 był dla Oskara ważnym etapem sportowego dojrzewania, łącząc starty w rozgrywkach młodzieżowych miał wskoczyć do seniorskiego składu PRES Toruń. I choć jego nazwisko zostało wpisane do programu Ekstraligowego nie dane mu było szarzej zaistnieć na tym poziomie rywalizacji. Regularnie ścigał się jednak w U24, co było sygnałem zaufania ze strony sztabu trenerskiego i pokładanych w nim nadziei. Niestety wkład punktowy Oskara w dorobek Aniołów w U24 nie był zbyt okazały, jednak każdy pojedynek pozwalał mu lepiej oswajać się z poziomem, tempem i wymaganiami rywalizacji. W pewnym momencie jego jazda stała się bardziej pewna, a punkty choć nie zawsze okazałe zdobywał dość regularnie. Szczególnie dobrze prezentował się na Motoarenie, dobrze wychodził spod taśmy i potrafił wykorzystywać atut znajomości toru. W młodszej kategorii wiekowej zbierał również komplementy za progres w technice jazdy oraz wyraźnie lepszą kontrolę motocykla na dystansie. Trener podkreślał jego cierpliwość, zapał oraz gotowość do pracy i widział w nim młodzieżową rezerwę w sezonie 2026. Oskar musiał jednak wykonać kolejny progres i większą przewidywalność. Jeśli tak się stanie może stać się zawodnikiem realnie liczącym się w walce o stałe miejsce w składzie oraz jednym z bardziej perspektywicznych młodzieżowców w klubie. |
||||||
|
|
|||||||
| PEDERSEN Bastian |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
14 | 69 | 146 | 14 | 2,319 | 10 | |
![]() |
Młody Duńczyk, coraz śmielej
poczynał sobie na polskich torach i należał do grona wyróżniających się juniorów
w Europie. W ekstralidze miał być zmiennikiem na U24 dla Jana Kvecha. Wybrał
jednak drogę stałego miejsca w składzie na drugoligowym froncie. Z Toruniem
jednak nie zerwał, bo reprezentował Anioły w Ekstralidze U24, gdzie zanotował
wyraźny progres. Jego średnia 2,319 pkt na bieg w 69 wyścigach plasowała go w
ścisłej czołówce formacji młodzieżowej i dała toruńskiej drużynie srebrny medal.
W mediach wskazywano, że Pedersen dojrzewał wyścig po wyścigu, ucząc się
skutecznego startu, jazdy pod presją oraz stabilności psychiczną, której
wcześniej mu brakowało. W barwach Startu Gniezno stał się tam jednym z motorów
napędowych drużyny, a jego zdobycze punktowe często wpływały na wynik całego
spotkania. Sam zawodnik podkreślał, że starty w KLŻ pomagały mu lepiej zrozumieć
polskie tory i różnorodność warunków, z jakimi musi mierzyć się młody żużlowiec.
|
||||||
| HEISELBERG Nicolai |
|
1 | - | - | - | - | nklas |
|
|
18 | 90 | 157 | 13 | 1,889 | 26 | |
![]() |
|
||||||
| GRZELAK Kacper |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
5 | 15 | 22 | 3 | 1,667 | nklas3 | |
![]() |
|
||||||
| DEREK Bartosz |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
4 | 19 | 17 | 4 | 1,105 | nklas7 | |
![]() |
Obiecujący młody jeździec, który oczekiwał na swoją ligową szansę, ścigając się dość sporadycznie w rozgrywkach młodzieżowych. Jego sukcesem w sezonie było uzyskanie licencji w klasie 500 ccm i pośród młodych zawodników, którzy w sezonie zostali pełnoprawnymi żużlowcami wykazywał największy potencjał. Niestety w końcówce sezonu kontuzja wykluczyła go z kilku młodzieżowych turniejów. |
||||||
| GRZELAK Mateusz Kacper |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
1 | 5 | 0 | 0 | 0,000 | nklas21 | |
![]() |
Gnieźnieński wychowanek
zakontraktowany przed sezonem, by stanowić rezerwą dla młodych Aniołów w
rozgrywkach U24. Niestety nie dostosował się poziomem do tego szczebla
rywalizacji, a na domiar złego w sierpniu doznał kontuzji, która przy braku
spektakularnych sukcesów po zdaniu licencji zapewne zakończy jego karierę. |
||||||
| JENSEN Jacob |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
- | - | - | - | - | - | |
![]() |
Był w kadrze, ale na torze się nie pojawił w plastronie z Aniołem. Pokazał się za to w wielkanocnym turnieju w Niemczech, gdzie uplasował się na drugim miejscu pokonując doskonale znanego w Toruniu Mikę Mejera czy wicemistrza świata na długim torze Lukasa Fienhage. Z dobrej strony zaprezentował się też w finale MIM Danii oraz zadebiutował w SpeedwayLigaen. Regularnie ścigał się w szwedzkiej Allsvenskan League, gdzie z Njudungarną Vetlanda dotarł do finału rozgrywek i zakończył zmagania ze średnią biegową 1,730. Był to trzynasty rezultat na zapleczu Bauhaus-Ligan! . Gdy wydawało się, że młody zawodnik pójdzie w zapomnienie w okienku transferowym na sezon 2026, tuż przed godziną 23:00 Start Gniezno zaskoczył swoich kibiców obwieszczając, że kontrakt z klubem podpisał młody utalentowany Duńczyk, a był nim właśnie Jacob. | ||||||
|
|
|||||||
| JASIŃSKI Wiktor |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
- | - | - | - | - | - | |
![]() |
Zawodnik u progu kariery.
Oczekiwał na swoją ligową szansę, ścigając się dość sporadycznie w rozgrywkach
młodzieżowych oraz turniejach miniżużlowych. |
||||||
| ŁAKOMY Dominik |
|
- | - | - | - | - | - |
|
|
- | - | - | - | - | - | |
![]() |
Zawodnik u progu kariery.
Oczekiwał na swoją ligową szansę, ścigając się dość sporadycznie w rozgrywkach
młodzieżowych oraz turniejach miniżużlowych. |
||||||
|
TERMIŃSKI Przemysław właściciel klubu ![]() |
Właściciel toruńskiego klubu w sezonie 2025 prowadził toruński klub z charakterystyczną dla siebie konsekwencją i determinacją, łącząc ambicję sportową z intensywną pracą operacyjną. Był to dla niego rok szczególny, bo PRES Toruń po raz pierwszy za jego kadencji wspiął się na sam szczyt, zdobywając tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Triumf ten był efektem przemyślanej polityki budowania stabilnego składu, w którym kluczową rolę odgrywała ciągłość personalna i umiejętne dobieranie liderów. Termiński w swoim stylu twardo negocjował kontrakty i dbał o to, by trzon zespołu pozostał nienaruszony. Jako właściciel nie był specjalnie widoczny w mediach, a gdy się pojawił w wyważony sposób komentował bieżącą sytuację klubu i ligowe realia. Uczestniczył jednak w najważniejszych spotkaniach, prezentacjach i galach, kreując wizerunek szefa, który nie tylko inwestuje, ale też żyje drużyną na co dzień i zaczyna mieć zdanie z którym środowisko żużlowe zaczęło się liczyć. Wewnętrznie wzmacniał strukturę organizacyjną klubu, delegując część obowiązków na menedżerów sportowych (Adam Krużyński i żona Ilona), co pozytywnie wpłynęło na profesjonalizację działań operacyjnych. W klubie nie zabrakło jednak wyzwań z którymi Termiński sobie poradził. A chodzi głównie o finanse. W klubie pojawił się solidny partner który przejął nazwę drużyny, ale to przy doskonałej dyspozycji zawodników nie zabezpieczyło wszystkich należności i właściciel musiał uzupełnić budżet z z prywatnych środków. Nie stanowiło to jednak problemu, bo właściciel drużyny stawiał jasne oczekiwania: i wymagał pełnego profesjonalizmu, gotowości do walki, a budowania sportowej marki klubu nie tylko wynikiem, ale też zachowaniem poza torem. I właśnie te oczekiwania stały się filarem mistrzowskiego sezonu. Nic więc dziwnego, ze w perspektywie roku 2026 kibice oczekiwali podtrzymania poziomu sportowego i Pan Przemysław zamierzał wykazać, że potrafi zamienić jednorazowy sukces w trwały model funkcjonowania klubu należącego do ligowej elity. |
||||||
|
TERMIŃSKA
Ilona
prezes ![]() |
Jedna z dwóch kobiet zasiadających w fotelu prezesa w klubie żużlowym w najlepszej lidze świata udowodnienia, że potrafi prowadzić toruński klub z energią, wizją i konsekwencją. W sezonie 2025 drużyna pod jej przewodnictwem, od pierwszych kolejek zamierzała walczyć o najwyższe cele, a media podkreślały, że Anioły prezentowały się stabilnie, dojrzale i zdecydowanie bardziej przewidywalnie niż w poprzednich latach. Niewątpliwie znaczący wpływ na to miała właśnie klarowna polityka zarządcza Termińskiej. Jej styl pracy określano jako uporządkowany, otwarty na dialog, ale jednocześnie konsekwentny i w pełni świadomy, że sukces sportowy rodzi się zarówno na torze, jak i poza nim. Pani Prezes udowodniła, że siła drużyny może wynikać nie tylko z indywidualnych umiejętności liderów, ale również, a może przede wszystkim z harmonii, jaką osiąga zespół. Dziennikarze zwracali uwagę, że w porównaniu z poprzednimi sezonami drużyna była bardziej zdyscyplinowana taktycznie i lepiej przygotowana fizycznie, a atmosfera wewnętrzna – jak opisywano w wielu materiałach – była jednym z fundamentów końcowego sukcesu. Widzieli to sponsorzy, którzy nie mieli wątpliwości, że przejrzystość działań finansowych, pozwala żywić przekonanie, że zainwestowane środki finansowe zostaną w należyty sposób skonsumowane. Termińska wielokrotnie akcentowała, że nie buduje drużyny „na jeden sezon”, lecz tworzy fundament pozwalający myśleć o przyszłości i rozwijać klub w sposób bezpieczny finansowo. W mediach pojawiały się opinie, że była to jedna z najlepiej poukładanych struktur zarządczych w lidze. Warto również podkreślić, że Termińska przykładała też dużą wagę do jakości pracy zespołu mechaników, techników i osób odpowiedzialnych za utrzymanie toru, co wprost przekładało się na dobre opinie zawodników oraz wysoką jakość zawodów. Również MotoArena funkcjonowała wzorowo zarówno pod względem przygotowania zawodów, jak i obsługi kibiców. W artykułach prasowych pojawiały się pochwały za sprawną logistykę, atrakcyjne programy meczowe oraz rosnącą aktywność medialną klubu. Pod jej kierownictwem rozbudowano zakres działań marketingowych, wprowadzając nowe formy kontaktu z kibicami i promocji wydarzeń. Na Motoarenie regularnie pojawiały się pełne sektory rodzinne, a klub był chwalony za pomysłowość i dynamiczne podejście do budowania relacji z fanami. Termińska przywiązywała wagę do tego, by każdy mecz miał charakter widowiska, nie tylko czysto sportowego wydarzenia. |
||||||
|
BARON Piotr trener drużyny ![]() |
Najlepszy trener w Polsce. pod okiem którego po 17 latach przerwy Apator Toruń wrócił na szczyt Drużynowych Mistrzostw Polski. Trener, który wcześniej seryjnie zdobywał medale z Unią Leszno, w Toruniu dokonał jeszcze większej sztuki - zbudował drużynę z charakterem, która pokonała faworyzowany Motor Lublin, mimo że na papierze nie uchodziła za najmocniejszą w Ekstralidze. Decydujące okazały się jego odważne decyzje taktyczne, pełna kontrola nad tym co działo się w rewanżowych meczach play-off i umiejętność budowania zespołu, w którym każdy zawodnik czuł się potrzebny. Wielką rolę odegrali w trenerskiej talii oczywiście liderzy: Patryk Dudek w życiowej formie, Emil Sajfutdinow odzyskujący blask, Mikkel Michelsen rekonwalescent oraz młody Jan Kvech. Nie można też zapominać o młodzieżowcach - 16-letni Mikołaj Duchiński, który zaskoczył wszystkich, pokonując w finale Mateusza Cierniaka i Wiktora Przyjemskiego. Było to jednak efektem odważnej decyzji trenera, który potrafił odsunąć od sdkładu bardziej doświadczonych zawodników, by zbudować młodzieżową formację przyszłości. Należy też pamiętać, że Motoarena znów stała się twierdzą dla Aniołów, a dzięki perfekcyjnemu przygotowaniu toru kibice oglądali emocjonujące widowiska przez cały sezon. Atmosfera w drużynie była najlepsza od lat, a właściciel klubu Przemysław Termiński oddał Baronowi pełną autonomię, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Kibice nie kryli zachwytu, a dla wielu Piotr Baron stał się bohaterem, którego chętnie uhonorowaliby pomnikiem przed stadionem. Sam trener pozostawał jednak pełen pokory i skromności, podkreślając rolę zawodników, ale nikt nie ma wątpliwości: to jego wizja, decyzje i charakter odmieniły toruński żużel, a Piotr Baron zapisał się złotymi zgłoskami w historii toruńskiego speedwaya, mówiąc po sezonie, że spłaca dług względem klubu który go wychował sportowo. |
||||||
|
Klasa |
Rocznik | Klub | data egzaminu | miejsce egzaminu |
Klasa |
Rocznik | Klub | data egzaminu | miejsce egzaminu | |
| Wojciech Kowal | Piła | 26.03.2025 | Gniezno | Bartosz Bednarek | Gniezno | 26.03.2025 | Gniezno | |||
| Jakub Malina | Gdańsk | 26.03.2025 | Gniezno | Krzysztof Harendarczyk | Wrocław | 26.03.2025 | Gniezno | |||
| Kacper Zieliński | Łódź | 26.03.2025 | Gniezno | Mieszko Mudło | Bydgoszcz | 26.03.2025 | Gniezno | |||
| Adrian Kierzek | Gniezno | 26.03.2025 | Gniezno | Szymon Lis | Ostrów | 26.03.2025 | Gniezno | |||
| Krystian Gręda | Wrocław | 26.03.2025 | Gniezno | Dorian Biedrzycki | 2012 | Toruń | 29.04.2025 | Toruń | ||
| Rafał Grzedziński | Wrocław | 26.03.2025 | Gniezno | Wojciech Okurowski | 2011 | Toruń | 29.04.2025 | Toruń | ||
| Maksymilian Pawełczak | Bydgoszcz | 26.03.2025 | Gniezno | Gabriel Kaczmarz | 2011 | Krosno | 29.04.2025 | Toruń | ||
| Jan Rompkowski | Bydgoszcz | 26.03.2025 | Gniezno | Franciszek Szczyrba | 2012 | Rybnik | 27.05.2025 | Krosno | ||
| Kewin Nycz | Gorzów | 26.03.2025 | Gniezno | Konrad Napieracz | 2011 | Krosno | 27.05.2025 | Krosno | ||
| Dominik Baryłka | Gorzów | 26.03.2025 | Gniezno | Fabian Brożyna | 2011 | Krosno | 27.05.2025 | Krosno | ||
| Igor Kordun | Gorzów | 26.03.2025 | Gniezno | Tycjan Jackowiak | 2012 | Lipno | 27.05.2025 | Krosno | ||
| Filip Bęczkowski | Gorzów | 26.03.2025 | Gniezno | Bartosz Kłopotek | 2010 | Gdańsk | 25.06.2025 | Gdańsk | ||
| Filip Gano | Leszno | 26.03.2025 | Gniezno | Antoni Jabłoński | 2011 | Gdańsk | 25.06.2025 | Gdańsk | ||
| Karol Szmyd | Lublin | 26.03.2025 | Gniezno | Marcel Wierzbicki | 2010 | Gdańsk | 25.06.2025 | Gdańsk | ||
| Bartosz Derek | 2009 | Toruń | 29.04.2025 | Toruń | Alan Wawrzynowicz | 2011 | Poznań | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Dominik Łakomy | 2009 | Toruń | 29.04.2025 | Toruń | Milan Wawrzynowicz | 2011 | Poznań | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Nikodem Łuczak | 2010 | Ostrów | 29.04.2025 | Toruń | Wojciech Piórkowski | 2011 | Grudziądz | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Maksymilian Kabaciński | 2010 | Gniezno | 29.04.2025 | Toruń | Szymon Pawlikowski | 2011 | Grudziądz | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Michał Psiuk | 2009 | Lublin | 29.04.2025 | Toruń | Paweł Silski | 2011 | Leszno | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Wiktor Jasiński | 2010 | Toruń | 27.05.2025 | Krosno | Damian Bełtowski | 2012 | Gorzów | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Mikołaj Sanocki | 2009 | Krosno | 27.05.2025 | Krosno | William Forstner | 2012 | Gorzów | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Filip Pawlak | 2010 | Łódź | 27.05.2025 | Krosno | Kacper Szewczyk | 2012 | Lublin | 25.06.2025 | Gdańsk | |
| Adrian Gorzkowski | 2009 | Tarnów | 27.05.2025 | Krosno | Adam Fasiczka | 2011 | Gdańsk | 07.08.2025 | Ostrów | |
| Jakub Juda | 2009 | Kraków | 27.05.2025 | Krosno | Marcel Czyżniejewski | 2012 | Z. Góra | 07.08.2025 | Ostrów | |
| Bartosz Lewandowski | 2008 | Piła | 25.06.2025 | Gdańsk | Ignacy Knop | 2012 | Lipno | 07.08.2025 | Ostrów | |
| Roch Wujec | 2009 | Rybnik | 25.06.2025 | Gdańsk | Ernest Matuła | 2012 | Rzeszów | 25.09.2025 | Częstochowa | |
| Kevin Iwański-Helt | 2010 | Grudziądz | 25.06.2025 | Gdańsk | Adam Syguda | 2012 | Częstochowa | 25.09.2025 | Częstochowa | |
| Rafał Romaniak | 2010 | Poznań | 25.06.2025 | Gdańsk | Antoni Budzan | 2012 | Częstochowa | 25.09.2025 | Częstochowa | |
| Patryk ??? | 2010 | Poznań | 25.06.2025 | Gdańsk | Tomasz Langosz | 2010 | Lipno | 25.09.2025 | Częstochowa | |
| Stanisław Ignaszak | 2008 | Poznań | 07.08.2025 | Ostrów | Seweryn Niewolik | 2012 | Świętochłowice | 25.09.2025 | Częstochowa | |
| Jakub Redzimski | 2008 | Gdańsk | 07.08.2025 | Ostrów | Konrad Puchała | 2012 | Świętochłowice | 25.09.2025 | Częstochowa | |
| Rafał Sękowski | 2009 | Z. Góra | 07.08.2025 | Ostrów | ||||||
| Maksym Ziętara | 2009 | Kraków | 07.08.2025 | Ostrów | ||||||
| Jakub Dolata | 2010 | Ostrów | 07.08.2025 | Ostrów | ||||||
| Bartłomiej Racibor | 2008 | AŻ Kołodzieja | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Bartosz Wielgus | 2010 | AŻ Kołodzieja | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Remigiusz Habryło | 2010 | AŻ Kołodzieja | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Mateusz Malinowski | 2007 | Gniezno | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Maksymilian Kostera | 2010 | Leszno | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Patryk Surowiec | 2010 | Rzeszów | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Arkadiusz Wąchała | 2010 | Krosno | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Kacper Dudek | 2010 | Krosno | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
| Szymon Machura | 2010 | Świętochłowice | 25.09.2025 | Częstochowa | ||||||
Toruńskie podprowadzające w sezonie 2025
od lewej: Karolina, Wiktoria, Oliwia, Dominika, Klaudia, Daria
Agencja Modelek i Hostess PEARLS MODELS
Aleksandra Rudzka, reprezentantka ORLEN OIL MOTORU Lublin,
została wybrana Miss Startu Speedway Ekstraligi AD 2025.
W głosowaniu kibiców podprowadzająca
ustępujących Mistrzów Ekstraligi wyprzedziła Amelię Cholewczyńską (POLONIA Bydgoszcz) i Klaudię Radtke (PRES Toruń).
W konkursie wystartowało 36 kandydatek z 14 klubów Ekstraligi oraz
2 Ekstraligi.
Kluby z Ostrowa oraz Tarnowa nie zgłosiły się do
konkursu ze względu na brak zainteresowania podprowadzających udziałem w
konkursie.
TABELA
PGE EKSTRALIGI ŻUŻLOWEJ W SEZONIE 2025
| zespół | mecze | zw. | rem. | por. |
pkt duże |
bon. | razem |
pkt małe |
|
|
|
Orlen Oil Motor
Lublin |
14 | 13 | - | 1 | 26 | 7 | 33 | +160 |
|
|
Betard Sparta
Wrocław |
14 | 10 | - | 4 | 20 | 6 | 26 | +115 |
|
|
Press Grupa Deweloperska
Toruń |
14 | 10 | 1 | 3 | 21 | 5 | 26 | +111 |
|
|
Bayersystem GKM
Grudziądz |
14 | 7 | - | 7 | 14 | 4 | 18 | +56 |
|
|
Stelmet Falubaz
Zielona Góra |
14 | 6 | - | 8 | 12 | 3 | 15 | -108 |
|
|
Gezet Stal
Gorzów |
14 | 4 | 1 | 9 | 9 | 1 | 10 | -118 |
|
|
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa |
14 | 3 | - | 11 | 6 | 1 | 7 | -111 |
|
|
Innpro ROW
Rybnik |
14 | 2 | - | 12 | 4 | - | 4 | -205 |
OSTATECZNA TABELA PGE EKSTRALIGI ŻUŻLOWEJ W SEZONIE 2025
bilans zwycięstw i przegranych oraz
małych punktów ma charakter czysto poglądowy
w drugiej fazie rozgrywek rywalizacja odbywała się systemem play-off
| zespół | mecze | zw. | rem. | por. |
pkt duże |
bon. | razem |
pkt małe |
||
|
|
Press Grupa Deweloperska
Toruń |
|
18 | 12 | 1 | 5 | 25 | 7 | 32 | +125 |
|
|
Orlen Oil Motor
Lublin |
|
18 | 16 | - | 2 | 32 | 8 | 40 | +168 |
|
|
Betard Sparta
Wrocław |
|
18 | 12 | - | 6 | 24 | 7 | 31 | +137 |
|
|
Bayersystem GKM
Grudziądz |
18 | 8 | - | 10 | 16 | 4 | 20 | +12 | |
|
|
Stelmet Falubaz
Zielona Góra |
16 | 7 | - | 9 | 14 | 4 | 18 | -84 | |
|
|
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa |
16 | 5 | - | 11 | 10 | 2 | 12 | -101 | |
|
|
Gezet Stal
Gorzów |
baraż z By-szcz | 18 | 6 | 1 | 11 | 13 | 2 | 15 | -98 |
|
|
Innpro ROW
Rybnik |
spadek | 18 | 3 | - | 15 | 6 | - | 6 | -259 |
STATYSTYKA
I REGULAMINY OBOWIĄZUJĄCE W SPORCIE ŻUŻLOWYM W SEZONIE 2025
lista zawodników zastępowanych![]()
regulaminy i komunikaty sportu żużlowego
średnie punktowe wszystkich zawodników startujących w polskich ligach
![]()
|
|
KLASA 250 ccm/500ccm Bartosz Derek 2009 Robert Downar 2009 Dominik Łakomy 2009 Wiktor Jasiński 2010 Bartosz Byszewski 2011
KLASA 85-140 ccm/250ccm |
|
|
Wyniki wybranych rozgrywek miniżużlowych |
||||||||
|
85-140cc |
85-140cc |
250cc |
250cc |
![]() |
500R |
500R |
500R |
500R |
|
22.05
Gdańsk |
22.05 - Gdańsk |
15.07 - Gorzów 22.07 - Grudziądz 29.07 - Wrocław 23.09 - Leszno 12.08- Lublin 05.08 - Toruń 26.08 - Częstochowa 02.09 - Krosno
27.09 - Zielona Góra |
brak danych |
2025-07-02
Turniej
par 250ccm/500R
Turniej Indywidualny
250ccm/500R
|
31.05 - Rybnik 05.05 - Toruń28.06 - Częstochowa 26.05- Lublin23.06 - Leszno 16.06 - Zielona Góra02.06 - Wrocław 14.07 - Grudziądz02.08 - Gorzów |
09.06 - Leszno 06.08 - Wrocław28.07 - Gorzów 04.08 - Lublin11.08 - Częstochowa 18.08 - Rybnik25.08 - Zielona Góra 01.09 - Toruń08.09 - Grudziądz
|
30-09 - Gdańsk 02.10 - Krosno 04.10 - Zielona Góra |
07.05 - Świętochłowice 14.05 - Leszno 27.05 - Krosno 18.06 (przel.25.06)- Poznań 09.07 (przeł.23.07)- Tarnów 26.07 - Opole 31.07 - Bydgoszcz 14.08 - Gdańsk 21.08 - Piła 28.08 (przeł.02.09)- Łódź 04.09 - Gniezno 11.09 - Ostrów 18.09 - Kraków 27.09 - Rzeszów |
|
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium Zwierzynski Kazaniecki Czyzniejewski |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium Oscenda Byszewski Kostyera |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium Rybnik Leszno Toruń |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium Szczyrba |
Klasyfikacja końcowa miejsca na podium Harendarczyk Mudło Lis |
|
Źródło:
przegladsportowy.pl
sportowefakty.pl
nowosci.com.pl